O mnie

Do dziś pamiętam jak po zakończeniu praktyk w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zgłosiłam się do Ambasadora Janusza Reitera z prośbą o wystawienie mi opinii na co on mi odpowiedział: „Pani Alicjo, chciałbym, żeby Pani sama spróbowała napisać tę opinię o sobie uwzględniając Pani najmocniejsze strony, a ja się pod tym podpiszę … I jeszcze jedno: proszę zapomnieć na chwilę o naszym wrodzonym poczuciu skromnosci.” No i suma sumarum jako jedyna z grona czterech praktykantów opuściłam Ambasadę w Waszyngtonie bez opini. Po tylu latach w USA ciągle jeszcze nie nauczyłam się narcystycznej autoreklamy, co wcale nie oznacza, że nie potrafię o sobie pisać. Wręcz przeciwnie, mam wyjątkowy talent jeśli chodzi o naśmiewanie się z samej siebie, ale wyrażanie się na swoj własny temat w superlatywach w celu rzucenia słuchaczy na kolana zmuszając ich do całowania śladów moich stóp na piasku w obezwładniającym stanie uwielbienia, niestety nie leży w mojej naturze.

Bio w skrócie

Wychowana w czasach głębokiej komuny doszłam do pewnego etapu, w którym czułam, że zwyczajnie zaczyna mi brakować powietrza. Czułam się jak słoń uwięziony w pudełku zapałek i byłam święcie przekonana, że jeżeli coś się w moim życiu nie zmieni, i to w miarę szybko,  to się chyba uduszę. Na szczeście opatrzność czuwa nad zagubionymi owieczkami i wkrótce znalazłam pracę, która pozwoliła mi, w przenośni i w praktyce, rozwinąć skrzydła i zachłysnąć się światem. Chociaż z drugiej strony, gdybym przewidziała co czeka mnie w przyszłości pewnie wolałabym się udusić. Po zatrudnieniu się w Amerykańskich Liniach Lotniczych Delta przez kolejne cztery lata pracowałam w bazie warszawskiej po czym przeniosłam się do Nowego Jorku. Wyszłam po raz drugi za mąż a po September 11 straciłam pracę co zmotywowało mnie do pójścia na studia. Wybrałam NYU – Uniwersytet Nowojorski, który ukończyłam w 2006 na kierunku: Stosunki Międzynarodowe. Następnie zatrudniłam się w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku a po roku przeniosłam się do świata fianansów – kierowana wachlarzem najróżniejszych pobudek. Następnym etapem w moim życiu był kolejny rozwód.

Niektórzy uważaja, że rozwód i utrata pracy to jedne z najbardziej stresujących momentów w życiu. Ja miałam wyjątkowo ślepe szczęście, bo mnie oba życiowe dramaty przytrafiły się na raz, więc w dziedzinie stresu psychicznego temat mam w jednym palcu,  a prace doktorską w tej dziedzinie mogłabym napisać ze śpiewem na ustach przytupując w rytm oberka. Na szczeście przetrwałam, wylizałam rany i dosyć szybko znalazłam nową pracę na giełdzie maklerskiej w Goldman Sachs. Kiedy wreszcie wydawało mi sie, że moje życie zaczęło się  już toczyć po właściwych torach, wiele firm na Wall Street, w obliczu ekonomicznego kryzysu, zdecydowało sie na restrukturyzację, w tym także „outsourcing”, i co za tym idzie: masowe zwolnienia – na które załapałam się w czerwcu 2011. Nie będę zdradzała szczegółów, które i tak kiedyś opiszę w mojej książce, ale nie był to radosny etap w moim życiu, a konsekwencje utraty pracy (drugiej w ciągu ostatnich dwóch lat) odbiły się na mojej córce zmuszając mnie do przeniesienia jej w ostatniej klasie gimnazjum z prywatnej szkoły przy United Nation do „eksperymentalnej” szkoły publicznej. Na szczęście Karolinie udało się przeżyć ten eksperyment, a związane z tym bardzo nieprzyjemne doświadczenie uświadomiło mi, że pod wieloma względami edukacja w Stanach Zjednoczonych należy do najbardziej zdezorganizowanych systemów na świecie i prawdopodobnie wszystko trzyma się jeszcze tylko siłą rozpędu. Dokładnie tak samo jak ekonomia. Na szczęście wrodzony optymizm i niezawodne grono przyjaciół pomogły mi znaleźć wystarczająco dużo siły, aby się podźwignąć i znowu wyjść na prostą. Chociaż, szczerze mówiąc, moje życie już dawno przestało przypominać prostą.

A jaka jestem?

Przede wszystkim kontrowersyjna, wyemancypowana (jak dla większości mężczyzn zdecydowanie za bardzo) zbuntowana i uparta (te dwie “zalety” ku rozpaczy rodziców mam już od małego) asertywna (nad tą cechą pracowałam dosyć długo) z ogromnym poczuciem humoru i pozytywnym nastawieniem do świata i ludzi.

Znak Zodiaku?

Jestem Zodiakalnym Rakiem, ale na ten fakt też można nagwizdać, bo z racji tego, że urodziałm sie 20 lipca, mam więcej cech Lwa niż Raka. Dzięki temu mój ostatni związek z typowym Rakiem okazał sie kompletnym fiaskiem, bo która  kobieta przy zdrowych zmysłach (i cechami Lwa) chciałaby się związać na stałe z meżczyzną, który robi jeden krok to przodu i dwa do tyłu. Zdecydowanie NIE JA!!! Lubie mężczyzn zdecydowanych i silniejszych ode mnie fizycznie i psychicznie. Niestety na bazie moich osobistych doswiadczeń śmiem przypuszczać, że ostatni mężczyzna z tego gatunku zginął razem z mamutami na początku ostatniej epoki lodowcowej.

Mężczyźni i kobiety

Mówiąc o mężczyznach, z góry uprzedzam, że bardzo ich lubię, chociaż moje artykuły będą temu zaprzeczać. Nie mam szcześcia w miłości, co nie zmienia faktu, że uważam, że mężczyźni są niezwykle interesujący i stanowią dla mnie wyzwanie (czego z kolei Oni nie cierpią) a jako kobieta silna psychicznie i fizycznie lubię im dorównywać (nie mylić z wygrywaniem) i „podnosić poprzeczkę” (co niestety odstrasza mężczyzn, bo większość z nich woli iść na łatwiznę). C’est la vie! Natomiast kobiety uwielbiam (nie, nie jestem lesbijką) bo lepiej się z nimi rozumiem i w większości przypadków mogę liczyć na ich bezinteresowną przyjaźń (wyjątek stanowia Amerykanki, ale o tym później). Szczerze mówiąc, gdyby nie grono moich bliższych i dalszych przyjaciółek, na które w ostanich paru latach mogłam liczyć jak na Zawiszę Czarnego, nie wiem czy wystarczyłoby mi siły, samozaparcia i niezachwianej wiary we własne możliwości (które tak promuję na tym blogu), żeby przetrwać najgorsze momenty mojego życia (i mam ogromna nadzieję, że najgorsze mam już rzeczywiście za sobą :)).

Suma sumarum

Mam za sobą dwa nieudane małżeństwa i jedno bardzo udane dziecko, córkę Karolinę (Karo), którą właściwie też mam w teorii, bo w ostatnim tygodniu sierpnia wyjechała z Nowego Jorku na studia. Tak więc zaopatrzona w wirtualne pióro i niespożyte pokłady energii oraz czasu, przez najbliższych pare miesięcy będę miała możliwość skoncentrować się na pisaniu mojej książki, uprawianiu sportów i pisaniu blogów liczac po cichu na to, że ktoś je będzie czytał.

14 responses to “O mnie

  1. Alicia to rewelacja
    Renee

  2. Ala,
    Dopiero dziś weszłam na tę stronę, jest super!!!
    Doskonale rozumiem o czym piszesz i kibicuję Ci mocno!!!!

  3. Teresa Moszczynski

    Ala, Twoj blog bardzo sie podoba moim znajomych, fajnie sie dajesz upust swoim przemysleniom tu w tym miejscu. Dzieki za super lekture.

    • Teresa Moszczynski

      Oczywiscie, mial byc „fajnie, ze dajesz upust.. etc”, jest niedzielny poranek, moj mozg najwyrazniej dziala na zwolnionych obrotach🙂 Pozdrawiam i mam nadzieje, ze spotkamy sie wkrotce. Buziaki T.

      • Hey Teresa, dziękuję za reklamę i ciesze się, ze twój wysiłek nie idzie na darmo i ze mój blog podoba się twoim znajomym🙂.
        I am Free this Friday – do you know Verlaine on 110 Rivington Street – delicious Lychee Martinis – $5 Happy Hour until 10pm – let me know, if you can meet me there at 6ish. If you prefer other venue I am fine with it too.
        Caluski,
        Alicja

  4. Teresa Moszczynski

    Great, I will see you there. Around 6:30 pm, I will not able to make it earlier. Looking forward to it.
    Best,
    Teresa

  5. Urszula Pilarek

    Zazdroszczę Pani podejścia dożycia. Życzę powodzenia.

    • Dziekuje Pani Urszulo,
      Przyznam Pani szczerze, ze wcale nie urodzilam sie z takim podejsciem – wrecz przeciwnie … wyjezdzajac z kraju bylam zahukana dziewczynka🙂 Wprawdzie z ogromnym bagazem doswiadczen dlatego, ze moje zycie zawsze bylo bardzo kolorowe, tym niemniej nie mialam jeszcze tak pozytywnego nastaiwnia do zycia jak teraz. Mysle, ze im wiecej doswiadczymy w zyciu tym bardziej robimy sie odporni na przeciwnosci losu i podchodzimy do zycia i trudnych sytuacji z wiekszym optymizmem. Dlatego kobiety, ktore zawsze mialy „latwo” i nagle swiat wywraca im sie do gory nogami, czuja sie zagubione i nie potrafia odnalezc sie w nowej rzeczywistosci. Dlatego pomyslalam, ze moze czytajac mojego bloga – a w przyszlosci moja ksiazke – zmienia swoje nastawienie do zycia, nabiora optymizmu a przede wszystkim uwierza w siebie, bo jak powiedziala moja przyjaciolka z Australii, Kate, kiedy poinformowalam ja o moich planach zwiazanych z napisaniem ksiazki i prowadzeniem bloga: „mozesz osiagnac wszystko czego tylko zapragniesz … musisz tylko chciec.”
      No i dlatego jest moja przyjaciolka🙂
      Pozdrawiam,
      Alicja

  6. Czytam z dużym zaciekawieniem.

  7. Witaj! Gdzie znajdę więcej wpisów? A tak w ogóle uważasz,że lepiej być kobietą cielątkiem czy jednak energetyczną i wygadaną,babką z jajami,pardon!😈? Właściwie,już nie ma szans bym była kim nie jestem,bo jak się domyślasz,należę do 2-go gatunku, jestem niepokorna i to z wiekiem się nasila! Mam wrażenie,że mówienie prawdy i okazywanie emocji( egzaltacja tak to zwą?)to też nie chętnie widziane cechy..jak myślisz? Czy jest gdzieś na świecie stowarzyszenie zołz? A terapia przeciwzołzowa😉? Gorąco pzdr z Polski z Poznania!

    • Czesc Infirmiera,
      Musialam dojsc do siebie po twoim liscie bo mam wyjatkowo duza rodzine w Poznaniu i zastanawialam sie, ktore z nich wlazlo na moj blog🙂 . Z drugiej strony sa wyjatkowo monotonni w nadawaniu imion dla dziewczynek i niezwykle kreatywni jesli chodzi o chlopcow wiec niestety Joanna jakby nie kwalifikowala sie 🙂 Sama cudem uniknelam imiona Magda🙂 Byloby nas juz 3 albo 4🙂
      Zdecydowanie duzo fajniej jest byc Zolza🙂
      Zolza to osoba inteligentna, ktora ma ogromny szacunek do siebie i otoczenia, ma opinie i nie boi sie jej wyrazic na glos i bedzie walczyc o swoje prawa. Oczywiscie, ze nie jest to model idealnej Pani domu i malzonki bo mezczyzni wola wersje ulegla, ktora przez reszte zycia bedzie mu uslugiwala i w nabozynym posluszenstwie sluchala kazdego jego rozkazu niczym Pana i wladcy.
      Jesli chodzi o mnie nie zamierzam sie leczyc z bycia Zolza. Wlasnie miedzy innymi dlatego ze doszlam do tego etapu jestem cholernie szczesliwa. Calowanie sladow stop na piasku faceta nie wchodzi w rachube! Nigdy w Zyciu! Jestem sobie wiatrem i zaglem i bardzo mi to odpowiada …
      Pozdrawiam z nieco chlodnego Nowego Jorku
      Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s