Wybory Prezydenckie w USA 2016

images

Znajoma z FB poprosiła mnie wczoraj żebym wypowiedziała się na temat wyborów Prezydenckich w USA. Nie jestem politykiem, aczkolwiek posiadam wyksztalcenie w tej dziedzinie, dlatego moja wypowiedź będzie tylko i wyłącznie refleksją przedwyborczą ofiary umierającego systemu wartości w Stanach Zjednoczonych – w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu. Cofnijmy się jednak na chwilę do pierwszych wyborów Prezydenckich.

Zapewne niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że George Washington, jest pierwszym i jedynym do tej pory Prezydentem Stanów Zjednoczonych, który w dniu 4 lutego, 1789 roku został wybrany za obopólną zgoda wszystkich 69 członków Kolegium Elektorów. Ten sam sukces powtórzył zresztą 3 lata później w 1792 roku. Skąd tak niebywały konsensus, którego nie udało się już nigdy więcej osiągnąć? Brak podziału na partie polityczne …

Jednak to co od zawsze fascynowało mnie w związku z postacią samego Prezydenta Washingtona, był jego własny stosunek do powierzonego mu zadania. Oczekując na zgodę Kongresu zatwierdzającego jego nominacje na Prezydenta USA, Washington napisał do Henry Knoxa, przyszłego Sekretarza Wojny, że: „wyborom na stanowisko w rządzie będą towarzyszyły uczucia podobne do tych, które odczuwa przestępca udający się na egzekucje.”[1] Świadomość, że będzie musiał zrezygnować ze szczęśliwego życia w rodzinnej posiadłości w Mount Vernon stawiając czoła „oceanowi trudności” przed którym stało młode państwo amerykańskie oraz obawa, że nie posiadał wystarczającej ilości umiejętności potrzebnych aby zostać prezydentem – potęgowały jego niechęć do przyjęcia oferowanego mu stanowiska. Tym niemniej, mimo iż w liście do przyjaciela, Edwarda Rutlege, nadal uważał, że prezydentura przypomina kare śmierci i rezygnacje z prawa do prywatności i osobistego szczęścia, to jednak odpowiedzialność za losy ojczyzny spowodowała, iż zgodził się na przyjęcie nominacji z całym ciężarem odpowiedzialności za rodzące się państwo Amerykańskie.

Czyż nie jest to zadziwiające, patrząc na tę sytuację z perspektywy czasu, że wystarczyło 200 lat aby zmienić nasze poglądy na koncepcje honoru, moralności oraz rezygnacji z prywaty na poczet odpowiedzialności za losy narodu i miłość do ojczyzny….

Wracając do teraźniejszości, muszę przyznać, że wybory Prezydenckie 2016 w USA miały być dla mnie szczególnym wydarzeniem ponieważ po raz pierwszy w życiu miałam przystąpić do głosowania. Posiadam Polskie obywatelstwo, ale nie głosuję w wyborach w kraju ponieważ wychodzę z założenia, że PRIMO: nie ssie się dwóch matek, SECUNDO: mieszkając poza granicami Polski od prawie 20 lat nie mam prawa decydować o życiu Polaków w kraju. Jest to moja indywidualna decyzja i nie krytykuje tych Polaków, którzy głosują w obu krajach (pomijając fakt, że według amerykańskiego prawa popełniają przestępstwo, ale to nie moje małpy i nie mój cyrk. Zastanowiłabym się jednak nad publikowaniem na Facebook zdjęć sprzed urn wyborczych w Polskich Konsulatach – jak to robią niektórzy pozbawieni rozsądku znajomi🙂 ). Natomiast powstrzymanie się od głosowania to już zupełnie inny problem.

Przyznaje, że nie głosowałam w ostatnich wyborach w USA, mimo iż mogłam. Przegrana Hilary z Obamą w pierwszych wyborach (w których nie miałam jeszcze prawa do głosowania) była dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Jednak dopiero zeszłoroczne wybory w Polsce uświadomiły mi, jak ogromnym błędem jest … bierność elektoratu. Za co zresztą Polacy płacić będą przez następnych kilka lat. Dlatego świadoma konsekwencji takiej decyzji, poświęciłam w tym roku ogromną ilość czasu i energii poszerzając moją wiedzę w dziedzinie wyborów w USA oraz zapoznając się z programem politycznym wszystkich kandydatów. W tym roku głosować będę jako „independent”, bo nie jestem zwolennikiem żadnej ze stron. Zawsze będę się kierować głosem sumienia tak jak miało to miejsce podczas pierwszych wyborów prezydenckich w USA, kiedy nie istniały podziały na partie polityczne – liczyła się tylko i wyłącznie wspólna troska o dobro kraju i narodu i tego będę się trzymać.

Jednak dwa dni przed wyborami czuje się jak wypompowany balonik. Nie sądziłam, że do tego kiedykolwiek dojdzie, ale w obecnej sytuacji jest mi naprawdę obojętne kto wygra. Co gorsza, z rozmów prowadzonych ze znajomymi, coraz więcej ludzi podziela mój obecny stan ducha. Amerykanie po raz kolejny udowodnili reszcie świata, że są bandą idiotów. Szowinizm, rasizm, seksizm, bigoteria, głupota, brak klasy, dyplomacji, wiedzy i kultury osobistej to tylko niektóre cechy charakteru nie tylko Trumpa, ale przede wszystkim jego elektoratu. W końcu: „Jaki Pan taki Kram.”

Generalnie, prowadzenie inteligentnej rozmowy na tematy polityczne ze zwolennikiem Trumpa jest prawie niemożliwe. Są to ludzie, którzy podobnie jak ich kandydat nie posiadają wiedzy na tematy polityczne, stosunki międzynarodowe, oraz politykę zagraniczna Stanów Zjednoczonych. Konsekwentnie, z racji braku wiedzy nie mają opinii na żaden temat, ale za to z uwielbieniem wsłuchują się w dźwięk własnego głosu rzucając na lewo i prawo bezpodstawne oskarżenia pod adresem Hilary Clinton zapominając, że ich kandydat nie przedstawił do tej pory żadnego programu politycznego. To tak jakby umówić się na wizytę u ginekologa z hydraulikiem – w końcu i jeden i drugi grzebie w przewodach🙂  Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby Trump rozpętał Trzecia Wojnę Światowa od Twittowania z Putinem o 3:00 na ranem. Na dodatek, jakakolwiek próba konfrontacji i zaproszenie do cywilizowanej dyskusji oznacza koniec przyjaźni na Facebook. Akurat wcale mnie to nie martwi bo jakoś nie przepadam szczególnie za ludźmi z niskim IQ i w sumie dobrze, że się sami odfiltrowali🙂  Fakt jednak pozostaje, że w przypadku wygranej Trumpa, znajdziemy się wszyscy w sytuacji kiedy nienawiść, rasizm i szowinizm urosną na niebywałą do tej pory skalę.

Wszystko na co głosują zwolennicy Trumpa jest zaprzeczeniem wszystkich praw jakie gwarantuje Konstytucja Stanów Zjednoczonych. A zatem będzie końcem Amerykańskiego mitu o wolności, swobodzie wypowiedzi i równouprawnieniu. Uważam, że w środę po wyborach, Statułę Wolności należałoby utopić w zatoce Nowojorskiej i zorganizować wycieczki dla turystów pod tytułem: Podwodnym szlakiem świetlanej przeszłości Ameryki …

Musze przyznać, ze jestem już tak serdecznie umęczona nienawiścią, głupotą i skakaniem sobie do gardła zwolenników i przeciwników Trumpa, że może rzeczywiście byłoby dobrze gdyby wygrał w tych wyborach. Żeby ci, którzy na niego głosowali przekonali się na własnej skórze o dwulicowości ich „Świętoszka.” Ameryka już straciła twarz w oczach świata. Może teraz czas na jego wyborców. Na smutny moment brutalnego zderzenia z rzeczywistością. A do tego czasu wszyscy czekamy z utęsknieniem nie na Dzień Wyborów, ale na Dzień po Wyborach … kiedy wreszcie skończy się to piekło wyczekiwania i niepewności.

America already lost its strength and identity rappidly falling into disgrace – and after this election, depending on the outcome, we will face the fall of the greatest leadership of the modern world – torn apart by hate, prejudice and nurtured for centuries divisions, which will resurface once more to set the nation apart.

Alicja

[1] http://www.smithsonianmag.com/history/george-washington-the-reluctant-president-49492/?no-ist

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s