W trybach amerykańskiego bezprawia …

Unknown-2

 

  • Czy ktoś ma jakiekolwiek obiekcje natury moralnej względem przedstawionej przez nas sprawy? – zapytała Pani adwokat reprezentująca powódkę.
  • Ja mam – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Po wysłuchaniu opinii pozostałych kandydatów na jurorów, poproszona zostałam o wyjście z sali i wyjaśnienie obu prawnikom na czym polega mój dylemat.

  • Zacznijmy od tego, że nie urodziłam się w tym kraju i nie mam cierpliwości do ludzkiej głupoty ani do nonsensu – powiedziałam zgodnie z prawdą. – Uważam, że zarzuty w tej sprawie są co najmniej śmieszne, natomiast Pani klientka pozbawiona jest kręgosłupa moralnego.

Adwokaci obu stron patrzyli na mnie przez chwilę z trudem próbując opanować malujące się na ich twarzach zaskoczenie, po czym Adwokat reprezentujący obronę prychnął niczym stary wałach i stwierdził z ogromną dozą sarkazmu, że może w tej sytuacji powinnam przyjść na kolejna sprawę, nazajutrz.

  • Nie ma to jak pozbawiony profesjonalizmu samiec, który przyparty do muru, nie potrafi zapanować nad własnymi emocjami – pomyślałam.

Pani Adwokat, która miała zdecydowanie więcej powodów do wściekłości, bo w końcu wyraziłam niepochlebną opinię na temat jej klientki, zapanowała nad sytuacją i grzecznie poprosiła, żebym nie dzieliła się moimi poglądami z pozostałymi na sali potencjalnymi kandydatami na jurorów – na co oczywiście wyraziłam zgodę. Domyślam się jednak, że moja bezczelność musiała zachwiać misternie budowanym rusztowaniem, na którym opierała się cała wyssana z palca sprawa, ponieważ mniej więcej po 5 minutach, adwokaci obu stron zwolnili wszystkich kandydatów z obowiązku partycypowania w dalszej selekcji do ławy przysięgłych. Nic na to nie poradzę, że dodałam im pracy – zawsze powtarzam, że nic mnie bardziej nie drażni od ludzkiej głupoty. A już w szczególności kiedy dotyczy to amerykańskiego systemu prawnego.

Demoralizacja amerykańskiego społeczeństwa i powolna utrata wartości moralnych nie jest niczym nowym, ale ciągle zaskakuje nowymi przykładami. Tak było i w tym przypadku. Powódką była kobieta z 6-letnim synkiem, która wytoczyła sprawę sądową własnej matce!!! – właścicielce pieska, który 3 lata wcześniej ugryzł jej 3-letniego wówczas wnuczka. Oczywiście powodem sprawy są roszczenia materialne a nie dobro lub zdrowie fizyczne lub psychiczne chłopczyka, który ma obecnie 6 lat, niewiele pamięta z tamtego okresu i nie jest wiarygodnym świadkiem w sprawie.

Kiedy podzieliłam się moimi spostrzeżeniami ze znajomymi, okazało się, że sprawa ma więcej niż jedno dno. Wyszło na to, że jest to bardzo popularny w USA i wysoce nielegalny proceder, który nagminnie trafia na wokandę i jest rozpatrywany w świetle prawa mimo, iż na odległość śmierdzi przestępstwem. Ale skoro adwokat zgadza się prowadzić taką sprawę a sędzia nie wyrzuca go z sali rozpraw na zbity pysk, oznacza, że teoretycznie wszystko jest cacy  :).

Podobnych przypadków jest mnóstwo. Pod koniec zeszłego roku w Connecticut, ława przysięgłych odrzuciła roszczenia kobiety, która pozwała do sądu 12-letniego bratanka, starając się o odszkodowanie za złamaną rękę. Otóż 9 lat wcześniej podczas przyjęcia urodzinowego, 3-letni wówczas chłopiec ucieszył się na jej widok i rzucił się jej w ramiona. Niestety kobieta straciła równowagę i upadła tak niefortunnie, że złamała rękę. No i 9 lat później zdecydowała, że nadszedł czas na wyrównanie rachunków.

Na szczęście „Senior Moments” nie dopadają mnie jeszcze zbyt często, dzięki czemu doskonale pamiętam czasy własnego dzieciństwa i gdybym miała się ochotę dorobić to dzięki uszczerbkom na ciele zarobiłabym furorę🙂 . Nikomu jednak wtedy nie przyszło do głowy sądzić administrację osiedla przy “Stodole” w Warszawie, kiedy wlazłam na drewniany pień, którego nie usunięto z placu zabaw i spadłam z niego na pysk roztrzaskując sobie brodę; albo Proboszcza Parafii Dominikanów na ulicy Dominikańskiej, kiedy w przerwie na lekcji religii wlazłam na drzewo żeby kraść jabłka i nie dość, że z niego spadłam to jeszcze porwałam moją ulubioną spodniczkę🙂. Albo Politechniki Warszawskiej, właściciela stadniny koni w Podkowie Leśnej, kiedy na obozie jazdy konnej na Lubelszczyźnie – Dejanira – piękna aczkolwiek złośliwa klacz, najpierw mnie poniosła dzięki czemu moja twarz wyglądała jak zakrwawiona kartka papieru w kratkę, bo wprawdzie nie spadłam z jej grzbietu, ale z przerażenia zapomniałam pochylić głowę kiedy udało mi się nakierować ją w końcu na wąska ścieżkę w lesie, następnie kopnęła mnie w stajni zostawiając mi na udzie ślad podkowy, a na koniec ugryzła mnie w napięte ramię kiedy nalewałam jej wody z ciężkiego jak czort kubła🙂. Przykładów mogłabym mnożyć w nieskończoność – z tym, że dla nas był to okres dorastania, który z logicznego punktu widzenia obfitował w najróżniejsze przygody, podczas gdy dla niektórych Amerykanów każdy z wymienionych przeze mnie przykładów byłby idealnym powodem do wytoczenia sprawy sadowej o odszkodowanie – wbrew logice i rozsądkowi.

Natomiast jeśli chodzi o drugie dno, moi otrzaskani w kwestiach prawnych znajomi uświadomili mi, że w obu przypadkach jeżeli ubezpieczenie (zdrowotne) nie wypłaci wystarczającej ilości pieniędzy, która zaspokoiłaby roszczenia tak prawników jak i powódki albo obu „partners in crime” wtedy można pozwać prywatną osobę, szczególnie w przypadku zwierzątka domowego i sądzić ubezpieczenie na dom, mieszkanie, firmę … cokolwiek co przedstawia wartość materialną i zostało ubezpieczone, byle dało się wyłudzić odszkodowanie🙂. Chociaż w rzeczywistości, tak naprawdę cała czwórka powinna trafić za kratki … w świetle prawa pisanego🙂

Do czego prowadzi naginanie prawa? Do nonsensów i bardzo często do ludzkiej obojętności w obawie, że na przykład pomagając potrzebującemu na ulicy czy w metrze, można stać się nagle ofiarą i przedmiotem litygacji roszczącej sobie odszkodowanie rodziny ofiary, która według ich wersji wydarzeń, być może przeżyłaby wypadek albo jej stan nie uległby pogorszeniu gdyby nie ingerencja „Anioła Stróża.”

Jednak nic nie irytuje mnie bardziej, niż fakt, że na sali sądowej, na ścianie za plecami sędziego wisi godło z napisem: In God We Trust … (pomijając fakt, że znajduje się również na dolarach, co zakrawa na pusty śmiech) a chwilę później na wokandę trafia sprawa, która nigdy nie powinna trafić do sadu, a która jest ewidentnym dowodem na to, że Bóg najprawdopodobniej poszedł na wódkę z Moralnością a na sali pozostała tylko Chciwość, która usiadła na kolanach Mamony i śmieje się w twarz wszystkim uczestnikom tego żałosnego cyrku – włączając sędziego, który dopuścił do tak jawnego bluźnierstwa wobec instytucji prawa.

W sumie jest to temat rzeka i zaczynam się poważnie zastanawiać czy nie przybliżyć czytelnikom arkanów mojej własnej sprawy, która pozwoliłaby uświadomić wszystkim, że w rzeczywistości prawo ma wiele oblicz a sprawiedliwość nie ma z nim absolutnie nic wspólnego. Czyli mniej więcej tak jak z PiS🙂

Alicia

P.S. Jako ciekawostkę dodam, że w dniu dzisiejszym, 13 stycynia, 2016 r. prawnik z Ohio wytoczył sprawę o usunięcie frazy „In God we Trust”z amerykańskich monet oraz papierowych dolarów – czyżby dopadły go wyrzuty sumienia ?🙂  Wcześniej dokonał tego cudu – Teddy Roosevelt w 1907 r., natomiast Kongres naciskany przez opinię publiczną przywrócił ten dziwaczny obyczaj, który notabene utrzymał się do dnia dzisiejszego.

How ‘In God We Trust’ Got on the Currency in the First Place

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s