Recenzja ksiazki Jacka Pałkiewicza „Oblicza Strachu.”

image

Podczas bardzo intensywnego pobytu w Warszawie, w październiku tego roku, miałam ogromną przyjemność poznać osobiście Panią Ewę Kamyk z „Wydawnictwa Czerwone i Czarne” – z którym współpracuje już od kilku lat, pisząc recenzje do publikowanych przez wydawnictwo książek. Na spotkanie Pani Ewa przyniosła mi w prezencie dwie najnowsze publikacje: „Depresja Miliardera” Krzysztofa Wójcika – o której ostatnio bardzo głośno w mediach – oraz „Oblicza Strachu” nieznanego mi autora, Jacka Pałkiewicza. Dlatego też, kiedy cała Polska szalała na punkcie historii Ryszarda Krauzego – ja, z wrodzonej przekory sięgnęłam najpierw po „Oblicza Strachu.” Po przeczytaniu książki miałam bardzo mieszane uczucia i długo zastanawiałam się czy powinnam dać upust swojemu roczarowaniu. W końcu jednak uznałam, że najprościej będzie pokierować się podstawową zasadą rodziny Corleone z filmu „Ojciec Chrzestny”: „It is not personal Sonny. It is strictly business.”🙂.

Przyznaję, że o istnieniu Pana Jacka Pałkiewicza nie wiedziałam nic, aż do chwili otrzymania książki. Skorzystałam zatem z dobrodziejstw internetu i zapoznałam się szczegółowo tak z jego biografią jak i z tytułami poprzednich publikacji. Dopiero wtedy wzięłam się do czytania „Oblicza Strachu.”

Przyznam, że autor zaimponował mi ogromem przygód i ich różnorodnością nie tylko z geograficznego punktu widzenia. Pod tym wzgledem spokojnie moglibyśmy uznać się za bratnie dusze przepełnione nienasyconą potrzebą przygody, która codziennie dostarcza nowych wrażeń i emocji. Dlatego też, na szczególna uwagę zasługuje cytat, który wzbudził we mnie ogromny szacunek dla autora: „Tak, boję się śmierci. Ale przede wszystkim po prostu nie boję się życia.”

Spodobała mi się też moralna postawa autora, który nawet jako fotoreporter i korespondent wojenny, potrafił wielokrotnie powstrzymać się od zrobienia intratnych pod względem finansowym zdjęć nie tylko ulicznych egzekucji i gwałtów, ktorych był naocznym świadkiem, ale również przyłapanego na modlitwie w bazylice Sw. Franciszka w Asyżu, Michaiła Gorbaczowa. W tym materialistycznym świecie pozbawionym wszelkich zasad moralnych, gdzie scena obcięcia głowy amerykańskiemu dziennikarzowi, Jamesowi Foleyowi, przez członka ugrupowania ISIL staje się nagle prawdziwą sensacją na youtube, posiadanie kręgosłupa moralnego „w czasach zarazy” godne jest podziwu.

Zgadzam sie również z niepopularnym poglądem autora na kwestie Islamu – czyli cytując Oriane Fallaci … „Europa coraz bardziej staje sie prowincją Islamu.” Ale kwestii poglądów politycznych nie będę rozwijać na łamach recenzji.

Uważam, że Pan Jacek jest postacią nietuzinkowa, o ogromnej wiedzy i doświadczeniu, z bagażem niezwykle interesujących przygód, które z całą pewnością mogłyby posłużyć jako scenariusz do kolejnych odcinków „Indiana Jones” albo przygód załogi SIGMA – bohaterów książek Jamesa Rollinsa. Niestety autor nie posiada talentu pisarskiego, który pozwoliłby mu na rozbudzenie w czytelniku emocji i wczucie się w sytuację bohatera. Nie chcę zabrzmieć tutaj zbyt krytycznie, ale książka przypomina bardziej zapiski kapitana statku w dzienniku pokładowym – suche, konkretne i beznamiętnie informacje z podróży „w 365 dni dookoła świata.” Ktoś mógłby mi zarzucić, że Pan Jacek jest fotoreporterem i jego opowiadania/przygody są formą reportażu. To prawda, ale Ernest Hemingway też był korespondentem zagranicznym i również wiele podróżował a jego wspomnienia z wojny domowej w Hiszpani „Dla kogo bije dzwon” przeszły do histori literatury. Podobnie ma się rzecz w przypadku jednego z moich ulubionych, współczesnych pisarzy z Ameryki Poludniowej: Arturo Perez Reverte, ktory pracował jako korespondent wojenny przez 21 lat. Jego genialna książka pt., „Terytorium Komanczów” w sposób bardzo obrazowy dokumentuje sceny z konfliktu na Bałkanach. Narracyjny ton książki budzi w czytelnikach wiele różnorodnych emocji umożliwiając im utożsamienie się z autorem, który nie tylko jest świadkiem okrutnych scen, ale niejednokrotnie sam walczy o przetrwanie, przeżywając wiele moralnych rozterek …

Tak naprawdę, celem każdego autora jest umiejętne manipulowanie uczuciami czytelników. To tak jak z aktorami na scenie teatru. Trzeba umieć rozśmieszyć czytelników, zmusić ich do płaczu, wzbudzić w nich strach, obawę, ciekawość, przerażenie, wsciekłość, ból psychiczny – a wszystko po to, aby z czysto egoistycznych pobudek – sprowokować czytelników do powrotu, do sięgnięcia po kolejną książkę tego samego autora. Dlatego brak jakichkolwiek emocji w książce „Oblicza Strachu”, które zastąpiła jałowa relacja z kilkunastu wypraw, z całą pewnością działa na jej niekorzyść.

Również powierzchowność w opisywaniu sytuacji, postaci oraz wydarzeń była dla mnie dużym zaskoczeniem. W sumie żadna przygoda nie została przedstawiona dogłębnie – od poczatku do końca z charakterystyka postaci i sytuacji. Każda wyprawa przypomina migawki z zamierzchłej przeszłości. A przecież przygody Pana Jacka na pewno były fascynujące chociażby ze względu na to, że podróżował w czasach głębokiego Komunizmu kiedy sama myśl o wyjeździe do Chin, Wietnamu, Korei czy na bliski wschód powodowała dreszcz emocji.

Wydaje mi się, że w jednym z moich blogów wspomniałam kiedyś o konferencji w Waszyngtonie, w której miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w 2006, głównie dzięki uprzejmości Ambasadora Janusza Reitera. Tematem Konferencji były „Stosunki Amerykańsko-Chińskie za czasów Prezydenta Cartera.” W panelu nie zabrakło oczywiście Zbigniewa Brzezińskiego, byłego doradcy Cartera, który z charakterystycznym dla niego poczuciem humoru zaczął od dowcipu: „W tamtym okresie stosunki Amerykanów z Chinami przypominały seks – z tym, że udało nam się pominąć grę wstępną.” Była to bardzo prosta sztuczka, która zapewniła mu stuprocentową uwagę nawet wsród tych słuchaczy, którzy przysypiali przy wypowiedziach jego przedmówców. Nie mówię, żeby Pan Jacek wziął się od razu za pisanie o seksie, bo od tego jest Prof. Lew-Starowicz, ale żeby pokusił się o bardziej obrazowe opisy, ktore wpływają na wyobraźnie czytelnika i trzymają go w napięciu do ostatniej strony książki.

Jednak prawdziwym gwoździem do trumny okazał sie sam język. Jest to nieskoordynowana mieszanka języka potocznego z literackim, gdzieniegdzie okraszona mniej lub bardziej elokwentnymi sformułowaniami z wieloma obcojęzycznymi naleciałościami, co w końcowym efekcie przyczyniło się do pozbawienia opowiadania płynności i jednolitości.

W rezultacie, język brzmi tak jakby książka w orginalnej wersji napisana została po włosku i ktoś nie znający dobrze języka polskiego pokusił się o jej przetłumaczenie. Nie wiem czy osoba dokonująca korekty tekstu robiła to niechlujnie, czy też dokonując poprawek skupiała się głównie na ortografii, faktem jest, że czytelnik nie powinien marnować czasu na zastanawianie się co kilka stron, co oznaczają poszczególne wyrazy albo co gorsza całe zdania w tekście:

„uważał go za człowieka zasad gotowego przyjąć wszystkie ich konsekwencje logiczne” str. 256
„wciąż obserwuje Gorbaczowa chylącego czoło przed średniowiecznym mistykiem …” str. 256
o kajmanie – „z zakończonymi błoną nogami” (łapami)
„jak każdy kajmani małolat” lol
„w wilgotnym powietrzu brazylijskiej selvy” (?)
„drgnienia światła wypłasza je” (?)
„zawsze bedą kusiły nieprzetarte marszruty” (szlaki)
„nieidentyczne mamy doświadczenia” (rożne)
„szkoła survivalowa” (szkoła przetrwania „Polacy nie gęsi, iż swój język mają”)
Generalnie sugerowałabym zrezygnować z wszelkich udziwnień.

Podsumowujac, niewykluczone, że rutynowo wykonywane przez autora zadania, które składają się na serię opowiadań – sprawiają, że książka stała się bardzo statyczna a ton monotonny. Dlatego warto pamietać, że do sukcesu książki nie wystarczy napisany we wstępie komentarz Prezydenta Michaiła Gorbaczowa – tak jak miało to miejsce w przypadku „Syberii” ani setki przeżytych przez bohatera książki przygód – do sukcesu książki potrzebna jest umiejetność pisania z pasją, która emanuje z każdej strony książki, rozbudzajac wyobraźnie czytelników i prowokujac ich do emocji i przemysleń, co w końcowym efekcie zachęca ich do sięgnięcia po kolejne tytuły … Warto sie nad tym zastanowić pisząc kolejną książkę …

Alicia

2 responses to “Recenzja ksiazki Jacka Pałkiewicza „Oblicza Strachu.”

  1. Pałkiewicz jest znaną postacią w Polsce od wielu lat. O jego życiu krążą historie , których nawet podczas skrupulatnego wertowania jego reportaży nie odnajdziemy na kartach książek . Rzeczywiście, czegoś brakuje publicystyce Pałkiewicza , co ma wpływ na lekkość czytania. Pomimo tego warto zapoznać się z dorobkiem pisarskim Pałkiewicza.

    Słyszałem taką teorię , że Jacek Pałkiewicz pomimo bogatego doświadczenia, nie może wszystkiego opisać , bo ciąży nad nim cień tajnych służb.

    • Czesc, zgadzam sie w 100% ze jest fascynujaca postacia🙂 Widac to z jego opowiadan i podrozy w ciekawe miejsca jak rosyjska syberia, ze ma wiele ciekawych historii do opowiedzenia. Osobiscie wolalabym sie z nim spotkac i przy kominku i lampce win posluchac o jego przygodach i przezyciach a potem to opisac w sposob, ktory on sam niestety nie potrafi tego przekazac. Tak jak powiedzialam w mojej recenzji, przygody Palkiewicza maja potencjal na film albo fascynujaca ksiazke przygodowa z dziedziny non-fiction ale trzeba to umiejetnie ubrac w slowa … Ma niebywala wiedze i doswiadczenie i jestem swiecie przekonana, ze w czasach komunistycznych byly to „mroczne” przezycia i doswiadczenia i bardzo duzo dalabym, zeby chociaz raz posluchac tych opowiesci sam na sam …. tych mrocznych/zakazanych🙂
      Pozdrawiam,
      Alicia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s