Recenzja książki Mari Czubaszek „Dzień Dobry Jestem z Kobry.

image

Wyobraziłam to sobie mniej więcej tak.
Niewielka scena w małym, kameralnym teatrze. Ilość rekwizytów ograniczona wyłącznie do stojącej po środku metalowej pryczy z mocno zużytym materacem i niewielkich rozmiarów metalowym stolikiem, na którym stoi kubek z gorącą kawą. Obok łóżka, przodem do widowni stoi metalowe krzesło. W momencie kiedy gasną światła i podnosi się kurtyna, cała scena pogrążona jest w ciemnościach z wyjątkiem powierzchni wokół trzech rekwizytów, na które pada stłumione światło reflektorów. W tym czasie za kulisami słychać zbliżające się kroki i na scenie pojawia się niskiego wzrostu, starsza pani o „nienachalnej urodzie,” z obciętymi na krótko blond włosami i malującej się na twarzy obojętności. W ręku trzyma zapalonego papierosa, którym zaciąga się z niekłamaną przyjemnością. Powoli podchodzi do krzesła, siada na jego krawędzi i sięga po kubek z gorąca kawą. Po chwili odwraca się w stronę widowni, zakłada nogę na nogę i spoglądając w milczeniu na otaczające ją ciemności, ponownie zaciąga się papierosem i rozpoczyna monolog.

* * * * *

Tak własnie widzę książkę Mari Czubaszek „Dzień Dobry Jestem z Kobry” w inscenizacji teatralnej. W końcu skoro autorka zgodziła się – na potrzeby sesji zdjęciowej magazynu „Playboy” – na bieganie po cmentarzu Powązkowskim w worku na zwłoki, z papierosem w reku, to w moim scenariuszu może zagrać samą siebie w więziennej celi. Uważam, że jest to idealne miejsce akcji dla kogoś, kto upiera się przy głęboko zakorzenionej niechęci do życia🙂 Pod koniec książki przyszło mi do głowy, że gdzieś już widziałam podobną scenę i po krótkiej chwili przypomniało mi się, że mniej więcej rok temu w podobnej roli oglądałam w BAM w Nowym Jorku mojego ulubieńca, Johna Malkovicha w monologu „The Infernal Comedy” opartej na auto-biografi seryjnego mordercy. Na swoją obronę, zaznaczę, że przedstawienie cieszyło się ogromnym sukcesem🙂

Kim jest Maria Czubaszek w przedstawionym auto-portrecie?
Z całą pewnością jest osobą niezwykle ekscentryczną, przekorną i kontrowersyjną, ktora żyje według własnych zasad, negując niewygodne, narzucone odgórnie normy społeczne. Na przykład, nigdy nie chodzi na pogrzeby – bo nie lubi i woli pamietać znajomych takimi jakimi znała ich za ich życia. Jest świetną obserwatorką ludzi i obyczajów, których nie boi sie krytykować. Sarkastyczne poczucie humoru „Czubaszka” emanujące z książki, nie jest pozbawione elementu złośliwości, co uchodzi jej koncertowo ponieważ wychowało się na niej kilka generacji Polaków i na tym etapie życia autorka może sobie pozwolić na „odrobinę” ekstrawagancji. Zaimponowała mi kompletnym brakiem obłudy oraz tym, że zawsze kieruje się własną intuicją, a nie opinią innych, pozwalając sobie jednocześnie na cynizm i uszczypliwość w stosunku do jednostek, które z jakiegoś powodu nie przypadły jej do gustu – przy czym zazwyczaj winne sa temu ich poglądy a nie widzimisię autorki.

  • Gdybym miała użyć prostego określenia dla opisania Czubaszek, powiedziałabym: Generalnie mówiąc – She doesn’t give a shit!

Czubaszek kicha na diety, zdecydownie nie należy do rosnącego grona Foodies🙂, uwielbia parówki, którymi z niekłamaną przyjemnością objada się o drugiej nad ranem, pali papierosy, bo sprawiają jej przyjemność, śpi na siedząco w fotelu, nie wyjeżdża na wakacje, nie znosi wsi ani pieszych wycieczek, nie lubi podróżować, nie chodzi do kina, teatru ani na koncerty (nawet męża) odkąd zakazano palenia w miejscach publicznych, nie lubi dzieci, nie przepada za kobietami i zdecydowanie woli towarzystwo mężczyzn. Upiera się przy założeniu, że znudziło się jej życie chociaż myślę, że jej dekadentyzm nosi znamiona kokieterii – przed którą zresztą broni się rękami i nogami – ponieważ ludzie, którzy są zajęci zawodowo – tak jak Czubaszek – nie mają czasu myśleć o śmierci i przemijającym czasie. Wiem to z autopsji, chociaż staram sie być zajęta głownie prywatnie🙂

Książka Mari Czubaszek napisana jest bardzo prostym językiem pozbawionym górnolotnych określeń. Czytelnik może czasami odnieść wrażenie, że autorka napisała ją na jednym wydechu w przeciągu jednej nocy co sprawia, że na pierwszy rzut oka nosi w sobie znamiona monotoni pozbawiając książkę elementu emocji. Tym niemniej, książka wcale nie jest nudna a sama autorka zadbała o zmiany nastroju, wtrącając co jakis czas humorystyczne komentarze, które sprawiają, ze czytelnik chciał czy nie chciał, wybucha niekontrolowanym śmiechem. Na przykład:

  • w nawiązaniu do kobiet w świecie polityki: …”Po drugiej stronie są agresywne ciotki rewolucji, jak posłanka Pawłowicz, Beata Kempa czy Beata Szydło.”
  • „Gdy mi ktoś dziś proponuje, żebym się napiła herbaty, to od razu przed oczami staje mi sikający koń.”
  • „Pracowitość to cecha, która mi specjalnie nie imponuje.”
  • „Już tak mam, że jak widzę coś zdrowego, to mnie od razu odrzuca”

Tytuły rozdziałów przypominają skróty myślowe i zdecydowanie nie są poradami. Autorka w sposób przewrotny sygnalizuje temat, który bardzo często nie ma nic wspólnego z tytułem. Ta informacja jest głownie dla tych czytelników, którzy nie znając poczucia humoru Mari Czubaszek, po przeczytaniu spisu treści uznaliby książkę – zresztą niesłusznie – za poradnik:

  • Jak zostać gwiazdą ‚Playboya”
  • Jak stracić wiarę w Boga
  • Jak wykiwać Urbana.

Mimo, iż książka nie jest poradnikiem, to jednak Czubaszek oferuje kilka ciekawych, niezwykle życiowych wskazówek:

  • Alkohol należy pić bez zakąszania
  • Jak jeść to nie pić
  • Największą przyjemnością w życiu jest palenie papierosa
  • Papierosy zbliżają ludzi

Z czym zgadzam się z autorką w stu procentach? W dwóch kwestiach, Primo: Z teorią, że „w Polsce autoironia i dystans do siebie nie występują.” Mimo, iż naśmiewanie się z samej siebie jest zaletą ludzi inteligentnych to jednak nadal niewielu Polakow osiągnęło ten poziom swobodnej samokrytyki niepozbawionej humoru. Secundo: „Prawdziwa tragedia to przystojny facet, ale durny i bez poczucia humoru”🙂

Książka Mari Czubaszek jest najbardziej oryginalną wersją autobiografii jaką kiedykolwiek udało mi się przeczytać🙂 Taki satyryczno- biograficzny kogelmogel z elementem filozoficznego bajdurzenia🙂 Przesiąknięta jest negatywnym pozytywizmem, który do złudzenia przypomina humor Woody Alena, szczególnie w nawiązaniu do śmierci i starości – robi to przy tym z tak ogromną dozą poczucia humoru, że naprawdę trudno jest ją brać na poważnie. Czasami miałam wrażenie, że książka napisana została na potrzeby dziennikarzy – bynajmniej nie po to aby rozwiać dotychczasowe plotki na jej temat, ale po to aby dostarczyć pożywkę dla nowych historii, które z kolei pozwolą autorce na wykorzystanie ich podczas rozmów w kolejnych programach telewizyjnych. Zanim to jednak nastapi, zachęcam wszystkich czytelników do przeczytania książki, aby wyrobić sobie własne zdanie na jej temat. Jeśli chodzi o tych czytelników, którzy podobnie jak ja – w czasach głebokiej komuny – wychowywali się na słuchowiskach Czubaszek – książka „Dzień Dobry Jestem z Kobry” jest lekturą obowiązkową … co do tego nie ma dwóch zdań.

Alicja

P.S. Nie udało mi się do tej pory dociec dlaczego Maria Czubaszek pozbyła się imienia Alicja i zamieniła je na Maria. Alicja to naprawdę bardzo fajne imię  :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s