Recenzja książki Profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza „Wszystko da się naprawić.”

IMG_0019

Stałam po środku pustego biura i przyglądając się tonącej w blasku zachodzącego słońca East River, wsłuchiwałam się w monotonny dźwięk drukarki.

  • Zupełnie nie rozumiem jak mogła umknąć mojej uwadze „zazdrość” – pomyślałam wpatrując się w piętrzące się kartki papieru.

Nagle drukarka ucichła. Mimo woli zatrzymałam wzrok na ostatniej stronie po czym przeczytałam: Jak dobrze się kłócić? Czy wybaczyć zdradę? Jak uniknąć znużenia? Jak ożywić rutynę w seksie?

  • Co to jest do cholery? – nastroszyłam się w duchu – Co ta Pani Ewa mi tu podrzuciła? Scenariusz do filmu: “Nigdy w życiu!” Książkę przeczytałam raz, film obejrzałam pewnie już ze dwadzieścia razy – scenariusz potrzebny mi jak kij w uchu!!! – Wypisz wymaluj Judyta w jednej ze scen w redakcji pisma dla kobiet. W sumie brakuje tylko: ‘Dlaczego penisy wykrzywiają się w prawą stronę?”

Lekko sfrustrowana zebrałam wszystkie kartki do kupy i odwróciłam książkę do góry nogami. Okładka okazała się pusta, ale już na trzeciej stronie znalazłam, wypisany wielkimi literami tytuł:

Zbigniew Lew-Starowicz “Wszystko da się naprawić.”

  • Niepoprawny marzyciel – fuknęłam pod nosem i z uczuciem wyraźnej ulgi rzuciłam jeszcze ciepłą kopię na biurko obok komputera.

Od ponad roku nie napisałam żadnej recenzji dla wydawnictwa Czerwone i Czarne – Mea Culpa! – ale przyznam, że z tym większą przyjemnością oddałam się czytaniu najnowszej książki, będącej owocem współpracy Profesora Lwa-Starowicza i znanej wszystkim dziennikarki, Krystyny Romanowskiej. Dlatego śpieszę zawiadomić czytelników, że nic się nie zmieniło i nadal jest to bardzo interesująca lektura w formie przystępnie napisanego poradnika. Mam wprawdzie parę uwag, spostrzeżeń i sugestii, ale zacznijmy od początku.

Książka jak zawsze utrzymana jest w formie frywolnej rozmowy, chociaż przyznam, że tym razem jest w niej stosunkowo mniej dialogów niż poprzednio ale za to więcej opisów. Tym niemniej tematyka książki sprawia, że nadal czyta się ja lekko, przyjemnie i z ogromnym zainteresowaniem.

Autorzy “Wszystko da się naprawić” we wspólnej rozmowie próbują odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań związanych z naturą związków partnerskich a mianowicie: czy istnieje możliwość stworzenia bezkonfliktowego związku opartego na wzajemnym zrozumieniu i dialogu; jakie są przyczyny rozpadu związków; jaka jest rola dziecka w związku; jakie są najbardziej popularne błędy popełniane przez partnerów oraz czy istnieje możliwość uzdrowienia związku i na jakim etapie. Fakt, że autorzy poświecili temu problemowi dokładnie 261 stron świadczy niezbicie, że jest to temat dość szeroki a współczesny związek partnerski – bo nie dotyczy to tylko zalegalizowanych małżeństw – jest nie lada wyzwaniem nie tylko dla samych zainteresowanych, ale również dla psychologa.

Już na samym początku książki dowiadujemy się, że stary model, według którego przez stulecia małżeństwo traktowane było jako instytucja nierozerwalna i wymagało ogromnego wysiłku oraz poświęcenia z obu stron ponieważ w przypadku konfliktu – dobro rodziny było zawsze elementem priorytetowym – czego zresztą domagał się również kościół, który odgrywał ogromną rolę w życiu ówczesnej rodziny – ustąpił nagle miejsca bardziej frywolnemu modelowi. Z obserwacji i badań Profesora wynika, że współczesne społeczeństwo jest rozwiązłe u swoich podstaw, staliśmy się bowiem rozwydrzeni i niemoralni, coraz więcej ludzi żyje na kocią łapę, konkubinat podobnie jak rozwód nikogo już nie dziwi, najważniejsze jest dobro jednostki a nie rodziny i na domiar złego kościół stał się niezwykle liberalny co sprzyja moralnemu rozpasaniu🙂 … oczywiście w tym przypadku Profesor ma na myśli wiernych🙂 . Może w związku z tym, że jak powiedział Prof. Lew-Starowicz: …”rozwód stał się metodą rozwiązywania problemu…” leasing na 3 lata zamiast małżeństwa, nie jest aż tak głupim pomysłem jakby się wydawało …🙂

Jako ciekawostkę podam, że dużą cześć książki autorzy poświecili tematowi kłótni, która jest nieodłącznym elementem dialogu pomiędzy partnerami oraz demonstracją dynamiki w związku i wygląda na to, że kłócenie się też może być sztuką. Zwracam uwagę czytelników na wnikliwe zapoznanie się z trzema fazami kłótni:

  • Faza I – ujawnienie problemu
  • Faza II – mówienie o emocjach
  • Faza III – znalezienie rozwiązania

W przypadku braku konsensusu – profesor niestety nie sugeruje rozwiązania, więc trudno mi powiedzieć czy należy zacząć się kłócić od nowa czy zwyczajnie dać sobie po pysku. Jestem jednak głęboko przekonana, że wnioski, czytelnicy wysnują sobie sami po przeczytaniu książki, do czego gorąco zachęcam.

Korzystając z okazji, postanowiłam zaprotestować na Forum Romanum przeciwko powszechnie panującej opinii – która zresztą emanuje z książki niczym zorza polarna – jakoby kobiety były kłótliwe. Kochany Panie Profesorze oraz Panowie czytelnicy: kobieta ma prawo do posiadania odmiennego zdania oraz wyrażania na głos własnych opinii niezależnie od sytuacji oraz poglądów partnera i jego kolegów. Natomiast, jeżeli zamiast dialogu zależy Panom na bezwzględnym posłuszeństwie – zamiast szukać partnerki proszę zaadoptować psa🙂

Jednym z bardziej istotnych rozdziałów w książce na który należy zwrócić uwagę są Kłopoty z Komunikacją i namawiam serdecznie wszystkich czytelników nie tylko do wnikliwego przeczytania ale również zapamiętania niektórych istotnych różnic wynikających z płci, które mogą prowadzić nie tylko do zabawnych sytuacji, ale przede wszystkim do konfliktów:

  • dla większości mężczyzn NIE =NIE, podczas gdy dla kobiet może to oznaczać BYĆ MOŻE – ale nie musi🙂
  • Kiedy mężczyzna potakuje to znaczy, że się zgadza. W przypadku kobiety może to oznaczać, że słucha – ale nie musi🙂
  • Jeżeli kobieta uśmiecha się podczas rozmowy, nie zawsze jest to oznaką akceptacji. Często kobiety uśmiechają się z grzeczności, która jest reakcją samoobronną – szczególnie w sytuacji kiedy zastanawiają się jak uwolnić się od namolnego trutnia🙂

Warto zaznaczyć, że zasadniczy problem w komunikacji – o którym wspomniał profesor i z którym trudno jest się nie zgodzić – wynika z tego, że kobiety nie są emocjonalnie przezroczyste – są za to nieprzewidywalne podczas gdy mężczyznom brakuje intuicji. Co nasuwa prosty wniosek, że obie strony mają wpisany konflikt w kod genetyczny.

Fascynującym elementem tego wydania są również epitety jakimi obrzucają się partnerzy w gabinecie profesora i z niekłamaną przyjemnością oddałam się studiowaniu ich znaczenia. Oczywiście byłoby świństwem z mojej strony gdybym się nimi nie podzieliła z czytelnikami, co też czynię z nabożną pieczołowitością: prymitywny żołdak, debilny spaślak (czyli głupi tłuścioch – ślepa była jak za niego wychodziła?), nieudacznik, fleja, wstrętna małpa (to niestety wychodzi po ślubie), menda, cham, wykapana mamusia, dupek (wolę dupka żołędnego), pokurcz, etc. W przypadku ostatniego zwrotu musiałam sięgnąć po słownik i w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że może to oznaczać „strach na wróble.” (Osobiście sugerowałabym żeby skoncentrować się na używaniu wyrazów zrozumiałych dla obu stron w obawie, że partner lub partnerka może go uznać za komplement🙂 ).

Autorzy książki poświecili również sporo czasu omawianiu kwestii „przyjaciółek” i przyznam, że nie było to dla mnie żadnym zaskoczeniem, że w swojej książce Prof. Lew-Starowicz uznał je nie tylko za najgorszych doradców, ale wręcz wrogów przeżywającego kryzys związku małżeńskiego koleżanki. Przyjaciółki zostały podzielone na cztery grupy:

  • Pożałuje, ale nie ingeruje
  • Kółko dyskusyjne
  • Poradnia przyjaciółek cybernetycznych – jednostki wyzute z altruistycznych instynktów lewitujące w przestrzeni wirtualnej
  • Harpie – Przyjaciółki polujące na męża przeżywającej kryzys małżeński koleżanki.

W ostatnim przypadku wystarczy włączyć telewizor aby przekonać się jak zastraszająco duża jest ta ostatnia grupa, więc temat nie wymaga rozwinięcia. Tym niemniej polecam czytelnikom przeczytanie – ze szczególną uwagą – rozdziału Kto jest złym doradcą?

Z czym się w książce bezwzględnie nie zgadzam? Z poglądem Prof. Lwa-Starowicza na zdradę ponieważ uważa, że: „romans nie może być traktowany jako największe zagrożenie trwania związku i rodziny.” No cóż, iście utopijny pogląd! Jeżeli Pan Profesor zamierza propagować symbol Samarytanki Bosej, patronki niewyżytych seksualnie mężczyzn to bardzo proszę, ale osobiście, będąc kobietą o głęboko zakorzenionym poczuciu własnej wartości nie uznaje kompromisów w tej dziedzinie. Niech sobie poszuka kolejnej idiotki, która zgodzi się nosić serce na temblaku. To tyle na temat zdrady – resztę proszę sobie doczytać🙂

Jedynym elementem w książce, który zdecydowanie do mnie nie przemówił – zaznaczam, że zdarzyło się to po raz pierwszy – jest ilość powtórzeń pochodzących z poprzednich wydań w tym samym cyklu. Rozumiem, ze można wtrącić tu i ówdzie kilka cytatów jednak reprodukowanie kilkunastu akapitów pod każdym rozdziałem świadczyć może o wyczerpaniu tematu. W takim przypadku należałoby albo zrobić przerwę, albo zmienić partnerkę albo wreszcie tematykę (może związki homoseksualne?). Całkiem niedawno, pewien znajomy, nawiązując do tematu zdrady, powiedział mi: „Alicja, z gejami to jest zupełnie inaczej! Przecież my nie rozbijemy rodziny!” Czy rzeczywiście Panie Profesorze jest inaczej?

Reasumując pozwolę sobie odegrać rolę adwokata diabła. Rozumiem, że profesor próbuje w swojej książce namówić czytelników do spojrzenia w krzywe zwierciadło po to aby mimo wszystko spróbować wyobrazić sobie wyidealizowany obraz świata. Niestety wnioski nasuwające się po przeczytaniu książki są pełne kontrastów. Z jednej strony Profesor Lew-Starowicz sugeruje, że aby osiągnąć sukces w związku partnerzy powinni bezwzględnie wyrzucić ze słownika rutynę, powagę, egoizm i skupić się na dialogu. Kobietę należy adorować bez względu na wiek natomiast mężczyznę należy bezwzględnie chwalić – przynajmniej raz w tygodniu. Z drugiej jednak strony, sam Profesor w wielu wywiadach powtarza, że: „Liczba niedojrzałych mężczyzn przyjmuje charakter epidemii” a zatem tak naprawdę w populacji Piotrusiów Panów trudno jest współczesnej kobiecie znaleźć zdrowego emocjonalnie partnera, przygotowanego do stworzenia trwałego związku🙂 Więc tak naprawdę, co tu naprawiać?

Starając się nie zdradzić zbyt dużo z treści książki mam nadzieję, że udało mi się zainteresować Państwa tą fascynującą lekturą. Przypominam, że książka Profesora Lwa-Starowicza i Krystyny Romanowskiej „Wszystko da się naprawić” jest już na półkach w księgarniach od 23 września tak więc bardzo serdecznie namawiam wszystkich czytelników do jej przeczytania. A ja w tym czasie sięgnę po to co umknęło mojej uwadze rok temu, czyli: „O Zazdrości.”

Alicja

2 responses to “Recenzja książki Profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza „Wszystko da się naprawić.”

  1. Jestem konserwatywny i wizja nierozerwalnego związku , bez zdrady , bez kłótni , jest niezwykle kusząca. Widocznie ludzie są coraz większymi egoistami i dlatego rozpad związków stał się normą . Może to nie jest jednak norma , może to jest plaga ?

    • Lista powodow dla ktorych ludzie sie rozstaja jest dluzsza niz droga krzyzowa, wiec nie bedziemy sie nad nimi rozwodzili🙂 Czesto dobieraja sie w pary i rzeczywiscie do siebie pasuja ale gdzies w pol drogi jednemu partnerowi odbija palma – nie wyszalala sie za mlodu i nagle zaczela nadrabiac a maz stal sie przeszkoda, on nagle zaczal zarabiac fure kasy i okazuje sie ze wyszedl z niego skapiec i nie ma ochoty sie nimi dzielic … przykladow jest mnostwo … ale nadal sa zwiazki ktore przetrwaja burze i upadki i jest to budujace … nawet jezeli to nie dotyczy nas samych🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s