Joanna Dąbrowska – czyli z życia Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku.

16

Imiona i nazwiska wystepujących w opowiadaniu osób NIE zostały zmienione🙂

Joanna Dąbrowska – podobnie jak Zosia z filmu „Zakochani” – urodziła się w chmurach. Unosiła sie w nich niczym baranek Boży przeskakując wdzięcznie z obłoczka na obłoczek, aż do momentu kiedy pewnego pięknego dnia obudziła się z radosnym postanowieniem, że dosyć już tej sielanki i nadszedł czas na zmiany. Ziewnela przeciągle, położyła się na brzuszku, podciągnęła pod brodę pierzastą poduszeczkę, zamieszała rączką w puszystej chmurce po czym zerknęła przez dziurkę na przesuwającą się poniżej w tym samym, niezmąconym tępie Matkę Ziemię i zdecydowała: Jadę do Hameryki. I jak przystało na kobietę z charakterem, jak postanowiła, tak też uczyniła …

Zaraz po zejściu na ziemię, z niewinnej owieczki przeistoczyła się w upartą oślice, która twardo dążyła do celu. Życie bywa jednak okrutne i od czasu do czasu rzuca nam pod nogi kłody, co można uznać za zrządzenie opaczności, ponieważ odbywa się to głównie w celach zdrowotnych, abyśmy mogli zachować niezbędny dla funkcjonowania organizmu balans. Dlatego kiedy na jej drodze stanęła Alicja, Joanna nie zdawała sobie jeszcze sprawy z tego, że – niezgodnie z planem – z prędkością 200 km/h uderzyła w betonowy mur, którego ani nie przebije ani nie przeskoczy. Powód? Alicja nigdy nie miała cierpliwości do ludzkiej głupoty. Kiedy ktoś kiedyś powiedział, że: „Kobieta jest w stanie wybaczyć mężczyźnie absolutnie wszystko … oprócz głupoty” Alicja zdecydowała się stosować tę dewizę – z iście nabożną skrupulatnością – również w stosunku do płci pięknej. Idiotki działały na nią jak czerwona płachta na byka o czym zresztą cały Konsulat w Nowym Jorku miał się już wkrótce przekonać dostarczając wszystkim pracownikom niebywałej rozrywki.

Alicja pracowała w Konsulacie Generalnym RP w NY w Dziale Kultury, gdzie trafiła zaraz po ukończeniu studiów na NYU na kierunku Stosunki Miedzynarodowe. Sama wcześniej odbyła praktyki w Konsulacie w Nowym Jorku oraz w Ambasadzie Polskiej w Waszyngtonie i może właśnie dlatego lubiła współpracę ze studentami. Oczywiście trafiały się jej czasami kwiatki w postaci rozwydrzonych dzieci polskich prominentów albo nowobogackich, którym z niewyjaśnionych powodów wydawało się, ze wszyscy Polacy w Nowym Jorku mieszkają w luksusowych apartamentach na Piątej Aleji z widokiem na Central Park, ich sąsiadkami sa Madonna i Beyonce, z którymi codziennie rano popijają cappuccino w Starbucksie na rogu ulicy, natomiast do Konsulatu RP dowożeni są luksusowymi limuzynami. Niestety realia życia kontrastowały z wyimaginowaną wyobraźnią rozpasanych studentek, objawiając się prusakami w mieszkaniach na Ridgewood w dzielnicy Queens (Manhattan mogły obejrzeć co najwyżej z dachu Mola Handlowego na Metropolitan Ave.) oraz szczurami biegającymi po zasyfialych podziemiach nowojorskiego metra. Brutalne zderzenie z rzeczywistością pozwalało przetrwać tylko najsilniejszym emocjonalnie jednostkom podczas gdy słabsze (te rozwydrzone), w imię teori Darwina na temat „selekcji naturalnej” pakowały zabawki i wracały prosto w ramiona tatusiów, którzy prawdopodobnie na otarcie łez kupowali córeczkom corvetty, a na uspokojenie zszarganych nerwów i niezaspokojonych oczekiwań względem Polskiego MSZ-tu, wysyłali je na wakacje do Lala Land w Dupniewie. (Informacja dla Idiotek – proszę nie szukać tego miejsca na mapie świata!).

Joanna Dąbrowska była zdecydowanie zjawiskiem nadprzyrodzonym. Jeszcze zanim pojawiła się w Konsulacie RP w Nowym Jorku na praktyce studenckiej, udało jej się doprowadzić Alicję do szału natarczywymi pytaniam, na które sama mogła znaleźć odpowiedź w przesłanym jej formularzu – gdyby go oczywiście przeczytała. Zajęta innymi sprawami związanymi z funkcjonowaniem Działu Kulturalnego Konsulatu, Alicja nie zauważyła jak czarne chmury zaczęły się gromadzić nad budynkiem De Lamar Mansion na Madison Ave. – dokładnie w dniu, w którym Joanna przekroczyła próg Konsulatu RP w NY. Kiedy o 9:00 rano zadzwoniła do drzwi, ochrona wysłała praktykantkę na trzecie piętro i kiedy Alicja oderwała wzrok od komputera i spojrzała na stojącą w drzwiach kobiete, natychmiast pomyślała:
– F.U.C.K.! – Joanna Dąbrowska zdecydowanie nie była studentką.

No cóż, nie była również Smokiem Wawelskim, dwugarbnym wielbłądem ani też Syrenką Warszawską, chociaż jak się później okazało miała na nią ogromne zadatki. Była zdecydowanie zadbana, ubrana zbyt elegancko jak na potencjalną praktykantkę, na twarzy miała nieskazitelny makijaż, czarne jak heban włosy (na pewno farbowane), na ustach czerwoną, agresywną szminkę, która trzeba przyznać wyjątkowo pasowała do jej urody, ale krótko mówiąc – Joanna była stara.

Po otrząśnięciu się z szoku, spojrzeniu przez biurko na Kingę, której piękne niebieskie oczy zrobiły się jeszcze większe, z tym, ze źrenice zastapiły dwa ogromne znaki zapytania, Alicja w ułamku sekundy postanowiła zachować fason i udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Po przedstawieniu „praktykantki” wszystkim pracownikom Konsulatu, ulokowała ją tradycyjnie w Dziale Obsługi Klienta zwanym potocznie „paszportowym.” Po powrocie na trzecie piętro gdzie z niecierpliwoscią oczekiwała już na nią Kinga, obie rzuciły się niczym Harpie na aplikację Joanny Dąbrowskiej, na której niczym wół na malowanych wrotach widniała data urodzenia kandydatki.
– O Boże! – jęknęła Alicja – ona jest tak stara jak ja!
– OK! – powiedziała Kinga nawet nie próbując przez grzeczność skorygować koleżanki – ale co ona robi na darmowych praktykach? Czy ona nie ma pracy ani rodziny w Polsce? Po grzyba przyjechała do Nowego Jorku? I to jeszcze na dwa miesiące!

Na odpowiedź na wszystkie nurtujące pytania, obie koleżanki nie musiały czekać zbyt długo, bowiem dosyć szybko okazało się, ze Joanna przyjechała do Nowego Jorku primo: zrobić karierę, secundo: upolować Mr. Big. Kolejność była jej raczej obojętna tak długo jak stanowisko było wysokie a kandydat bogaty. Zapomniała tylko o jednym, niezwykle istotnym elemencie, który miał w przyszłości zadecydować o fiasku tego misternego planu … Joanna Dąbrowska nie znała języka angielskiego🙂

Nie minął jeszcze tydzień a Joanna stanęła ponownie w drzwiach Działu Kulturalnego domagając się od Alicji „zmiany stanowiska pracy.” Ponoć w Dziale Paszportowym było nudno a ona najchętniej poszłaby do okienek. Alicja popatrzyla na Joanne wzrokiem wyrażającym niechęć, próbując jednocześnie rozszyfrować skomplikowaną naturę kandydatki, bo jeszcze do tej pory nie było takiej praktykantki, która nie chciałaby pracować w „babińcu.” Wręcz przeciwnie, trafiały się często studentki, które nie miały nic przeciwko pozostaniu w nim na cały czas trwania praktyk. Praca w Dziale Paszportowym była być może nieco monotonna, ale pięć pracujących tam uroczych pań dostarczało godziwej rozrywki wszystkim praktykantom, o czym udało się Alicji przekonać osobiście w ciągu 2 tygodni jakie swego czasu spędziła w Dziale Paszportowym podczas własnych praktyk studenckich. Można się było nauczyć nowych przepisow kucharskich, uzyskać informacje na temat nowej diety cud, być na bierząco z plotkami z kręgów towarzyskich tak w USA jak i w kraju, słuchać wiadomości i muzyki płynącej z radia Zet i wcinać ciasteczka, które zawsze były pod ręką. Krótko mówiąc – żyć nie umierać. Tym niemniej Alicja zgodziła się porozmawiać z Ulą Ślązak, Konsulem w Dziale Paszportowym na temat urozmaicenia praktyk Joanny i w efekcie „Pani Grymasna” przeniesiona została do Działu Wizowego.

Kiedy kilka dni później Alicja zeszła na pierwsze piętro aby sprawdzić czy obecne miejsce pracy spotkało sie z oczekiwaniami praktykantki, po wejściu do pokoju, na biurku Joanny zadzwonił telefon. Joanna podniosła słuchawkę po czym podała ją Alicji
– Kto dzwoni? – spytała Alicja, świecie przekonana, że pewnie szuka jej Kinga.
– Nie wiem – odpowiedziała Joanna – ta osoba mówi po angielsku.
– W formularzu napisałaś, że znasz język angielski – powiedziała Alicja i w tym momencie w pokoju zapanowała kamienna cisza.
Po długiej chwili wypełnionej napięciem w końcu odebrała od Joanny słuchawkę a po zakończonej rozmowie uczepiła się wychodzącej właśnie z pokoju Sylwi, która z trudem powstrzymywała się od śmiechu.
– Ty! Co jest grane, bo ja zaczynam sie już gubić? – syknęła Alicja a znaki zapytania w jej oczach tłukły się ze sobą niczym szerszenie w pojedynku z pszczołami.
– Ona kompletnie nie zna języka angielskiego – powiedziała Sylwia – Ale to kompletnie! Musiałam jej napisać na karteczce co ma powiedzieć bo ona nawet nie wiedziała jak się pisze „Good bye” albo „Good morning.”
– No to do okienek nadaje sie jak ja do roli Marii Callas we włoskiej La Scali – powiedziała na głos Alicja definitywnie pozbawiając Joanne możliwości brylowania wsród ubiegających się o polską wizę Amerykanów.
– A możesz mi powiedzieć w takim razie, co ta idotka robi cały dzień skoro nie odbiera telefonów? – spytała na koniec podirytowana Alicja.
– Owszem – powiedziała Sylwia – Stworzyła na komputerze folder, który udostępniła wszystkm pracownikom i wstawia tam swoje zdjęcia ze znanymi gośćmi z imprez kulturalnych w Konsulacie – powiedziała z szelmowskim uśmiechem Sylwia i poszła do diabła.

Kilka dni później wybuchła kolejna afera.
– Alicja! – wrzasnęła do słuchawki spokojna zazwyczaj Ula – albo zabierzesz tą Dąbrowską albo ja ją wyrzucę z Konsulatu!

Alicja odsunęła od siebie słuchawkę w obawie, że buchający z niej ogień poparzy jej ucho po czym wstała i w celu opoźnienia egzekucji udała sie w kierunku schodów a nie do windy. Było późne popołudnie, za oknami zapadał zmrok, okienka paszportowe były już dawno zamknięte i tylko dlatego po drodze natknęła się na Wiolettę, która niosła dzienny utarg na czwarte piętro do działu finansowego.
– Słuchaj Wiola! Co tym razem wycięła Joanna – Zapytała Alicja korzystając z okazji.
– Daj spokój! – powiedziała Wioletta – Ona jest psychiczna! Znalazła gdzieś w komputerze regulamin działu paszportowego i po przeczytaniu go ubzdurała sobie, że notorycznie łamane są przepisy. O czym zresztą nie omieszkała poinformować Uli pouczając ją jak „powinien” funkcjonować Dział Paszportowy.

– O MY GOD! – Jęknęła Alicja i nie zatrzymując się w pokoju Konsul Urszuli, zeszła prosto na parter do Działu Korespondencji, w którym urzędował Konsul Janusz, odpowiedzialny za zatrudnianie praktykantów.
Joanna Dabrowska zaczynała, mówiąc bardzo delikatnie, działać jej na nerwy.
– Ja chyba osobiście ubije tę idiotkę – powiedziała Alicja opadając cieżko na krzesełko obok biurka Janusza – Musimy ją komuś znowu sprzedać.
– Tylko komu? – spytał Janusz – Ja jej nie chcę!
– Ja też nie – fuknęla Alicja – Może Wojtkowi Łukasiewiczowi? – pomyślała głośno – w sumie w Dziale Prawnym jeszcze nie była a on chyba nie ma pojęcia co się dzieje w Konsulacie.

Konsul Działu prawnego, osobnik obdarzony sarkastycznym poczuciem humoru, wprawdzie nie był świadomy rozgrywającej się za kulisami tragikomedii, ale musiał już zwęszyc pismo nosem, bo wprawdzie zgodził się ją przyjąć, ale wysłał ją na czwarte piętro pod skrzydła Konsul Małgosi Kosinskiej.

W tak zwanym „międzyczasie,” w Konsulacie wrzało od przygotowań do sobotniej wystawy pt.: „Borders/Granice” autorstwa Piotra Bondarczyka i Piotra Sikory, która po raz pierwszy miała się odbyć na żywo dzięki zainstalowanym w Nowym Jorku oraz w Galerii w Krakowie telebimom. Oczywiście wszystkie imprezy kulturalne i polityczne były zawsze otwarte dla wszystkich pracowników i praktykantów i oczywiście nie zabrakło na nich również Joanny Dąbrowskiej, która za każdym razem brylowała w towarzystwie i wychodziła, ze skóry próbując przyćmić swoim blaskiem samego Konsula Generalnego, Krzysztofa W. Kasprzyka. Tym razem miało być jeszcze uroczyściej ponieważ na wystawie miał się również pojawić przebywający w Nowym Jorku, były Premier, Kazimierz Marcinkiewicz. Wernisaż wystawy, rozpoczął się dokładnie o godzinie 2:00 pm, na salonach De Lamar Mansion pojawiło się wielu ciekawych gości ze świata artystycznego Nowego Jorku podziwiajacych zgromadzone prace obu artystów, natomiast Polscy górale z New Jersey, lekko już podcięci, przygrywali góralską muzykę – słowem sielanka. Na to wszystko, niczym Rita Hayworth w „Gildzie” pojawiła się u szczytu schodów sama Joanna Dąbrowska, odstawiona jak stróż w Boże Ciało, z etolą na ramionach, sznurem czerwonych koral i w czerwonej spódnicy w kratę, która wyjątkowo pięknie komponowała się ze strojami górali.

– Królowo moja! – usłyszała nagle za plecami Alicja rozpoznając głos Krzysia Kowalskiego, któremu jak zwykle towarzyszył Włodek – co ONA ma na szyji?
– Nie wiem! – fuknęla Alicja spoglądając na Joannę – chyba etolę z wyleniałych mysich cipek pamiętającą jeszcze czasy przedwojenne.

W tym samym momencie wszyscy troje jak na komendę wstrzymali oddech i z wyraźnym zafascynowaniem zaczęli przyglądać się odgrywającej się przed ich oczami scenie. Joanna jednym zwinnym ruchem wymknęła się z lubieżnych uścisków podchmielonych górali po czym zbiegła ze schodów i kurcgalopkiem dopadła byłego Premiera Marcinkiewicza, ktorego wypatrzyła w tłumie gości. Nastepnie bez pytania, niczym upierdliwy włochaty owsik, uczepiła się jego ramienia i natychmiast zażądała kolejnej sesji zdjęciowej.

– Ja chyba zaraz zwymiotuję – wykrztusila słabym głosem Alicja próbując ze wszystkich sił zapanować nad wytrzeszczem oczu – A swoją drogą bardzo żałuję, że Marcinkiewicz nie jest już Premierem – westchnęła – Chętnie przyjrzalabym się akcji ochroniarzy.
– Nie przegonisz jej? – spytał Włodek z odrobiną nadziei w głosie.
– Zwariowałeś! – obruszyła się Alicja – Facet jest dorosły to niech sam sobie radzi z upierdliwymi babami! Ja muszę się napić czegoś mocniejszego, bo obawiam się, że na trzeźwo nie przeżyję tego cyrku – po czym odwróciła się na pięcie i udała się do baru pozostawiając na schodach konających ze śmiechu kolegów.
W poniedziałek po zakończonej imprezie Alicja wpadła na Konsul Małgosię z Działu prawnego i spytała się jej mimochodem jak sobie radzi Joanna.
– Świetnie sobie radzi – powiedziala zrezygnowana Małgosia – całymi dniami wysiaduje na jedynym komputerze z internetem a my musimy czekać aż ona skończy żeby wysłać ważne E-maile do Warszawy.
– Nie możecie jej przegonić – zdziwiła się Alicja – A Szef wie?
– Ależ skąd – odpowiedziała Małgosia
– To dobrze. Im facet mniej wie tym lepiej śpi. Ja to załatwię – powiedziała Alicja i rozjuszona do żywego wróciła na trzecie piętro.

Kilka dni później Alicja wybrała się do gabinetu Konsula Generalnego. Po drodze, kątem oka zdążyła tylko zauważyć stojącą na korytarzu Joannę.
– Gdzie jest Szef? – spytała Alicja sekretarkę.
– W łazience – odpowiedziała Bożenka.
– No to pięknie, bo na zewnątrz czatuje na niego Joanna – powiedziała rozbawiona Alicja
– Tak miedzy nami, to Szef się jej boi – powiedziała ściszonym głosem Bożenka – Odkąd się przeniosła do działu prawnego, wysiaduje mi tu codziennie i czeka na rozmowę z Konsulem Generalnym, który zresztą unika jej jak diabeł święconej wody.
– No kochana – powiedziała Alicja z filuternym uśmiechem na twarzy – ja bym na twoim miejscu zaczęła się pakować, bo albo nasza Fiona będzie próbowała wygryźć cię z twojej pozycji – w końcu na dobrą sprawę z całego Konsulatu ocalałam do tej pory tylko ty i ja – albo co gorsza spróbuje przekonać Szefa żeby dobrowolnie podał się do dymisji bo ona zamierza przejąć jego stanowisko. Oczywiście przy pełnym poparciu Kazimierza Marcinkiewicza z którym głowę dam że już jest na Ty.
– Wiesz, wydaje mi się, że w tym drugim przypadku też powinnam się chyba spakować – stwierdziła filozoficznie Bożenka – bo nie wyobrażam sobie pracować dla takiej wariatki.
– Mam nadzieję, że ona nie weszła za nim do łazienki?- powiedziała lekko zaniepokojona Alicja przedłużającą się nieobecnością Konsula Generalnego – Ale wiesz co, może ja jednak przyjdę innym razem. Jeżeli ta krwiożercza pijawka przyczepi mu sie do szyi, Szef będzie wściekły. Spadam …

I dokładnie w ostatniej chwili wymknęła się bocznym wyjściem obok gabinetu, o mały włos nie rozbijając sobie głowy na klatce schodowej. Kiedy głosy na korytarzu ucichły, Alicja ponownie wystawiła głowę na korytarz, po cichu na palcach niczym duch Brunchildy przemknęła przez główny hol błogosławiąc obecność grubej wykładziny dywanowej na podłodze, po czym zapukała do działu prawnego i weszła do środka. W pokoju nie było Pani Konsul podczas gdy Joanna torturowała Szefa, więc był to idealny czas na zasięgnięcie języka.
– Cześć dziewczyny – powiedziała Alicja z uśmiechem – Jak wam się podoba Joanna.
– Wcale nam się nie podoba! Skąd ty ją wytrzasnęłas? – spytały zgodnie – Ona albo siedzi na internecie albo przeglada akta i robi notatki.
– Że co kurwa robi? – wyrwało sie Alicji niechcący – przecież ona nawet nie powinna mieć do nich dostępu!!!
W tym momencie w Alicje wstąpił diabeł! Złapała za drzwi prawie wyrywając je z futryny i rzucając po drodze piorunami pognała po schodach na parter wpadając z impetem prosto do gabinetu Konsula Janusza.
– Koniec uprzejmości! – wrzasnęła rozjuszona Alicja – Dosyć tego! Nie chcę więcej widzieć tej piczy uszatej w Konsulacie. Nie wiem jak Pan to zrobi, ale od jutra ma jej tu nie być.

Wyjątkowo spokojny Janusz, spojrzał na Alicję i ze stoickim spokojem powiedział:
– Domyślam się ze mówimy o Joannie Dąbrowskiej?
– Oczywiście! – warknęła Alicja – A widział Pan żeby ktoś inny budził we mnie takie emocje?
– Na szczęście nie – odpowiedział Janusz – ale zanim porozmawiam z Szefem muszę wiedziec o co chodzi?

No i Alicja gnana emocjami wylała z siebie całą nagromadzoną przez dwa tygodnie żółć, klnąc przy tym w obu językach jak szewc. Janusz obiecal przedyskutować sprawę z Konsulem Generalnym i w rezultacie nastepnego dnia rano, ochrona zatrzymała Joanne przy wejściu na teren budynku, wezwała Janusza i po krótkiej rozmowie Joanna Dąbrowska raz na zawsze – ku uciesze wszystkich pracowników – opuściła progi Konsulatu. Oczywiście bez opinii.

Wszystkim udało się już zapomnieć o Joannie, życie w Konsulacie wróciło do normy, aż pewnego pięknego dnia wybuchła kolejna bomba.
– Alicja, Szef wzywa cię do siebie na górę – powiedziała Kinga po odłożeniu słuchawki.

Telefony szefa mogły oznaczać tylko jedno: albo wydarzyło się coś złego albo coś dobrego – jednak w obu przypadkach nie należało się ociągać. Alicja wstała od biurka i pomaszerowała na czwarte piętro.
– Co się dzieje? – spytała sekretarkę Szefa.
– Afera na sto fajerek – odpowiedziała Bożenka – zaraz sie dowiesz.

Alicja zapukała i weszła do gabinetu Szefa, w którym tradycyjnie unosiły się obłoki dymu.
– Pani Alicjo – powiedział Konsul Generalny na wejściu – mamy poważny problem. Otrzymałem właśnie Fax z MSZ-tu. Domagają się żebyśmy wystawili opinię Joannie Dąbrowskiej.
Alicja spojrzała na Szefa jakby miał dwie głowy i zionął ogniem.
– Żartuje Pan? – spytala niepewnie Alicja
– No, niestety nie. – odpowiedział Szef – Ale skoro sprawy zaszły tak wysoko obawiam się, że nie mamy wyjścia. Ma Pani czas do końca dnia. Proszę napisać opinię dla Pani Joanny. Tylko zgodnie z prawdą – dodał Szef.
– Jak Pan sobie życzy – odpowiedziała Alicja z szelmowskim uśmiechem i wyszła z gabinetu.
Na dole czekała już zniecierpliwiona Kinga.
– No i co? – spytała kiedy Alicja usiadła za biurkiem.
– No i nic – odpowiedziała Alicja – Joanna Dąbrowska jakimś cudem dotarła do MSZ-tu i wymusiła na nich opinię z praktyk, którą teraz ja muszę napisać. Angielskiego wprawdzie nie znała, etykieta i dyplomacja były jej równie obce, ale zdaje się, że talent to manipulowania, francuski i kamasutrę ma w jednym palcu… – zakończyła Alicja i z uśmiechem Bazyliszka malującym sie na jej twarzy zabrała sie do pracy.

Po napisaniu opini i podpisaniu jej przez Konsula Generalnego, dokument zgodnie z życzeniem MSZ-tu został przesłany do Warszawy Faxem oraz kurierem w wersji orginalnej i od tamtej pory ślad po Joannie Dąbrowskiej zaginął. Być może angielskim nadal nie włada, ale może dzięki bogatemu wachlarzowi walorów osobistych udało się jej znaleźć na rodzimej ziemi, amerykańska wersję Mr. Big, z którym miejmy nadzieję, będzie żyła długo i szcześliwie …🙂

Alicja

2 responses to “Joanna Dąbrowska – czyli z życia Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku.

  1. Jestem starą/stałą (niepotrzebne skreślić) czytelniczką Twojego bloga. Zawsze się uśmiecham czytając wpisy. Ale dzisiaj! No cóż ryczałam ze śmiechu! A im byłam dalej, tym ze mną było gorzej :))
    Swoją drogą – niestety miałam kiedyś wątpliwą przyjemność pracować z męską wersją takiej „Joanny”….Też na szczęście nie trwało to długo🙂

  2. Dziekuje Marta,
    Przyznam szczerze, ze tym razem sama zasmiewalam sie piszac to opowiadanie. Taka samowystarczalnosc w domu i zagrodzie – nawet gdyby nikt nie czytal tych moich wypocin i tak dobrze sie bawie piszac je dla samej siebie🙂 Na szczescie okazuje sie, ze mam nawet pokazne grono czytelnikow mimo iz nie moge konkurowac z Joanna Chmielewsa ani Katarzyna Grochola. Natomiast minus tego jest taki, ze kiedy jestem wsciekla tez to niestety widac na wirtualnych „kartkach papieru” wiec bedac jednostka przyjrzysta emocjonalnie – od stolu pokerowego trzymam sie z daleka🙂
    Pozdrawiam,
    Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s