Kogel Mogel

image

Mam trochę zaległości w pisaniu – włączając kilka odpowiedzi na pytania czytelniczek – ale zacznę od tego co wydarzyło się przez ten czas kiedy mnie tu “nie było.”

Po dwóch operacjach na kolana, zmarnowanym sezonie narciarskim, który w tym roku był naprawdę wyjątkowy (szczególnie na wschodnim wybrzeżu Stanow Zjednoczonych) z prawdziwym utęsknieniem oczekiwałam lata i dwóch zaplanowanych na ten czas wypraw w góry. Niestety los bywa przewrotny i pod koniec kwietnia zawisła nade mną wizja kolejnej – tym razem bardzo poważnej operacji – nazwijmy ją babską i trzymajmy się tej wersji ☺

Należy zaznaczyć, że wszyscy moi lekarze znają mnie już jak łysą kobyłę i wiedzą, że jestem niecierpliwa, nie stosuje półśrodków i z góry wiadomo, że zawsze mi się spieszy poniewaz mam dużo planów i mało czasu ☺. Tak było i tym razem i dokładnie na 4 tygodnie przed wyjazdem „poszłam pod nóż.” Zanim jednak do tego dojdziemy, warto wspomnieć, że tego typu operacje wymagają przynajmniej 6-tygodniowej rekonwalescencji, niektórym kobietom zajmuje to nawet kilka miesięcy a w ekstremalnych przypadkach nawet rok – pomijając już fakt, że wiele kobiet popada w depresję. Po spędzeniu kilku wieczorów na internetowym forum, tak polskim jak i amerykańskim, gdzie kobiety wypowiadały się na temat ich przypadków i komplikacji związanych z zabiegiem, zdecydowałam, że nie mogę dać się zwariować bo nie mam czasu na rozczulanie się nad sobą a już na pewno nie na depresję. Za to bez cienia wstydu przyznam, że po raz pierwszy w życiu odczuwałam strach …

W dniu operacji pojawiłam się w NYU, tym razem ubrana w fałszywy spokój i jak zwykle odpowiedziałam na wszystkie niewygodne pytania włączając kwiatki typu: czy jestem lesbijka? Czy byłam molestowana seksualnie? Czy ktoś mnie zgwałcił? Czy wiem, że mam prawo do badania na HIV i to nieodpłatnie? Zawsze jednak rozbraja mnie pytanie czy jestem w ciąży? Gdyby każda pielęgniarka zadająca mi to pytanie spojrzała w historię moich poprzednich zabiegów nie marnowałaby czasu na głupie dywagacje. W ciąży mogłabym być tylko i wyłącznie gdyby zachodziłoby się w nią pod wpływem rozmów na tematy seksu. Do tej pory urodziłabym już pewnie ze dwie drużyny piłkarskie o małej rozbieżności wiekowej ☺ Jednak dla świętego spokoju poszłam do łazienki i nasiusiałam do kubeczka, głownie dla własnej, dzikiej satysfakcji aby udowodnić pielęgniarce, że ostatni cud miał miejsce na ziemi 2015 lat temu ☺

W następnej kolejności wpędziłam w stres mojego lekarza prowadzącego i anestezjologa bo z premedytacją czekałam do ostatniej chwili z przyznaniem się, że mam DVT (Deep Vain Trombosis) czyli skrzep w żyle. Na szczęście nie odwołali zabiegu, głownie dlatego, że nie mogli bo i tak musiał się odbyć, chociaż po przebudzeniu zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie był to głupi pomysł z tą operacją bo czułam, że i tak umieram. Musze przyznać, ze odczuwałam tak niesamowity ból, że poród przy tym to mięta z bobrem. Kiedy pojawiła się przy moim lozku pielęgniarka i spytała się mnie jak oceniłabym poziom bólu w skali od 1-10 odpowiedziałam jej bez cienia zastanowienia: 12!!! Przez następnych kilka godzin – podczas których wszyscy pacjenci operowani przede mną i po mnie zdążyli już pójść do domu – ja nadal leżałam na sali pooperacyjnej faszerowana kolejnymi narkotykami niczym kaczka śrutem. Ból nadal nie przechodził, więc przy kolejnym obchodzie pielęgniarki, miałam prawdziwą ochotę poprosić ją żeby mnie dobiła, bo ja już się rozmyśliłam i kicham na takie życie. Mniej więcej po 6 godzinach udręki ból zmniejszył do 8 w skali do 10ciu i natychmiast pozbyto się mnie przewożąc mnie do pokoju w odległym skrzydle szpitala gdzie miałam spędzić noc, zresztą na własne życzenie, po czym rano miałam zostać wypisana do domu.

Dla niewtajemniczonych w arkana systemu lecznictwa i ubezpieczenia zdrowotnego w USA dodam, że w Polsce, niecały rok wcześniej, moja serdeczna przyjaciółka, która poddana została podobnemu zabiegowi, spędziła w szpitalu tydzień a na zwolnieniu była 6 tygodni chociaż lekarz sugerował dużo dłuższą przerwę od pracy. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone – większość zabiegów traktowanych jest jak wycinanie migdałków i w związku z tym gdybym nie uprosiła lekarza o pozostanie w szpitalu dla mojego własnego bezpieczeństwa, wyrzucono by mnie na zbity pysk razem z bólem w skali 8 na 10. Zaznaczam przy tym, że ubezpieczenie mam z górnej półki. Tak więc proszę nie narzekać na polski system lecznictwa …

Tego samego dnia późnym popołudniem odwiedziła mnie przyjaciółka Renatka, notabene również pielęgniarka i Frank – mój kumpel z pracy, którego zaraziłam pasją do rowerów. Kiedy Renatka – jak przystało na profesjonalistkę, zaczęła sprawdzać czy wszystko ze mną w porządku, czy coś mnie boli, czy nie krwawię i może czegoś potrzebuje – Frank siedzący cichutko na krzesełku obok mojego łóżka jęknął przejmująco po czym zamknął oczy, zatkał sobie uszy rękami i pozostał w tym stanie udając, że nic nie widzi i nic nie słyszy. Przyszło mi wtedy na myśl, że gdyby to mężczyźni mieli rodzić dzieci – „homo sapiens” zostałby już dawno wpisany na listę „endangered species” głownie dlatego, że po urodzeniu pierwszego dziecka mężczyznom odechciałoby się seksu raz na całe życie ☺.

Następnego dnia około południa przyjechała po mnie koleżanka, która zaofiarowała się zostać ze mną na jedną noc i po wypisaniu ze szpitala, nafaszerowana środkami przeciwbólowymi niczym indyk na Dzień Dziękczynienia, pojechałam z Tanią na polski obiad na Greenpoint. Miałam przed sobą perspektywę spędzenia tygodnia w bólu i w samotności, zamknięta w czterech ścianach w związku z czym, całym swoim jestestwem czułam, że zasługuję na “Ostatnią Wieczerzę.” Dotkliwy ból przeszedł trzeciego dnia, zgodnie z zaleceniem lekarza po tygodniu wróciłam do pracy, po czym w weekend znowu poczułam, że coś jest nie tak. Lekarz stwierdził ze chyba przeholowałam z aktywnością I kazał mi się zgłosić następnego dnia. Na mój widok wykrzyknął:
– Alicia! You look fantastic! – co utwierdziło mnie w przekonaniu, ze chyba jednak będę żyć ☺
Do gabinetu przyprowadził ze sobą studenta na praktyce i kiedy usiadłam na fotelu, obaj panowie pochyleni nad jednym z otworów w moim ciele – i zapewniam, ze nie była to jama ustna ☺ – zachwycali się nad koronkowa robota mojego lekarza, niezwykłym kunsztem wykonania i całkowitym brakiem powodów do niepokoju. Miałam się tylko uspokoić – na tyle na ile to możliwe ☺ . Trzy tygodnie później przeszłam 10 mil w Zion National Park w Utah i przez kolejnych 8 dni nie opuściłam ani jednej wyprawy. Jedno z dwojga: albo mój lekarz jest magikiem albo na mnie rzeczywiście wszystko goi się jak na psie. Albo i jedno i drugie.

W tym czasie kiedy nie pisałam nadal z duzym zaciekawieniem obserwowałam otaczający mnie swiat i dokonałam kilku niepokojących spostrzeżeń:

  1. Wszystkie kobiety w naszej rodzinie maja ogromne poczucie humoru i upór charakterystyczny dla osła. Zastanawiam się czy jest to uwarunkowanie genetyczne czy tez narodowościowe? Niewykluczone tez, ze być może obie teorie zazębiają się w jakimś momencie. W czym rzecz? Tak się złożyło, ze moja Mama poważnie zachorowała i wprawdzie trzyma się dzielnie (udawanie bohatera tez jest nasza rodzinna wada, glownie w linii żeńskiej), ale uparła się, ze nadal będzie niezależna. Co 2 tygodnie sama podróżuje na drugi koniec Warszawy na zabiegi, które beda trwały do polowy grudnia, ale uparła się, ze na razie nie potrzebuje pomocy. Poruszyłam niebo i ziemie w postaci przyjaciółek w Polsce, załatwiłam pielęgniarkę, która zresztą mieszka niedaleko i służyłaby pomocą jako opiekunka w trakcie podroży w obie strony, a Mama nic! Zaparła się jak dziki osioł! Przyjaciółki z własnej woli rozpoczęły wojnę podjazdowa – nadal nic – jak grochem o ścianę! Ja nie wiem czy ta nasza wrodzona niezależność nie jest przypadkiem skaza na obliczu Matki Polki. Wymieniłam się poglądami z kuzynka w Paryżu i przyznała mi racje. Nasze Mamy po prostu nie potrafią wrzucić na luz! My jesteśmy już inne – pierogi na święta kupujemy w polskich sklepach, makowiec nie musi być własnej roboty, śledzie są już obrane a nie świeże, ale święta nadal lubimy spędzać rodzinnie starając się podtrzymać tradycje, ale już bez podcinania sobie żył. Nie wiem jaka maja na ten temat opinie moi czytelnicy ale mimo iż nasze Mamy są naprawdę kochane to jednak zdecydowanie niereformowalne i czasami stanowią dla nas ciężki orzech do zgryzienia co ogromnie utrudnia życie, szczególnie na odległość.
  2. Z innej beczki. W ciągu ostatnich kilku miesięcy doszłam do wniosku, ze gdybym popełniła morderstwo, konsekwencje tego czynu byłyby mniej dotkliwe niż kiedy wyrzucam ludzi z grona znajomych na Facebook, a przyznam szczerze, ze czynie to wyjątkowo rzadko i naprawdę trzeba dużego wysiłku żeby mnie sprowokować. Powodem jest zazwyczaj chamstwo i arogancja. Jednak po ostatnim incydencie zauważałam, ze przynależność do czyjegos grona „Friends” na FB stała się symbolem wysokiego statusu w hierarchii Social Media, która w ich mniemaniu podnoszona jest do rangi życiowego priorytetu. Pozbawienie ich tegoż przywileju, brane jest jako osobista zniewaga i życiowa porażka, która natychmiast odbija się atakami, które kwalifikują się do zgłoszenia na policje i wystąpienia do sadu o “Order of Protection!” Skąd w ludziach bierze się tak ogromny poziom zadufania w sobie??? A kiedy dowiadujemy się z innych źródeł, ze zawsze uważali nas za karykaturę człowieka – jedyne co przychodzi nam na myśl to to, dlaczego ci ludzie nadal nas nękają swoim komentarzami skoro primo: wielokrotnie dali nam do zrozumienia, ze nas nienawidzą a wiec są niekonsekwentni, secundo: doskonale wiedza, ze my już dawno spaliliśmy miedzy nami wszystkie mosty, tertio: pozostajemy obojętni na ich ataki bo nam zwyczajnie na nich nie zależy! Po co się ponizać na Forum Romanum? Naprawdę trudno jest mi czasami zrozumieć tych, którzy żyją życiem innych ludzi …
  3. Tego lata dowiedzialam sie rowniez, ze Gaye kochaja inaczej🙂. Nie mam tu oczywiscie na mysli figur w Kamasutrze, ale dotyczy to strikte tematu wiernosci. Kiedy zapytalam jednego z moich znajomych dlaczego jego partner poznym wieczorem wybiera sie na spotkanie z innym mezczyzna podczas gdy on siedzi w domu uslyszalam: Alicja, no cos ty … z gayami to jest zupelnie inaczej. Przeciez my nie rozbijemy rodziny. Siedzialam przez chwile kompletnie otumaniona probujac przetrawic nowa informacje, ale jakos nic mi z tego nie wychodzilo. Doszlam zatem do wniosku, ze niewiernosc jest rzecza ludzka niezaleznie od krzyzowki🙂 I wyglada na to, ze zwiazki heteroseksualne sa mniej tolerancyjne🙂
  4. Natomiast jesli chodzi o zabobony to zaczynam w nie wierzyc. Co jakis czas na iPhonie pokazuje mi sie jedna i ta sama godzina 11:11 22:22. Na poczatku nie zwracalam na to uwagi, ale pozniej zaniepokoiona konsekwencja z jak pojawialy sie te numery postanowilam poczytac na temat ich znaczenia i wyszlo, ze sa pewnego rodzaju ostrzezeniem. Tak jakby podswiadomosc wysylala sygnaly do naszego mozgu, ze mamy na cos uwazac. Tylko zapomniala wyslac wiadomosc „na co do cholery?” Kiedy jednak wspinajac sie pod gore na Bear Mt. ni z tego ni z owego na moich oczach zlamal sie z ogromnym hukiem konar drzewa – nie, nie bylo wiatru – pomyslalam sobie, ze zaraz wydarzy sie cos strasznego. No i niecale 100 metrow dalej gruchnelam o zimie jak worek kartofli wbijajac sobie w kolano krawedz kamiennyc schodow. Bylo ostrzezenie? Bylo! No to po co tam lazlam??? A z kolei jezeli kiedys komus przyjdzie do glowy zgodzic sie na operacje 31 grudnia prosze sobie to wybic z glowy. Omen nie omen, moj przypadek i Lukasza, ktorego namowilam na ten sam dzien zeby nas bylo latwiej odebrac razem ze szpitala, bardzo zle wrozy na reszte roku chociaz mnie sie wydawalo ze zamykam poprzedni – no i otrworzylam Puszke Pandory, ktora za boga zywego nie chce sie zamknac🙂

Tak wiec, nie ma tak żeby nie było problemów a życie płynęło sobie spokojnie niczym rwący strumyk przez szumiący las. Problemy zawsze są … jedyne czego trzeba się nauczyć w życiu to przestac dramatyzować i brać każdy dzień jako nowe wyzwanie.

Alicia

2 responses to “Kogel Mogel

  1. Alu, to była świetna opowieść! Jestem pełna uznania dla twojej odwagi! Dajesz mi też nadzieję, że czasem warto iść do lekarza, bo może akurat trafi się na dobrego, który cię faktycznie może wyleczyć.
    Poza tym strasznie spodobało mi sie twoje stwierdzenie:”…po urodzeniu pierwszego dziecka mężczyznom odechciałoby się seksu raz na całe życie”. Jeśli sama je wymyśliłaś – to gratuluję! Pierwszy raz spotkałam się z tym jakże prostym i jednocześnie genialnym odkryciem. Bo działa również odwrotnie: kobietom wolno czuć wstręt do seksu po urodzeniu dziecka.

    Pisz dalej i nie zwaracaj uwagi na krytykę. To jest TWÓJ blog!

    • Czesc wierna Fanko🙂

      Niedawno ogladalam program – nie mam pojecia jak to sie stalo bo nie mam telewizji ani kablowki🙂 – w ktorym pewien mezczyzna zdecydowal sie w ramach experymentu na poddanie sie „bolom porodowym.” Nie, nie dopadly go Harpie🙂 Zrobil to zupelnie dobrowolnie z czystej ciekawosci🙂 Podlaczono go do urzadzen stymulujacych skurcze macicy no i nie pamietam czy wytrzymal do konca, ale wyl do ksiezyca i zwijal sie w trabke niczym gasiennica motyla🙂 Uwazam, ze kazdy facet obowiazkowo powninen zostac poddany takiemu experymentowi przed pojawieniem sie na swiecie jego pierwszego dziecka po to zeby mial wiecej szacunku i zrozumienia dla matki jego dzieci🙂 No coz, to, ze jestem Zolza to juz wszyscy wiemy🙂 Jezeli dodamy do tego jeszcze bole miesiaczkowe i choroby narzadow rodnych – mezczyzni nie maja bladego pojecia przez co przechodza kobiety i odpowiadajac na twoje pytanie: tak! sama doszlam do wniosku, ze mezczyznom odechcialoby sie seksu po pierwszym porodzie gdyby to na nich spoczela odpowiedzialnosc za reprodukcje i inkubacje 🙂 Mezczyzom trudno jest zrozumiec, ze kierujace sie emocjami kobiety sa rzeczywiscie skomplikowane pniewaz czesto polaczone jest to z funkcjonowaniem chormonow, na co niestety nie mamy wplywu a utrata ochoty na seks po traumatycznych przejsciach zwiazanych z porodem i natrectwem partnera ktory jest „clueless” jest mozliwa i swiecie w to wierze chociarz mnie sie to nie przytrafilo🙂

      Apropo poruszonego przeze mnie tematu. Wszyscy egzaltuja sie wyczynami Angeliny Jolie jakby byla jedyna osoba na swiecie kotra poddala sie histerectomy i mastectomy. W zwiazku z tym pomyslam, ze moze warto przyblizyc czytelnikom kulisy jednej z takich operacji bo z wielu forum kobiecych na internecie wynika, ze jest nas naprawde duzo i to w zaskaczajaco roznym przedziale wiekowym. Osobiscie mialam ogromnie duzo szczescia, ze doszlam do siebie tak szybko poniewaz zasadniczo nie mialam do tego prawa🙂 W depresje tez nie wpadlam bo nie mam na to czasu. Ale kto wie. Szczescie podobnie jak fortuna kolem sie tocza🙂

      Jesli chodzi o lekarza – mam tego samego od 18 lat, dlatego stwierdzenie ze zna mnie jak lysa kobyle ma swoje uzasadnienie. Pracuje przy NYU podobnie jak wszyscy moi lekarze a ostatnio zostal Associated Professor (nie wiem jak to przetlumaczyc) i jego status sciaga do niego tlumy pacjentek, przez co trudno jest sie do niego dostac. Nawet w takim przypadku nalezy byc stanowczym i niemal nachalnym, szczegolnie kiedy mamy zle przeczucia co do naszego stanu zdrowia. Kiedy zapisano mnie w zastepswie do innej lekarki – nienawidze bab ginekologow!!!! a ta okazala sie „a real bitch on the wheels” z miejsca potraktowala mnie obcesowo i wyjasnila ze nie moze mi pomoc bo ma swoich pacjentow wiec na dluzsza wizyte musze sie zapisac kiedy indziej. Wkurzyla mnie, bo od kilku miesiecy regularnie odczuwalam bole na ktore musialam brac Vicodin, wiec wypalilam prosto z mostu, ze nie oczekuje od niej pomocy – przyszlam tylko po skierowanie na sonogram. Zamknela sie, wypisala swistek a ja natychmiast udalam sie z nim do szpitala. Kiedy zadzwonila do mnie godzine po badaniu i przemilym glosem zostawila mi wiadomosc na komorce zebym do niej oddzwonila, wiedzialam, ze jest bardzo zle. Primo dlatego, ze ze zmiji nagle przeobrazila sie w milusinska koteczke a secundo … lekarze nie otrzymuja wynikow w ciagu godziny … chyba, ze stan pacjenta wymaga natychmiastowej reakcji. A zatem zawsze nalezy ufac wlasnemu instynktowi i walczyc o swoje.

      Niedawno Krystyna Janda zmiescila wpis na temat chorob poniewaz zdala sobie sprawe z tego, ze coraz wiecej o nich rozmawiamy. No coz, to prawda – ja ostatnio tez sie rozpisalam na ten temat, ale glownie w celu uswiadomienia czytelniczkom – w koncu jest to blog dla 40-latek🙂 ze nalezy o siebie dbac i nie nalezy sie poddawac🙂

      Pozdrawiam,
      Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s