Recenzja filmu: „50 Odcieni Greya.”

images

Czy zdążyło się wam kiedykolwiek znaleźć w sytuacji – bądź to z czystej głupoty, z ciekawości, czy też ze zwykłej ignorancji – kiedy byliście jedynymi osobami w otaczającym was tłumie, które modliły się do kompletnie obcego wam “Boga” (dosłownie i w przenośni)? Niestety mnie zdarza się to nad wyraz często a obejrzana kilka godzin temu premiera filmu “50 Odcieni Greya” dostarczyła mi podobnych wrażeń na niebywała do tej pory skalę.

Zaczęło się od tego, że przed wejściem do kina natknęłam się na pikietującą grupę kobiet przeciwnych „sexual submissiveness ” które zachęcały kobiety do bojkotu filmu. Kiedy na 45 minut przed rozpoczęciem się projekcji zajęłam miejsce, okazało się, że kino po brzegi wypełnione jest kobietami wszelkiej maści i koloru w przedziale wieku od 16tu do … podeszłego wieku emerytalnego. Tu i ówdzie, niczym rumianek w polu koniczyny, siedzieli mężczyźni, pchani bóg jeden raczy wiedzieć jakimi pobudkami, bo zdecydowanie nie kierował nimi zdrowy rozsadek. Pomiędzy tą barwną hordą dziwadeł siedziałam ja – JUDASZ! Wcale nie zamierzałam wzdychać do Christiana Greya – może dlatego, że w wieku lat dwudziestu-kilku sama natknęłam się na podobnego mężczyznę i nie czułam się w żaden sposób zubożona emocjonalnie, ani też oszukana przez życie oraz przeznaczenie i w związku z tym nie musiałam marnować ani czasu ani energii na uwielbianie kolejnej książkowej wersji Mr. Darcy (“Pride and Prejudice”). Dlatego z wyrachowaniem modliszki przyglądałam się reakcjom otaczających mnie “wiernych” na rozwijającą się na ekranie akcję” – albo raczej jej brak – modląc się do “mojego boga” o siłę woli i wytrwałość aby udało mi się zachować przytomność umysłu i nie usnąć w trakcie projekcji filmu bo byłby to naprawdę pierwszy raz w moim życiu kiedy zasnęłabym podczas seksu🙂

Film był równie groteskowy i nudny jak pierwsza cześć trylogii, chociaż przyznam, że miałam nieśmiałą nadzieję, że jednak będzie ciekawszy. Nadzieja matką głupich … Wprawdzie nie oczekiwałam cudów ale tliła się we mnie iskierka, która zdechła w pierwszych 10 minutach filmu.

Zacznijmy od Christiana Greya – może nie czytałam książki zbyt uważnie, ale doskonale pamiętam, że jednym z największych atutów głównego bohatera były jego jasno-szare oczy. Może dlatego patrząc na niego po raz pierwszy jedyne co przyszło mi do głowy to:

  • WTF?

Gdyby wyglądał jak to cudo poniżej, ze świdrującymi oczami w kolorze wody źródlanej – jak to mówi Tess – zdjęłabym majtki przez głowę tak szybko żeby przypadkiem nie zmienił zdania, generalnie kichając na konsekwencje🙂

d349cc41bad5b85ec4a0881d779e2970

Niestety patrząc na Dormana czułam narastające rozczarowanie. Aż do momentu kiedy poczułam wyraźnie obrzydzenie. Nie wiem czy to taka uroda aktora czy też charakteryzator przesadził z ranami po oparzeniach na klatce piersiowej bohatera – zgodnie z książkową wersją, ale kiedy w pierwszej scenie miłosnej Christian zdjął podkoszulek (zresztą przez cały film nosi dokładnie ten sam) widok jego nakrapianej wypryskami klatki piersiowej odrzucił mnie dokumentnie. Christian Grey wyglądał z przodu dokładnie tak jak Andrzej Gołota z tylu – wysypany wypryskami spowodowanymi braniem silnych sterydów na porost mięśni i obkurcz mózgu. Wglądał dokładnie tak, że nie dałabym mu się dotknąć nawet 2 metrowym patykiem. Scenę miłosną szlag trafił, chociarz generalnie ani Christian Grey ani sam aktor nie był, nie jest i nigdy nie będzie moim symbolem męskości i seksapilu. Pomijając już fakt, że był beznadziejnym aktorem, brakowało mu męskości podczas gdy w większości scen miłosnych zachowywał się tak, jakby nagrywał kolejna scenę do reklamy Calvina Kleina.

Co do Johnson, nie była zła jako aktorka, była przekonywująca pod względem urody i naiwności i była zdecydowanie wiarygodną postacią.

Seks – sceny erotyczne na filmach – podobnie jak w życiu – a przynajmniej z założenia, mają wstęp rozwiniecie i zakończenie – niestety nie na filmie. Ekranowa wersja książki „50 Odcieni Greya” ma sceny erotyczne z krótkim wstępem, kamera głównie koncentruje się na gadgetach w „Red Room of Pain” sceny miłosne to kilkadziesiąt klatki w przyspieszonej wersji … bum bum bum po czym ucina się w połowie zostawiając widzów w głębokim szoku, ponieważ Anastazje nie przeżywa ani jednego orgazmu. Co tłumaczy dlaczego większość kobiet wyszła z kina nienasycona … pewnie czuły się dokładnie tak jak po seksie z ukochanym mężczyzną który po wytrysku pozostawił je samym sobie i poszedł spać.🙂

Język w książce jest infantylny, prymitywny i mało elokwentny. Na filmie wszystkie te wady wychodzą niczym gigantyczne grzyby po deszczu i co chwila sala wybucha niekontrolowanym śmiechem, a przecież przypomnę wszystkim, że poniekąd miał to być film erotyczny a nie komedia🙂 Dlatego kiedy Christian Grey mówi do Anstazji:

  • Because I am 50 Shades of Fucked up – cała sala wyje ze śmiechu🙂

Film trwa 2 godziny i mniej więcej w połowie, przy rozdaniu dyplomów, zastanawiałam się jak ja wytrzymam do końca. Zgroza.

Jedyne co warte jest zwrócenia uwagi to muzyka, chociaż mimo iż uwielbiam Annie Lenox to jednak uważam, że wersja „I put a spell on you” w wykonaniu Niny Simone jest dużo lepsza🙂. Natomiast soundtrack „Love me like you do” podobnie jak pozostałe piosenki na płycie warta jest posłuchania.

Ogólnie rzecz biorąc film jest jeszcze gorszy niż książka i nie warto marnować czasu na oglądanie go.

Alicja

https://www.youtube.com/watch?v=ua2k52n_Bvw

 

3 responses to “Recenzja filmu: „50 Odcieni Greya.”

  1. Dzisiaj odkrylam tego bloga. Bomba. A recenzja zabawna, rzeczowa i na temat. Pozdrawiam🙂

  2. Moja 17-sto letnia corka wraz z przyjaciolmi pomiedzy nimi rowniez „panowie” byli na tym filmie i stwierdzili ze takiego zlego filmu jeszcze nie widzieli. Nie wiem czy to cos zlego mowi o nich samych jako mlodych ludziach czy o rezyserze i aktorach. Ja osobiscie pierwszy tom ksiazki przymeczylam, drugiego dwie strony i na film sie absolutnie nie wybieram.
    Pozdrawiam, Madeleen

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s