O kulkach, o kobietach i oczywiście o seksie …

61YfxefHzQL._SL1000_

Is sex dirty? Only when it’s being done right.”

Woody Allen

Na rozmowy o seksie nigdy nie jest ani za wcześnie ani za późno! Tym bardziej, że po trzech tygodniach tortur w walce z zakrzepicą, którym towarzyszyła kompletna prohibicja (no może nie kompletna bo zaryzykowałam i wypiłam lampkę wina do kolacji) oraz brak aktywności fizycznej – skumulowałam w sobie ogromny nadmiar energii, który wcześniej czy później musiałam gdzieś rozładować. Żeby jednak nie dopuścić do marnotrawstwa zdecydowałam, że zużyję ją na potrzeby weny literackiej, która kiełkowała we mnie niczym sasanki na wiosnę. Chociaż muszę przyznać, że poniższy tekst będzie miał naprawdę niewiele wspólnego z literaturą … tradycyjną🙂 . Może powinnam się wziąć za pisanie scenariusza filmowego pt. “Zołzy.” A tak a propos, to czy ja kiedykolwiek wspomniałam Państwu, że Michalina Wisłocka, autorka bestseleru: “Sztuka Kochania” była ciotką mojego drugiego męża? Niestety niewiele mu to pomogło w życiu seksualnym🙂 , ale ten niezwykły zbieg okoliczności spowodował, że zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak krętymi drogami prowadzi nas przeznaczenie. Powinnam chyba sprawdzić czy Profesor Lew-Starowicz nie jest jednym z moich ziomków – po mieczu albo po kądzieli🙂 .

* * * * *

  • Gdzie mogę kupić w Warszawie kulki? – spytałam
  • Kulki? A po co ci? – odpowiedziała pytaniem na pytanie najwyraźniej zaintrygowana Bożenka.
  • Jak to po co? Dla przyjemności🙂 – odpowiedziałam – No skoro tymczasowo nie mogę jeździć na nartach, wspinać się po górach ani jeździć na rowerze musze przerzucić się na jakiś inny sport – no i wypadło na mięśnie Kegla🙂
  • Aaaa … to nie ma sprawy, zaraz poszukamy. Zresztą, ja też już potrzebuje nowe – powiedziała moja matka chrzestna z filuternym uśmiechem na twarzy po czym nie tracąc ani chwili, wzięła się za odszukanie na komputerze strony internetowej jednego z polskich sex-shop-ów.

To co działo się przez następne dwie godziny w mieszkaniu na Mokotowie przeszło ludzkie wyobrażenie. Moja córka – Karolina stwierdziła, że w duecie z moją matką chrzestną jesteśmy jeszcze bardziej nieznośne niż oddzielnie, ale za boga żywego nie poszłaby do drugiego pokoju, łapczywie chłonąc niczym gąbka nabywaną legalnie wiedzę na temat tzw. „kinky sex.” Siedząca obok niej babcia, czyli moja mama – ofiara wychowania w tradycji i w duchu powściągliwości seksualnej – którą kościół traktował jako cnotę – nie bardzo wiedziała o czym rozmawiamy, ale udzieliła się jej panująca w pokoju atmosfera wesołości. Natomiast ja „Sodoma” i moja chrzestna „Gomora” siedziałyśmy z nosami przylepionymi do ekranu komputera i konałyśmy ze śmiechu komentując wszystko, począwszy od kulek przez fikuśne włochate penisy po „gumowe części kobiecej anatomii.” Niestety jedyny męski przedstawiciel naszej rodziny, czyli mój ojciec, najwidoczniej nie wytrzymał presji psychicznej, bo lekko zawstydzony stwierdził, że chyba już cały budynek nas słyszy po czym mocno zdegustowany poszedł się myć do łazienki. Widocznie w świecie mężczyzn P-E-N-I-S nie jest przedmiotem zbiorowej radości ponieważ przyczynia się do moralnego upadku męskiego E-G-O🙂 . Dlatego penisa można darzyć nabożnym szacunkiem, wielbić, całować, pieścić a nawet spoufalać się nadając mu fikuśne imiona, ale broń panie boże nie wolno się z niego śmiać🙂 .

Wracając jednak do kulek – udało nam się w końcu wybrać satysfakcjonujący nas zestaw po czym obie z ciotką stwierdziłyśmy, że przecież nie możemy być egoistkami i postanowiłyśmy uszczęśliwić buduarowymi gadgetami również nasze przyjaciółki. Oczywiście na pokaźnym zamówieniu podałyśmy adres i nazwisko mojej mamy i dwa dni później w drzwiach mieszkania rodziców pojawił się młodzieniec z przesyłka w ręku:

  • Aaa … to zamówienie z sex-shopu – powiedziała moja mama, bez cienia zażenowania po otworzeniu drzwi do mieszkania. – Mówię Panu, wrobiły mnie w te kulki🙂 .

Przyznam szczerze, że zapłaciłabym każde pieniądze żeby zobaczyć minę tego biedaka, który niewątpliwie nigdy w życiu nie przyjmie już zlecenia pod ten sam adres na Mokotowie. Jedyna nadzieja w tym, że może jego dziewczyna nie czytała „50 Odcieni Greya” i w związku z tym nie miał bladego pojęcia o co chodziło rozkosznej jak szczypiorek na wiosnę pani w średnim wieku🙂

Ciocia Bożenka wpadła po odbiór kulek jeszcze tego samego wieczoru. Strasznie się ucieszyłam bo przy okazji przyniosła kilka opakowań lubrykanta, który zakupiła po drodze w aptece. Uwolniło mnie to od przykrego obowiązku zapytania się pani farmaceutki – zgodnie z instrukcją mojej chrzestnej – czy poziom PH żelu jest taki sam jak w ludzkim oku. Oczywiście nie zamierzałam sobie pchać tych kulek do oka – ale podobno PH w oku jest takie samo jak w pochwie i wcale nie wykluczone, że Pani magister pracująca w aptece była tego świadoma. Tym niemniej jakoś nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mogłabym zostać posadzona o próbę stworzenia nowej figury w kamasutrze, która mogłaby się dla mnie zakończyć permanentną ślepotą🙂 . Na szczęście wyjątkowa przedsiębiorczość kobiet w naszej rodzinie uwolniła mnie od podobnych frustracji.

Mój krótki pobyt w Polsce powoli dobiegł końca i ku mojemu kompletem zdziwieniu udało mi się przekroczyć granice bez tłumaczenia celnikom do czego służą podejrzanie wyglądające kulki ze sznureczkami i po co mi kilka zestawów. Aż wreszcie przyszła pora na obdarowanie mojej byłej szwagierki.

  • Do dupy te kulki – powiedziała Wiesia próbując dostać się do środka plastikowego pudełka zaklejonego trudną do usunięcia banderolką – zupełnie jakby te kulki były ze złota.
  • Głupia jesteś! – powiedziałam – kulki nie są do dupy tylko „dowcipne” a ten zestaw jest z silikonu – żebyś się nie ugięła pod ciężarem miedzianych, które też były w ofercie. Poza tym moja droga: „Nie od razu Rzym zbudowano.”
  • Ale one są jakby trochę duże – broniła się moja szwagierka oglądając je z wyraźną uwagą i narastającym z każda minutą zafascynowaniem.
  • Bez przesady – parsknęłam – i tak wybrałam najmniejsze tzw. dla „początkujących.” Jak spojrzysz na promień kulki to wygląda mniej więcej jak obwód przeciętnych rozmiarów penisa. Poza tym, podobno ma w środku kuleczki, które wibrują kiedy się poruszasz, więc może być całkiem przyjemnie🙂 .
  • Może masz racje – powiedziała Wiesia.
  • Tylko kup sobie intymny żel nawilżający, żebyś sobie krzywdy nie zrobiła – poinstruowałam moją byłą szwagierkę.
  • Ja jeszcze nie potrzebuje żadnych nawilżaczy – z wyraźną dumą w głosie skonstatowała Wiesia.

Ja nie mogę – pomyślałam – trafiła mi się Wesoła Wdówka. Zdecydowanie marnuje się kobieta – westchnęłam w duchu.

Kiedy w następny weekend po powrocie z Charleston, SC zadzwoniła do mnie kuzynka z Paryża, natychmiast postanowiłam sprzedać jej historię z kulkami.

  • Słyszałam już tę opowieść od cioci Bożenki – powiedziała Zuzia – poza tym ja nie potrzebuje kulek. We Francji każda kobieta po porodzie dostaje skierowanie od ginekologa na ćwiczenia mięśni Kegla.
  • Chyba żartujesz – stwierdziłam mocno zszokowana czując, że wytrzeszcz oczu zostanie mi już do końca życia.
  • Wcale nie żartuję – z pełną stanowczością odpowiedziała moja kuzynka – zaraz po urodzeniu Pameli, mój ginekolog wysłał mnie na przymusową „rehabilitację” mięśnia łonowo-guzicznego. Polegało to na tym, że podczas każdej sesji, lekarz – zresztą mężczyzna – aplikował mi pokaźnych rozmiarów gumowego penisa, który do tego jeszcze wibrował, po czym instruował mnie, że mam tak zaciskać mięśnie Kegla aby strzałka w urządzeniu przy łóżku, do której był podłączony, przesunęła się o kilka kresek i co gorsza, za każdym razem coraz dalej.

Wywnioskowałam z tego, że we Francji potrzeby mężczyzn i zapewnienie im przyjemności w łóżku jest sprawą co najmniej wagi państwowej co w pewnym sensie jest absurdalne biorąc pod uwagę fakt, że Francja była kolebką emancypacji – pomyślałam, natomiast na głos zapytałam:

  • Przepraszam, a nie bałaś się, że dostaniesz przy nim orgazmu?
  • Oszalałaś? Jakiego orgazmu! – wyrzuciła z siebie jednym tchem Zuzia – po pierwsze, lekarz wyszedł z gabinetu, a po drugie, na pierwszej sesji byłam cała zestresowana bo ta cholerna strzałka nawet nie drgnęła! O mało nie nabawiłam się nerwicy z wysiłku!

Tu niestety nie wytrzymałam. Oczami wyobraźni zobaczyłam scenę rodzajową odgrywającą się w gabinecie lekarza – z moją kuzynką w roli głównej – w dosyć niedwuznacznej pozycji, nadzianej na gumowy pal niczym Azja, syn Tuhaj-beja w “Panu Wołodyjowskim.” Moja wyobraźnia dostała w końcu czkawki a ja padłam na łóżko konając ze śmiechu i tak pozostałam przez kolejnych kilka minut, aż udało mi się uzyskać jako taki balans, chociaż przyznam, że nie przyszło mi to łatwo.

  • No kochana – powiedziałam nadal chichocząc – to niezły ma z ciebie pożytek teraz Jean Michel🙂  A skoro nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wylądował w więzieniu domyślam się, że nie zdradziłaś mu w jaki sposób doskonaliłaś arkana „sztuki kochania”🙂 .

Kiedy w końcu doszłam do siebie, pomyślałam na głos:

  • Wiesz co Zuzia – skąd w naszej rodzinie bierze się ten niezwykły talent – i to wyłącznie w linii żeńskiej – do wplątywania się w nietuzinkowe sytuacje? Kobiety w naszej rodzinie są chyba naznaczone piętnem udziwnień, chociaż w sumie dzięki temu trudno powiedzieć żebyśmy kiedykolwiek cierpiały na nudę lub brak rozrywki🙂 . A już na pewno nie na brak poczucia humoru🙂 .

Alicja

P.S.

Powyższy artykuł jest “grą wstępną” przed recenzją filmu “50 Shades of Grey,” która ma premierę w Nowym Jorku 12 lutego, czyli za niecałe dwa tygodnie. Nie jest tajemnicą, że nie podobała mi się pierwsza cześć trylogii, chociaż rozumiem dlaczego podobała się innym kobietom o czym napisałam w dwóch artykułach, które zamieściłam w zeszłym roku na moim blogu. Gdybym miała jednak do wyboru przeczytanie drugiej części albo zsyłkę, wybrałabym pewnie zsyłkę  :) . Tym niemniej, fakt, że już dwa tygodnie temu zakupiłam bilet na pierwszą projekcję filmu, świadczy niezbicie, że jestem osobą niestabilną emocjonalnie i nie należy traktować tego co piszę zbyt serio🙂 .

2 responses to “O kulkach, o kobietach i oczywiście o seksie …

  1. Piękne🙂 Jak zawsze!

  2. Dzieki Agnieszka! Kiedy dokucza mi brak aktywnosci fizycznej uaktywniaja mi sie komorki mozgowe i przeobrazam sie w „writing machine.” Wyostrza mi sie tez poczucie humoru … i pare innych cech cech przy okazji🙂 Nadal jednak trudno jest mi zachowac zdrowy balans pomiedzy czytaniem i pisaniem … Nie dobrze jest miec za duo zainteresowan i tylko 24 godziny na dobe🙂
    Ciao,
    Alicia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s