Manifest polityczny, czyli Meryl Streep, Krystyna Janda i Ja – Cześć 2.

images-1

W poprzedniej części zapoznałam moich czytelników z problemem „bycia sobą bez oglądania się na innych ” w nawiązaniu do bardzo ciekawej wypowiedzi  Meryl Streep. Dzisiaj skupię się tylko i wyłącznie na własnym komentarzu i reakcji dwóch czytelniczek o skrajnie odmiennych poglądach, chociaż w obu przypadkach równie trafnych. Na samym początku pozwolę sobie jednak przypomnieć moim czytelnikom moją opinię:

(…) trzeba się nauczyć żyć tak aby zawsze być sobą kichając na to czy się to komuś podoba czy też nie – życie jest zbyt krótkie aby marnować je na zadowalanie innych ludzi, którym i tak na nas nie zależy. Najważniejsze to być sobą i trzymać się z dala od małostkowości tłumów …

Doskonale zdawałam sobie sprawę, że wsadzam tym stwierdzeniem kij w mrowisko i przyznam, że z niecierpliwością oczekiwałam krucyfikacji. Jakie było jednak moje zdziwienie kiedy okazało się, że nie tylko wiele osób utożsamia się z moimi poglądami, ale na dodatek ilość moich zwolenników nadal wzrasta. Widocznie strona Krystyny Jandy cieszy się wysokim poziomem tolerancji i społecznej akceptacji🙂. Tym niemniej, wśród pięciu komentarzy zamieszczonych pod moją wypowiedzią, jeden zwrócił moją szczególną uwagę:

JP – Trudno wejść na takie wyżyny myślenia! Tego się chyba nie da tak od razu…nawet jak się tego bardzo pragnie…

Pani Justyno – zgadzam się z Panią w stu procentach – bycie sobą i ignorowanie tego co myślą o nas inni ludzie wcale nie jest proste a w niektórych przypadkach powiedziałabym, że nawet niemożliwe. Doświadczyłam tego, podobnie jak wielu czytelników na własnym skórze – wychowana w dobie głębokiego komunizmu, w duchu całkowitego braku tolerancji i ślepej wiary w karności i posłuszeństwo, pod obstrzałem nieustającej krytyki: nie ruszaj, nie wolno, nie bo nie! Głupia jesteś! Brzydka jesteś! Nic nie umiesz! Pewnie wyrosłabym na zakompleksioną nastolatkę, gdyby nie wrodzona potrzeba buntu i udowodnienia, że nie urodziłam się po to aby wtapiać się w tłum, ale po to żeby się z niego wyróżniać – na przekór ustalonym kanonom, co oczywiście miało swoje konsekwencje. Nawet tata ciągle się mnie pytał:

– Dlaczego ty zawsze musisz wszystko zrobić na opak?

Wcale nie uważałam, że robię wszystko na opak tylko po swojemu, a to jest zdecydowana różnica. Indywidualizm poza sztuka nigdy nie jest mile widziany w żadnym społeczeństwie opartym na dyktaturze. Historia udowadnia, że ludzie potrzebują czasu żeby się przyzwyczaić do INNOSCI! Dlatego też, kiedy urodziłam dziecko postanowiłam za wszelką cenę uchronić moją córkę przed światem pozbawionym logiki i wypełnionym przestarzałymi stereotypami.

Pewnego razu, poszłam z Karoliną na plac zabaw przed domem i usiadłam na ławce podczas gdy moja latorośl zamiast bawić się z innymi dziećmi w piaskownicy wdrapała się do wózka, w którym siedział chłopiec w jej wieku i najzwyczajniej w świecie zaczęła pałaszować z nim herbatniki. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że chłopiec urodził się z Zespołem Downa natomiast jego brat bliźniak – zupełnie zdrowy – bawił się w tym czasie z innymi dziećmi w piaskownicy. Podczas gdy ja siedziałam bardzo dumna z mojej córki, matki pozostałych dzieci patrzyły na mnie jakbym to ja była nienormalna i świadomie narażała własne dziecko na niebezpieczeństwo ignorując fakt, że chłopiec w wózku jest kaleką! Na szczęście matka chorego chłopca nie miała podobnych obiekcji – powiedziałabym, że wręcz przeciwnie, natomiast dzieci w wózku wyglądały na bardzo z siebie zadowolone, obżerały się herbatnikami i śmiały się co chwila, chociaż trudno było powiedzieć co wprowadza je w tak radosny nastrój.

Tych kilka przykładów idealnie obrazuje emocjonalnie skorumpowanie naszego społeczeństwa tak z punku widzenia systemu jak i obyczajowości. Czasami myślę, że gdyby udało się nam zachować przez całe życie dziecięcą niewinność oraz spontaniczność i kierować się instynktem a nie normami społecznymi, które często są chore u samych podstaw – bylibyśmy zdecydowanie szczęśliwszymi ludźmi. W rezultacie dorastamy, wpadamy w tryby ustalonych norm i dyktatury społeczno-polityczno-religijnej, wchodzimy w zawiązki w których musimy się godzić na kolejne kompromisy i powoli rezygnujemy z własnych potrzeb, zatracając własną osobowość dla dobra rodziny, dzieci, partnera, otoczenia czy też dla świętego spokoju. Aż pewnego dnia budzimy się cholernie nieszczęśliwi i spędzamy resztę życia w poszukiwaniu własnej tożsamości. Jednym się to udaje a innym niestety nie.

Ktoś mógłby powiedzieć w tym momencie, że teraz jest inaczej bo czasy się zmieniły. Guzik prawda – czasy owszem się zmieniły, ale ludzka mentalność niestety nie a już na pewno nie w Polsce. Banalny przykład politycznego patafiana– Korwina Mikke, który notorycznie ośmiesza Polskę na arenie międzynarodowej atakując niepełnosprawnych i ich prawo do „normalnego” życia, że nie wspomnę o uczestnictwie w olimpiadach sportowych. Niesiołowski atakuje Agnieszkę Holland za to, że jej córka jest lesbijka a tęcza na Placu Zbawiciela zostaje zniszczona z nienawiści do homoseksualistów podczas gdy Maciej Stuhr za role w „Pokłosiu” Pasikowskiego przestaje być uważany za Polaka. Ale jest to nic w porównaniu z decyzją Radnych Tuszyna, którzy kompromitują Polskę, ponieważ znany wszystkim dzieciom na całym świecie – Kubuś Puchatek – lata bez gaci i nie ma ani cipki ani fiutka a Polska to kraj, w którym nie ma miejsca na NIEDOMOWIENIA! W Polsce nawet KURWA pluszaki musza zdeklarować swoją orientację seksualną!!! W związku z tym w istniejącej atmosferze kompletnego braku tolerancji, kwitnącej głupoty, krótkowzroczności i nienawiści do wszystkiego co INNE – trudno jest nie tylko zachować własną tożsamość, ale przede wszystkim zdrowe zmysły.

Zofia Nałkowska napisała kiedyś w Granicy: „Jest się takim, jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my, jest się takim jak miejsce, w którym się jest.” Jest w tym dużo prawdy i do tego tej negatywnej opartej na starych poglądach: bo co ludzie powiedzą. A co mnie obchodzi co ludzie powiedzą??? Ale z drugiej strony rozumiem, że żyjąc na wsi albo w małym miasteczku w Polsce jak na przykład w takim Tuszynie🙂, można być zmuszonym do „wtopienia się w tłum.”

Jeszcze jako nastolatka doszłam do wniosku, że nie potrafię żyć w takich warunkach i stwierdziłam, że potrzebuje drastycznych zmian. Jedyna szansa był dla mnie wyjazd za granice. Nie nastąpiło to jednak od razu, ponieważ w miedzy czasie wyszłam za maż, zdążyłam się jeszcze rozwieźć i ze stygmą rozwódki z dzieckiem i bagażem doświadczeń wreszcie wyjechałam do USA.

Zgadzam się z Panią Justyna, że zmiany nie następują od razu – jest to powolny proces, który trochę przypomina przeobrażanie się larwy motyla z tym, że larwa wie jaki będzie końcowy efekt, a my niestety nie. Do przykrych doświadczeń doszedł jeszcze po kolejnym nieudanym małżeństwie, drugi rozwód, utrata dwóch prac spowodowana kryzysem ekonomicznym na całym świecie, strach przed bezrobociem i ciągle dążenie – na przekór wszystkim przeciwnościom losu – do zachowania zdrowych zmysłów, poczucia humoru i wiary we własne możliwości, nie mówiąc już o własnej tożsamości. I myślę, że mi się udało. Nabrałam pewności siebie, pozbyłam się nieśmiałości, nauczyłam się asertywności i wreszcie ukończyłam studia na jednym z najlepszych uniwersytetów w NY na kierunku Stosunki Międzynarodowe. Przede wszystkim jednak uwierzyłam w siebie a cała masa nieprzyjemnych doświadczeń była tylko kolejną serią wyzwań, które zahartowały mnie na resztę życia.

Wielokrotnie słyszałam od znajomych:

  • Alicja, ty to jesteś Siłaczka! – uśmiechałam się na to mając głęboką nadzieję, że mają na myśli bohaterki filmów Wajdy, a nie opowiadania Stefana Żeromskiego🙂

Niestety, osiągniecie pułapu, na którym czujemy się dobrze we własnej skórze i pozostajemy obojętni na opinie innych ludzi ma swoją cenę. Wprawdzie, nie mam już w sobie nic z dziecięcej naiwności, za dużo widziałam i za dużo przeżyłam, ale ciągle jeszcze pielęgnuje w sobie radość życia i wiarę w ludzi. Tego jednak przy takich doświadczeniach też trzeba się nauczyć🙂. Doszłam też do momentu, w którym nie mam ochoty na zadowalanie innych, bo przede wszystkim zamierzam być cholernie szczęśliwa a nie byłoby to możliwe gdybym marnowała czas na zastanawianie się nad tym co powiedzą na mój temat inni. I tu przechodzimy do drugiego komentarza, drugiej czytelniczki, Pani Heleny:

HK – Dziś jest świat do góry nogami każdy robi swoje ale ja jestem tego samego zdani co PANI trzeba się dobrze zastanowić do kogo co się mówi po różnie bywa a przyjaciół poznaje się podobno w biedzie ale jak się ma tą biedę to przyjaciele znikają i wtedy zostajesz sam nikt wtedy nie widzi ani biedy ani ciebie a to jest prawda pozdrawiam serdecznie.

Przez przypadek znalazłam na Internecie cytat, który idealnie obrazuje mój stosunek do przyjaźni w tak zwanych „Czasach Zarazy” czyli naszych wzlotów i upadków:

Nie zmieniaj się po to aby zdobyć akceptację.

Bądź sobą a prawdziwi przyjaciele

Pokochają cię za to kim jesteś.

Musze przyznać, że miałam wyjątkowe szczęście, bo przez całe życie otoczona byłam grupa przyjaciół, którzy wielokrotnie udowodnili, że mimo mojego temperamentu, zwariowanej natury, nieobliczalności oraz zamiłowania do wyrażania własnych, często kontrowersyjnych opinii – nadal są moimi przyjaciółmi. Może właśnie dlatego mogę sobie pozwolić na arogancje i nakichać na to co powiedzą o mnie inni, bo w zupełności wystarczą mi ci, którzy kochają mnie bezwarunkowo za to kim jestem. I na szczęście ta grupa ciągle rośnie.

Alicja

2 responses to “Manifest polityczny, czyli Meryl Streep, Krystyna Janda i Ja – Cześć 2.

  1. „…nie urodziłam się po to aby wtapiać sie w tłum, ale po to żeby się z niego wyrózniać…” Pięknie powiedziane Pani Alicjo!!! Zapamietam na całe życie i bedę Panią cytować jak klasyka :)))
    Należy to wpajać zwłaszcza dzieciom, aby nie nasiąkły odwiecznym „a co ludzie powiedzą”? Sama walczę z tym od wielu lat i muszę przyznać, że z różnym skutkiem! Zauważam jednak, iz z upływem lat jest coraz łatwiej nie przejmować sie opinią otoczenia i żyć dla siebie, wg własnych zasad. Myślę, że do tego trzeba po prostu dojrzeć, zdobyć doświadczenie, coś przeżyć i osiągnąć. DOWARTOŚCIOWANIE – to jest taki mur, przez który cięzko przebić się głosom z zewnątrz, tym negatywnym!
    Pozdrawiam serdecznie z ojczyzny i życzę wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia!
    P.S Dzięki za taką fajną dawkę refleksji w ten śliczny grudniowy poranek w pracy!

  2. Dziękuję Pani Beato za przychylny komentarz🙂 Tak między Bogiem a prawdą Polacy generalnie są narodem niedowartościowanym, chociaż zgadzam się z Panią, że trochę się to już zmienia. Dla odmiany Amerykanie sa przewartościowanymi egocentrykami wypchanymi niczym pluszaki sztucznością – co w rezultacie też nie jest dobre. Dlatego ludzie z wyobraźnią i dużo szerszym polem widzenia – jak Meryl Streep – w końcu też mają dosyć tego idealizowania i zadowalania innych. To prawda, że madrość życiowa albo raczej wybalansowane podejście do życia przychodzi z czasem i z doświadczeniem …
    Pozdrawiam i również życze Pani Wesołych Swiąt.
    Ja wreszcie w tym roku spedzę je w Polsce z rodziną🙂
    Alicia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s