Kobiety i diety.

images

Stałam w przymierzalni w Galerii Sztuki Współczesnej na ulicy Waryńskiego w Warszawie (obecna Galeria MiTo) wpatrując się we własne odbicie w lustrze i przyznam szczerze, że chciało mi się płakać.  Miałam na sobie białe leginsy, które z wyjątkowym okrucieństwem uwydatniały moje Rubensowskie kształty, gumka wbijała mi się w fałdy tłuszczu na brzuchu, tyłek do złudzenia przypominał mi szafę dwudrzwiową – o jednodrzwiowej nie było nawet co marzyć, nawet gdybym mocno naciągnęła wyobraźnię – przerwa pomiędzy udami zastąpiona została zlewającą się masą zbędnego tłuszczu, biust powiększył mi się do tego stopnia, że bez pochylenia się do przodu nie było mowy żebym mogła obejrzeć własny pępek, który zaczął przypominać kształtem krater wulkanu i do tego wszystkiego na samym szczycie tej obtłuszczonej góry mięsa – niczym szpilka wkłuta w mocno nadmuchany balon – tkwił mój nalany tłuszczem świński ryjek. Słowem – zgroza!  Z atrakcyjnej nastolatki o idealnej figurze i perfekcyjnych wymiarach w ciągu zaledwie kilku miesięcy przeistoczyłam się w tłusta larwę bez szyi i jedyny przymiotnik jaki przychodził mi do głowy dla określenia moich ówczesnych rozmiarów brzmiał niczym wyrok Sadu Najwyższego: OBŁA GLISTA!!!  W ten oto sposób w wieku lat 20-tu po raz pierwszy w życiu – i niestety nie ostatni – poddałam się drakońskiej diecie.

Na świecie istnieje całe mnóstwo diet, które są mniej lub bardziej skuteczne. W dużej mierze efektywność diety zależy od poziomu zidiocenia właścicielki torturowanego ciała – oczywiście z chudej szczapy może wyjść tylko anorektyczka, ale dla odmiany tłusta parówka zawsze ma szanse zostać chudą szczapą, nawet jeżeli miałoby się to odbyć tylko i wyłącznie w sferze jej własnej wyobraźni. Osobiście od dawna nie używam wagi – po to aby ocenić poziom własnej niedoskonałości wystarczy mi jeno spojrzenie w kierunku lustra albo nazbyt długie ślęczenie przed szafa – nie po to aby wybrać strój, którym mogłabym zachwycić otoczenie, ale głównie taki który jeszcze mi pasuje i ma dużą szansę nie pęknąć w szwach.

Z drugiej strony, gdyby się tak głęboko zastanowić nad tą typową dla kobiet obsesją, warto przypomnieć sobie komentarz Renee Zellweger, którą doskonale pamiętajmy z filmu: „Bridget Jones Diary”, która w wywiadzie z dziennikarzami stwierdziła, że nigdy nie miała takiego powodzenia jak wtedy kiedy zmuszona była przytyć do głównej roli w filmie.  A zatem warto pamiętać przed przystąpieniem do kolejnej diety, że nie wszystko w naszym wyglądzie zasługuje na potępienie🙂

Na bazie własnego doświadczenia stwierdzam, że najbardziej efektywną ze wszystkich diet jest … ROZWÓD🙂  Oczywiście nie polecam żadnej pulchnej czytelniczce kończenia udanego związku w celu zgubienia zbędnych kilogramów. Broń Panie Boże! Przyznaję jednak, że z każdym dniem czułam się niczym bohaterowie filmu: „Bittle Juice” którzy w jednej ze scen skurczyli się niczym przejrzałe prunelki. Dodatkowy problem polega jednak na tym, ze poziom atrakcyjności był odwrotnie proporcjonalny do mojej wewnętrznej potrzeby zwrócenia na siebie uwagi całego świata, która akurat w tym czasie równa była „Zeru” – w związku z czym nie polecam tego sposobu🙂

Kolejna skuteczną formą odchudzania jest zatrucie grzybkami albo owocami morza. Doświadczyłam w zeszłym roku zatrucia grzybkami i przyznam szczerze, że jest to zadziwiająco skuteczna forma pozbycie się nadwagi w ciągu kilku dni. Efekt jest zastraszający – tym niemniej nie polecam, aczkolwiek jeżeli już się przytrafi jest to niezła baza do kontynuowania odchudzania w sposób zdecydowanie mniej drastyczny🙂

Seks i ćwiczenia. No cóż – seks to jakby ćwiczenia🙂. Pozwoliłam sobie jednak połączyć obie opcje z tej prostej przyczyny, że podobnie jak stres są one kwestią bardzo indywidualnej reakcji organizmu. Jedne kobiety w wyniku stresu chudną, podczas gdy inne zajadają się słodyczami. Osobiście, tak po seksie jak i po ćwiczeniach w gymie robię się piekielnie głodna, więc pierwsza wersja stanowi wyjątkową przyjemność podczas gdy druga opcja to najzwyczajniej w świecie głupiego robota. Siedzenie w śmierdzącym gymie i wdychanie oparów wydobywających się ze spoconych ciał po to tylko żeby wrócić do domu wygłodniała wydaje się pomysłem nad wyraz zniechęcającym. Ale jak już wspomniałam wcześniej, jest to kwestia wyboru🙂 .

Głodówki. Skuteczne jeżeli czytelniczka przygotowana jest na to wyzwanie emocjonalnie i wybrała wiosnę a nie zimę podczas której jej organizm nastawiony jest głównie na konsumpcje a nie stagnacje🙂. Niestety po tej diecie najszybciej przybywa się na wadze.

Kolejna dieta, chyba nieznana w Polsce to Isagenix http://www.isagenix.com/en-US/products/categories/systems-and-paks/thirty-day oferująca 30-to dniowe oczyszczanie i spalanie zbędnego tłuszczu. Osobiście nie wierzę w takie dyrdymały i zawsze szukam w takiej diecie drugiego dna. Tym niemniej jak już wspomniałam powyżej, w środku zimy w okolicach Bożego Narodzenia doszłam do bardzo smutnej konkluzji, że w przepastnej otchłani mojej szafy znajduje się coraz mniej możliwości wyboru ubrań, które by mi pasowały, w związku z czym zdecydowałam, że czas najwyższy na ponowne zastosowanie diety. Akurat w tym samym czasie większość moich współpracowników na „trading floor” była w trakcie stosowania wspomnianej wyżej diety,  ISAGENIX, którą promowała jedna z naszych koleżanek. Polega to na spożywaniu 2 razy dziennie – najlepiej na śniadanie i na kolacje – koktajli o smaku waniliowym lub kakaowym. W trakcie stosowania tej diety, można sobie pozwolić tylko i wyłącznie na jeden posiłek i większość moich współpracowników wybrała obiad. Przyznam, że w wyniku desperacji zdecydowałam się poddać temu zbiorowemu szaleństwu z tym, że na próbę postanowiłam wybrać opcje 2-tygodniowej diety po czym zainwestowałam $180 na zakup potrzebnych produktów: koktajli w postaci sproszkowanej oraz 2 butelek płynu do oczyszczania. W pierwszym tygodniu schudłam 7 funtów natomiast w następnym ani funta kłaków. Wpadłam z tego powodu w lekką depresję, bo w takiej sytuacji lepiej byłoby gdybym poszła za te pieniądze do dobrej restauracji na wyśmienita kolacje🙂 . Nie powiem czytelniczkom co wchodzi w skład owych koktajli ponieważ przysięgłam sobie, że dla spokoju własnego sumienia wole żyć w błogiej nieświadomości.

Ostatnia opcja – według mnie najbardziej skuteczna to kombinacja diety Atkinsa i Dukana. Nie będę się bawiłam w politykę i dochodziła, który z dietetyków ukradł pomysł drugiemu – nie mój interes – fakt pozostaje, że jest cholernie efektywna, czego dowodem są skini jeans, które leżą na moim tyłeczku niczym druga skóra zostawiając z każdym dniem coraz więcej miejsca na swobodne ruchy przepony🙂. Nie jest to najciekawsza dieta, (zdecydowanie nie dla osób z chorymi nerkami), ale ze wszystkich diet dostępnych na rynku akurat ta nie grozi głodówką🙂 . Polega ona w dużej mierze na spożywaniu wszelkiej maści produktów mięsnych, rybnych i jaj co powoduje, że po pewnym czasie nasz oddech zaczyna do złudzenia przypominać psi🙂.  Osobiście zmodyfikowałam ją co nieco na własne potrzeby i przez pierwszych pięć dni spożywam tylko i wyłącznie wyżej wymienione produkty. W weekend, niczym wygłodniała harpia, młóce owoce i warzywa po czym od poniedziałku „na abarot” to sami🙂 . W nastepnym tygodniu, środa staje się dodatkowym dniem obok weekendu na owoce i warzywa. Po upływie trzech tygodni zaczynam mieszać warzywa z mięsem i rybami i dodaję codziennie do menu owoce i orzechy.  W efekcie, od przeszło 3 miesięcy, nie jadłam żadnych produktów mącznych włączając ryż, kluski, ziemniaki i chleb. Odrzuciłam również słodycze pod wszelka postacią – co w moim przypadku jest prawie niemożliwe🙂 . Przyznaję jednak, że staram się aby na przykład sałatki, które przygotowuję sobie w pracy były na najwyższym poziomie udziwnienia jak na przykład arugula, prosiutto, ser owczy, orzechy włoskie smażone w miodzie, borówki i na zmianę albo marynowane buraczki albo pomarańcza ze słodkim dresingiem o smaku malinowym własnej roboty. Albo na przykład pieczony łosoś z salsa  z mango na zimno, albo marynowana pierś z kurczaka ze szparagami w oliwce i sezamie. Jedzenie musi być sexy nawet podczas diety po to aby sprawiało mi przyjemność tak estetyczno-kulinarną jak i smakową.

Nie mogę powiedzieć czytelniczkom ile schudłam do tej pory dzięki tej diecie bo za nic na świecie nie wejdę na wagę, ale kiedy patrzę na własne odbicie w lustrze przyznaje, że czuję uzasadnioną satysfakcję, że w wieku lat 45-ciu ciągle jeszcze mogę wyglądać tak cholernie, nieprzyzwoicie, zadziwiająco Sexy🙂. Czas na bikini🙂

Alicja

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s