Randka w ciemno czy sex trafficking?

image

  • Często latasz pierwszą klasą – spytała siedząca obok mnie blondynka.
  • Nie – odpowiedziałam – ale swego czasu dużo podróżowałam w biznesie.

W zasadzie „nie” w zupełności by wystarczyło, szczególnie, że tak naprawdę nie siedziałyśmy w pierwszej klasie. W głosie dziewczyny znalazłam jednak nutkę, która sugerowała, że moja sąsiadka rozpaczliwie poszukuje rozmówcy w związku z czym zdecydowałam się podtrzymać rozmowę.

Wyjaśniłam jej, że przez osiem lat pracowałam jako stewardessa Delty dzięki czemu i ja i moja rodzina mogliśmy korzystać z przywilejów przysługujących wszystkim pracownikom linii lotniczych, w tym również prawa do podróżownia w biznesie. Niestety po wydarzeniach 9/11 straciłam pracę i zdecydowałam się pojść na studia. Nadal jednak zdarza mi się podróżować w ten sposób dzięki uprzejmości koleżanek, które nadal pracują dla Delty i od czasu do czasu odstępują mi tzw. „budy pass” – czyli dodatkowy bilet, którym mogą rozporządzać według własnego widzimisię.

  • Ja też lecę na „budy pass” z tym, że poza Stanami Zjednoczonymi jestem po raz pierwszy w życiu – powiedziała dziewczyna. – Jakiś czas temu myślałam o zostaniu stewardessą, bo szczerze mówiąc zawsze marzyłam o podróżach. Nie wiem tylko czy nie jestem za stara.

Przyjrzałam się mojej rozmówczyni z wyraźnym zdumieniem bo stara było ostatnim określeniem na które zdecydowałabym się oceniając jej wiek i urodę. Wygladała na dwadzieścia kilka lat, była średniego wzrostu, smukłą blondynką z luźno zaplecionym warkoczem, który lekko opadał na plecy dodając jej dziewczęcego uroku. Na twarzy miała nieskazitelny makijaż, na ustach zbyt bordową jak na mój gust szminkę, natomiast ciemne brwi stanowiły dodatkowy atrybut dla jej szarych oczu. Miała na sobie krótki, kaszmirowy sweter w kolorze ciemnej czerwieni, który ciasno przylegał do jej szczupłej figury, wąskie jeansy i futrzane botki i naprawde nie było w jej wyglądzie absolutnie nic, co sugerowałoby, że jest „stara.” Wręcz przeciwnie – w jej sposobie bycia było coś co sprawiało, że rozmówca miał wrażenie, iż ma doczynienia z dzieckiem.

  • Ja podróżuję z mężczyzną, który siedzi cztery rzędy przed nami – powiedziała ni z tego ni z owego moja rozmówczyni – poznałam go przez internet (czytaj match.com). Bardzo miło się nam korespondowało więc kiedy zaprosił mnie w podróż do Hiszpanii zdecydowałam, że zaryzykuję. Wszystko było „OK” dopóki nie przyjechaliśmy do Barcelony. W piątek wieczorem spytałam się go czy możemy pójść gdzieś potańczyć i nagle oszalał. Rzucił się na mnie, zaczął mnie dusić i krzyczał, że jeżeli nie zgodzę się na seks, zostawi mnie z rachunkiem za hotel i odwoła mój bilet na samolot.

Przyznam szczerze, że mnie zatkało ponieważ primo: odzwyczaiłam się już od męczącej wylewności Amerykanów, którzy nie znają słowa „prywatność” i bez cienia zażenowania wywalają kawę na ławę przed kompletnie zaskoczonym i przypadkowo napotkanym słuchaczem. Secundo: historia, którą opowiedziała mi w ogromnym skrócie nosiła znamiona kryminału i nie bardzo byłam pewna czy mam ochotę dać się wciągnąć we współczesną wersję opery mydlanej. Z drugiej jednak strony, wrodzona babska ciekawość oraz uśmiechający się do mnie szelmowsko diabeł, który już na stałe zamieszkał na moim lewym ramieniu – podszeptywał mi do ucha, żebym się nie wygłupiała i drążyła temat skoro sam się nawinął🙂

  • W sumie diabeł ma rację – pomyślałam i nagle zdałam sobie sprawę, że zaczyna ze mnie wyłazić pozbawiona skrupułów dziennikarka, która kicha na moralność i etykę bo im większa zgnilizna i im gorszy skandal tym lepszy material na artykuł. I am a real Bitch – stwierdzilam po czym strzepnęłam diabła z ramienia i nie tracąc ani chwili czasu, natychmiast zabrałam się do zgłębiania tematu.

Carry, bo tak miała na imię moja rozmówczyni, zwierzyła mi się, że mniej więcej dwa lata temu wystąpiła o rozwód. Okazało się, że zaraz po ślubie otworzyła wraz z mężem prywatną firmę i bez reszty oddała się pracy poświęcając jej każdą wolną chwilę. Kiedy powoli zaczęli osiągać sukces, Carry zatrudniła do pomocy młodą dziewczynę i nie będzie to pewnie dla nikogo zaskoczeniem kiedy powiem, że w dość krótkim czasie, jej mąż wdał się w romans z praktykantką. Kiedy Carry odkryła zdradę, natychmiast wystąpiła o rozwód i po dwóch latach doprowadziła w końcu do podziału majątku. Kiedy jednak zapytałam się jej dlaczego nie opuściła internetowego podrywacza skoro miała pieniądze i nic nie stało na przeszkodzie żeby kontynuowała zaplanowaną podróż „solo”, odpowiedziała mi, że nie zna hiszpańskiego i bała się wyjść sama na ulicę.

Zachowanie Carry pogłębiło tylko moje przekonanie, że pranie mózgu jakiemu poddawani byliśmy przez długie lata zakończyło się wraz z obaleniem systemu komunistycznego. Dla kontrastu, w Stanach Zjednoczonych indoktrynacja społeczeństwa nie skończyła się wraz z upadkiem Muru Berlińskiego symbolizującego koniec epoki „Za Żelazną Bramą”, ale tak naprawdę trwa po dzień dzisiejszy. Amerykańskie społeczeństwo żyje w głębokim przeświadczeniu, że bezpieczni są tylko i wyłącznie wewnątrz granic własnego państwa natomiast otaczający ich na zewnątrz świat to nieprzyjazna dżungla zamieszkała przez wrogie plemiona, których głównym celem jest wyłuskanie z tłumu Amerykanów i zrobienie im krzywdy. Ale o sposobie postrzegania świata przez Amerykanów i ich stosunku do podróżowania po świecie opowiem przy innej okazji.

Wracając jednak do Carry, okazało się, że po kilku zakończonych niepowodzeniem randkach w Indianie, gdzie mieszkała, wzięła się za poszukiwanie Mr. Right w przestrzeni wirtualnej. W ten sposób natknęła się na potencjalnego kandydata, który w ciągu kilku tygodni zaproponował jej podróż do Hiszpanii. Carry pokazała mi dokładnie gdzie w biznesie siedzi jej Casanowa i nie tracąc ani chwili czasu poszłam go sobie obejrzeć. Starając się być jak najbardziej obiektywna przyznaję, że w niektórych kręgach mogłby uchodzić za przystojnego mężczyznę. Tym niemniej według mnie, wyglądał na latynoskiego żigolaka, z ciemną karnacją i czarnymi falowanymi włosami zaczesanymi do tyłu, które sięgały mu prawie do ramion. Nie było w nim nic szczególnego, co spowodowałoby, że poleciałabym za nim aż do Hiszpani, może za wyjątkiem wzrostu siedzącego psa w kapeluszu, który w polączeniu z opowiadaniem Carry sugerował niezbicie, że miałabym doczynienia z facetem cierpiącym na syndrom Napoleona, czyli tego gatunku mezczyzn ktorych unikam jak diabel swieconej wody🙂. Może jeszcze zdołałbym przejść do porządku dziennego nad jego wyglądem zewnętrznym gdyby nie kolejne wydarzenia, które spowodowały, że miałam ochotę wstać i dać mu po pysku.

Podczas dalszej rozmowy z Carry okazało się, że w wyniku kłótni, w czasie której żigolak domagał się od niej seksu, przyznał się, że nie jest pierwszą kobietą, którą zabrał na taką wycieczkę i że przed nią było ze 20 innych kobiet. W przypływie narastającej głupoty świadczacej o kompletnym braku inteligencji, przyznał się również, że używał do tego procederu deltowskich „body passów”, które otrzymywał od różnych znajomych co sugerowało, że obracał się w środowisku stewardów i stewardess i najzwyczajniej w świecie wykorzystywał swoje koneksje na potrzeby „seks trafficking.” Jakby się tak zastanowić pomysł z punktu widzenia seksualnego predatora-psychopaty wcale nie byl tak kompletnie pozbawiony sensu.

W celu dokonania selekcji potencjalnych ofiar szukajacych w swojej naiwnosci bogatego partnera, ktory pozwolilby im zapomniec o rozwodzie i zapewnilby im mozliwosc podrozy po swiecie przypuszczam, że Casanowa korzystał z niejednej strony towarzyskiej na internecie. Dzieki biletom, ktore otrzymywal od pracujacych w Delta Airlines znajomych zabieral swoje ofiary do Europy gdzie istniało małe prawdopodobieństwo, że ktorakolwiek z ofiar zadzwoni na policję, natomiast podróż w biznesie miała stwarzać pozory bezpieczeństwa i dostatku. Prawdopodobnie celowo wybierał Hiszpanię, ponieważ znajomość języka pozwalała mu czuć się jak ryba w wodzie i dawała my przewagę i dominację nad ofiarami, które zakładam, że podobnie jak Carry, nie tylko nie władały żadnym językiem poza angielskim, ale również nigdy nie podróżowały. Dlatego też, w obliczu wyimaginowanego niebezpieczeństwa w postaci nieznanego sobie świata zewnętrznego, w pewnym momencie seks stawał się dla osaczonych kobiet, które nagle odkryły prawdziwe oblicze amanta, formą zapłaty za bezpieczne przywiezienie ich z powrotem do kraju.

I tu przychdzi moment na refleksje.
Co powoduje, że młode i piękne Amerykanki, żyja w niesłusznym przeświadczeniu, że poznani na internecie mężczyźni, którzy zabierają je w podróż do Europy są dżentelmenami? Naiwność? Potrzeba wyrwania się za wszelką cenę z małomiasteczkowego środowiska? Potrzeba podróży? A może desperacja, bo czas ucieka? Z drugiej strony, czy rzeczywiście problem ten dotyczy tylko i wyłącznie Amerykanek?

W jednym z moich wcześniejszych artykulow https://aliciadevero.wordpress.com/2012/11/25/match-com-czyli-internetowe-kolko-wzajemnej-adoracji/ wypowiedziałam się już dogłębnie co myślę na temat wirtualnych randek oraz mężczyzn, których podzieliłam na trzy zasadnicze grupy: predatorów, ofiary losu i znikomą ilość mężczyzn, którzy mają szczere intencje. W zwiazku z tym prawdopodobieństwo znalezienia na internecie Mr. Right jest odwrotnie proporcjonalne do poziomu rozczarowania.

Chciałabym aby opowiedziana przeze mnie historia stała się przestrogą dla wszystkich kobiet, które żyją w głębokim przeświadczeniu, że po rozwodzie – jedynym sposobem na odzyskanie wiary w samą siebie jest … szybki i nieprzemyślany związek z kolejnym mężczyzną.

  • Moje drogie Panie – szybko, to mozna dostac kataru, natomiast do zwiazkow nalezy podchodzic z dystansem.

Prawda ta, dotyczy również zdesperowanych singielek, które na siłę poszukują Mr. Right zapominając, że tak naprawdę – jedyną receptą na szczęście, jest odnalezienie radości życia w samej sobie🙂. Natomiast, jeżeli w życiu postanowiłyście odegrać rolę zdesperowanej lub pokrzywdzonej przez los ofiary – musicie być przygotowane na to, że dokładnie w ten sam sposób będziecie postrzegane i traktowane przez wszystkich kolejnych mężczyzn. Naiwność nigdy nie powinna zostać sie waszą zyciowa przewodniczka.

Zakończenie.
Podczas wspólnej rozmowy z Carry poinformowałam ją, że to co się jej przytrafiło, niezaleznie od faktu, że początkowo uprawiała seks z własnej i nieprzymuszonej woli, jest uznawane w USA za nielegalne i jeżeli chce ukarać Casanowę i pozbawić go możliwości kontynuowania seksualnych wojaży kosztem innych kobiet, narażąjac jednocześnie opinię znajomych z Delty – powinna zdecydowanie zgłosić cały incydent stewardessom lub agentowi na ziemi. W efekcie, Casanowa został zatrzymany zaraz po wyjściu z samolotu co pewnie na jakiś czas ostudziło jego seksualne podboje. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to tylko kropla w oceanie podobnych wydarzeń, często pozbawionych Happy Endu, która może stanie się nauczka dla tych czyteniczek, ktore sa o krok od popełnienia podobnego błędu.
Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s