Opowiadanie kryminalne – Śladami Giocondy

o-MONA-LISA-570„Time is Money” powiedział kiedyś Benjamin Franklin i mimo, iż nie mam obsesji ani na punkcie pieniędzy, ani czasu to jednak z iście szaleńczym zacięciem stosuje się do tego powiedzenia podczas planowania wakacji. Ścisły plan podróży przygotowuję bardzo skrupulatnie na kilka miesięcy przed rozpoczęciem wakacji i patrząc na bogaty wachlarz wycieczek zaplanowanych na każdy kolejny dzień, można się domyślić, że niewiele jest osób, które byłyby w stanie wytrzymać nadane przeze mnie tempo. Tym niemniej, jeżeli ktoś dobrowolnie zgodzi się w końcu uczestniczyć w tym szaleństwie, z góry wiadomo, że na nudę narzekać nie będzie.

Z podobnym namaszczeniem podeszłam do planowania moich najbliższych wakacji w Europie z tym, że tym razem postanowiłam spędzić je sama. No może nie do końca, bo w końcu głównym celem mojej podróży jest spotkanie się z rodziną i znajomymi, ale przynajmniej nie ciągnę już za sobą ogonów🙂. Dlatego przyznam, że wcale nie byłam zdziwiona kiedy moja kuzynka Zuza, u której zamierzam się zatrzymać podczas pobytu we Francji, poprosiła mnie nieśmiało o przesłanie jej mojego planu na czas pobytu w Paryżu. Zapewniłam ją, że pierwszego dnia okaże jej miłosierdzie i nie będę jej torturować zwiedzaniem Paryża, który odwiedzam nie po raz pierwszy, z tym, że nie wymiga się od zwiedzania średniowiecznego zamku w okolicy jej domu na południe od Paryża🙂. Natomiast w niedzielę już jej nie podaruję i z samego rana ruszamy śladami Roberta Langdona z „Da Vinci Code” a następnie planuje powłóczyć się po Montmarte, bo wprawdzie Bazylikę Sacre-Coeur udało mi się zwiedzić w całości podczas wcześniejszej wizyty, ale nie było już czasu na zwiedzanie okolicy, która znana jest na całym świecie jako dzielnica artystycznej bohemy.

Na szczeście wszystkie szlaki turystyczne Paryża moja kuzynka ma w jednym palcu, tym niemniej na dźwięk słów: Śladami „Da Vinci Code” – parsknęła do słuchawki telefonu jak narowista klacz, po czym dodała:

  • Ale wiesz, że chodzą słuchy, że obraz Leonarda Da Vinci w Luwrze jest kopią a nie orginałem?
  • Chyba oszałaś – powiedziałam – przecież sama pamiętam, jak stałam w olbrzymiej kolejce do obrazu Mona Lisy, którą chroniła nie tylko kuloodporna szyba, ale rownież stojący po obu stronach strażnicy. Przecież dyrekcja muzeum nie robiłaby takiego cyrku dla kopii.
  • Nie wiem, ale sprawdzę, żebyś się nie rozczarowała – odpwiedziała Zuza.

Po zakończeniu rozmowy i ustaleniu planów mojego krótkiego pobytu w Paryżu, prawie natychmiast przyssałam się do ekranu iPada próbując rozwiązać intrygującą mnie zagadkę i przyznam szczerze, że informacje znalezione na internecie okazały się nad wyraz fascynujące.

Otóż w poniedziałek, 21ego sierpnia 1911 roku, znany na całym świecie obraz Leonarda Da Vinci, Mona Lisa zniknął z Luwru, a towarzysząca temu wydarzeniu seria wyjątkowo niefortunnych zbiegów okoliczności sprawiła, że nadzieja na odnalezienie obrazu zniknęła razem ze złodziejem.

  • Jako pierwszy brak obrazu odkrył Louis Beroud, francuski malarz, który we wtorek, 22 sierpnia wybrał się do muzeum i natychmiast skierował się do Salonu Carre gdzie znajduje się obraz.
  • Zaskoczony widokiem pustej ściany skontaktował się natychmiast z przywódcą straży.
  • Ten dla odmiany pomyślał, że obraz jest u fotografów i nie potwierdził tej wersji.
  • Kiedy Beroud wrócił po kilku godzinach z pytaniem gdzie jest obraz, przywódca straży skontaktował się z działem fotografów, ale okazało się, że nie mają obrazu.
  • Pod nieobecność dyrektora muzeum, który przebywał w tym czasie na wakacjach, skontaktowano się z kuratorem działu o Egipcie, który natychmiast powiadomił Paryską Policję.
  • Po wyproszeniu zwiedzających i zamknięciu muzeum, około 60 inspektorów policji oddało się przeszukiwaniu Luwru.
  • Po tygodniu bezowocnych poszukiwań ponownie udostępniono muzeum zwiedzającym jednak w miejscu gdzie wisiał poprzednio obraz widniała pusta ściana. Mona Lisa zniknęła.  

Najciekawsze w całym wydarzeniu było jednak to, że mniej więcej rok wcześniej, dyrektor muzeum, Theophile Homolle, wypowiedział natępujące słowa:

„[Y]ou might as well pretend that one could steal the towers of the cathedral of Notre Dame.”

W rezultacie kradzieży, dyrektor muzeum został zmuszony do rezygnacji.

Fakty:

Przede wszystkim brakowało dowodów. Jedynym śladem wskazującym na kradzież obrazu z Luwru była odnaleziona na bocznych schodach rama oraz szkło chroniące obraz. Podczas przesłuchania pracowników, jeden z nich przypomniał sobie, że widział obraz w poniedziałek o 7:00 rano (dzień przed odkryciem kradzieży), ale godzinę później zauważył, że obrazu już nie było, z tym, że nie poinformował nikogo myśląc, że była to decyzja kuratora odpowiedzialnego za tę sekcję.

W następnej kolejności odkryto, że strażnik odpowiedzialny za pilnowanie Salonu Carre nie przyszedł tego dnia do pracy natomiast jego zastępca przyznał się do opuszczenia stanowiska na papierosa na kilka minut około 8:00 rano. Tak więc jedyne co ustalono to, że kradzieży dokonano pomiędzy 7:00 a 8:30 rano i najprawdopodobniej sprawcą kradzieży był jedn z pracowników, ponieważ w poniedziałki Luwr jest zamknięty dla zwiedzających na czas sprzątania.

Niewyjaśniona zagadka kryjąca się za zniknięciem obrazu Mona Lisy z Muzeum w Luwrze przyczyniła się do powstania tysiąca teorii i należy dziękować, że nie sprowokowała przedwcześnie Pierwszej Wojny Światowej, kiedy Francuzi zaczeli oskarżać Niemców o kradzież w celu zdemoralizowania oblicza Francji podczas gdy Niemcy zarzucali Francuzom kradzież aby odwrócić uwagę od międzynarodowych problemów. Nie przyczyniło się to jednak do odnalezienia obrazu i tak minęły dwa lata.

A zatem kim był złodziej? 

Jesienią 1913 roku, znany we Włoszech handlarz antykami, Alfredo Geri, zamieścił w gazecie ogłoszenie: „a buyer at good prices of art objects of eery sort.” Krótko potem, Geri otrzymał list w którym nadawca oświadczył, że jest w posiadaniu skradzionego obrazu La Giocondy. Na kopercie widniał  stempel z 29 listopada 1913 roku i adres skrzynki nadawczej w Paryżu. List podpisany był „Leonardo.” 

Mimo, iż Geri przekonany był, że ma doczynienia z handlarzem próbujacym sprzedać kopie Mona Lisy, tym niemniej skontaktował się z dyrektorem muzeum Uffizi we Florencji, Giovannim Poggi. Wspólnie zdecydowali się wysłać list do tajemniczego nadawcy, informując go, że Geri wolałby najpierw obejrzeć obraz przed dokonaniem zakupu. W odpowiedzi otrzymali list, w którym „Leonardo” zaprosił włoskiego handlarza antykami do Paryża w celu przyjrzenia się obrazowi. Na to Geri poinformował Leonardo, że nie może wyjechać do Francji, ale chętnie spotka się z nim 22 grudnia w Mediolanie.

W międzyczasie, 10 grudnia, 1913 roku w galerii Alfredo Geri we Florencji pojawił sie wyglądający na Włocha mężczyzna, który poczekał aż wszyscy klienci opuszczą pomieszczenie po czym przedstawił się jako Leonardo Vincenzo, autor korespondencji dotyczącej Mona Lisy. Poinformował zaskoczonego Geri, że obraz Mona Lisa znajduje się w hotelu, w którym się zatrzymał i zarządał od handlarza antykami pół miliona lirów. Ponadto, bez cienia zażenowania Leonardo przyznał się do kradzieży obrazu w celu przekazania go prawowitym właścicielom, czyli Włochom. Zaznaczył również, że życzyłby sobie, aby obraz zawieszony został w Muzeum Uffizi we Florencji i nigdy więcej nie powrócił do Francji.

Geri zachował przytomność umysłu i przystał na cenę, z tym, że udało mu się przekonać Leonarda, że dyrektor Uffizi powinien najpierw przyjrzeć się obrazowi zanim go wyeksponuje w muzeum. W związku z tym obaj panowie umówili się na następny dzień, po czym zaraz po wyjściu Leonarda, Geri skontaktował się z policją. Następnego dnia Geri i Poggi, dyrektor muzeum Uffizi, pojawili się o umówionej godzinie w hotelu we Florencji  po czym Leonardo otworzył walizkę, wyjął jego zawartość, usunął podwójne dno po czym oczom zgromadzonych ukazał się zaginiony obraz Mona Lisa, który dyrektor muzeum podobnie jak i Alfredo Geri rozpoznali po stemplu Luwru na odwrocie. Poggi stwierdził jednak, że najpierw będzie musiał porównać obraz z pozostałymi pracami Leonardo Da Vinci  po czym wszyscy trzej skierowali się do wyjścia. Na zewnatrz hotelu Leonardo został aresztowany przez włoską policję.

Podający się za Leonardo, Vincenzo Peruggia, urodzony we Włoszech pracował w Luwrze w Paryżu w 1908 roku. Kiedy wszedł do muzeum 21 sierpnia 1911 roku na jego korzyść przemawiały dwa fakty: Primo: znany był wszystkim pracownikom dzieki czemu nie wzbudzając żadnych podejrzeń, dostał się do muzeum w dniu kiedy było zamknięte, Secundo: w momencie kiedy przechodził obok Salonu Carre nie było przed nim strażnika, który akurat w tym czasie wyszedł na papierosa. Perrugia przyznał się, że nigdy nie planował zniszczyć obrazu, ale przekazać go prawowitemu właścicielowi.

Wieść o odnalezieniu obrazu rozeszła się po całym świecie. Po części życzenie Perrugi spełniło się ponieważ obraz wystawiono w wielu miastach we Włoszech zanim 30 grudnia, 1913 roku powrócił na stałe do Luwru.  

I tutaj zbliżamy się do sedna sprawy.

Przede wszystkim należy zaznaczyć, że większość prac Leonarda Da Vinci, a w szczególności Mona Lisa  przyczyniły się na przestrzeni wieków do powstania wielu sensacyjnych teorii i stypulacji nie tylko na temat autentyczności obrazu La Giocondy w Luwrze, ale również nieskończonej ilości jego kopii. Jendak ostatnie wydarzenie, do którego nawiązała moja kuzynka, a które umknęło mojej uwadze, dowodzi, że rzeczywiście istnieje drugi obraz „Mona Lisa” namalowany reką Leonarda Da Vinci.

o-ISLEWORTH-MONA-LISA-570

„Isleworth Mona Lisa” – została odkryta przez brytyjskiego kolekcjonera sztuki, Hugh Blakera, który odkupił ją od pewnej szlacheckiej rodziny w 1913 r. Blaker umieścił obraz w swoim studiu w Islewarth, skąd pochodzi nazwa „drugiej Mona Lisy.” Kiedy wybuchła Pierwsza Wojna Światowa, Blaker przewiozł obraz do Ameryki. Kiedy w końcu „Isleworth Mona Lisa” wróciła do Europy, Hugh Blaker wysłał obraz do Włoch w celu zbadania jego autentyczności a nastepnie umieścił go w jednym z banków w Szwajcari gdzie spoczywa do tej pory. W tym czasie, poproszona do współpracy, znana orgnizacja non-profit Mona Lisa Foundation zajęła się badaniami, mającymi na celu potwierdzenie lub zaprzeczenie teori jakoby obraz rzeczywiście wyszedł spod pędzla Leonardo Da Vinci.

W końcu, we wrześniu 2012 roku „Isleworth Mona Lisa” po raz pierwszy od bardzo długiego czasu ujrzała światło dzienne i została przedstawiona całemu światu jako autentyczne dzieło Leonarda Da Vinci  zjednując sobie tyle samo zwolenników tej teorii jak i przeciwników. W świecie znawców sztuki zawrzało.

Mniej więcej w połowie lutego 2013 r. szwajcarska fundacja oznajmiła, że posiada dowody na to że obraz jest autentycznym dziełem Leonarda Da Vinci, a nie kopią obrazu Mona Lisa. Otóż badania przeprowadzone przez Davida Fieldmana, historyka i członka Mona Lisa Foundation oraz specjalistę od twórczości Leonarda Da Vinci, Alfonso Rubino, który dokonał testów dla określenia daty powstania obrazu oraz porównał go do innego obrazu Da Vinci, Vitruvian Man potwierdzając ten sam układ geometryczny co w szwajcarskiej Mona Lisie, stały się niezbitym dowodem na to, że jednak „Isleworth Mona Lisa” wyszła spod pędzla włoskiego mistrza.  

A zatem co spowodowało, że nagle, wisząca w Luwrze Mona Lisa okrzyknięta została kopią?

Otóż na podstawie istniejących dokumentów wiemy, że na samym poczatku XVI wieku Leonardo Da Vinci  został zatrudniony przez Francesco del Giacondo do namalowania obrazu jego żony, Lisy. Biorąc pod uwagę fakt, że dopiero co odkryty portret Mona Lisy przedstawia tę samą osobę mniej więcej 10 lat młodszą, a badania tzw. „carbon date” udowodniły, ze „Isleworth Mona Lisa” pochodzi z tego samego okresu co orginał, nasuwa przypuszczenie, że Leonardo Da Vinci namalował portret La Giocondy po czym z niewyjaśnionych powodów, kilka lat później przystąpił do malowania kolejnego obrazu wzorując się na pierwszym portrecie z tym, że drugi obraz charakteryzował się dużo lepszą jakością i namalowany został z dużo większą wprawą. W ten sposób powstała plotka jakoby „Mona Lisa” w Luwrze była kopią pierwszego obrazu namalowanego przez Leonarda Da Vinci 

A zatem na podstawie powyższych wyników badań historycy wyciągnęli w miarę logiczny wniosek, że Francesco Del Giacondo otrzymał od Leonardo Da Vinci  drugi obraz Mona Lisy – który nieco później został zakupiony przez Francuskiego Króla, Francois I – i odtąd stał się własnością Francji. W międzyczasie w 1517 r. Leonardo przeniósł się do Francji zabierając ze sobą pierwszy portret Mona Lisy znany obecnie pod nazwa „Isleworth Mona Lisa.” W momencie jego śmierci, w 1519 r. wszelki ślad po obrazie zaginął, aż do 1913 roku, kiedy został ponownie odkryty przez Hugh Blakera, brytyjskiego kolekcjonera sztuki.  

Mimo, iż najnowsze odkrycie i powstała na ten temat teoria brzmi bardzo prawdopodobnie istnieją jednak jej przeciwnicy. Jednym z podstawowych zarzutów jest fakt, że „Isleworth Mona Lisa” została namalowana na płótnie a nie na desce, jak większość prac Leonardo Da Vinci. Natomiast jeśli chodzi o mnie, kłótnie na temat autentyczności obu obrazów pozostawię specjalistom, natomiast sama zamierzam wybrać się do Luwru i z prawdzią przyjemnością ponownie przyjrzeć się portretowi Mona Lisy podąrzając tym razem śladami Roberta Langdona.

Alicja

P.S.

Zainteresowanym informacjami na temat kradziezy Mona Lisy polecam ksiazkę Roy McMullena „Mona Lisa: The Picture and the Myth.”

http://abcnews.go.com/news/t/blogEntry?id=17341805&ref=https%3A%2F%2Fwww.google.com%2F

http://www.huffingtonpost.com/2013/02/14/isleworth-mona-lisa-declared-authentic-swiss-institute-real-painting_n_2685047.html

2 responses to “Opowiadanie kryminalne – Śladami Giocondy

  1. Rewelacja!!!! Nie mialam o tym najmniejszego pojecia!!!

  2. No proszę, niech nikt nie mówi, że blogi ogłupiją. Bardzo ciekawa historia. zapraszam do siebie: http://www.nie-znajoma.blog.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s