Świat w krzywym zwierciadle, czyli refleksje po Festiwalu: Polish Women in Film

image

If You cannot find it in Your heart, it means it is not there.
Alicia Devero

Na zakończenie festiwalu filmowego w Tribece, zorganizowanego przez Polish Filmmakers in New York pt. „Different Ages, Different Views: Polish Women in Film” pchana jak zwykle czystą babską ciekawością zwróciłam się do współorganizatorki festiwalu, Agaty Drogowskiej z pytaniem, co skłoniło ją do wybrania takiego tematu. W odpowiedzi usłyszałam:

  • Polish Women in Film – przede wszystkim dlatego, że chcieliśmy pokazać kobiety, które robią filmy i odnoszą sukcesy. Trochę z przekory i trochę dla podkręcenia jest dwóch facetów -bardzo ważne dokumenty Kieślowskiego, które tutaj są mało znane oraz Łozińskiego. Ich filmy są oczywiście o kobietach! Nie wiem czy przesłuchałaś wywiad z Agnieszką Holland na naszym FB? Ona właśnie mówi, że „… film to męski klub.” Dlatego my staramy się pomóc tej słabszej stronie. No i też dlatego, że sama jestem kobietą i uważam, że powinnyśmy się wspierać.

Przyznam, że temat wydał mi się niezwyke ciekawy i z punktu widzenia feministki, bardzo bliski mojemu sercu, tym niemniej moja fascynacja filmami nie wynikała tylko i wyłącznie z tematyki. Złożyły się na nią również takie elementy jak podejście twórców do wielu kontrowersyjnych problemów zmieniających się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat oraz postacie samych reżyserów, którzy dzięki festiwalowym dyskusjom uświadomili mi, że ujecie tematu w filmie w dużej mierze jest odzwierciedleniem ich własnej wrażliwości. Dlatego mój artykuł nie jest wnikliwą recenzją festiwalu, ale w pewnym sensie intymnym monologiem, będącym refleksją nad związkiem życia ze światem kinematografii.

Festiwal rozpoczął się w czwartek, 21-ego listopada Galą w MoMa Muzeum na Manhattanie oraz projekcją nagrodzonego w Berlinie „Bejbi Blues” w reżyserii Kasi Rosłaniec. Po filmie widzowie uczestniczyli w Q&A z reżyserką oraz z producentką filmu, Agnieszką Kurzydło. Na nieszczęście dla obu Pań, panel prowadzony był w języku angielskim przy udziale dwóch moderatorów, Beaty Borowik i Toma Nikko. Osobiście uważam, że w przyszłości dla dobra większości uczestników, w panelu powinien uczestniczyć tłumacz.

Myślę, że z filmami czasami jest tak jak z mężczyznami – należy dać im szansę i pozwolić im się otworzyć w nadziei, że może pod warstwą obojętnej nonszalancji i zakompleksienia kryje się wartościowy facet. Dlatego, mimo iż film wywarł na mnie bardzo negatywne wrażenie, głównie dlatego, że wprowadził mnie w klimat otempiającej pustki i osamotnienia, po którym miałam ochotę wziąć prysznic i zmyć z siebie brud gloryfikowanego w filmie dekadentyzmu, to jednak wbrew głosowi rozsądku zdecydowałam się dać mu szansę. Tym niemniej przysłuchując się odpowiedziom Rosłaniec na pytania padające z widowni, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w rzeczywistości reżyserka filmu jest lustrzanym odbiciem jej bohaterek.

  • Strasznie się staram, ale jakoś nie mogę się zmusić do polubienia tego filmu – z nieukrywanym rozżaleniem powiedziałam do siedzącego obok mnie Mietka.

W końcu nadeszła moja kolej na zadanie pytania reżyserce:

  • Czy nie boisz się, że po „Galeriankach,” których nie oglądałam i wcale nie jestem pewna czy mam ochotę na kolejny film w podobnym klimacie – zostaniesz zaszufladkowana pod względem tematyki? Szczególnie, że po raz kolejny poruszasz te same problemy społeczne – spytałam.
  • I don’t care! – odpowiedziała Kasia Rosłaniec – a poza tym, ja nie widzę w filmie żadnych problemów społecznych. Znalazłam w mediach dwa oddzielne wątki – niepełnoletnią matkę wychowującą samotnie dziecko oraz dziewczynę, która pozostawiła niemowlaka w przechowalni na dworcu PKP i postanowiłam, że połączę te dwa tematy w jedną całość. I tak powstał film.

Wysłuchałam tych bredni, wypowiadanych zresztą łamaną angielszczyzną i zaczęłam się głęboko zastanawiać, czy powierzchowność Rosłaniec wynika ze znajomości tylko i wyłącznie 30 słów w języku angielskim, czy też rzeczywiście jest tak niedojrzałą emocjonalnie i kompletnie pozbawioną wrażliwości osobą. W zwiazku z tym, że ciągle jeszcze trzymałam w reku mikrofon zdecydowałam się dolać oliwy do ognia

  • People without a „MORAL SPINE” – portrayed in the movie – represent serious social issues! – wypaliłam.

Na scenie zapadła grobowa cisza podczas gdy na widowni zawrzało jak w ulu. Wszyscy zaczęli głośno komentować i nagle poczułam na sobie ciężar spojrzenia kilkadziesięciu widzów, wyraźnie zaintrygowanych i poruszonych moją ciętą ripostą. Z konsternacji wyprowadził twórców filmu prowadzący dyskusję Tom Nikko, który nie pytany o zdanie, bo nie do niego skierowane były moje słowa, ruszył z odsieczą.

Całe szczeście, że tego wieczoru byłam w wyjątkowo łagodnym nastroju, w przeciwnym razie, doprowadziłabym, swoim zwyczajem, do zaciętej wojny na słowa. Czasami tak sobie myślę, że może w kolejnym moim wcieleniu będę Moniką Olejnik🙂 Dałam sobie jednak spokój, ponieważ to co myśli Tom Nikko na prawdę guzik mnie obchodzi, natomiast nie mogąc nawiązać z Kasią Rosłaniec dialogu, nie widziałam najmniejszego powodu dla którego miałabym kontynuować tę rozmowę, szczególnie, że sama przyznala, iż film który wyreżyserowała nie ma sobie żadnych wartości. Wątpię jednak, żebym jeszcze kiedykolwiek była w stanie zmusić się do obejrzenia kolejnego „dzieła” Rosłaniec, skoro i tak żaden z jej filmow nie został stoworzony na bazie obserwacji świata oraz głębokich przemyśleń wynikających z potrzeby udokumentowania lub przybliżenia widzom istotnych problemów społecznych, ale był dziełem zwykłego … impulsu.

Po pierwszym wieczorze filmowym, zadałam sobie pytanie: Czy świat nagle stracił na wartości, czy też poglądy młodego pokolenia ulegly tak drastycznej dewaluacji? Czasami myślę, że dużo łatwiej jest analizować prace zmarłych artystów – wtedy na pytanie: a co autor miał na myśli? – można znaleźć dokładnie tyle odpowiedzi ilu jest komentatorów, natomiast sam autor nie jest już w stanie popsuć nam naszej własnej interpretacji utoworu odpowiadając z rozbrajającą szczerością:
Nie wiem, nie pamiętam, albo co gorsza: byłem wtedy pijany.
Nota bene, podobny scenariusz przypadł w udziale Tess, pałającej żarliwym uwielbieniem dla twórczości Chagalla, którego wystawę prac można obecnie obejrzeć w Muzeum Żydowskim na Upper East Side. Przekonała się o tym, kiedy przez zupełny przypadek natknęła się w Nowym Jorku na jego wnuczkę. Pani Bella Meyer od lat prowadzi na Manhattanie kwiaciarnię i z ujmującą szczerością spróbowała ostudzię płomienne uczucia Tess dla talentu jej dziadka:
– Ależ moja kochana – Marc Chagalle był skończonym wariatem!
Na szczęście w ciągu kolejnych dni festiwalu, prace młodych polskich filmowców udowodniły, że poglądy młodego pokolenia na szczeście nie ulegly dewaluacji. Powiedziałabym, że wrecz przeciwnie – stały się bardziej przemyślane, śmiałe i wyraziste.

Dlatego, z tak ogromną przyjemnością obejrzałam film Katarzyny Klimkiewicz „Flying Blind,” który wyświetlony został w ostatnim dniu festiwalu, a który wywarł na mnie ogromne wrażenie, podobnie zresztą jak sama reżyserka filmu. Przyszło mi nawet do głowy, że film Klimkiewicz porównywalny jest do innego dzieła z tego samego gatunku: „The Visitor” z wyśmienitą rolą Richarda Jenkinsa.

Katarzyna Klimkiewicz charakteryzuje się niezwykłą osobowością, co odzwierciedla się nie tylko w jej filmach, ale również w sposobie w jaki potrafiła nawiązać kontakt z publicznością podczas Q&A (oczywiście płynna znajomość angielskiego przyczyniła się w dużej mierze do sukcesu). Klimkiewicz zachwyciła mnie potrzebą ciągłego doskonalenia swojego warsztatu filmowego. Reżyserka stara się za wszelką cenę wczuć w atmosferę filmu jeszcze na długo zanim przekaże role głównych bohaterów w ręce aktorów, zwraca ogromną uwagę na detale, indywidualne sceny, światło i muzykę. Jednak przede wszystkim ujęła mnie wyborem tematów do kolejnych jej projektów. Klimkiewicz dotyka bardzo istotnych problemów społecznych, szczególnie bliskich kobietom – chociaz jestem bardzo daleka od zaklasyfikowania jej do popularnego obecnie w Polsce gatunku „gender.” „Flying Blind” to skomplikowana kompilacja elementów narodowościowych, religijnych i politycznych jak również charakterystycznych w Europie problemów moralnych wypływajacych z uprzedzeń do muzułmanów oraz braku akceptacji społeczeństwa dla ogromnej różnicy wieku miedzy kochankami szczególnie w przypadku kiedy różnica działa na niekorzyść dla kobiety.

Odwrotnie niż to miało miejsce w przypadku Rosłaniec, film „Flying Blind” Katarzyny Klimkiewicz sprowokował mnie do obejrzenia jej pierwszego, krótkometrażowego filmu: „Hanoi-Warsaw”, który nie stanowił części festiwalu. Dzięki temu, udało mi się lepiej zrozumieć dlaczego producentka flimu „Flying Blind” Alison Sterling, zdecydowała się zaproponować, w sumie nieznanej polskiej reżyserce, współpracę nad filmem.

To właśnie mniej więcej wtedy przyszło mi do głowy, że może sukces filmów będących częścią festiwalu, na które składał się również film Małgośki Szumowskiej „W imie …” oraz Agnieszki Holland „Woman Alone” polega w dużej mierze na wyjątkowej wrażliwości reżyserek – niezależnie od ich wieku oraz okresu w jakim powstawaly ich filmy – oraz na ich własnym, bardzo indywidualnym sposobie postrzegania i interpretowania świata, który Amerykanie nazywają „Thinking outside of the box.”

Bardzo interesujący wydał mi się również kontrast w interpretowaniu świata pomiędzy twórcami filmów a niektórymi widzami, którzy nadal spoglądają na twórczość polskich filmowców przez pryzmat polskiej rzeczywistości i ustalonych z góry kanonów. Na przykład po projekcji filmu „W imie …” siedzący za mną mężczyzna skomentował po Polsku:

  • Zupełnie nie rozumiem dlaczego Szumowska wybrała taką głośną Rockową muzykę do sceny procesji.

Rozbawił mnie jego komentarz, bo akurat na ten element zwróciłam szczególną uwagę. „The Funeral” zespołu Band of Horses, był według mnie idealnym muzycznym symbolem odzwierciedlającym unoszącą się w powietrzu atmosferę chaosu, który znamionował upadek ludzkich cech takich jak przyjaźń, uczciwość i zaufanie ustepując miejsca fałszowi, zdradzie i ludzkiej obłudzie. Scena Procesji była w pewnym sensie pogrzebem (The Funeral) ludzkich wartości.

Pozostając przy temacie publiczności, przyznam, że byłam ogromnie zaskoczona zadziwiającą frekfencją Amerykanów o bardzo zróżnicowanym wieku i pochodzeniu narodowościowym. Na przykład, przed projekcją filmu Agnieszki Holland „Woman Alone” zwróciłam uwagę na siedzącego przede mna młodego mężczyznę w czarnym podkoszulku z ramionami pokrytymi tatułarzami. Uśmiechnełam się do siebie przypomniawszy sobie powiedzenie „nigdy nie oceniaj książki po okładce.” A swoją drogą dużo bym dała żeby się dowiedzieć jakie wrażenie wywarła na nim smutna polska rzeczywistość poczatku lat 80-tych, obdrapane kamienice, kolejki po żywność i uwłaczające warunki życia matki samotnie wychowującej syna.

Na kilka dni przed rozpoczęciem się festiwalu, natknęłam się na FB na komentarz Krystyny Jandy, na temat 10 powodów dla których poniekąd powinno się chodzić do kina. Czytając tych dziesięć punktów, pękałam ze śmiechu bo znalazły się wśród nich również takie kwiatki jak:

  • żeby nie wycierać w domu kurzy
  • żeby wyjść z domu
  • albo żeby nie patrzeć na małżonka🙂

No cóż, powodowana głęboką wiarą w wartości polskiej kinematografii, szczerze wolałabym żeby w Tribece pojawiło się jednak dużo więcej polskich kinomanow – szczególnie młodszego pokolenia – nawet gdyby miały nimi kierować tylko i wyłącznie wyżej wymienione pobudki. Może wtedy udałoby im się zrozumieć, że dla kogoś kto mieszka w Nowym Jorku, wychował się w rzeczywistości przedstawionej w filmach Kieślowskiego i Agnieszki Holland a jednocześnie żywo interesuje się problemami poruszanymi przez Małgorzatę Szumowską i Katarznę Klimkiewicz trudno jest zaakceptowac emocjonalna pustke i dekadentyzm wypływający z filmu „Bejbi Blues.”

Alicja

P.S. Szczególne podziękowania dla organizatorów Festiwalu, a w szczególności dla Agaty Drogowskiej za jej wysiłek w propagowaniu polskiej twórczości filmowej.

http://www.youtube.com/watch?v=eyjfwyagW5w&sns=em

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s