I Love Autumn in New York

image

Może zabrzmi to idiotycznie, ale cieszę się, że lato wreszcie się skonczyło i Nowy Jork znowu zaczął tętnić życiem. Przyznaję, że okres letni jest bardzo przyjemny i obfituje w tysiące rozrywek począwszy od darmowych wystepów na swieżym powietrzu znanej na całym świecie Filharmonii Nowojorskiej, projekcji filmowych w Brian Park na Manhattanie, tradycyjnych występów gwiazd filmowych w sztuce teatralnej Shakespeare w teatrze na wodzie w Central Parku, Koncertów Rockowych na cele charytatywne oraz wielu innych atrakcji – nie zapominając o bardzo popularnych latem „Roofdeck Bars,” ktore oferują darmowe wejście i zapierające dech w piersiach widoki na Manhattan, za mocno wygórowaną cenę alkoholu🙂 Latem wszyscy nowojorczycy zdecydowanie zwalniają tempo i nieoficjalnie, czwartek jest ostatnim dniem pracy w biurach, po czym w piątek wszyscy uciekają z Nowego Jorku na Long Island albo New Jersey Shore gdzie z dala od zaduchu i trudnej do zniesienia w wielkim mieście wilgoci, starają się spędzać każdy kolejny weekend w imprezowym nastroju wzbudzając przy tym niezdrową zazdrość wśród tych, którzy zmuszeni są pozostac w mieście. Na szczescie po Labor Day życie wraca do normy a dynamika Nowego Jorku ulega drastycznej zmianie o czym przypomina inaugurujacy sezon jesienny – Mercedes Benz Fashion Show prezentujący wiosenną kolekcje mody 2014🙂

Jesień w Nowym Jorku jest według mnie najbardziej magiczną porą roku. Powracają czwartkowe vernisaże w Galeriach Sztuki na Manhattanie, odżywają sceny teatralne na Broadwayu i jak co roku, z wielką pompą rozpoczyna się otwarcie kolejnego sezonu w Metropolitan Opera. W pewnym sensie to ciekawe, że w przyrodzie, zwiastunem odradzającego się życia jest wiosna, natomiast Nowy Jork przeżywa swój prawdziwy Renesans właśnie na jesieni.

Najprzyjemniejszym dniem tygodnia jest jednak sobota. Zachwyceni rześkim powietrzem Nowojorczycy wylegają na zalane słońcem ulice rozkoszując się urokliwym porankiem, który zwiastuje początek weekendu. Niektórzy przechodnie kierują się do Cetral Parku na jogging, inni spacerują po ulicach z czworonożnymi pupilami popijając poranną kawę ze Starbucksa a jeszcze inni siedzą przy wystawionych na zewnątrz stolikach w zamyśleniu obserwując ulicę albo leniwie pałaszują drugie śniadanie, czytając weekendowe wydanie NY Times. W powietrzu unosi się atmosfera błogiego spokoju, który kontrastuje z dynamiką przeciętnego dnia pracy. Wprawdzie wszyscy gdzieś podążają, ale bez charaktersystycznego dla Nowego Jorku pośpiechu. Dlatego też na spotkanie z Piotrem wybrałam właśnie porę Brunchu w mieszczącym się niedaleko St. Marks Place Coffee Shop.

Tak się jednak złożyło, że w piątek wieczorem wybrałam się z kolegą z pracy na wystawę Sztuki Współczesnej na Greenpoincie i korzystając z okazji zaprosiłam go na polską ucztę kulinarną do mojej ulubionej restauracji „Królewskie Jadło.” Niestety wyśmienite piwo Żywiec, w którym zasmakował Frank, oraz późna godzina spowodowały, że ciepłe promienie słońca wpadające do mojej sypialni w sobotni poranek i rzut okiem na zegarek uświadomiły mi, że z porannego treningu na rowerze nici, a pozostawiony na iPhonie SMS niezbicie sugerował, że wystawiony rufą do wiatru Robin Hood, wściekły jak osa, zmuszony był do pedałowania po Manhattanie tylko i wyłącznie w towarzystwie Reksia, który cierpliwie znosił fanaberie Pana siedząc cicho w plecaku na jego plecach. Na szczęście na spotkanie z Piotrem nie bylo jeszcze za poźno i do Cafe Mocha na Drugiej Aleji dotarłam przed czasem. Usiadłam wygodnie przy stoliku na zewnatrz, zamowiłam Grande Late po czym oddałam się bardzo relaksującemu zajęciu, czyli obserwowaniu przesuwających się przed moimi oczami tlłumów.

image

Najbardziej charakterstyczną cechą sobotniego poranka w Nowym Jorku jest swobodny styl i kompletny brak poszanowania dla aktualnych trendów w modzie. Tym, którzy nigdy nie byli w Nowym Jorku, może się to wydać niewiarygodne, ale niemal wszyscy Nowojorczycy wylegają na ulice ubrani w wytarte jeansy albo krótkie spodenki i wymięty podkoszulek (Amerykanie nie mają zwyczaju prasowania ubrań). Wszyscy przechodnie wygladają bardzo przeciętnie, dzięki czemu za nic w świecie nikt nigdy nie odróżniłby milionera od dostawcy porannej gazety. W sobotni poranek wszyscy mieszkańcy Nowego Jorku wyglądają dokładnie tak samo. I właśnie za ten niewymuszony luz i swobodę kocham ten gigantyczny „Melting Pot.”

Zupenie inaczej mają się rzeczy w Europie. Pamiętam, że pewneg dnia podczas mojego pobytu w Warszawie, ubrana w luźne spodnie do yogi i rozciągnięty sweter, zakladałam właśnie adidasy z zamiarem wybrania się na bazarek na ulicy Wałbrzyskiej, kiedy w drzwiach mieszkania wpadłam na moją Mamę, która obdarzyła mnie krytycznym spojrzeniem i spytała się czy rzeczywiście tak ubrana zamierzam wyjść na ulicę. Zerknęłam przez ramię na własne odbicie w lustrze i zastanowiłam się nad jej pytaniem. W końcu ulica taka sama jak wszędzie indziej, zdecydowanie nie śmierdzę, nie mam na głowie kołtuna – chociarz przyznaję, że ze szczotką ostatni raz widziałam się poprzedniego dnia – ani też nie mam pyska umazanego owsianką. Zęby też umyłam natomiast makijażu nie zrobiłam, bo uważam, że moja skóra też ma prawo do relaksu. I aby zamanifestować swoje poglądy – tak jak stałam wylazłam na dwór. No i tak jak przewidywałam świat się z tego powodu nie zawalił.

Z zamyślenia wyrwał mnie kelner, który postawił przede mną ogromny kubek aromatycznej kawy po czym z powrotem wrociłam do obserwowania przechodniów. Ubrana w krótkie spodenki, T-shirt, na który narzuciłam ciepłą bluzę oraz adidasy, idealnie wtapiałam się w otaczający mnie tłum. Na przejściu dla pieszych zauważyłam Panią w powiewającym na wietrze długim płaszczu prowadzącą dwie dziewczynki w identycznych strojach Skautow, które w podskokach przeszły obok mojego stolika po czym zniknęły wewnątrz budynku. Nagle zastygłam w bezruchu i wpatrując się w przechodzacą przez jezdnie parę, a ściśle mówiąc, młodego mężczyzne, który miał całą twarz upacykowaną błotem. Przeleciało mi przez mysl, że chyba jest jeszcze za wcześnie na Halloween, kiedy po chwili zorientowałam się, że to nie błoto, ale pokrywające całą jego twarz i szyję tatuaże stwarzały wrażenie, że przebrał się na bal przebierańców za diabła🙂

Nowy Jork jest niezwyklą mieszanką charakterów i tak na prawdę niewiele jest mnie w stanie zdziwić. Generalnie rzecz ujmując Amerykanie są niezwykle tolerancyjni i nie zwaracają uwagi na udziwnienia, akceptując inność. Wyjątek stanowiła niepowtarzalna scena jakiej byłam świadkiem na plaży w Fort Lauderdale na Florydzie podczas Spring Break. Otóż uwagę wszystkich plażowiczów zwróciła para Niemcow, dobrze po 50-tce, którzy wstali z kocyka i trzymając się za ręce skierowali się w stronę oceanu. Dokładnie w tym samym momencie wszystkim plażowiczom odebrało dech w piersiach i jak zahipnotyzowani, włączając mnie i moją 10-letnią wówczas córke, spoglądaliśmy z zafascynowaniem na to niepowtarzalne zjawisko. Kobieta nie miała na sobie stanika, co nie byłoby takie bulwersujące, gdyby nie fakt, że zamiast piersi miała dwie wypełnione piaskiem sakiewki, które zwisały jej do pasa, opierając się na fałdach tluszczu spod którego widać było zwisającą końcówkę złotego łancuszka, który w normalnych warunkach powinien delikatnie opływać wiotką kibić seksownej właścicielki. Może jeszcze sakiewki z piaskiem, przyglądający się przedstawieniu widzowie, zdołaliby przetrawić gdyby nie fakt, że pluskająca się w falach oceanu para miała na sobie identyczne stringi, natomiast replika woreczka z piaskiem partnerki dyndała się pomiędzy nogami jej partnera. Krótko mowiąc cała plaża siedziała zahipnotyzowana i nikt nie miał ani wystarczająco dużo siły ani taktu, aby odwrócić wzrok i udawać, że scenka rodzajowa odgrywająca się przed naszymi oczami jest czymś najzwyklejszym w świecie. W porównaniu z parą na plaży, wytatuowany na twarzy chłopak spacerujacy po Manhattanie to pikuś🙂

Nagle, przy stoliku na przeciwko mnie usiadła para turystów, co zdradzał i dystyngowany sposób zachowania i ubiór – zbyt przyzwoity na panujacy o tej porze dnia w Nowym Jorku luz🙂 Odwróciłam od nich głowę i spojrzałam na ulicę dokładnie w momencie kiedy przemaszerowała przede mną młoda dziewczyna ubrana w leginsy za kolana, ze słuchawkami w uszach oraz sportową torbą na ramieniu. Najwyraźniej czas na ćwiczenia na siłowni. No cóż – ja wprawdzie swoją poranną porcję ćwiczeń przespałam, ale nie żałuję🙂 Dalsze obserwacje przerwało mi pojawienie się przy stoliku Piotra. Zamówiliśmy moje ulubione wegetariańskie naleśniki ze szpinakiem, pieczarkami i kozim serkiem i oddaliaśmy się przyjemnej pogawędce a ciepłe promienie słońca delikatnie dotykały naszych twarzy. Trudno się było w taki dzień nie uśmiechać🙂

I LOVE Autumn in New York.

Alicja

image

6 responses to “I Love Autumn in New York

  1. Agnieszka Bolimowska

    Alicja! I po raz kolejny zapodałaś mi wspaniałą lekturę🙂 tym wspanialszą, że to dopiero początek dnia więc nastroiłaś mnie na dzień cały błogo🙂 mam nadzieję, że starczy tej błogości, bo tu w Warszawce przez ostatnie dni światem zawładnęła deszczowo-pochmurna jesień – ta której nie cierpię🙂 A tu proszę NY, słonko, luzacy na ulicach, uśmiechnięta Alicja! Dzięki Kochana!❤

    • Agnieszka, ciesze sie, ze udalo mi sie wprowadzic cie w wysmienity nastroj w ten pochmurny dzien. Przyznaje, ze Zlota Polska Jesien jest rownie zjawiskowa, ale niestety niekosekwentna i raz jest a innym razem jej nie ma🙂. W przeciwienstwie do pogody panujacej w Polsce, jesien w Nowym Jorku jest bajecznie piekna i wprawia Nowojorczykow w swietny humor. W pazdzierniku Central Park i pobliskie gory Catskill mienia sie tysiacem cieplych kolorow, ktore do zludzenia przypominaja palete Moneta. Zdecydowana przewaga slonecznych dni jesienia i zima oraz bogaty repertuar artystyczny powoduje ze Nowy Jork staje sie cudownym miejscem na ziemi, szczegolnie dla tych, ktorzy wiedza jak korzystac z urokow zycia🙂
      Najwyzszy czas na zaplanowanie wycieczki do NY – serdecznie cie zapraszam🙂
      Alicja

  2. Sprawilas, Alicjo, ze poczułam zapach wczesnej jesieni w NY, który jakże dobrze pamiętam. Tak, dla mnie też właśnie wrzesien, może do polowy października kojarzy się tam szczególnie przyjemnie. Ciepło, słonecznie, ale
    już bez uciążliwych upałów lipca i sierpnia, połączonych z koszmarną wilgocią. Za chwilę bajeczna rozmaitosc kolorów w Central Park…
    Woody Allen, Carry Bradshow😉 – orędownicy tego, co w tym miescie szczególne, niepowtarzalne, udowadniają, że NY kocha się miłoscią najszczerszą, albo po prostu się go nie rozumie.
    Dzięki za przypomnienie tej wspaniałej nowojorskiej atmosfery, buźka

    • Ela, ciebie oczywiscie nie musze przekonywac, co tracisz🙂 lol. W przyszlym tygodniu wybieram sie na wspinaczke po gorach w Vermont, gdzie jesienne kolory beda wdziecznie prezentowac sie na zdjeciach i juz sie nie moge doczekac Apple picking w Warwick, NY, ktory jest zwiastunem Thanksgiving. Moglabym tak rozprawiac na temat jesieni bez konca🙂 Ale na szczescie doskonale wiesz o czym mowie – Czas na pumpkin Caffee🙂
      Alicja

  3. Malgorzata Micho-Wnuk

    Czesc Alicjo natknelam sie na twojego bloga dzieki naszej wspolnej kolezance Joli M.Ona nieraz pojawia sie na FB I wlasnie dzisiaj byla wbijajac twojego bloga dzieki czemu moglam pierwszy raz przeczytac.Kiedys jako MLODe dziewczyny poznalysmy z Jola sie na Greenpoincie I utrzymujemy znajomosci do dzis. Bardzo fajnie piszesz I twoj text czyta sie jednak tchem .Dzieki .Ja kiedys rowniez mieszkalam w NY lecz wtedy moj czas byl organic zone tylko do pracy.Wspaniale ze kochasz NY I mozesz podziwiac piekno jesieni a takze korzystac z urokow zycia artystyczne go.Ja obecnie mieszkam na Florydzie Jest fajnie lecz porownac do NY sie nie da po prostu inaczej I spokojnie. Dziekuje ci za ten ciekawy artykul .Z przyjemnoscia siegne do nastepnych Juz nie moge sie doczekac Pozdrawiam serdecznie -Gosia Michon-Wnuk

    • Czesc Malgosiu,
      Bardzo Ci dziekuje za tak przychylnym kometarz i e-mail🙂 Obszerniej odpowiem ci wieczorem, poza blogiem🙂 natomiast teraz powiem tylko tyle, ze twoja opinia i tobie podobnych czytelniczek, ktore przez kompletny przypadek natknely sie na moje artykuly i nadal sprawia im przyjemnosc czytanie mojego bloga – natchnal mnie pomyslem na kolejny interesujacy, pelny glebokich przemyslen arykul. Jeszcze raz bardzo ci dziekuje.
      Floryde uwielbiam – szczegolnie kiedy zima w Nowym Jorku daje sie we znaki i wyzyta w „Slonecznym Stanie” pozwala naladowac baterie. Jednym z moich ulubionych miejsc jest Sarasota.🙂
      Pozdrawiam,
      Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s