Lejdis

11111

Schodziliśmy z góry Sargent w Acadia National Park w Maine kiedy ni z tego ni z owego, idąca za mną Eryka zapytała się mnie czy mam „chłopaka.” Nie uważam się jeszcze za stare próchno, ale w moim wieku używanie określenia: „umawiać się z chłopakem” – brzmi raczej tragikomicznie: tragi –  bo od dłuższego czasu unikam tej przyjemności jak diabełświęconej wody, natiomiast komicznie – bo w końcu potencjalny Mr. Right w wieku około 50-tki to nie chłopak, ale dojrzały mężczyzna (mimo, iż w kwestii dojrzałości emocjonalnej nadal może pozostawiać wiele do życzenia :) ). Z drugej jednak strony biorąc pod uwagę zadziwiające zjawisko nawarstwiającego się ostatnio wokół mnie zainteresowania płci brzydkiej (złośliwość losu🙂 ) i to w dużej mierze w wieku przed  30-tką, możnaby w sumie uznać ten zwrot za jak najbardziej trafny🙂. Wprawdzie nadal trudno jest mi zrozumieć, czego może szukac 28-letni młodzieniec w 45-letniej kobiecie, która wprawdzie wygląda na 35 lat, ale ma już dorosłą córkę, za którą powinni oglądać się – potencjalnie – zdrowi na umysle chłopcy w jego wieku. Niezależnie jednak od sytuacji, już dawno temu wyszłam z założenia, że nigdy nie należy kwestionować zainteresowania meżczyzn, tak długo jak się je jeszcze wzbudza :) natomiast martwić zacznę się dopiero wtedy, kiedy przestaną na mnie zwracać uwagę🙂. Dlatego też wszystkim moim czytelniczkom radzę zastosować sie do tej filozofii🙂.

Wracając jednak do pytania Eryki, po podzieleniu się z nią moimi przemyśleniami, zaczęłam się  głośno zastanawiać na czym polega fenomen tej rosnącej popularności Cougars. Żyjemy obecnie w społeczeństwie, w którym młodzi, inteligentni, wysportowani, atrakcyjni mężczyźni zafascynowani są dojrzałymi, atrakcyjnymi, ambitnymi kobietami po czterdziestce, podczas gdy młode dziewczyny w ich wieku, które w normalnych warunkach stanowiłyby idealne kandydatki na partnerki – wypinają sie niczym koci grzbiet – z tym, że w drugą stronę eksponując swoj największy aset, czyli zakupione przez tatusiów silikonowe miseczki o rozmiarze DD i wycelowują je (niczym kupid strzałę) w Panów około 50-tki, ktorzy nie są już ani tacy atrakcyjni ani „sprawni”🙂, a jedyną ich zaletą jest to, że potrafią zapewnić potencjalnym partnerkom (w wieku ich corek) życie na poziomie siostr Kardashian. Przy czym wiekszości młodych kobiet nie przeszkadza nawet fakt, że meżczyźni przed 30-tka byliby w stanie zaspokoic ich potrzeby seksualne, czerpiąc z nich obopolną korzyść, podczas gdy podstarzałe egzemplarze po 50-tce jadą niczym kaczki po lodowej tafli na Viagrze doskonale zdając sobie sprawę ze swoich ograniczeń wynikających z wieku. W rzeczywistości zjawisko to do złudzenia przypomina zawierane przed stuleciami związki polegające na unii tytułu i majątku, z tą jednak rożnicą, że w obecnych czasach obie strony dokonują wyboru świadomie, bez przymusu i bez udziału rodzicow. Wspołcześni, dobrze sytuowani dojrzali Panowie kichają na tytuł i z obsesją godną podziwu szukają partnerek o niezbyt wygórowanym poziomie inteligencji, ale za to bardzo wybujałych kształtach natomiast młode panienki doskonale zdające sobie sprawę ze swoich walorow zewnetrznych godzą sie na rolę kwiatka w butonierce za cenę komfortu i spływającego na nie splendoru. W rezultacie na polu bitwy pozostają tylko sfrustrowane Panie po czterdziestce oraz równie sfrustrowani młodzi meżczyźni – a jak mówi stare polskie przysłowie: „na bezrybiu i rak ryba.”

Nie zamierzałam jednak dłużej rozwodzić się nad problemami kryzysu na współczesnym, światowym rynku związków partnerskich. W ostatniej chwili przeleciało mi przez mysl, że temat idealnie pasuje do kolejnej ksiażki Prof. Lwa-Starowicza natomiast głośno oświadczylam, że małolatów traktuję jak kumpli z czego oczywiście nie są zadowoleni, bo w końcu nie o to im chodzi, ale nic na to nie poradzę ponieważ coraz bardziej podoba mi się status Singielki i jak na razie nie planuję niczego zmieniać. Robię dokładnie to, na co mam ochotę, nie muszę się do nikogo dostosowywać ani godzić się na kompromisy poświęcając swoją wolność i niezależność za cenę bycia „z kimś.” Na to, ni z tego ni z owego – w milczeniu przysłuchujący się naszej romowie Caysey – powiedział:

  • Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie żebyś mogła żyć w związku z mężczyzną utrzymując jednocześnie swoje prawo do autonomii.

Spojrzałam z niechecią na jego plecy, bo akurat schodził w dół szlaku przede mną, po czym prychnęłam niczym kotka i bez chwili zastanowienia odpowiedziałam:

  • Ale ja nie deklaruję suwerenności dlatego, że mam nie pokolei w głowie, ale dlatego, że nieustannie napotykam niewłaściwych kandydatów!

Prawda jest niestety taka, że meżczyźni wolą być albo z Marylin albo z Jackie, natomiast kobieta posiadająca walory obu Pań, czyli inteligencję i figlarność :) stanowi wyzwanie większe niż wspinaczka na Kilimanjaro! Przez co wartościowi mężczyźni poddają sie walkowerem podczas gdy półgłówki lecą na nas jak pszczoły do miodu!

Na szczęscie w moim wieku nie muszę się już godzić na kompromisy. Zresztą, kiedy obserwuję związki zawierane w drodze desperacji lub utrzymywane na siłę z tysiąca najrózniejszych powodow tylko nie z miłości, bycie szczęśliwą Singielką wydaje mi się w pewnyn sensie formą luksusu. Natomiast, jeżeli pewnego dnia, przez kompletny przypadek, wpadnę na mężczyznę mojego życia – uznam to za zrządzenie losu i zapewniam, że nie bedę się bronić rękami i nogami przed uczuciem w imie wolności i niezależności. A poki co, w najmniejszym stopniu nie zamierzam popadać w depresję z powodu braku partnera – Nigdy w Życiu! Dlatego z prawdziwym przerażeniem przyglądam się ogromnej rzeszy samotnych „sfrustrowanych 40- latek” ktorym wydaje się, że receptą na szczęście jest bycie w związku partnerskim. A tak na prawdę, prawdziwe szczęście polega na odnalezieniu radości życia w samej sobie, a nie w innych🙂

Zgodnie z tą dewizą, tydzień po powrocie z Maine wybrałam się na moje pierwsze od ponad dwóch lat wakacje – tym razem do Kaliforni. W końcu bycie Singielką nie obliguje mnie do siedzenia w domu, a skoro moje dziecko zdecydowało się pójść moimi śladami (nieświadomie) i wywrócic cały swój mały świat do góry nogami, czas najwyzszy żebym przestała się wreszcie poświęcać i zaczęła korzystać z życia, bo mi się należy🙂. W związku z tym razem z moją byłą szwagierką, która jest jednocześnie moją serdeczną przyjaciółką (pozbyłam sie męża #2, ale nadal utrzymuję kontakty z jego rodziną🙂 ) wyruszyłysmy na tzw. „Girls Road Trip.” Dzieki temu juz wkrótce, w moich wspomieniach z podróży, udowodnie moim czytelniczkom, że radośćżycia i zachłanność z jaka przeżywam każdy kolejny dzien oraz ogromne poczucie humoru, które przyciaga przypadkowo napotykanych ludzi, a które pozwala mi wyjść obronną reką z wielu sytuacji dostarczając mi wielu przeżyć i wypełnionych emocjami przygód – coraz częściej przekonują mnie o tym, że pomimo mojej zwariowanej natury i zamiłowania do nieustannego balansowania w Wysokich Szpilkach Na Krawedzi – nigdy, ale to przenigdy nie powinnam sie zmieniać!

A na koniec wszystkim sfrustrowanym 40-latkom przypomnę scenę z mojego ulubionego filmu Under the Toscan Sun, w której Kathryn – ekscentryczna aktorka będąca muzą znanego włoskiego reżysera, Federico Felliniego – radzi swojej amerykańskiej przyjaciółce Frances – rozwódce, rozpaczliwie poszukującej szczęscia w Toscani, żeby przestała na siłę szukać kolejnego partnera i zaczęła się wreszcie cieszyć życiem:

  • You are so boring! Just forget about it! You HAVE TO enjoy your life!

 Alicja

6 responses to “Lejdis

  1. Alu, co za urocza lektura przed zasnieciem…Zapewni mi ekscytujace sny!! Trzymam kciuki za udana wycieczke i czekam na wrazenia. Caluski

  2. Podpisuję się pod tym, co mówi Caysey, u mnie jego zasada się sprawdza, pełna autonomia z obu stron, co za tym idzie kompromisy niekonieczne, ale do takiego tanga trzeba dwojga😉 stay active, Alice, baw się dobrze, cmoks🙂

    • Amen!
      I na tym powinnam poprzestac🙂
      W zasadzie zgadzam sie i z Caysey i z toba, ale niestety dojrzalosc emocjonalna w zwiazku partnerskim nie rosnie na drzewie i rownie trudno jest ja znalezc jak igle w stogu siana🙂 Ale nie zaprzeczam, zdarza sie i przyjemnie jest patrzec na pary, ktorym udalo sie osiagnac ten poziom komfortu psychicznego🙂 Moze i mnie uda sie kiedys spotkac partnera bez wynaturzen, ktory pozwoli mi zachowac autonomie bez ograniczania mojego prawa do wolnosci🙂 Bardzo w to watpie, szczegolnie, ze juz nie szukam🙂 A do tego czasu zamierzam bardzo dobrze sie bawic🙂 I tego wlasnie zyczylam wszystkim czytelniczkom, ktore sa bardziej skoncentrowane na desparackim poszukiwaniu vs. cieszeniu sie zyciem🙂
      Caluski
      Alicja

  3. Generalnie zgadzam się z powyższym, lecz myślę , że trochę inne sa frustracje 40- latek , które mają już jakiś mniej lub bardziej formalny związek partnerski za sobą i ewentualne dzieci, a inne kobitek wolnych od zawsze. Chyba te pierwsze są bardziej wyluzowane, choć może się mylę

    • Czesc Magda,

      Zgadzam sie z toba. Moge sie wypowiedziec tylko za siebie i za moje przyjaciolki, szczegolnie te, ktore sa juz po rozwodzie i maja juz dzieci. Tak sie sklada, ze niezaleznie od narodowosci, a mam przyjaciolki z roznych stron swiata🙂 wszystkie maja podobne do mojego nastawienie, czyli jezeli jeszcze kiedys bedzie nam dane spotkac Mr. Right to wspaniale, a jezeli nie, to z cala pewnoscia swiat sie na tym nie konczy, a w miedzy czasie korzystamy z zycia, poniewaz do pewnego stopnia czujemy sie juz spelnione. W pewnym sensie to mniej wiecej tak, jak w tym staropolskim wierzeniu, wedlug ktorego mezczyzna powinien wybudowac dom, zasadzic dab i splodzic potomka w postaci syna, aby moc w pelni odczuc, ze spelnil swoj obowiazek wobec siebie, rodziny i reszty swiata. Natomiast kobiety, singielki, ktore jeszcze nie urodzily dziecka, a chcialyby, i nigdy nie wyszly za maz, a chcialyby – beda oczywiscie inaczej spogladac na zycie i potrzebe bycia w zwiazku niz kobiety, ktore juz zasmakowaly tego miodu🙂 i w obecnej chwili zachlystuja sie wolnoscia🙂.
      Musze jednak nadmienic, ze mysla przewodnia mojego artykulu, moze troche zawoalowana, jest prawda, ktora jest identyczna dla obu grup kobiet, niezaleznie od ich obecnego statusu: NIC NA SILE! Dlatego w moim artykule pozwolilam sobie zadrwic ze „zlosliwosci losu,” poniewaz zaraz po rozwodzie, co jest bardzo klasycznym zachowaniem, mialam nadzieje poznac kogos, z kim moglabym dzielic reszte zycia. Zycie niestety pokazalo, ze desperacja nie jest najlepszym doradca i w tym szczegolnym momencie, kiedy jestesmy najslabsze, odnosimy najwieksze porazki. Ale na szczescie, przynajmniej tak bylo w moim przypadku, twardniejemy i uodparniamy sie na wszelkie przeciwnosci losu. W zwiazku z tym kiedy wreszcie nakichalam na facetow, ku mojemu niebotycznemu zdziwieniu zaczelo ich nagle przybywac – i jak juz wczesniej wspomnialam – co akurat w moim przypadku jest najbardziej zabawne – wiek nie stanowi granicy!!! Najsmieszniejsze jest jednak to, ze nie mam na to wplywu🙂

      Ale doskonale rozmumiem Singielki, ktore nie potrafia zdobyc sie na obojetnosc w momencie kiedy pielegnuja w sobie narastajaca potrzebe bycia z kims. Do zaakceptowania siebie potrzeba duzo czasu …

      Jest jeszcze inne spektrum tej sprawy – w Nowym Jorku ciezko jest znalezc partnera (moja serdeczna przyjacilka podeszla do tematu w sposob naukowy i odkryla ze jest 250,000 kobiet wiecej niz mezczyzn) majac na mysli tylko Singli, co spowodowalo, ze rozwydrzeni sa jak dziadowski bicz. Natomiast podczas mojego ostatniego pobytu w Kaliforni zauwazylam, ze mezczyzni na Zachodnim Wybrzezu zbudowani sa z zupelnie innej maki i gotowa jestem sie zalozyc, ze partnera znalazlabym w ciagu tygodnia. Jak jest w Polsce nie wiem, ale wyglada na to, ze im wiecej slonca, tym wiecej milosci🙂.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s