„50 Odcieni Greya”, czyli jak zrozumieć kobietę. Część 1.

images

Everybody says sex is obscene. The only true obscenity is war.                         Henry Miller, Tropic of Cancer.

Przyznam szczerze, że bardzo długo zastanawiałam się nad tym jak zredagować ten artykuł, aby przedstawić dwa oblicza prawdy i z jednej strony pozostać wierną moim własnym przekonaniom, a z drugiej strony nie utracić czytelniczek, które z wypiekami na twarzy przeczytały całą trylogie i teraz z niecierpliwością odliczają dni do premiery filmu.   

Prawda jest niestety taka, że nowela „50 Odcieni Greya” wcale mnie nie zachwyciła i to z wielu powodów, ale nigdy jakoś nie przyszło mi do głowy, publicznie krytykować miłośniczek książki, które mają zupełnie odmienne zdanie od mojego. Z drugiej jednak strony zaintrygowana narastającą w Stanach Zjednoczonych nagonką na autorkę trylogii, której zarzuca się brak moralności i nie przestrzeganie ustalonych norm społecznych przez promowanie pornografii oraz przemocy seksualnej wobec kobiet, zdecydowałam się odegrać role Adwokata Diabla i zastanowić się nad tym, co spowodowało tak fenomenalną wręcz popularność trylogii. Zanim jednak do tego dojdziemy, w pierwszej części tego artykułu pozwolę sobie zaprezentować czytelniczkom moją własną opinię na temat książki.  

O istnieniu książki „50 Odcieni Greya” brytyjskiej autorki ukrywającej się pod pseudonimem E.L. James dowiedziałam się mniej więcej rok temu, od mojej przyjaciółki Marii, która z nieukrywanym zafascynowaniem wypowiadała się na temat noweli wychwalając pod niebiosa jej walory, ale z zupełnie nieznanych mi powodów bardzo skrupulatnie omijała tematykę poruszaną w książce. Tak mnie tym zaintrygowała, że natychmiast pożyczyłam od niej pierwszą część i cała podekscytowana z miejsca zabrałam się do czytania.  

Przyznaję, że na początku szło mi całkiem nieźle i książka podobnie jak tematyka wydały mi się bardzo interesujące, ale jak to się mówi: im dalej w las tym ciemniej. W efekcie, zmordowana jak pies, ale nadal pchana czystą ciekawością spowodowaną bardziej krytyką książki aniżeli tematyką, dotarłam wreszcie do końca i odetchnęłam z prawdziwą ulga. Na drugą i trzecią cześć nawet nie spojrzałam ślubując w duchu, że prędzej wezmę się za czytanie „Nieboskiej Komedii” Dantego w oryginale niż za kontynuację trylogii E.L. James. Tak więc, moje drogie czytelniczki – zapomnijcie na kilka minut o tym, że dzieli nas ogromna różnica zdan i postarajcie się spojrzeć na książkę moimi oczami, czyli z ogromną dozą poczucia humoru i obiektywizmu🙂. 

Przygotowując się do napisania tego artykułu przeczytałam na Internecie opinię jednej z czytelniczek, która głęboko zastanawiała się czy też portret Christiana Greya nie wyszedł przypadkiem spod pióra niedojrzałej emocjonalnie szesnastolatki, która na własne potrzeby stworzyła wyidealizowany portret Mr. Right, dokładnie taki sam jak ten, o którym marzą wszystkie kobiety na całym świecie. W sumie, analizując podstawowe cechy głównego bohatera, trudno się z tą opinia nie zgodzić:

  • Christian Grey ma 26 lat, jest już nie tylko bilionerem ale również filantropem, do wszystkiego doszedł sam, jest nieprzyzwoicie przystojny, wysoki, ma piękne szare oczy, muskularne ciało, olbrzymiego penisa i może mieć pięć orgazmów pod rząd. Na dodatek mówi płynnie po francusku, gra na pianinie, ma licencje pilota i właściwie trudno jednoznacznie stwierdzić, kiedy pracuje, bo większość czasu spędza na uprawianiu seksu z udziwnieniami. A na domiar wszystkiego jest jeszcze… SINGLEM!!! Wcale bym się nie zdziwiła gdyby jeszcze do tego był w stanie zgiąć się w pół jak nietoperz i odegrać Hejnał Mariacki na własnej trąbce🙂

FOR HEAVEN’S SAKE – GET REAL GIRLS!!!

Prawdopodobieństwo znalezienia takiego faceta równe jest ZERO! Żeby nie było, że się czepiam, ponownie weszłam na Internet i na ogólnie szanowanej stronie Forbes 2013 znalazłam najbardziej aktualną listę 31 bilionerów na całym świecie w wieku poniżej 40-tki[1]. Z prawdziwą przykrością musze Was poinformować, że w wieku poniżej 30-tki jest tylko trzech: 

  • Albert von Thurn und Taxi – 29 – wart: $1.5 biliona
  • Austin Moskovitz – 28 – wart: $3.8 billiona
  • Mark Zuckerberg – 28 – wart: $ 13.3 biliona

Dwaj ostatni bilionerzy sa wszystkim Paniom doskonale znani jako założyciele Facebook, przy czym niezależnie od faktu, że Mark jest już żonaty, czyli już przez samo to nie spełnia powyższych parametrów, wszyscy trzej pasują do wyidealizowanego powyżej portretu jak pięść do oka. Przynajmniej, jeśli chodzi o walory zewnętrzne 🙂

Owszem, przyznaję, że trzeba mieć w życiu jakieś ideały i każda poprzednia generacja miała swojego własnego idola. Na przykład moja mama wzdychała do Reda Butlera, bohatera powieści Margaret Mitchell „Przeminęło z wiatrem” (gdyby wzdychała do Ashleya pomyślałabym, że zostałam adoptowana), podczas gdy Mr. Darcy, dumny i wyniosły bohater powieści Jane Austen „Pride and Prejudice,“ spowodował, że wzdychały do niego nie tylko Panienki z początku XIX wieku, ale również współczesne kobiety, które nie dość, że tworzą coraz to nowe fankluby pyszałka to jeszcze stworzyły na FB stronę dla jego wielbicielek (Boże miej litość!!!)[2]. Co właściwie oznaczałoby, że niegrzeczni chłopcy są w cenie, niezależnie od epoki  :).

Tym niemniej, prawdopodobieństwo znalezienia takiego ideału jak Christian Grey i to na dodatek zanim potencjalna idealistka utraci dziewictwo jest również bliskie ZERA! Nie wiem jak obecnie wyglądają te sprawy w Polsce, ale przynajmniej w USA ambicją większości dorastających nastolatek jest utrata dziewictwa grubo przed opuszczeniem High School. Na dodatek wszystkim tym Panienkom, którym się wydaje, że pierwszy raz będzie pełen uniesień i towarzyszyć mu będzie dziesięć orgazmów radziłabym przestać się wygłupiać, zejść z obłoków na ziemie i pogodzić się z faktem, że pierwszy raz, mówiąc ogólnikowo – to NIE PIKNIK! 🙂. 

Gwoli wyjaśnienia, żeby czytelniczki, które po raz pierwszy zajrzały na moją stronę nie pomyślały sobie, że jestem Swiętojebliwą Cnotką, zaznaczam, że literatura poruszająca tematykę erotyczną nie jest mi obca, a edukację w tej dziedzinie, zresztą za plecami rodziców, rozpoczęłam mniej więcej w wieku lat 10-ciu wertując w pierwszej kolejności Księgę Tysiąca i Jednej Nocy – niezwykle bogato zaopatrzoną w obrazki, które rozbudzały moją dziecięcą wyobraźnie, co w pewnym sensie może tłumaczyć moją fascynację tematem 🙂. Uczciwie mówiąc, sięgnęłam po nią tylko i wyłącznie dlatego, że Mama zabroniła mi jej czytać, a wiadomo, że owoc zakazany smakuje najlepiej. W sumie i tak guzik z niej wtedy zrozumiałam, chociaż przyznaję, że dopóki nie przeczytałam książek Profesora Lwa-Starowicza (oczywiście nie w wieku lat 10-ciu), długo zastanawiam się jak mężczyzna z kobietą mogą się tak zasupłać🙂. Natomiast książki angielskiego autora Roberta Grave „Ja, Klaudiusz” oraz „Klaudiusz i Messalina,” które również znalazły się na liście ocenzurowanych przez rodzicielkę pozycji, czytałam pod kołdrą z latarką w reku – nie! nie bawiłam się brzydko podczas czytania, aczkolwiek przyznaję, że niektóre sceny erotyczne poruszały moją dziecięcą wyobraźnię wywołując zadziwiające efekty nie tylko w sferze komórek mózgowych 🙂. Jednak to, co różniło zbiór arabskich baśni i książki Roberta Grave od „50 Odcieni Greya” to niekwestionowany talent literacki, którym autorka, E.L. James niestety nie może się poszczycić.

Przechodząc zatem do strony warsztatu literackiego, odważę się zarzucić noweli kompletny brak fabuły. Oczywiście nie oczekiwałam od książki mrożącej krew w żyłach akcji, ale na miłość boską jakiś cel powinien przyświecać bohaterom – nieustanne „ciupcianie” – nawet najbardziej wymyślne, staje się po jakimś czasie zwyczajnie nudne. Przez to, książka jest statyczna, obfituje w dłużyzny i niebywałą ilość powtórzeń, a jedyne, co się tak na prawdę zmienia to coraz bardziej kreatywne sceny erotyczne. Podeprę się tutaj danymi zebranymi przez kilku recenzentów ze strony Amazon.com, którzy zadali sobie trud i przy pomocy Kindla obliczyli ile razy Anastazja powtórzyła te same frazy, przy czym nawiązujemy tu tylko i wyłącznie do pierwszej części trylogii:

  •  „jeez” – 81
  • „Oh my” – 72, „Oh crap” – 92
  • „zawstydziła się” lub „zarumieniła się” – 125
  • „wymamrotała” – 199
  • „wyszeptała” – 195
  • „westchnęła” – 46
  • „uśmiechnęła się” – 124, „nachmurzyła się” -124
  • i na sam koniec zostawiłam sobie „inner goddess” – 58 razy.

W nawiązaniu do ostatniego określenia, nie upieram się przy nazywaniu rzeczy po imieniu i zastępowaniu tajemniczo brzmiącej „inner goddness” synonimami wyjętymi ze słownika anatomii człowieka: penis we wzwodzie wcisnął się pomiędzy ściany jej pochwy. Nie oczekiwałam też od autorki, że będzie się uciekać do określeń wywodzących się z kultury hinduskiej: zaczarowana laseczka Alibaby wślizgnęła się przez lekko uchylone bramy Sezamu i eksplodowała tysiącem gwiazd. Tym niemniej, całkiem już na poważnie uważam, że język angielski jest jednym z najbardziej rozwijających się języków na świecie, niezwykle bogatym w różnorodne synonimy i znalezienie kilku określeń na tę samą czynność nie powinno stwarzać tak ogromnego problemu nawet początkującej pisarce.  

Kiedy w końcu przeczytałam „50 Odcieni Greya” i z prawdziwą i nieukrywaną ulgą odłożyłam książkę na półkę, zaczęłam mocno wytężać komórki mózgowe zastanawiając się, co do cholery spowodowało, że wszystkie moje Psiapsiułki dostały na jej punkcie Małpiego Rozumu? Zaintrygowana tym niespotykanym do tej pory fenomenem popularności, dzięki któremu nowela „50 Odcieni Greya”  pobiła wszystkie dotychczasowe rekordy sprzedawalności wyprzedzając nawet Harry Pottera i plasując się na samym szczycie bestsellerów w wielu krajach, zastanawiałam się w czym tkwi tajemnica tego zjawiska. Nagle ni z tego ni z owego trzy pokolenia kobiet, babcie, matki i córki zaczytują się w trylogii, podobnie zresztą jak kobiety sukcesu, Perfekcyjne Panie Domu, sprzedawczynie w sklepie, sekretarki w biurach, podlotki i dojrzałe kobiety, które z prawdziwym i nieukrywanym zafascynowaniem zaczytują się w lekturze, która jest monotonna, pozbawiona fabuły, nie prowadzi do nikąd i nie ma w niej absolutnie nic, co zwracałoby uwagę czytelniczek poza śmiałym scenami erotycznymi. I nagle w jednej chwili wszystko stało się jasne. 

IT IS ALL ABOUT SEX!

Wszystkie kobiety na całym świecie, niezależnie od wieku, stanu cywilnego, pozycji społecznej czy też stanowiska w firmie łączy jedna wspólna cecha: Wszystkie kobiety pragną mężczyzny, dla którego sex nie będzie tylko i wyłącznie formą zaspokojenia potrzeby fizjologicznej …

Wszystkie kobiety na całym świecie marzą o mężczyźnie, któremu sprawia przyjemność sprawianie przyjemności kobiecie.

Spójrzmy prawdzie w oczy: Jack Rabbit, nie jest marzeniem ZADNEJ kobiety!  

http://m.youtube.com/watch?v=x8eia9hK-K0&oref=http%3A%2F%2Fm.youtube.com%2F&has_verified=1&layout=mobile&client=mv-google

 DRODZY PANOWIE: TO NIE BYŁ SEX!

Kobiety nie marzą o mężczyźnie do zludzenia przypominajacego Jack Rabbit, ale skoro mają go w domu na codzień, nie pozostaje im nic innego jak tylko marzyć o Christianie Greyu!

Ciąg dalszy nastąpi …

Alicja


7 responses to “„50 Odcieni Greya”, czyli jak zrozumieć kobietę. Część 1.

  1. Pan Darcy jest zjebisty (jeśli można go tak nazwać) .;D
    Tekst super! Jak czytałam te książki to ta „inner goddes” rozbawiała mnie do rozpuku. W ogóle moja mama, nie wiedząca z czego tak bardzo się śmieję, pożyczyła 50 twarzy i stwierdziła, że ona nie rozumie, z czego ja się śmieję i że lepiej by było dla mnie gdybym tego nie czytała, bo już i tak wszystko mi się „inaczej” kojarzy.:D

    • Moja Mama jakims przedziwnym zbiegiem okolicznosci nie dotarla jeszcze do „50 Odcieni Greya” – widocznie w bibliotece w ktorej wypozycza ksiazki trzeba sie zapisac w kolejce i dlatego umknela jej uwadze🙂 A tak miedzy nami mowiac nie dotarla nawet to mojego bloga – za co powinnam Bogu dziekowac bo oboje z tata by mnie wydziedziczyli🙂
      Ale przyznaje, ze czytajac Greya nie moglam wyjsc z podziwu dla tak piramidalnej naiwnosci tak bohaterki jak i czytelniczek – Anastazja konczy studia – mamy XXI wiek – jak to sie stalo, ze nie ma laptopa – ani telefonu? Seattle jest na zachodnim wybrzezu, a nie na koncu swiata – jest siedziba Microsoft i mieszka tam sam Bill Gates, nie mowiac juz o takich firmach jak Boeing czy Starbucks. Rozumiem, ze Anastazja gra role Kopciuszka, ale w tym przypadku wyszlo na to ze jest do tego zacofana w co nie wierze. Co do seksu to tez rechotalam jak zaba przy paru okazjach, ale nie bede pisac na ten temat w komentarzu, bo obszerniej wypowiem sie na ten temat w nastepnym odcinku w przyszlym tygodniu🙂
      Alicja

  2. Dzien dobry Alicio. Na twoj blog weszlam dzieki naszej wspolnej znajomej Ani. Musze szczerze przyznac ze jest wciagajacy. Masz super sposob pisania. Jesli chodzi o ten watek tak jak i ty z ciekawosci przebrnelam przez tom pierwszy i 20 stron drugiego po czym rzucilam ksiazke w kat. Moja mama natomiast polknela trzy tomy w dwa tgodnie i byla zachwycona. Nie mam pojecia co o tym sadzic.
    Pozdrawiam z goracej Holandii…

    • Czesc Madeleen,
      Zastanawialam sie kto mnie czyta w Holandii i widzę, ze tajemnica juz sie sama rozwiązała. Zastanawiałam sie tez nad Montenegro ale tam wyszedł mi James Bond🙂
      Bardzo sie cieszę, ze podoba ci sie moj blog a co do ksiazki to przyznaje, ze Maria która sie nią zachwycala ma 56 lat, ale z kolei mama moje serdecNej przyjaciółki z Australii wcale nie była pod wrażeniem mimo iż jak prawdziwa bohaterka przeczytała wszystko od deski do deski – na prawdę ja podziwiam🙂
      Jutro zamieszcze druga cześć artykułu – nieco bardziej kontrowersyjny niż poprzedni ale mam nadzieje, ze tez ci sie spodoba.
      Pozdrawiam cię bardzo serdecznie,
      Alicja

    • Przeczytalam twoja recenzje🙂 Dobra jestes – ja „doczolgalam sie” do konca pierwszego tomu i kolejne przeczytalabym tylko i wylacznie gdyby zalezalo od tego moje zycie🙂 Widze jednak, ze mialam ten niezwykly przywilej przeczytania pierwszej czesci w orginale i oszczedzone mi zostaly atrakcyjne okreslenia autorstwa tlumacza, ktore nie mialy absolutnie nic wspolnego z orginalem – nie wiem czy przy „Swietym Barnabie” dotarlabym nawet do polowy ksiazki🙂 Az mnie korci zeby chociaz raz wrzasnac podczas seksu „O Swiety Barnabo” i zobaczyc jakie wywola to reakcje w partnerze🙂 Mysle, ze powinnam wybrac do tego kogos na kim mi nie zalezy, bo obawiam sie, ze wiem jaki wywolaloby to efekt koncowy🙂 Ale i tak warto sprobowac … lol
      Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s