W poszukiwaniu nowych inspiracji …

image

 
Urodziłam się dokładnie 45 lat temu, 20 lipca 1968 roku w czwartek o godzinie 15:05 w państwowym szpitalu przy ulicy Madalińskiego w Warszawie. Bóle porodowe dopadły moją mamę mniej więcej na miesiąc przed ustalonym terminem, w związku z czym tata zapakował ją szybko do taksówki i zawiózł na porodówkę. Niestety w drodze do szpitala zmieniłam zdanie, ponieważ w najmniejszym stopniu nie miałam ochoty urodzić się jako zodiakalny Bliźniak. W rezultacie mama wpadła w szewską pasję, bo w samym środku gorącego lata została skazana na miesięczny pobyt w pozbawionym wygód komunistycznym szpitalu, podczas gdy ja zdecydowałam się przyjść na świat dziesięć dni po ustalonym terminie. Uniknęłam wprawdzie cech zodiakalnego Bliźniaka, ale za to natura zemściła się, obdarzając mnie bardzo skomplikowaną wiązanką cech charakterystycznych dla uczuciowego i niezwykle wrażliwego Raka o charyzmie i walecznym sercu Lwa. Naprawdę trudno wyobrazić sobie gorszą konstelację gwiazd w układzie planetarnym. Jeżeli dodam do tego, że według kalendarza Chińskiego jestem zodiakalną Małpą, powinno to rozwiać wszelkie wątpliwości wszystkich tych, którzy przez długie lata zastanawiali się, skąd się wziął mój charakterek i nietuzinkowa, emanująca znamionami szaleństwa i ciekawością świata osobowość  … Karma moi drodzy … Karma
  
… Warto tutaj wspomnieć, że tak naprawdę, nawet imię Alicja było rezultatem całkowitego przypadku. Babcia chciała Alinę, mama Magdalenę, a tata chciał chłopca. Po porodzie, mama nie miała ochoty na odwiedzanie państwowych instytucji, więc obie z babcią wysłały ojca żeby zarejestrował mnie jako Alinę w urzędzie miasta. Niestety, niewyedukowana panienka z okienka nigdy widocznie nie czytała „Balladyny” Słowackiego, bo poinformowała nowo upieczonego tatusia, że nie ma takiego imienia w polskim kalendarzu, ale za to jest Alicja. Ojciec pomyślał, że w końcu to niewielka różnica i zarejestrował mnie jako Alicję. Może gdyby urodził się chłopiec i obie Panie upierałyby się przy imieniu Belzebub, ojciec byłby bardziej wybredny, ale jeśli chodzi o dziewczynkę, to i tak przecież wszystko jedno. Niestety, babci i mamie nie było wszystko jedno i rozjuszone niczym kotki na rozgrzanym dachu nie odzywały się do ojca przez tydzień. Wiele lat później, po usłyszeniu całej historii podziękowałam mu ogromnie za tę pomyłkę, chociaż w rodzinie do tej pory wołają na mnie: Ala, Alina, Alicja, Alusia, Alinka, Alka itp.
  
Mam nadzieje, że ten krótki wstęp do mojego niezwykle bujnego życia uzmysłowi wszystkim czytelnikom, że widoczne znamiona szaleństwa są w mojej rodzinie cechą genetyczną, podobnie zresztą jak poczucie humoru i gadulstwo. Na tym kończy się jednak wspólnota cech przypisująca mnie do tego samego stada. Dlatego też, jeśli chodzi o nienasycony apetyt na życie – jak to bardzo trafnie określiła Tess w jednym z komentarzy na moim blogu – jak również trudnej do opanowania potrzeby poznawania świata i przeżywania nowych przygód oraz wynikającej z tego chęci dzielenia się ze wszystkimi radością życia – trudno byłoby określić je cechami, które wyssałam z mlekiem matki. Te cechy nie są związane z informacją genetyczną zawartą w DNA komórek macierzystych, przekazywanych nowym organizmom – te cechy nabywa się w drodze życiowych doświadczeń, które jednych powalają na kolana, natomiast innych – takich jak ja – wzbogacają emocjonalnie, uodparniają psychicznie i pomagają przystosować się do każdej sytuacji pozwalając jednocześnie koncentrować się na pozytywnych stronach życia, odnajdując dobre strony w negatywnych doświadczeniach. To zresztą, z ogromną dozą wrodzonego poczucia humoru, udowadniam moim czytelnikom na kolejnych stronach mojego bloga. 
 
Mam jednak wśród znajomych parę osób, które za każdym razem kiedy zbliżają się ich kolejne urodziny, nienależnie od wieku, czują na sobie ciężar lat i z wyraźnym niepokojem spoglądają w przyszłość dokonując jednocześnie rozrachunku błędów popełnionych w przeszłości, co powoduje, że za wszelką cenę i w miarę szybko postanawiają zmienić swoje dotychczasowe życie. Zdecydowanie nie należę do tej grupy, bo jak już kiedyś wspomniałam cytując Federico Felliniego: „Regrets are just a waste of time …” Tak więc niczego nie żałuję, nadal żyję chwilą i z ogromną radością spoglądam w przyszłość, nawet jeżeli ma to za każdym razem oznaczać przełażenie przez piętrzące się na mojej drodze przeszkody.
 
Jedyny temat, na którym postawiłam krzyżyk to mężczyźni i uczciwie przyznaję, że po raz pierwszy w życiu czuję, że jestem naprawdę szczęśliwą SINGIELKĄ!
Z czego wynika ta jawna manifestacja? Myślę, że najlepiej zobrazuje to monolog Zoe z filmu: „Something’s Gotta Give” z Diane Keaton i Jackiem Nicholsonem, która podając za przykład własną siostrę, w niezwykle trafny sposób opisała świat współczesnej kobiety po przejściach i jej potencjalnych szans na znalezienie właściwego mężczyzny, bez zaburzeń:
 
…”She is so accomplished. The most successful female playwright … She is over 50, divorced and she seats over here night after night because the available men her age want someone like Marin (her daughter who is in her 30’s).
See, the whole over-50 scene is geared towards men leaving older women out. And as a result those women became more and more productive and therefore more and more interesting. Which in term makes them even less desirable, because as we all know, men, especially older men, are threatened and deathly afraid of productive and interesting women. It is just so clear! Single, older women as a demographic are about as FUCKED a group as can ever exist!”
 
Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że od czasu kiedy nakręcono ten film – czyli 10 lat temu – granica wieku dla kobiet mających trudności ze znalezieniem Mr. Right przesunęła się w dół o kolejnych 10 lat, co spowodowało, że kobiety w wieku lat 40-tu dołączyły do grupy samotnych, dojrzałych, atrakcyjnych, inteligentnych i niezwykle interesujących Singielek, które mężczyźni omijają szerokim lukiem. Prawdopodobnie gdybym była słabą, żyjącą przez całe życie w cieniu mężczyzny, porzuconą kobietą, wpadłabym w głęboką depresję i kompletnie sfrustrowana marnowałabym pieniądze na wizyty u psychologa próbując znaleźć odpowiedź na nurtujące wiele kobiet pytanie: Co jest ze mną nie tak? Tymczasem ja żyję w głębokim przekonaniu, że wszystko jest ze mną jak najbardziej w porządku i jedyne, czego tak naprawdę w życiu potrzebuję, to nowe inspiracje. Dlatego 45-te urodziny wydały mi się idealną okazją do dokonania czegoś niezwykłego, co pozwoliłoby mi udowodnić i sobie i moim czytelniczkom, że to nie wiek decyduje o naszych możliwościach, ale siła ducha i ulanska fantazja. 
 
Na pomoc jak zwykle przyszedł mi przypadek.
  
Siedziałam w dziale podróży w księgarni Barnes & Noble na Manhattanie wertując przewodnik po Nepalu, kontemplując w myślach możliwość wyprawy w Himalaje do bazy pod Mt. Everest, kiedy nagle mój wzrok padł na pokaźnych rozmiarów reklamę na jednej ze stron przewodnika: 
 
My life needs a new direction!
  
Zamyśliłam się na chwilę, trawiąc treść reklamy, bo to, że akurat w tym momencie natknęłam się na ten, zawierający głęboką treść slogan, nie wydało mi się ani trochę kwestią przypadku. Podobnie jak Frances z filmu: „Under the Toscan Sun” wierze w znaki – Il Senio – i mimo iż przeznaczenie nie zawsze prowadzi nas w kierunku, który sobie wcześniej zaplanowaliśmy, to jednak zawsze kieruje naszym życiem tak, aby wzbogacić nas o nowe doświadczenia. Może tak jak w książce: „Eat, Pray, Love” warto czasami podjąć ryzyko i skoczyć w nieznane,  doświadczyć czegoś nowego, unikalnego i niepowtarzalnego, co w tym szczególnym przypadku pozwoliłoby mi udowodnić moim czytelniczkom, że warto jest mieć marzenia i realizować je przez całe życie niezależnie od wieku.  Spojrzałam jeszcze raz na reklamę, zamknęłam książkę i skierowałam się do kasy. Zawsze uważałam, że przeznaczeniu nigdy nie należy pluć w oczy.
 
image
 
Wyprawa w Himalaje do Bazy pod Mt. Everest zaplanowana zostala na 4 października tego roku. Międzynarodowa grupa 10 uczestników ze Stanow Zjednoczonych, zwiazanych z nowojorskim klubem HVH – Hudson Valey Hikers w ciągu trwającej 17 dni wyprawy – z czego 12 dni przypadac bedzie na sama wspinaczke, zmagać się bedzie z trudnościami podróży, zmieniającymi się warunkami pogodowymi i nieuniknioną w tych warunkach chorobą górską spowodowana duza wysokoscia – przypomne, ze baza polozona jest na wysokosci 5,364 m. Celem mojej wyprawy w Himalaje bedzie między innymi, prowadzenie szczegółowego dziennika dokumentującego każdy kolejny dzień wspinaczki, na którą składać się będą nie tylko opisy pieknych krajobrazow i kultury buddyjskiej, ale przede wszystki walka uczestników z trudami wyprawy i przezwyciężaniem własnych słabości.
  
Czy uda mi sie zrealizowac ten ambitny pomysl i na czas znalezc sponsorow, ktorzy zdecydowaliby sie zainwestowac w te wyprawe w zamian za reklame na moim blogu lub w przypadku polskiej gazety lub magazynu, mozliwosc wydrukowania 17 oddcinkowej serii wspomnien z wyprawy – na prawde trudno jest mi powiedziec, ale nie trace nadziei. Jedna rzecz z cala pewnoscia moge zagwarantowac i czytelnikom i sponsorom: na bazie rosnacej popularnosci mojego bloga oraz pochlebnej krytyki wielu czytelnikow –  moje relacje z wayprawy w Himalaje nie beda ani nudne ani tuzinkowe. Najwazniejsze zeby sie nie poddawac: NIGDY W ZYCIU!
 
Alicja
  
Wszystkich zainteresowanych sponsorowaniem wyprawy w Himalaje prosze o kontakt e-mailowy za pomoca skrzynki KONTAKT na moim blogu natomiast fundusze przekazywac mozna za pomoca PayPal na adres emailowy HVH.Nepal2013@gmail.com
 
Wiecej na temat wyprawy  dowiedziec sie mozecie piszac bezposrednio na adres klubu:
lub zagladajac bezposrednio na zalaczony ponizej link Klubu HVH gdzie mozecie skontaktowac sie z samym organizatorem i zapoznac sie z planem wyprawy.
 
 
Chcialam rowniez zaznaczyc, ze w przypadku odwolania wyprawy, badz to przeze mnie lub tez organizatorow – caly dochod przekazany zostanie na konto jednej z organizacji charytatywnych w Polsce.
 
Na sam koniec chcialabym podziekowac wszystkim tym, ktorzy zdazyli sie juz przyczynic do realizowania tego projektu:
– Tess, Eli Jaworskiej i Wiesi za konstruktywna krytyke za kulisami🙂
– Renacie Tatur za entuzjastyczna oferte zaangazowania jej biura podrozy w wyprawe w Himalaje
– Leszkowi Sadowskiemu z Bluberries Advertising za oferte pomocy w znalezieniu sposorow
– i na koniec mojemu bylemu szefowi, zastepcy Konsula Generalnego KWK w Konsulacie w NY – Markowi Skulimowskiemu za anielska cieriwosc, pelne poparcie dla tego szalonego pomyslu i niezwykle efektywna sesje „brainstorming” w imie powiedzenia: „co dwie glowy to nie jedna.”
 
A teraz trzymamy kciuki🙂

13 responses to “W poszukiwaniu nowych inspiracji …

  1. No i tak mi się teraz przypomniało „Nigdy w życiu” ze Stenką.;D
    A tak w ogóle to wszystkiego najlepszego no i tradycyjnie – spełnienia marzeń, a w tym wypadku udanej wyprawy!🙂 Nie mogę się doczekać relacji z niej. Odważna jesteś, a do odważnych świat należy.;D
    A singielki to często bardziej szczęśliwe i spełnione kobiety niż te, które mają cień w postaci mężczyzny.;)

  2. Elzbieta Jaworska

    Alice, z Twoją energią i wiarą w sukces musi się udać, trzymam kciuki🙂
    Happy Birthday🙂

  3. Teresa Moszczynski

    „Prawdopodobnie gdybym była słabą, żyjącą przez całe życie w cieniu mężczyzny, porzuconą kobietą, wpadłabym w głęboką depresję i kompletnie sfrustrowana marnowałabym pieniądze na wizyty u psychologa próbując znaleźć odpowiedź na nurtujące wiele kobiet pytanie: Co jest ze mną nie tak? Tymczasem ja żyję w głębokim przekonaniu, że wszystko jest ze mną jak najbardziej w porządku i jedyne, czego tak naprawdę w życiu potrzebuję, to nowe inspiracje. Dlatego 45-te urodziny wydały mi się idealną okazją do dokonania czegoś niezwykłego, co pozwoliłoby mi udowodnić i sobie i moim czytelniczkom, że to nie wiek decyduje o naszych możliwościach, ale siła ducha i ulanska fantazja”

    Sama esencja, ale zapomnialas dodac, ze nie wiek ani „posiadanie partnera” decyduje o naszych mozliwosciach, ale sila ducha i ulanska fantazja 
    Alu, z calego serca Ci kibicuje by wyprawa do Nepalu doszla do skutku. Mysle, ze relacjonujac nam swoje wrazenia ze szlakow himalajskich, zainspirujesz nie jedna kobiete w wieku tzw. „potatarcznym” (45 + over), by wszyla ze strefy kobiety niewidzialnej i siegnela po swoje marzenia. Jeszcze raz Happy B-day !!!!

    • Tess,
      Jak zwykle dziękuje ci za komentarz i wyluskanie z tekstu tego co jest najistotniejsze🙂
      Musze jednak wyjasnic, ze świadomie nie dodalam „bez mężczyzn” poniewaz mimo iż jestem Singielka to jednak nie jestem szowinistka i gdzieś tam w głębi duszy wierze, ze są jednak na świecie mężczyźni, ktorzy nie ograniczają kobiet i pozwalają im rozwinąć skrzydła bez uszerbku dla ich własnego ego. Tak wiec moje przesłanie skierowane jest nie tylko do Singielek, ale także do kobiet w związkach które potrzebują INSPIRACJI czyli mnie🙂 żeby jak to powiedział Mickiewicz
      „Sięgać gdzie wzrok nie sięga
      Łamać czego rozum nie złamie …”
      Pozdrawiam,
      Alicja

  4. Teresa Moszczynski

    Przepraszam za literowki, ale upaly pogroszyly mi wizje🙂

  5. Teresa Moszczynski

    Tak, Alu, oczywiscie, ze sa, ale poniewaz nie mam do nich bezposrodniego dostepu, ciagle o tym zapominam😉 (just kidding) Kisses.

  6. Moja kolezanka mowi ze sa rozne sposoby przezycia zycia. Jeden znajdzie szczescie w pojedynke a drugi maja dzieci i zakladając rodzine. Nie narzucajmy innym jak zyc.

    • Agata,
      Świat jest upstrzony zyczliwymi koleżankami, które próbują przekonać nas jak żyć i należy ich unikać jak diabeł świeconej wody. Są równie toksyczne jak mężczyźni ktorzy mówią nam jak mamy żyć – mnie bardziej interesowałoby co ty myślisz🙂
      Owszem, w tym przypadku twoja koleżanka ma racje, ale juz na samym początku w dziale „Blog” zaznaczylam ze celem mojego bloga nie jest i struowanie moich czytelniczek jak żyć ale pokazanie ze szczęście w życiu i zależy tylko od nas samych i każda kobieta powinna wybrać swoją własna drogę w życiu niezależnie od opinii rodziny, męża i … Koleżanek🙂 Każdy z nas ma inna definicje szczęścia ale ci ktorzy nie wierzą ze sobie poradzą zaglądają do mojego bloga🙂 Zwróć uwagę ze w tytule mojego bloga jest „przewodnik” a nie „instruktarz” – każdy moze wybrać taka drogę w zyciu na jaka ma ochotę🙂
      Alicja

  7. No nie, Przechodzisz moje wszelkie oczekiwania i siegasz …gdzie nikt nie siega. A propos jaki to cytat? Jestem z ciebie dumna Alicio. Zaczynasz zyc dziewczyno jak zadna z nas🙂. Super dobry artykul, wspaniale komentarze
    wiele niepospolitych kobiet tego samego gatunku ktore cie popieraja. I ten twoj projekt ktorego zadna by sie nie powstydzila. No no no ale masz pare. Podoba mi sie. Jestem przy okazji troche wzruszona. Wiesz chyba dlaczego. Duzo o tym rozmawialysmy a ty idziesz ta droga i to jest wspaniale. Wiem ze bedzie dobrze.mam dobre przeczucie. Czuje to pod skora. I mam …dreszcze emocji.!!!!:-).

  8. Cytat nie byl zbyt dokladny. Przepraszam. Chcialam zacytowac narodowego wieszcza🙂. A kogo? Adama Mickiewicza i jego ” Ode do mlodosci”.
    Dokladnie brzmi to tak:
    „Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;
    Łam, czego rozum nie złamie:
    Młodości! orla twych lotów potęga,
    Jako piorun twoje ramię.”

    Kiedys umialam utwor na pamiec. Nawet teraz gdy go czytam mam gesia skorke. Dziala na mnie do tej pory choc definicje mlodosci mam wlasna.
    Jest jakas niesamowita sila w tym manifescie mlodosci. A poniewaz pasuje jak rekawiczka na twoim blogu, pod artykulem o ruszaniu w Himalaje to go przytaczam w calosci. Dedykuje go tobie i sobie i wszystkim tym czytelniczkom ktore tez wyciagna cos dla siebie z dziela naszego wieszcza.
    A zatem moje PANIE!
    ODA DO MLODOSCI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s