Spotkanie z Jerzym Stuhrem w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku

Foto by Marek Osiński

Foto by Marek Osiński

No i znowu narozrabiałam.  Najlepiej powinnam była dać sobie po pysku i niczym bohater „Metamorphosis” Franza Kafki zamienić się w Karalucha, wleźć w szparę w podłodze i przez jakiś czas się nie wychylać. Niestety wrodzona przekora i zamiłowanie do prowokacji nigdy by mi na to nie pozwoliły, chociaż przyznaje, że tym razem wcale nie poczuwam się do winy. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że po zakończonym spotkaniu podszedł do mnie Janusz i wyraźnie rozbawiony powiedział:

  • Gratuluje Alicja! Ale wsadziłaś Stuhra na śliski temat.

A o co poszło? O różnice ideologiczno – pokoleniowe. Ale zacznijmy od początku.

Tak na prawdę wszystkiemu winna jest Tereska, która mniej więcej dwa tygodnie wcześniej wysłała mi informacje na temat spotkania z Jerzym Stuhrem w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku. Dlaczego sama nie otrzymałam takiego zaproszenia nie mam bladego pojęcia bo w końcu jestem na liście wysyłkowej.  Biorąc jednak pod uwagę całą masę chorych decyzji podjętych w ślepym amoku przez Polski MSZ w przeciągu ostatnich kilku lat – doskonale zdaję sobie sprawę jaki burdel panuje w tej instytucji, więc niewiele jest rzeczy, które byłyby mnie w stanie zaskoczyć. Wracając jednak do Jerzego Stuhra, jednym z powodów jego wizyty w Nowym Jorku była promocja jego najnowszej książki wydanej w czerwcu zeszłego roku przez Wydawnictwo Literackie pt. „Tak sobie myślę.”

Jerzego Stuhra uwielbiam jako aktora i cenię jako reżysera i bardzo zależało mi na przygotowaniu się do tego spotkania. Problem polegał na tym, że akurat w tym samym czasie zajęta byłam pisaniem recenzji do książki Moniki Jaruzelskiej „Towarzyszka Panienka” i nie miałam czasu na przeczytanie najnowszej publikacji aktora. Tym niemniej obejrzałam na Youtube dostępne wywiady, przeczytałam recenzje jego książki i zaopatrzona w kilka pytań, w piątek wieczorem, wyruszyłam na wieczór autorski Jerzego Stuhra do siedziby Konsulatu RP na Manhattanie.

Spotkanie z aktorem rozpoczęło się z lekkim opóźnieniem tym niemniej szybko nabrało tępa i z całym przekonaniem stwierdzam, że Stuhr jest równie dobrym Wodzirejem na planie filmowym jak podczas spotkań z widzami. Tak na prawdę moderator nie był mu do niczego potrzebny bo podobnie jak ja, aktor może gadać bez przerwy i to na różne tematy rozśmieszając co chwila słuchaczy, przy czym robi to z niezwykłą finezją i nieukrywaną swobodą. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że książka jest nie tylko dziennikiem choroby aktora, jego przemyśleń, oraz refleksji nad życiem i otaczającym go światem, ale również formą testamentu aktora, który przygotowany był na najgorsze. Dopiero kiedy zaświtała mu niewielka nadzieja na wyzdrowienie – pamiętnik zmienił charakter i dostrzegalna jest w nim ogromna radość  życia.

Głównym tematem spotkania z wielbicielami talentu Stuhra była jednak jego kariera aktorska i praca jako reżyser filmowy. Dzięki temu z jego niezwykle barwnych wypowiedzi dowiedzieliśmy się, że: Aktorstwo to zdolność zapamiętywania w sobie pewnych stanów nerwowych i odtwarzania ich na zawołanie – dzięki czemu, jak sam to określił … ma bardzo „ropierutany system nerwowy.”

Jerzy Stuhr opowiadał również o tym, że jego więź z odtwarzaną postacią jest bardzo silna tylko i wyłącznie podczas przygotowań do roli natomiast po zakończeniu kręcenia filmu wyrzuca z siebie tę postać i przygotowuje się do kolejnej roli bez okazywania szczególnego sentymentu zagranym wcześniej postaciom. Zupełnie inaczej ma się sprawa jeżeli chodzi o widzów, którzy utożsamiają go głownie z rolą graną w Seksmisji pokrzykując za nim na ulicy cytatami z filmu oraz w Shreku, co prowokuje wiele śmiesznych sytuacji.  Stuhr opowiedział nam bardzo zabawną anegdotę o pewnej Pani, która zauważywszy go na ulicy przekonywała swoją małą córeczkę, że to jest właśnie Osiołek ze Shreka. Dziewczynka spojrzała na Stuhra po czym wykrzywiła się i powiedziała:

  • Eeee tam, wcale niepodobny.

O równie zabawnych historyjkach, trudnościach z wyborem ról aktorskich, próbach reżyserskich oraz współpracy z synem, Maciejem Stuhrem możecie dowiedzieć się więcej z książki „Tak sobie myślę.”

Kiedy rozpoczęła się seria pytań do aktora, zgłosiłam się na ochotnika koncentrując się głownie na tym co najbardziej przykuło moją uwagę czyli realizacji najnowszego filmu w reżyserii Jerzego Stuhra, do którego już niedługo rozpoczną się zdjęcia, a który będzie historią polskiej rzeczywistości w czasach Stanu Wojennego. Dlatego też zapytałam się Stuhra czy nie boi się, że jego ambitny plan wysłania filmu na międzynarodowe festiwale filmowe i konkursy nie minie się z celem bo sami doskonale zdajemy sobie sprawę, że nasza ówczesna rzeczywistość jest dla wielu obcokrajowców niczym bajka o żelaznym wilku. Kto w końcu zrozumie obrazek, w którym kobiety ganiały po mieście z girlandami papieru toaletowego zawieszonego wokół szyi, tzw. „zdobycznego,” przemycania w bagażniku ubitej świni przez rogatki miasta albo kilkudniowych kolejek społecznych do sklepu po „coś” ale bóg jeden raczył wiedzieć “po co.” Dzięki temu w wieku lat 14-tu w wyniku niezwykłej przedsiębiorczości mojej mamy miałam już gotową całą wyprawę ślubną, włącznie z odkurzaczem. I kto będzie w stanie zrozumieć ten tragi-komizm sytuacyjny? Albo czekania przez 20 lat na przydział telefonu albo talonu na samochód.

Jerzy Stuhr odpowiedział mi, że jest pełen optymizmu i wierzy, że nawet za granicą znajdzie zwolenników polskiego humoru. Nie chciałam się z nim kłócić na Forum Romanum, ale obawiam się jednak, że w świetle ostatnich wydarzeń w Stanach Zjednoczonych nie powinien zbytnio liczyć na zrozumienie Amerykanów, którzy nie widzą różnicy pomiędzy państwem w Europie Środkowej – Republika Czeską a Republika Czeczeńską, która jest częścią Federacji Rosyjskiej – oczywiście w nawiązaniu do wybuchów podczas maratonu w Bostonie.

Miałam przygotowane jeszcze jedno pytanie, ale wycofałam się kiedy ze zdziwieniem zauważyłam, że wywiad z  Jerzym Stuhrem jest w pewnym sensie powtarzaniem tych samych wypowiedzi, które zarejestrowane zostały wcześniej na Youtube. Komizm sytuacyjny polegał na tym, że Jerzy Stuhr tak się zagalopował w swojej wypowiedzi, że nie pytany, sam nawiązał do oglądanego przeze mnie wywiadu odpowiadając na pytanie, którego nikt mu jeszcze nie zadał.  Dlatego kiedy nadeszła kolej na zadanie następnego pytania i nikt na sali nie był przygotowany emocjonalnie na konfrontacje z idolem, znowu padło na mnie. Tak więc stojąc po środku sali z mikrofonem w ręku zastanawiałam się jak tu do cholery wybrnąć z sytuacji. W związku z tym, mimo iż wypowiedź Stuhra zbiła mnie z pantałyku, spróbowałam ratować sytuację rozbudowując pytanie – czyli, zadając je w ten sam sposób, ale inaczej. Oryginalne pytanie brzmiało bardzo niewinnie:

  • Żartował Pan kiedyś, że jeżeli zacznie się Pan mijać w poglądach z młodymi studentami będzie Pan uczył jedynie dykcji i przedmiotów technicznych. W jednym z Pana ostatnich wywiadów usłyszałam, że w końcu nadszedł ten moment i obecnie uczy Pan studentów przedmiotu: Praca przed Kamerą. Proszę zatem wyjaśnić nam na czym polega konflikt bo nie wygląda Pan na osobę, która nie byłaby w stanie sprostać ideologiczno-pokoleniowym wyzwaniom.

Biorąc pod uwagę fakt, że Jerzy Stuhr po części odpowiedział już na to pytanie wzbogaciłam je stwierdzeniem:

  • Żartował Pan kiedyś, że jeżeli zacznie się Pan mijać w poglądach z młodymi studentami będzie Pan uczył jedynie dykcji i przedmiotów technicznych. Obecnie uczy Pan studentów przedmiotu: Praca przed Kamerą. Proszę zatem wyjaśnić nam na czym polega konflikt? W końcu nie uczy Pan ani dyplomacji ani stosunków międzynarodowych i sprostanie ideologiczno-pokoleniowym wyzwaniom nie powinno stanowić dla Pana szczególnego problemu biorąc pod uwagę fakt, że kiedyś, jako młody człowiek sam doświadczył Pan tych różnic i kiedy Pana kariera w latach 80-tych rozkwitała, Profesor Kazimierz Braun musiał uciekać za granicę. A zatem do jakich ideologicznych różnic nawiązał Pan w tej wypowiedzi?

Stuhr próbował ratować sytuację i spowolnić cierpienie konającego pytaniami typu:

  • A kiedy wyjechał Profesor z Polski? Doskonale wiedziałam, że w czasie Stanu Wojennego, ale powiedziałam, że nie wiem próbując z całych sił załagodzić „colateral damage” własnego autorstwa.
  • A gdzie mieszka Profesor? Ktoś z widowni podpowiedział, że w Buffalo.
  • Tak, spotkałem kiedyś Profesora – powiedział Stuhr, na co ja nie wytrzymałam i odpowiedziałam, że ja również, przygotowując w Konsulacie inscenizację sztuki o Mari Skłodowskiej-Curie „Promieniowanie” napisanej przez Prof. Brauna– to że Profesor był gościem w moim domu i siedzieliśmy sobie przy kominku, popijając czerwone wino i prowadząc rozmowy o życiu i o sztuce już mi nie przeszło przez gardło.

Jednak w momencie kiedy Jerzy Stuhr spojrzał na mnie złym okiem i głuchym głosem powiedział:

  • Zadała Pani bardzo ciekawe pytanie – po czym po raz kolejny powtórzył słowo „ideologia” czułam, że gdybym była jego studentka wyleciałabym za drzwi z gigantycznych rozmiarów Pałą w indeksie.

W rezultacie mojego pytania, cała wypowiedź Stuhra skoncentrowana była na obronie własnego imienia i traktowaniu „ideologii” jako zarzutu. Owszem, przyznaję, że zastanawiałam się dlaczego kariera Jerzego Stuhra w latach 80-tych kwitła niczym peonie w Parku Saskim podczas gdy Kazimierz Braun, Profesor na Uniwersytecie Wrocławskim oraz Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej został wyrzucony z pracy i w 1985 roku zmuszony do opuszczenia kraju po wyreżyserowaniu jego własnej adaptacji „Dżumy” Camusa, w której nawiązał do atmosfery Stanu Wojennego w Polsce. Powstrzymałam się jednak, ponieważ spotkanie w Konsulacie miało mieć charakter wieczorku autorskiego, a nie debaty politycznej. Mimo to moje bardzo niewinne pytanie sprowokowało niepotrzebne emocje na zasadzie: uderz w stół a nożyce się odezwą.” A mnie na prawdę nie chodziło o cholerny rozrachunek z przeszłością, ale najzwyczajniej w świecie, z czystej babskiej ciekawości, chciałam się dowiedzieć jakich przedmiotów do tej pory uczył studentów Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, które spowodowały, że nagle zaczął rozmijać się nimi w poglądach.

Na tym zakończył się wieczór autorski i kiedy zgromadzeni goście ustawili się w kolejce po autograf i zdjęcie – czułam, że muszę się napić wina, żeby zalać robaka. Przeszłam do drugiej sali i tu doznałam kolejnego tego wieczoru wstrząsu. Nagle okazało się, że uczestniczki wieczoru z Jerzym Stuhrem rozpoznały we mnie autorkę bloga Wysokie Szpilki na Krawędzi i przekonałam się, że jestem nie tylko lubiana jako pisarka, ale i zauważana, natomiast rzesze moich czytelniczek w wieku od lat 20-tu do 6o-ciu identyfikują się z moimi poglądami i czerpią niesamowita radość z mojego poczucia humoru oraz ze sposobu postrzegania przeze mnie otaczającego mnie świata i ludzi. Natomiast dzięki Hani ze Sceny Polskiej dowiedziałam się, że Krystyna Janda nie tylko przeczytała mojego bloga, który jej przesłałam w nawiązaniu do sztuki „Metoda” wystawianej w Nowym Jorku we wrześniu zeszłego roku, ale również dała go do przeczytania Marysi Seweryn, która notabene zagrała jedną z głównych ról w tym przedstawieniu. Marysia z kolei zamieściła mój artykuł na swoim Facebook, dzięki czemu Hania, która sprowadziła „Metodę” do Nowego Jorku, dowiedziała się o moim istnieniu. Uznałam to za nieprawdopodobny zbieg okoliczności natomiast kontakt z moimi czytelniczkami sprawił mi ogromną przyjemność. Jest taki czas w życiu każdego „pisarza” kiedy sztuka dla sztuki przestaje być wystarczająca i rodzi się w nim głęboka potrzeba akceptacji. Dlatego też niespodziewanie ciepłe, życzliwe i entuzjastyczne przyjęcie ze strony moich czytelniczek dodało mi skrzydeł. Jestem wam za to ogromnie wdzięczna.

Po wyjściu z Konsulatu, udałam się w kierunku Grand Central, zeszłam do metra i mniej więcej w połowie schodów dopadły mnie radosne rytmy muzyki. Kiedy zeszłam na peron oczom moim ukazał się grający na afrykańskich bębnach murzyn, który na mój widok uśmiechnął się od ucha do ucha wychwalając pod niebiosa brak górnej jedynki i kiedy go mijałam sama nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu powiedział:

–       Hello Baby!

I jak tu nie kochać Nowego Jorku.

Alicja

P.S. Mam prośbę do mojej czytelniczki, Karo G. którą poznałam na spotkaniu o skontaktowanie się ze mną przez FB albo kontakt na blogu. Wydaje mi się ze źle zapisałam e-mail. Pozdrawiam🙂

Foto by Marek Osiński

Foto by Marek Osiński

One response to “Spotkanie z Jerzym Stuhrem w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku

  1. Agnieszka Bolimowska

    Alicja, Twoje spojrzenie na tym zdjęciu mówi wszystko o Tobie i o tym co powiedziałaś i czego nie powiedziałaś podczas spotkania z Jerzym Stuhrem🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s