Recenzja książki Moniki Jaruzelskiej „Towarzyszka Panienka”

Towarzyszka Panienka

Po napisaniu recenzji do książki “Lew-Starowicz o rozkoszy” nie byłam pewna czy mój kontrowersyjny wstęp, który jak to określiła jedna z moich koleżanek “budzi zażenowanie wśród niektórych czytelników” – nie spowoduje zerwania kontaktów z Wydawnictwem Czerwone i Czarne. Od kilku dni miałam już na oku następną książkę – autorstwa Moniki Jaruzelskiej – tym niemniej nie wychylałam się z propozycją kolejnego projektu czekając cierpliwie na odpowiedź z wydawnictwa. Na szczęście moje obawy okazały się niesłuszne i nie tylko opublikowano moją recenzję na stronie internetowej wydawnictwa, ale również zaproponowano mi napisanie recenzji kolejnej książki pt. „Towarzyszka Panienka.” Przypadek czy przeznaczenie? – pomyślałam. Ponad trzydzieści lat po wprowadzeniu w Polsce Stanu Wojennego trzymałam w rękach autobiografie Moniki Jaruzelskiej, zastanawiając się nad tym dziwnym zrządzeniem losu. Autorka książki: córka Generała Jaruzelskiego; Recenzentka: córka członka Solidarności oraz Przewodniczącego Służb Porządkowych z ramienia Solidarności działających na terenie Fabryki Samochodów Osobowych FSO w Warszawie – czy to nie ironia losu?

Zdecydowałam się napisać ten wstęp do recenzji przed przeczytaniem książki nie tylko dlatego, że niezależnie od treści i zawartych w książce przekonań, zamierzałam zachować głęboki obiektywizm, ale przede wszystkim dlatego, że nie wierzę w stwierdzenie: „wina ojca idzie w syna, niegodnych synowie niegodni.”[1] Jednak po przeczytaniu autobiografii Moniki obawiam się, że moja, nie ukrywam – negatywna ocena jej książki może zostać potraktowana przez czytelników jako „rozrachunek z przeszłością” – a nie jest. W tym momencie, obie z Monika stoimy na ziemi niczyjej, wolnej od przesądów, politycznych poglądów i ideologii. Natomiast to co nas dzieli to sposób postrzegania siebie samych oraz nasz stosunek do świata i ludzi.

***

Monika Jaruzelska – znana dziennikarka, stylistka, projektantka mody oraz autorka programu „Bez Maski” ma za sobą wiele artykułów, felietonów i programów publicystycznych, które w przeciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat publikowane były na łamach polskiej prasy i telewizji. Najnowsza publikacja Moniki pt. „Towarzyszka Panienka” jest debiutem literackim autorki. Książka, określona przez autorkę mianem autobiografii, opublikowana została w Marcu 2013 przez Wydawnictwo Czerwone i Czarne i od samego początku wzbudziła wiele kontrowersyjnych emocji.

Monika ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim a zatem nie powinno to nikogo dziwić, że książka  „Towarzyszka Panienka” napisana została łatwym i niezwykle przystępnym dla każdego czytelnika językiem, poprawnym stylistycznie i nienagannym pod względem merytorycznym. Cechą charakterystyczną książki jest szybkość z jaką autorka przeskakuje z jednego wydarzenia na drugie nie zagłębiając się szczególnie w żaden temat przez co obrazy w książce zmieniają się jak w kalejdoskopie, w dużej mierze pozbawionym szerokiej gamy kolorów. Monika zachowała wprawdzie charakterystyczną dla autobiografii chronologie wypadków, ale na tym kończy się zbieżność z tym, jakże ostatnio popularnym wśród celebrytów na całym świecie, gatunkiem literackim.

Przypomnę, że autobiografia pochodzi od greckiego słowa autos-własny, bios-życie, graphein-opis, czyli używając prostego języka – jest to refleksja autora z perspektywy czasu nad jego dotychczasowym życiem, koncentrując się w szczególności na jego osiągnięciach oraz rozwoju osobowym. Autobiografia jest również śmiałą i dojrzałą formą wnikliwego spojrzenia autora wewnątrz siebie i świadomego wystawienia na Forum Romanum swojego prywatnego życia, które zostanie poddane ocenie czytelników. W związku z tym, osoba, która nie jest przygotowana na publiczne obnażanie się, nie powinna sięgać po ten gatunek literacki. Pisanie autobiografii jest prowokacją samą w sobie i wymaga od autora dużej odwagi i dojrzałości emocjonalnej. Niestety książka „Towarzyszka Panienka” pozbawiona jest jakichkolwiek przemyśleń i przypomina bardziej monotonną, pozbawioną wigoru relacje z obrad Sejmu lub posiedzenia Partii Robotniczej. Ton autobiografii, niezależnie od opisywanych przez Monikę wydarzeń, jest statyczny i jałowy, pozbawiony jakiegokolwiek elementu emocjonalnego zaangażowania. Całkowity brak analizy stanów psychicznych autorki, odzwierciedlających jej uczucia i motywy postępowania powoduje, że jej wersja autobiografii bardziej przypomina notatki biznesmena zamieszczone w kalendarzu Outlook. Dlatego relacja Moniki nie wniosła nic nowego do tego co już wiedzieliśmy o jej życiu z biografii jej ojca. A przecież książka miała być autobiografią Moniki i jak to wielokrotnie podkreśla autorka w wywiadach: „wyjściem z szafy.” Niestety są to tylko puste słowa.

Jednym z ogromnie ważnych elementów autobiografii jest uczciwość autora – przede wszystkim wobec siebie i wobec czytelników. Jest to w pewnym sensie próba odnalezienia przez autora swojego własnego „ja” i przedstawienia światu jego prawdziwego oblicza. Niedocenienie przez Monikę czytelnika i liczenie na to, że nie będzie on w stanie wyczuć elementu obłudy emanującej z kartek jej autobiografii było ogromnym błędem. Na przykład, w nawiązaniu do początków Stanu Wojennego w Polsce, Monika wspomniała o swoich „ucieczkach” z domu szukając wsparcia emocjonalnego i intelektualnego wśród dalszej rodziny oraz znajomych rodziców ponieważ „…po prostu źle się czuła w domu.” Nie przeszkodziło jej to jednak w uczestniczeniu w podróżach zagranicznych dzięki którym jako studentka zwiedziła na przestrzeni dwóch lat 1985-1986 połowy świata i kąpaniu się w splendorze. Również w nawiązaniu do własnego nazwiska i reakcji środowiska na dźwięk słowa “Jaruzelska” Monika próbuje przekonać czytelnika, że był to dla niej ogromny ciężar, ale pomija milczeniem fakt, że to kim jest w tej chwili w dużej mierze zawdzięcza właśnie nazwisku ojca, które na bazie jej wspomnień, otworzyło jej wiele drzwi i stworzyło wiele możliwości rozwoju jak również nowych i ciekawych znajomości. Dlatego bardzo zauważalny jest w książce zasadniczy dysonans pomiędzy tym co autorka mówi, próbując nas przekonać o swoich poglądach, a tym co robi. Niestety trudno jest powiedzieć co czuje ponieważ jedną z charakterystycznych cech jej autobiografii jest daleko posunięty dystans do czytelnika i brak jakichkolwiek śladowych oznak wewnętrznej metamorfozy autorki i próby konfrontacji ze światem.

Na największą krytykę zasługuje jednak nieuzasadniony atak Moniki na Danutę Wałęsę w związku z opublikowaną przez Pierwszą Damę książką „Marzenia i tajemnice” w której opisała swoją samotność w roli żony przywódcy opozycji. Monika w sposób arogancki zarzuciła Pani Danucie zdradę i przypomniała czytelnikom o prestiżu i dobrobycie jaki spłynął na rodzinę Danuty Wałęsy dzięki działalność jej męża. Uważam, że wyrażanie uczuć nie jest zdradą, ale aktem odwagi, natomiast autentyczność i uczciwość Pani Danuty, cech których niestety Monice Jaruzelskiej zabrakło w jej własnej książce, jest dużo bardziej przekonywująca niż bezduszna, pozbawiona charyzmy autobiografia Moniki, która nie potrafi zrozumieć, że więź uczuciowa, której brakowało w jej domu rodzinnym, jest dużo ważniejsza w życiu niż zyski materialne. W pewnym sensie może to właśnie tłumaczy dlaczego autorka nie potrafi się otworzyć i uczciwie „wyjść z szafy.”

Podsumowując, książka Moniki Jaruzelskiej „Towarzyszka Panienka” wcale mnie nie zachwyciła. Czego szukałam w jej autobiografii? Człowieka, żywej postaci z krwi i kości, kobiety, która myśli, czuje i jest w stanie wyrazić swoje uczucia w sposób prosty i nieskomplikowany bez chowania się za balustradą obojętności. Szukałam Moniki, a nie aroganckiej kobiety o nazwisku Jaruzelska. Chciałam się dowiedzieć czy coś się w niej zmieniło, co lubi, czego nienawidzi, co ją drażni, jaki jest jej ulubiony kolor, czego oczekuje od życia, jakie są jej plany na przyszłość i czy jest coś co ją śmieszy lub co ją doprowadza do płaczu albo czy jest coś co KOCHA? Niestety, kwestia uczuć w książce jest tematem TABU. Zamiast tego spotkałam obojętną, niedojrzałą emocjonalnie, pozbawioną koloru i osobowości postać, której nic nie cieszy i nic nie interesuje, natomiast jej życie to seria bardzo szczęśliwych przypadków dzięki, którym nie musi dokonywać trudnych wyborów co czyni ja oportunistką a nie osobą stojącą przed dylematami, która bez wahania świadomie podejmuje w życiu trudne decyzje.

Z drugiej strony, niewykluczone jest, że może Monika jest inna, bardziej barwna i moja krytyka jest niesprawiedliwa, ale w takim razie jako polonistka minęła się w drzwiach z definicją autobiografii i może powinna była nazwać książkę: “Podwójnym życiem Gustawa” w kategorii fikcja.

Czy poleciłabym tę książkę czytelnikom? Oczywiście, że tak. Zgodnie z przesłanką muzyki do filmu „You’ve got mail” skomponowanej przez Georga Fentona zawsze uważałam, że: ”Books are cocktails” i nigdy nie należy sobie odmawiać tej przyjemności. Niestety nie wszystkie charakteryzują się tak samo dobrą jakością, ale o tym dowiadujemy się zazwyczaj dopiero po pierwszym łyku.

Życzę czytelnikom przyjemnej lektury.

Alicja


[1] “Wesele” Stanisław Wyspiański

11 responses to “Recenzja książki Moniki Jaruzelskiej „Towarzyszka Panienka”

  1. Wlasnie skonczylam czytac ksiazka, co na poczatku nie bylo latwe gdyz czulam pewien niesmak i zniechecenie, aczkolwiek dotarlam do konca i musze przyznac, iz zgadzam sie z Pani recenzja. To niesamowite, ale mam dokladnie te same odczucia po jej przeczytaniu. Mysle, ze pani Jaruzelska chciala pokazac swoja twarz, jako normalnej dzieczyny, dorastajacej w zawiklanej rodzinie i historii, niestety mnie nie przekonala, chwalac sie luksusami zycia w PRL-u. Spodziewalam sie czegos glebszego, napisanego inna polszczyzna, à nie w formie notatki z pamietnika. Zastanawiam sie takze, dlaczego nie napisala nic o relacjach Matka-corka?
    Pozdrawiam serdeczne i gratuluje swietnej recenzji.

  2. Pani Patrycjo,
    Dziękuję za komentarz i miłe słowa, szczególnie, że nadal jestem jedną z bardzo niewielu osób, które odważyły się napisać komentarz do książki, a już na pewno jedyną recenzentką, której książka nie rzuciła na kolana🙂
    Pisząc recenzję starałam się być bardzo obiektywna, ale jak wspomniałam w artykule trudno było znaleźć w książce element autentyczności.
    Uczestniczyłam ostatnio w spotkaniu z Jerzym Stuhrem w Konsulacie RP w Nowym Jorku, który promował swoja książkę „Tak sobie myślę” i miedzy innymi powiedział, że osobiście nie lubi „wybebeszania się.” I to jestem w stanie zrozumieć, ponieważ nie każdy ma ochotę na pranie brudów na Forum Romaum. Tym niemniej trudno jest mu zarzucić brak autentyczności w jego książce, która jest formą pamiętnika z czasów choroby. I to do mnie przemawia – facet z krwi i kości mówi jak jest.
    Dokładnie tego samego oczekiwałam od Pani Moniki – nie obnażania się, ale zwyczajnego przedstawienia swojej osoby ludziom, którzy znają ja tylko z plotek. Po zamieszczeniu artykułu na moim blogu napisałam do Pani Moniki e-maila i powiedziałam jej, że nadal nie wiem kim jest Monika poza tym, że jest córką Generała Jaruzelskiego. Nie wiem czy zauważyła Pani, ale od tamtej pory Monika zaczęła otwierać się na świat i w wywiadach więcej mówi o sobie.
    Szkoda tylko, że nie miała odwagi otworzyć się do czytelników w książce.
    Pozdrawiam,
    Alicja

  3. Właśnie skończyłam czytać tę książkę. Zabrałam się za nią z ogromnym zainteresowaniem i ciekawością jak wyglądało „zwykłe” życie partyjnych i wojskowych notabli oraz ich rodzin w okresie stany wojennego, jak widzieli rzeczywistość „z drugiej strony”, a także jak poradziła sobie córka generała ze swoją szklaną szybką za którą przyszło jej spędzić sporą część życia w okresie kształtującym osobowość. Ja mam wrażenie, że pani Monika za szybką pozostała. Z wygody, oportunizmu, przyzwyczajenia, nie wiem dlaczego? Nie pisze o sobie nic osobistego oprócz jej sposobu reakcji na krytykę jej ojca. Jesteśmy równolatkami, a ja mam wrażenie, że ona żyła i nadal żyje w zupełnie innym kraju i rzeczywistości niż ja i moje pokolenie albo nie dostrzegając różnic, albo skutecznie je ignorując.
    W jej książce nie ma opisów życia codziennego, możemy się tylko dowiedzieć, że autorka po rozpoczęciu studiów zamieszkała we własnym mieszkaniu i dostała na własność domek letniskowy, co jednak nie było codziennością polskich studentów żyjących na ogół ze stypendiów, korepetycji, nocnego mycia wagonów, oddających kartki na mięso z nędznym przydziałem tegoż w stołówkach i krew w zamian za prawdziwą czekoladę. Czy autorka w ogóle zauważała taką rzeczywistość? Nie wiem.
    Nie ma tu śladu głębszych refleksji, dylematów oprócz tego, że już, już zastawiała się jak sobie poradzi z życiem psychologa i normalną polską pensją, ale szczęśliwie w tym momencie przyszła oferta intratnej pracy w firmie jubilerskiej, zwalniając ją z ciężkiego życia bez możliwości chodzenia na ulubione kolacje do eleganckich lokali.,A wszak parę linijek wyżej pisze o tym, że studia psychologiczne to realizowanie jej marzenia.
    Bezrefleksyjność dotyczy też opisów zagranicznych podróży z ojcem. Wzmiankuje, że mieli oddzielne programy, ale czy na prawdę wieczorami, lub w drodze powrotnej w samolocie nie wymieniali wrażeń? Czy Korea północna to „śmieszny” i dziwny kraj, a Kuba zachwyciła ją zadowoleniem mieszkańców (!) oraz męską sylwetką Fidela? Co ją w tych podróżach licznych przecież i egzotycznych dla zamkniętych wówczas w granicach państwa rodaków interesowało, z kim rozmawiała i o czym, pozostaje tajemnicą.
    Podobnie autorka kwituje swe przyjaźnie i zauroczenia. Nie wiemy dlaczego przyjaźniła się z rozmaitymi celebrytami, czy jedynie dlatego w ogóle o nich mówi, że traktowali ją jak „swoją”? Jakich cech szuka w ludziach, w mężczyznach? Z książki się tego nie dowiemy, Nie wiemy czym sobie zasłużyli na jej przyjaźń Urban i Rakowski, postaci jakże jednak kontrowersyjne i niejednoznaczne nie tylko politycznie, ale głównie etycznie i moralnie.
    Mnie również niemiło uderzył atak na Danutę Wałęsową i zarzuty, że żyje dzięki mężowi w określonym wysokim standardzie i ma pozycję. Jednakże nie ma wzmianki, o tym, że przez lata codziennością obojga państwa Wałęsów nie były zaszczyty i odbieranie nagrody Nobla, tylko wszystkie niedostatki, uciążliwości i problemy życia w PRL-u, areszt, niepewność pracy jedynego żywiciela rodziny, bieda, internowanie, fatalne warunki życia, których pani Monika w owym czasie uniknęła, i których wydaje się starannie w swych wspomnieniach nie zauważać.
    Szkoda, że autorce nie udało się wyjść poza ironię i zimny dystans, przy pomocy których jak sądzę radziła sobie ze swoją dość schizofreniczną sytuacją rodzinno-życiową i pokazać swojego prawdziwego wnętrza.

    • Agnieszka,

      Wprawdzie jestem jedyna osoba w Polsce, która miała odwagę publicznie skrytykować książkę Moniki Jaruzelskiej, ale ciesze się, ze nie jestem osamotniona w mojej opinii.
      Pozdrawiam,
      Alicja

    • A tak swoją droga przyznam szczerze, ze nic nie sprawiloby mi większej przyjemności niz wyzwanie w postaci wywiadu z Monika Jaruzelska, które chciałabym poprowadzić w jej własnym programie „Bez Maski” – dwie dziewczyny o zdecydowanie zróżnicowanej przeszłości i odmiennych poglądach na świat i ludzi prowadzące kulturalna pogawedke przy kawie na oczach milionowej widowni – Jak bardzo Bez Maski?
      Alicja

  4. Przeczytałem tę książkę. Mimo tego, że autorka nie „wywaliła na wierzch swoich bebechów” to jednak mam odmienne wrażenia od Pani Alicji. Książka spodobała mi się i żałowałem jedynie, że tak szybko się skończyła. No cóż często zdarza się, że opinia szarego odbiorcy jest różna od opinii znanych recenzentów. Poleciłem książkę znajomym ( w różnym wieku i z różnych środowisk). Ci, którzy przeczytali również odebrali ją pozytywnie. I na koniec jedna uwaga. Odnoszę wrażenie, że jednak nie jest Pani tak naprawdę obiektywna (mimo zastrzeżeń na wstępie) . Pani wykład na temat czym jest autobiografiadla mnie jest zbędny.

    • Panie Juliuszu,
      Nie zgadzam sie z Pana opinia, ze nie jestem obiektywna – jeżeli przeczytał Pan moje inne artykuly, bez wątpienia byłby Pan w stanie powiedzieć wiele na temat mojej osoby, mojego sposobu myślenia i mojego charakteru. W przypadku Pani Moniki jest to niemożliwe – książka nie odzwierciedla jej osobowości – moze poza oportunizmem, a w końcu publiczna deklaracja, ze „wychodzi z szafy” do czegoś zobowiązuje. I nie mam na myśli wybebeszania sie.
      Natomiast jeśli chodzi o Pana odmienną opinie – bardzo sie cieszę, ze podobała sie Panu „autobiografia” Moniki, w końcu De Gustibus Non Disputandum Est.
      Alicja

  5. Przepraszam, że Panią zdenerwowałem. Gwoli ścisłości, autorka wyjaśnia, że nie pisze typowej autobiografii. Tak więc wykład na temat poprawności tej formy jest pomyłką. No cóż , errare humanum est.

    • Panie Juliuszu,
      Wcale mnie Pan nie zdenerwował🙂 Kulturalna wymiana zdan pomiedzy dwoma osobami o odmiennych poglądach nie jest powodem do zdenerwowania🙂 dzieki takim dyskusjom uczymy sie akceptować poglady innych ludzi. Poza tym, jak juz wczesniej wspomnial, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ze czytelnicy nie zawsze zgadzają sie z moja opinia🙂 Nie byłoby starożytnej filozofii gdyby nie konstruktywna wymiana czesto sprzecznych poglądów pomiędzy wielkimi myslicielami ówczesnej epoki.
      Serdecznie pozdrawiam,
      Alicja

  6. Przykro mi ale to nie jest blog pani Moniki🙂 musi pani zostawić wiadomość na jej stronie🙂

  7. Po przeczytaniu ksiazki Pani Moniki „Towarztszka Panienka” odnioslam wrazenie podobne jak zostalo opisane przez Pania Alicje.To sa dwa swiaty gdzie my zylismy w jednym i tylko w jednym swiecie , a Pani Monika miala do wyboru dwa swiaty, doskonale daje sobie rade bierze dwoma rekami z jednego i drugiego, gdzie w tym drugim jest miejsce tylko na odpowiednie osoby. Nie sa to ludzie przypadkowi z klasy robotniczej.Oczywiscie Pani Monice wszystkie problemy rozwiazuja sie, jak za pomocy czrodziejskiej rozczki.Jezeli chodzi o Pania Monike, to ona nadal nie dojrzala do parterstwa, macierzynstwa – moim zdaniem rodzice nie wyznaczyli granic. Pani Monika dlatego zachowuje sie nadal jak rozpieszczona nastolatka.Bardzo milo sie czytalo o Generale Jaruzelskim. Jezeli chodzi o Danute Walese to napewno 1000-ce kobiet moglo by napisac ksiazki, gdzie byly w gorszych sytuacjach, ale takie byly czasy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s