Jacy są Amerykanie? – prawda o mitach

American Men

Jakiś czas temu, w jednym z artykułów na blogu Natemat natknęłam się na informację o pewnym amerykańskim pisarzu, ukrywającym się pod pseudonimem Roosh V. Roosh[1] i jego, intrygującej pod względem treści i tytułu, książce: “Bang Poland: How to Make Love with Polish Girls in Poland.” Otóż okazało się, że w sposób niezbyt pejoratywny opisał jak należy uwodzić Polki, sugerując, że jesteśmy łatwe, natomiast winą za taki stan rzeczy obwinił Polaków, którzy nie potrafią się uśmiechać, są zakompleksieni, smutni, milczący i pozbawieni fantazji. Niestety (z całym szacunkiem dla Polaków) mimo, iż w dużej mierze trudno się nie zgodzić z druga częścią jego wypowiedzi, to jednak jeśli chodzi o Polki, powszechnie znane jesteśmy na świecie z tego, że nie jesteśmy łatwe, jesteśmy za to bardzo romantyczne i to co  powstrzymuje nas od pójścia do łóżka pierwszego wieczoru, to tradycja, religia i obawa przed tym „co on sobie o mnie pomyśli.” Za to bez szczególnego rozpisywania się zapewniam, że nie ma na świecie łatwiejszych kobiet od Amerykanek, które najpierw zajmują się własną kariera, sypiają na lewo i na prawo z byle kim wcielając się w postać liberalnej kobiety bez żadnych zahamowań moralnych, po czym na koniec budzą się z ręką w nocniku samotne, bez diamentu na serdecznym palcu, bez gromadki dzieci i horrendalnych rozmiarów pożyczki na dom i dopiero wtedy zaczyna się prawdziwy wyścig o przedłużenie gatunku.

Pamiętam, jak trzy lata temu, moja znajoma z Filipin, Luisa zaprosiła mnie Drugiego Dnia Świat Bożego Narodzenia na przyjęcie rodzinne do jej domu w Cloyster w NJ. Było bardzo miło, Włosi ze strony jej męża byli równie uroczy jak jej Filipińska rodzina, aż do momentu kiedy wdałam się w przyjemną rozmowę o wszystkim i o niczym z bratem jej męża. Nagle ni z tego ni z owego rozmowę przerwała nam jego żona, której notabene wcześniej zostałam przedstawiona:

  • Czy ty wiesz, że to jest mój mąż? – spytała z wyraźną pretensja w głosie.

W pierwszej chwili kompletnie zgłupiałam, bo w końcu staliśmy na samym środku living-room wypełnionego po brzegi gośćmi i nie robiliśmy niczego czego powinniśmy się wstydzić, natomiast w drugiej miałam ochotę odpowiedzieć:

  • No I thought it is Santa Claus and I was hoping, we could snick out to a restroom, so we could hump like gorillas until Christmas is over …

Oczywiście dobre wychowanie nie pozwoliło mi na wypowiedzenie moich złotych myśli na głos, ale zastanowiło mnie do czego doprowadza Amerykanki desperacja. Wyszła za mąż w ostatniej chwili, bo nikt już jej nie chciał, ani ze względu na wiek ani charakter, więc kiedy trafił się bogaty wdowiec z trojką dzieci zarzuciła szybko  sieci w które wpadł z kretesem i gorzko teraz żałuje, a nie minął jeszcze rok od ślubu. Nie planowałam odgrywać roli Świętej Alicji – pocieszycielki nieszczęśliwych mężczyzn, tym niemniej przyznaję, że się zjeżyłam. Nie zamierzam jednak wdawać się w przestrzeni wirtualnej w „cat fights” i przedstawię, równie jednostronną opinię wynikającą z moich własnych doświadczeń i obserwacji na temat szowinistycznego świata Amerykanów. Może jest nieco prawdy w powiedzeniu Oscara Wilde, iż: “Patriotysm is a virtue of viscious.”

Przeciętny Amerykanin jest w stanie „przelecieć” absolutnie wszystko co się porusza i nie zdąży na czas uciec na drzewo. Czasami obserwując ich, zastanawiam się czy oni w ogóle mają jakieś typy czy biorą wszystko jak leci? W przeciwieństwie do Polaków, Amerykanie lubią się uśmiechać, (u niektórych uśmiech przekształcił się w grymas trudny do skategoryzowania, który ja określam mianem nieszczerego szczerzenia zębów), nie mają żadnych kompleksów, (chyba, że im je wytkniemy), mają bardzo wybujałą fantazję, sprzedają wymyślone na pniu historyjki, którymi sypią jak z rękawa, głownie licząc na to, że jesteśmy zbyt głupie na to żeby się zorientować, a głównym celem randki jest zaciągnięcie kobiety do łóżka, najlepiej jeszcze tej samej nocy. Jeżeli do tego wszystkiego jest jeszcze bogaty, jego zarozumialstwo i pewność siebie porównywalne są do stanu jego konta w banku. Dla potwierdzenia mojej ostatniej opinii podam przykład.

Kiedy zostałam zatrudniona przez Linie Lotnicze Delta i odbyłam szkolenie w Atlancie natychmiast rozpoczęłam pracę w bazie warszawskiej. Na jednym z moich pierwszych lotów wylądowałam w Atenach i po dotarciu do Hotelu Hilton wybrałam się z załogą na basen. Leżałam sobie spokojnie na leżaku, kiedy nagle zostałam zaczepiona przez starego, tłustego, nakrapianego na czerwono z popękanymi na twarzy żyłkami faceta. Obrzydzenie malujące się na mojej twarzy spowodowało, że Darek D. (no i wylądował na moim blogu) o mało się nie utopił ze śmiechu, natomiast ja bez ceregieli dałam obleśnemu potworowi do zrozumienia, że jest Persona Non Grata i Won mi z oczu!  K woli wyjaśnienia, zaznaczam, że był to jeden z pilotów Delty, którego sława wyprzedziła, więc mimo, iż go przedtem nie widziałam, dokładnie zdawałam sobie sprawę z kim mam do czynienia i nie dotknęłabym go nawet dwumetrowym patykiem w stanie pełnej eutanazji. Wydawało mu się, zresztą w dużej mierze nie bez racji, że jego niekwestionowane bogactwo jest w stanie przesłonić brak walorów estetycznych i ogromną różnicę wieku. Oczywiście niepowodzenie nie powstrzymało go od ponawiania kolejnych prób. Niestety kierowane były pod złym adresem.

Każdy Amerykanin ma w oczach  gigantycznych rozmiarów X – Ray, którym mierzy ofiarę i oczami wyobraźni widzi ją gołą. Profesor Lew-Starowicz wspomniał, że to domena większości mężczyzn i z tym akurat mogę się zgadzić. Problem polega jednak na tym, że Amerykanów kompletnie nie interesuje u kobiety obszar znajdujący się powyżej szyi J. Swego czasu poznałam grającego profesjonalnie w golfa Amerykanina, którego spotkałam na terenie Hotelu Marriott w Warszawie gdzie wówczas pracowałam w Security. Podrywał mnie w sposób tak niezwykle nachalny, że w końcu umówiłam się z nim dla świętego spokoju. Niestety nie miałam jeszcze wtedy doświadczenia w spławianiu natrętów. Ku mojemu zdziwieniu, w sposób kompletnie pozbawiony wszelkich zahamowań przyznał mi się z miejsca, że tak właśnie mnie widział, czyli gołą jak Święty Turecki, kiedy po raz pierwszy zobaczył mnie w lobby Hotelu Marriott. Niestety poza golfem i handlem krowami w Europie (cel jego wizyty w Polsce) nic go więcej nie interesowało a podczas rozmowy z nim zastanawiałam się jakim cudem był w stanie ukończyć studia, więc na potencjalnego narzeczonego nadawał się jak wół do karety. W końcu jak powiedziała Samantha z filmu Sex and the City: „Life is not all about sex.”🙂

W sferze savoir-vivre Amerykanie nie sięgają Polakom do pięt. Niezależnie od statusu społecznego, pozycji w firmie i zasobów finansowych, większość z nich nie darzy kobiet szacunkiem. Nie przepuszczają nas w drzwiach, nie mówiąc już o przytrzymaniu ich, biegną na łeb na szyje w stronę wolnego miejsca w metrze,  ostatnio zauważyłam, że nawet będąc w towarzystwie kobiety i tak zajmują miejsce siedzące nie pytając się jej czy ma ochotę usiąść, nie odsuwają krzesła w restauracji, pierwsi zamawiają potrawy, grzebią w zębach przy stole i przyjmują tak wygodną pozycję na krześle, której ja nawet nie jestem w stanie powtórzyć na fotelu w gabinecie mojego ginekologa. Pomijając już sposób jedzenia, który od samego początku uznałam za barbarzyński. Amerykanie nie jedzą nożem i widelcem – widelec, który trzymają w ręku niczym dzidę, używany jest do zadźgania mięsa, które w końcu i tak jest już nieżywe. W tym czasie używają noża do odcięcia kilku kawałków, żeby nie zawracać sobie głowy trzymaniem go w drugiej ręce, po czym przekształcają talerz w kupę pociętych kawałków, odkładają nóż i dalej wiosłują widelcem. Nigdy nie przeszło im przez myśl, że może nóż przy jedzeniu nie jest przeznaczony ekskluzywnie do krojenia potraw – może być bardzo pomocny przy nałożeniu na widelec groszku zamiast gonienia za nim po talerzu niczym gokart po torze wyścigowym.

Amerykanie to pracoholicy i w sumie można by to uznać za ogromną zaletę gdyby nie fakt, że w dużej mierze nic poza pracą ich nie interesuje. Dwa lata temu poznałam Bobka (bohater mojego wcześniejszego artykułu „Czarna Polewka”). Były Partner w firmie Goldman Sachs podróżował po świecie tylko i wyłącznie w celach biznesowych co wyjaśniało, niestety mgliście, dlaczego nawet nie odwiedził Muzeów w Londynie lub w Paryżu (co według mnie jest niewyobrażalne). Ponadto, przyznał mi się zupełnie otwarcie, że nie czyta żadnych książek poza magazynami o tematyce ekonomicznej. Kiedy rzuciłam w eter parę tytułów, tak na próbę, bo nie mogłam wręcz uwierzyć, że możliwe jest aby ktoś żył w takiej całkowitej pustce kulturowej, okazało się, że niestety mówił prawdę. Zdaję sobie sprawę, że jestem nietypowa i mam całą masę różnych, a także dziwacznych zainteresowań, dlatego też nie oczekiwałam od niego znajomości dorobku kulturowego Egiptu i procesu mumifikowania zwłok, ale na miłość boską prędzej byłabym w stanie wyeliminować z mojego menu mięso niż z życia literaturę europejską aby dostosować się „poziomem” oczytania do mojego partnera. W związku z tym wyeliminowałam Bobka. Niestety poza seksem i puszczaniem baków w łóżku przeciętna Polka ma pewne oczekiwania wobec mężczyzny i jeżeli ten nie wykazuje się absolutnie żadnymi zainteresowaniami, które mogłyby stymulować związek, bo w końcu w łóżku nie da rady spędzić reszty życia, facet staje się najzwyczajniej w świecie zbędnym balastem. A niestety większość Amerykanów stanowi dla przeciętnej Polki taki właśnie idealny materiał na zbędny balast. Różnica kulturowa czasami jest nie do przeskoczenia.

Kontynuując temat, na potwierdzenie powyższej teorii podam kolejny przykład. Niewielu Amerykanów, przynajmniej z tych których poznałam, interesuje się operą lub teatrem, prędzej pójdą do muzeum lub na koncert, ale też nie częściej niż raz do roku. Kiedy podczas wspólnego wyjazdu do Toronto z jednym z moich amerykańskich znajomych, który się tam wychował i nadal miał tam rodzinę, podniecona jak kotka w rui obwieściłam mu, że idziemy na wystawę Terracotta Soldiers, która akurat w tym czasie była prezentowana w Royal Ontario Museum, okazało się, że zupełnie nie zdawał sobie sprawy o czym mówię. Jak można żyć w 21-szym wieku i nie mieć bladego pojęcia o archeologicznym odkryciu tej wagi co w miasteczku Xian w Chinach, o którym media trąbią na całym świecie na lewo in na prawo?

Ten sam znajomy powiedział mi niedawno, że był w Morocco i zszokowany był tym, że kobiety noszą burki. Jak to nie wiedziałeś, że to kraj muzułmański? – zapytałam zszokowana. Nie – odpowiedział . Zostawię to bez komentarza tylko i wyłącznie dlatego, że moje własne dziecko po odebraniu edukacji w amerykańskim szkolnictwie podstawowym oświadczyło mi, że geografia jest dla kujonów. Jeżeli dołączymy do tego głęboko zakorzeniony amerykański hubrism, wcale nie powinno nikogo dziwić, że większość społeczeństwa nigdy nie była poza granicami kraju a zgodnie z informacją zawartą w statystykach podanych w styczniu tego roku przez Departament Stanu tylko 39% Amerykanów posiada aktualny paszport. [2]  Dlatego nie powinno nikogo dziwić, że generalnie Amerykanie maja bardzo wąskie pojęcie o świecie, które bazuje głównie na tym co zasłyszą w telewizji, a nie jest to w tym kraju najbardziej obiektywne źródło informacji.

Kiedy pracowałam w Goldman Sachs większość moich kolegów na piętrze zawsze była pod wrażeniem moich podroży. Biorąc pod uwagę ich zarobki i niewyczerpane możliwości zwiedzania świata, nadal na wakacje jechali na Bahama’s, Florydę albo do Południowej Karoliny podczas gdy ja zwiedzałam Parki Narodowe na zachodnim wybrzeżu, których większość z nich nie znała nawet z nazwy. Kiedy jeden z nich zakomunikował mi z nieukrywaną radością, że wybiera się z bratem na długi weekend to Parku Narodowego Yosemite i zamierzają się wspiąć na El Capitan, zapytałam się go czy kiedykolwiek wspinał się po skałach. Odpowiedział mi, że nigdy, natomiast mnie kompletnie zatkało. Okazało się, że nawet nie zdawał sobie sprawy, że El Capitan to skała, na dodatek pionowa i wymaga nie tylko długiego treningu oraz wysokiej klasy sprzętu, ale także kilkudniowej wspinaczki ze spaniem na skale, przyczepionym do niej niczym mucha do szyby. Może rozpętam tym burze, ale na bazie własnych doświadczeń stwierdzam, że ignorancja podobnie jak narcyzm są cecha narodową Amerykanów i ich atrakcyjność w oczach Europejek to czysty mit.

Mówiąc o narcyzmie, zaszczepiany jest w chłopcach od dzieciństwa, dlatego też nie powinno nikogo dziwić dlaczego, kiedy osiągną wiek dojrzewania, okazują się kompletnie nie przygotowani do samodzielnego życia i stawiania czoła przeszkodom i konkurencji. Wmawia im się od małego, że są świetni, doskonali po czym idą na studia albo do pracy i okazuje, że w rzeczywistości są przeciętni a co gorsza istnieją lepsi od nich. Popadają wtedy w alkoholizm albo zaczynają brać narkotyki bo nie potrafią sobie poradzić z ich nagłą zmiana pozycji w otaczającym ich świecie. Odzwierciedla się to niestety w różnych dziedzinach. Wspomniany przeze mnie wcześniej Bobek,  ogromnie dbał o wygląd swojego ciała i w każdym sporcie dążył do absolutnej perfekcji dlatego też zaskoczył mnie opinia, że jego „swing” w golfie nie jest idealny. Nie uwierzycie, ale udał się z tym problemem do lekarza! Ten zalecił mu specjalne ćwiczenia (czytaj tortury) w basenie z gorącą wodą aby bardziej uelastycznić ścięgna i mięsnie ramion aby o parę milimetrów przedłużyć możliwość obrotu ramion. Uważam, że patologiczne dążenie do perfekcji nie jest zaletą charakteru, ale oznaką choroby umysłowej. Jeżeli człowiek nie potrafi czerpać przyjemność ze sportów, które z założenia uprawia „dla przyjemności” co w takim razie sprawia mu przyjemność? Dlatego też widząc ich pełne nienawiści spojrzenia na mój widok w Pro-Shopach w całych Stanach nigdy nie odważyłam się z nimi zagrać w golfa ponieważ ich przerost ambicji popsułby mi przyjemność. Zawsze zapisywałam się na pierwszą „Tee” z samego rana albo zaczynałam od 9-tej „dziury” czyli od połowy, aby uniknąć niepotrzebnego stresu i konfliktów.

W sferze uczuciowej, Amerykanie zdecydowanie częściej prowadzą podwójne życie ponieważ zdają sobie sprawę  z tego, że rozwód kosztowałby ich majątek. Poza tym są ogromnymi konformistami i w sumie świetnie im się żyje z żoną i kochanką na boku. Chyba, że o rozwód wystąpi żona, co nie jest zbyt nagminne, bo konformizm wśród kobiet w Stanach jest często uczuciem silniejszym od upokorzenia. Dlatego jeżeli dziewczyna umawia się na randkę z Amerykaninem, który mówi, że jest w separacji albo, że jest w trakcie sprawy rozwodowej, należy uciekać gdzie pieprz rośnie, bo nawet jeżeli jest to prawda, co jest mało prawdopodobne i jest to tylko gra na zwłokę, to i tak nie nadają się na potencjalnego partnera. W momencie kiedy tylko zostają spuszczeni ze smyczy zaczynają się zachowywać jak „lost puppies,” które natychmiast odczuwają potrzebę znalezienia nowego właściciela a często bywa i tak, że wracają do poprzedniego🙂

Amerykanie pozbawieni są kręgosłupa moralnego (chociaż czasami mam wrażenie, że Amerykanie rodzą się z gumowym, żeby łatwiej im było go naginać) i nie tylko umawiają się masowo na randki, oszukują i kombinują dzięki czemu o romantyzmie i kwiatach można raz na zawsze zapomnieć, ale również nie wstydzą się otwarcie obnosić się ze swoją rozwiązłością seksualną i korzystaniem z usług prostytutek. Nie jestem pruderyjna, ale uważam, że są pewne granice przyzwoitości które Amerykanie nagminnie przekraczają co plasuje ich na mojej liście kandydatów różnych narodowości zdecydowanie bliżej jej końca niż początku. Jak zawsze podam przykład. Pchana czystą babską ciekawością oraz zamiłowaniem do imprezowania wyciągnęłam od kolegi z pracy (wówczas jeszcze w Goldman Sachs) 3 zaproszenia na największą charytatywną imprezę pod nazwa Wounded Warrior Project odbywającą się co roku w maju na zacumowanym na stałe na Hudson River Lotniskowcu Intrepid. Do towarzystwa zaprosiłam Kate i Danielle, moje przyjaciółki z Australii i w wyznaczonym dniu spotkałyśmy się przed wejściem na lotniskowiec. Przy wejściu do windy natknęłam się na grupę moich kolegów z pracy i grupę … jakby to ująć … dziewczynek J. Z zażyłości jaką darzyły się obie grupy, nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że nie spotkali się tu przypadkowo a już na pewno nie po raz pierwszy. Zniesmaczone dojechałyśmy na górny pokład i zaraz skierowałyśmy się do baru błogosławiąc boga za to, e wszystkie trzy miałyśmy na sobie „business attire” dzięki czemu nikt nie mógł się pomylić co do powodów dla których znalazłyśmy się na tej „charytatywnej” poniekąd imprezie. W miarę upływu czasu, górny pokład wypełniał się coraz większą ilością biznesmenów i … prostytutek. Wszystkie trzy mocno zszokowane zastanawiałyśmy się głośno co jest nie tak z facetami w tym kraju. Biorąc pod uwagę profil imprezy i cel na który idą pieniądze, czyli na opiekę nad rannymi na froncie żołnierzami i ich rodziny pozostawione w kraju oraz profil firm, które oficjalnie biorą w niej udział jak Goldman Sachs, Morgan Stanley, Smith Barney, Barclays, etc. sytuacja w której charytatywna impreza oficjalnie przekształca się w coś na kształt „Sodomy i Gomory” nie mieściła nam się w wyobraźni. No cóż, prawdopodobnie potrzeby biznesmenów płci męskiej w NY są dużo ważniejsze niż potrzeby tych w służbie kraju.

  • If this is how dating field looks like in New York, I would rather stay single – powiedziała Kate.
  • And so do I – odpowiedziałam i wyszłyśmy z imprezy.

Na temat Amerykanów i moich własnych z nimi doświadczeń mogłabym jeszcze bardzo długo pisać, bo lista jest bardzo obszerna. Jako ciekawostkę podam, że gdyby mój ojciec przygotowywał tę listę na pierwszym miejscu umieściłby niechlujstwo, które według niego objawia się ganianiem po ulicy w wygniecionych ubraniach, co jest nie do zaakceptowania w Polsce. Względy estetyczne zdecydowanie nie są mocną stroną Amerykanów. Nie zamierzam jednak marnować więcej czasu na ten temat, bo wydaje mi się, że i tak udało mi się przedstawić mój własny punkt widzenia. Zastanówmy się jednak na koniec nad tym czyja to wina, że Amerykanie są tacy a nie inni?

Oczywiście Amerykanek!🙂 Posłużę się tylko i wyłącznie jednym przykładem, który zobrazuje całokształt mojej wypowiedzi. Spojrzymy na polityków w USA i ich afery seksualne: Franklin Delano Roosevelt, John F. Kennedy, Bill Clinton, John Edwards,  Eliot Spitzer, David Patraeus. To na co jednak chciałabym najbardziej zwrócić uwagę to to, że żadna z żon nie wystąpiła o rozwód! Jak kobieta, która na oczach całego świata została publicznie upokorzona, tak jak to miało miejsce w przypadku Jackie Kennedy i Hilary Clinton, mogła zdecydować się na kontynuowanie życia w związku małżeńskim? Podobnie jak większość żon polityków w USA, pierwsza zrobiła to dla pozycji i pieniędzy druga dla własnych politycznych aspiracji. A zatem jeżeli kobiety w USA nie wykształciły w sobie poczucia honoru i godności, czego zatem możemy oczekiwać od mężczyzn, którzy wykorzystują to na każdym kroku?

No i wyszła ze mnie prawdziwa Zolza🙂

Alicja

15 responses to “Jacy są Amerykanie? – prawda o mitach

  1. Zolza ,ktorej komentarzy nie mozemy sie doczekac!

  2. Teresa Moszczynski

    Ala nic dodac, nic ujac.. dzieki za super poranna lekture…
    Uwielbiam Cie !!!

  3. I agree that the prototypical American comes off as arrogant mostly out of ignorance for other cultures, but I think you base a lot of your critique off a small sliver of a American culture that you have sought out (at least from your examples). Top tier bankers give off the appearance of being cultured because they can afford to look the part and ignorantly think they can buy culture like everything else! The reality is they are too busy trying to make every dollar possible to have any time to culture themselves. You can’t have it all. If you want to be in relationship with an American who cares about the „finer things in life” then you’ll probably sacrifice them having the ability to pay for those things. If those „finer things” are based on European cultural norms then you can’t realistically expect your average American to innately embody those qualities. Find an wealthy American man who lives in Europe (or anywhere abroad) and the chances of finding what you what you’re looking for will hopefully go up dramatically.

    Average Joe (American)

    • Dear Mr. Average Joe, American

      First and foremost thank you for your comment – I know men read my blog and sometimes respond to my articles with comments, but almost never in English. I hope you have not been using google translator because it is an utterly lousy tool🙂

      Going back to your comment, it shouldn’t come as a surprise that I disagree with you. What you are saying, unless I am wrong, is that money justifies the lack of manners and generally American men in the US are allowed to be arrogant ignorants, because they know how to make a big buck🙂. Unfortunately, it is not enough to attract an average European woman. There is no justification for a shamefully rich lawyer to humiliate a waitress in public, because she is on the receiving line of his bad mood and anger over unsettled deal. Or, when I was told off by my wealthy and positioned ex-husband for being too friendly to all waiters at an upscale restaurant, because they represent lower class. I strongly believe that what defines us in life is our ability to show our humanity – regardless of the amount of wealth one cumulated, upbringing or “social standing” – the division I actually hate the most. Coming from a Communist country in the Eastern European Block with a very tough upbringing, with principles and tons of rules makes me and my friends, especially women, more critical and less tolerant of what we see in this country because even though we were not spoon fed, yet we still have more to offer on an intellectual level and we still strive for more. We have a hunger for life one cannot find in this society. Why? Because according to what you have said men are too busy making money?

      I bet you know the story of “My Fair Lady”🙂 – in a sense it is my own story – at one point in my life I have met Pygmalion who has introduced me to the world and by using to my advantage my tough upbringing and rules I lived by he simply made me blossom as a Lady. In fact he has raised “the bar” way to high for many men to be capable of reaching up to it. If you asked what happened – just like in the story of contemporary Pygmalion – his meticulously shaped sculpture saw through a facade of his own phoniness, grew up and was able to stand her ground on her own. Which is why, I strongly believe that, if I could change and go through life tripping over my own mistakes while learning in the process – anyone can do it🙂. Which is why I won’t cut any slack to any American man unless he lives up to my expectations… but, I strongly believe that there are men, someplace there, who have everything that I am looking for that comes down to one single word … essence.

      Alicja

  4. Dzięki za uświadomienie,bo jest mną bardzo zainteresowany facet ,który pochodzi z USA. Jednak tak samo jak ja mieszka w UK. mAM 40 LAT ON 47 ,może zaryzykuję🙂 Mam jeszcze czas aby się zastanowić. Dzięki🙂

  5. Warto było przeczytać Twoją historię🙂

    • Czesc Kasia,
      Ciesze sie, ze podobał ci sie moj artykul ale nie przekreślaj swojej szansy🙂 Na szczęście nie wszyscy są tacy sami ale przyznaje, ze wielu z nich to players🙂
      Alicja

  6. No I thought it is Santa Claus and I was hoping, we could snick out to a restroom, so we could hump like gorillas until Christmas is over …haha dobre, powinnaś tak do niej powiedzieć…ona na pewno by tak zrobiła. Błędem Polek jest to że są za miłe..np angielka by nie miała oporów i jeszcze by z pięściami uderzyła do ciebie!

    • Katy, rozbawilas mnie twoimi komentarzami do lez – uwielbiam konstruktywne opinie. Na razie cierpie na jet-leg (odsypiam Londyn i 4 godziny snu przez 4 dni🙂 ) wiec odpowiem ci na oba komentarze w sobote. Pozdrawiam🙂
      Alicja

  7. Stwierdzam po przeczytaniu twojego wpisu że ty chyba dawno w Polsce nie byłaś..albo ci się zapomniało. …
    1.To własnie w Polsce jest standart że beznadziejny gość uderza do laski dziewczyny ! Czy jak chodziłas po ulicach w Polsce nie zwróciłaś uwagi że idzie ładna dziewczyna za rękę z beznadziejnym facetem? Prawie wszyscy moi znajomi z zagranicy na to zwrócili uwagę.
    A ile starych fagasów sie przyczepia i zaczepia młode zdziewczyny? ho całe mnóstwo, wystarczy iśc do klubów. Dlaczego w Polsce w klubach nie widzi sie starszych kobiet, tylko starych facetów/
    W Angli, Niemczech, Belgii, Holandii, itd… tak nie ma.
    2. Fakt amerykanie nie zwracają uwagi na ubiór ( sami sie do tego przyznają często) ale biorą prysznic przynajmniej 2 x dziennie….czego nie można powiedzieć absolutnie o polskim facecie…. często jeszcze mi sie zdarza że w miejscach publicznych nos od nich wyrywa, nie mówiąc o praniu ubiorów-jak polka mu nie wypierze to chodzi w tym na okrągło..i to czućamerykanie musisz przyznać są bardzo czyści..
    3. Jak ci się wydaję że polski facet jest wierny..to … po prostu ci się wydaje a nawet sie grubo mylisz.. tak jak faceci w Polsce idą na boki to się w głowie nie mieści !I to tak perfidnie nie raz że szok.
    4. Dlaczego amerykanki mężów na wysokich stanowiskach toleruja ich zdrady? No dlatego że maja to gdzieś, maja albo tyle kasy, albo pozycje że im to zwisa. Albo po prostu kochają sławę.
    Przeciętna amerykanka jak ja gość zdradza to go kopie w doope i juz i mało tego jeszcze dostaje od razu połowe majątku !
    A Polka?? No Polka nie ma tego komfortu nawet w 10%. Po pierwsze musi siedziec cicho bo dzieci, bo przewaznie nie ma kasy ani perspektyw na prace zeby była sie w stanie utrzymać samodzielnie siebie i dzieci. Może jeszcze przy okazji oberwać bo w Polsce nie ma takiego prawa jak w USA że jak kobieta zgłosi przemoc to policja przyjeżdża w ciągu 5 min i zakuwa delikwenta bez niczego. W Polsce musi kobieta zrobić 20 zgłoszeń, 20 obdukcji, musi być 20 rozpraw i taki delikwent po tym wszystkim dostanie 3 miesiące a w zasadzie wypuszczą go po 3 godzinach. Nawet sobie sprawy nie zdajesz ile w Polsce jest kobiet bitych przez partnerów i które siedza cicho w związku z tym, całe mnóstwo… Amerykanin po rozwodzie zostaje praktycznie goły i wesoły..takie mają świetne prawo, a w Polsce? Dokladnie na odwrót.
    Angielka jak facet np tańczy z inną i co jej się nie podoba to od razu wali gościa w szczenkę..mój kolega Anglik mi opowiadał….byłam w szoku..w Polsce facet jest rozbuchany do granic, robi co chce a kobieta go tylko głaszcze, nie ma on kompletnie żadnych SENSOWNYCH konsekwencji.
    5. Przesadzasz z tym wszystko wiedzeniem, w Polsce facet jest wszystko wiedzący a jest tak nudny na randce że ufff bez polotu. Poza tym w polskich szkołach ładują mnóstwo ludziom niepotrzebnych informacji. Amerykanie są świetni w wycinku tego co robią, może to lepsze niż wiedzieć wszystko i nic…. jak widac ich gospodarka świetnie funkcjonuje..
    6. A Polski facet ma kręgosłup moralny…jasne….czy ty wiesz że wiodą oni statystyczny prym w oglądaniu stron porno. Zauważyłam ostatnio ciekawe zjawisko które dotyka już którąś z kolei moją koleżankę…wygląda to róznie czasem jest to 2 tygodnie czasem 3, nie dłużej niż 3 msce i facet polak stwierdza że go partnerka nie pociąga bo on ma tak że musi mieć kogoś poznanego ” na nowo” żeby go ktoś pociągał !!!! Wręcz zaczyna byc to epidemią !!! szok
    7. Amerykanin przynajmniej pracuje cięzko a w Polsce to raczej z tym marnie…facet pracuje ale głównie na swoje zachcianki….
    I całe mnóstwo takich punktów.
    Prawda jest taka że w większości facet polak jest beznadziejny, a za co oni się nie maja? ha , przeważnie są zaniedbani, mało higieniczni,maja niski szacunek do kobiet. Ja juz wolę sobie sama te drzwi otworzyc ale żeby facet miał świadomośc że musi zarobić na dom i rodzinę.
    Kolejny aktualny fenomen w Polsce że kobieta zaczna pełnić rolę faceta + rolę kobiety czyli pracuje ostro zawodowo + tak samo ostro w domu . 2 etaty + musi byc nienagnnie piekna, zadbana, chuda, itd… itd, itd…
    I dużo by ta wymieniać…. jak tak cenisz polskiego faceta to proponuję takie sobie znaleźć a nie szukać amerykanina. .. przecież w Ameryce też ich nie brakuje🙂
    Wygląasz na fajną wesołą dziewczynę więc moją intencją nie jest ci nagadać, chodzi o to że prciętny amerykanin jest o niebo lepszy od przeciętnego faceta polaka, a ty wytykasz tylko ich wady, a potem taka samarytanka polska wspaniała kobieta myśli sobie e to jak tak jest to ja się muszę jeszcze bardziej starac jak mam takiego wspaniałego polskiego faceta ( a ma po prostu koszmara)…. to jest smutne i źle robi więc operujmy faktami…całościowo !
    Pozdrawiam serdecznie

    • Katy, odpowiedzialam na twoj kometarz w formie bloga – nagromadzilo sie tyle materialu, ze niestety musialam go podzielic na czesci ale mam nadzieje z spodoba ci sie nasz fechtunek na slowa🙂
      Alicja

  8. Pingback: Mężczyźni w krzywym zwierciadle. Część 2 | Wysokie Szpilki na Krawędzi

  9. Katy zgadzam sie w 100% ,sama mieszkam w Stanach 2 lata ,i mam chłopaka amerykanina ,a wczesniej miałam 3 polaków w swoim zyciu ,nie zamieniłabym na polaka mojego amer. Nie chodzi o to czy polak czy amerykanin ale wrzucanie do jednego worka wszystkich amerykaninów kojarzy mi się w pewnym sensie z jakąś nutka zemsty .Co do Polaków w Polsce chyba tez dawno nie bylas ,ja jeszcze mieszkałam 3 lata w uk i jest wszedzie to samo ,Poprostu musisz trafic na miłosc swojego zycia i tyle w temacie

    • Cześć Ola,

      Zgadzam się z tobą – nie można wszystkich wrzucać do jednego worka, ale na samym początku artykułu zaznaczyłam i to bardzo wyraźnie, że w ramach odwetu za niesprawiedliwą ocenę Polek w książce Roosh’a pozwolę sobie na “brak obiektywizmu” i równie jednostronną opinię. Co też uczyniłam z nabożną pieczołowitością ☺

      Artykuł napisałam pod wpływem impulsu i prawdopodobnie teraz napisałabym go zupełnie inaczej – głownie dlatego, że jak sama zauważyłam, pisanie to też w pewnym sensie forma dojrzewania emocjonalnego oraz dorastania twórczego i w miarę upływu czasu ulega przeobrażeniu.

      Druga strona medalu to wiek ☺. Kiedy byłam młodsza miałam inne standardy i przymykałam oczy na RAŻĄCE cechy charakteru (świadomie nie używam słowa wady ☺ ), które wiadomo było, że na dłuższą metę są nie do zaakceptowania, niezależnie od tego czy partner był Polakiem czy Amerykaninem. Jednak w miarę upływu lat wszystkie nabieramy życiowego doświadczenia i robimy się bardziej wybredne ☺. W imię czego miałabym poświęcać moją wolność, niezależność i suwerenność, moje pasje i ambicje dla kogoś przy kim nie tylko nie rozwijam się emocjonalnie, ale wręcz dusze się!

      Zapewniam, że artykuł nie jest formą odwetu, ale trudnym do zrozumienie obiektywizmem, którego każda z nas uczy się po kolejnym „upadku” – koncepcja zupełnie obca tak zakochanym kobietom jak również tym w nieszczęśliwych związkach, które boją się iść przez życie o własnych siłach.

      Tym niemniej, masz racje, że niezależnie od narodowości, trzeba po prostu znaleźć tego właściwego faceta – cokolwiek to znaczy ☺ Czego zresztą życzę wszystkim czytelniczkom ☺.
      Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s