Refleksje po koncercie jazzowym Tomasza Stanko w Nowym Jorku promującym płytę „Wisława.”

Birdland Jazz Club - Tomasz Stanko New York Quartet

W dniu 11-ego lutego bieżącego roku ukazał się nowy, dwupłytowy album Tomasza Stanki zatytułowany “Wisława” dedykowany twórczości Wisławy Szymborskiej.

Pomysł skomponowania muzyki do wierszy znanej polskiej pisarki zrodził się podczas jednego z ostatnich wieczorów autorskich Noblistki w Operze Krakowskiej w 2009 r. podczas którego, Tomasz Stanko posłużył się improwizacją jako tłem muzycznym do czytanych przez Szymborską wierszy. W efekcie tej współpracy zrodził się pomysł nagrania muzyki inspirowanej poezją Wisławy Szymborskiej. Niestety do wspólnej kolaboracji nad płyta nigdy nie doszło – poetka zmarła na początku lutego 2012 czyli na trzy miesiące przed wejściem muzyków do studia. Tym niemniej Tomasz Stanko zdecydował się zrealizować swój projekt i wraz z młodymi amerykańskimi muzykami w osobie: David Virelles – fortepian, Thomas Morgan – kontrabas i Gerld Cleaver – perkusja stworzył kwartet muzyczny pod nazwą: Tomasz Stanko New York Quartet i w maju zeszłego roku nagrał dwupłytowy album dedykowany pamięci słynnej polskiej pisarki, Wisławy Szymborskiej.

Moja fascynacja muzyką jazzową zrodziła się jeszcze we wczesnej młodości kiedy jako kilkunastoletnia dziewczynka wygrzebałam z lamusa gramofon i oczarowana, całymi dniami słuchałam amerykańskiego jazzu płynącego z – zabytkowej już w tej chwili – kolekcji płyt mojego ojca, które przywiózł ze Stanów Zjednoczonych w 1970 roku. Oczywiście nie zamierzam udawać, że jestem znawcą Jazzu. Wręcz przeciwnie. Biorąc pod uwagę niesamowitą wielokierunkowość muzyki jazzowej (sam Stanko uprawia Avant-Garde Jazz, Modern Creative, Free Improvisation, Trumpet Jazz, itp.), której brzmienie i styl zależą od wielu elementów, jak na przykład od jej korzeni, szerokości geograficznej, a także wpływów kulturowych (niewielu Amerykanów nie związanych ze światem muzycznym, zdaje sobie sprawę, że Jazz ma niezwykle głębokie tradycje w Polsce) można śmiało powiedzieć, że jestem „allover the place.” Z taką samą przyjemnością słucham utworów Komedy i Tomasza Stanki jak Milesa Davisa czy Herbie Hancocka. Równie chętnie słucham wieczorem jazzu instrumentalnego, który wprawia mnie w melancholiczny nastrój jak również Jazzu wokalnego, którego nie neguje. W pewnym sensie może to wyjaśnić dlaczego z tak ogromną przyjemnością słuchałam wybranych kawałków w wykonaniu nieżyjącego już wokalisty jazzowego, Bobby Short, którego miałam szansę oglądać dwukrotnie w słynnej Café Carlyle w Nowym Jorku – podobnie zresztą jak Woody Allena and his New Orleans Jazz Band, którego występy oglądałam aż trzykrotnie w Cafe Carlyle, a który nie jest uznawany przez znawców Jazzu za muzyka jazzowego J. Jest jednak coś fascynującego w muzyce jego zespołu, która co do złudzenia przypomina mi atmosferę ciemnych uliczek i barów Nowego Orleanu, którego mroczne klimaty uwielbiam🙂. Z kolei zawsze uważałam, że dźwięk trąbki ma w sobie coś magicznego, dlatego też nic mnie tak nie relaksuje późnym wieczorem i w niedzielny poranek jak dźwięki „Smooth Jazz” płynące z radia, które wprawiają mnie w iście „jazzowy nastrój.”🙂

Dlatego też, kiedy na początku marca przeczytałam w Kurierze Plus w Nowym Jorku, że Tomasz Stanko rozpoczyna trasę promocyjna płyty „Wisława” od serii koncertów w słynnym nowojorskim Klubie Jazzowym na Manhattanie „Birdland,” natychmiast kupiłam bilet na premierowy koncert i pełna emocji i przyjemnego podnieceniem z niecierpliwością oczekiwałam dnia koncertu. W ten sposób, w czwartek 28 marca o 8:30 wieczorem miałam niewątpliwą przyjemność obejrzenia na żywo długo wyczekiwanego przeze mnie koncertu Kwartetu Tomasza Stanki. I nie zawiodłam się.

Z pracy wyszłam około 19-tej dając sobie wystarczająco dużo czasu, aby zająć dobre miejsce jak najbliżej sceny. Przebiegłam przez Time Square rojące się o każdej porze dnia i nocy od turystów, dzięki czemu do złudzenia przypomina Bramy Czyśćca, w którym tłumy grzeszników nie mogą się zdecydować czy powinni się skierować  prosto do piekła  czy może też wybrać Purgatory – albo może wcale nie należy się nigdzie wybierać, tylko zostać na Time Square bo tutaj przynajmniej nie można narzekać na nudę a do piekła i tak wszyscy trafia wcześniej czy później🙂. Przecisnęłam się więc przez falujący tłum, a w przypływie kompletnego ogłupienia spowodowanego jazgotem na ulicy skorzystałam z okazji i zrobiłam sobie zdjęcie ze Spider Manem, po czym wreszcie udałam się do Birdland Jazz Club. Na zewnątrz stała już nieduża kolejka, weszłam wiec do środka żeby odebrać bilet i pierwsza osoba, na którą się natknęłam w drzwiach był sam Tomasz Stanko. Niskiego wzrostu, w okularach, jak zwykle ubrany w swój klasyczny strój sceniczny, czyli T-shirt, wełniana marynarkę, jeansy i sportowe obuwie czyli wszystko to co składało się na obraz skromnego, niewielkiej postury muzyka o ogromnym talencie muzycznym – odwrotnie proporcjonalnym do jego wzrostu🙂 . Nie rzuciłam mu się na szyję, bo w końcu nie mam 14 lat a poza tym zawsze byłam zdania, że idoli można równie efektywnie wielbić na odległość bez specjalnego egzaltowania się w miejscach publicznych. Kiedy hostessa zakończyła rozmowę z Tomaszem Stanko, który upewniał się, czy jego znajomy został umieszczony na liście gości, zaprowadziła mnie do stolika. Ku mojej nieukrywanej radości był to zresztą dokładnie ten sam stolik, który wcześniej sobie upatrzyłam na Internecie, pojedynczy, w pierwszym rzędzie z rewelacyjnym widokiem na scenę. Po zajęciu miejsca, zamówiłam sobie czerwone wino i w ramach zabicia czasu, oddalam się obserwowaniu publiczności.

Koncert w Birdland Jazz Club rozpoczął się krótko po 8:30 wieczorem i był prawdziwą ucztą duchową dla wielbicieli jazzu i niezaprzeczalnego talentu Tomasza Stanki. Na płycie znajdują się dwie ballady pod tytułem „Wisława” – pierwsza z nich rozpoczynająca dwupłytowy album natomiast druga jest ostatnim utworem na drugiej płycie co w efekcie stanowi bardzo interesujący element wiążący, który nadaje całemu albumowi znamiona mistycznego klimatu – tak jakby autor starał się upewnić, że Wisława Szymborska i jej poezja będą wszechobecne na płycie.

To co najbardziej uderza słuchaczy to to, że w sumie trudno oprzeć się wrażeniu, że wszyscy muzycy spotkali się na koncercie zupełnie przypadkowo, połączeni jedynie wspólną pasja do muzyki jazzowej. Podczas jednego z takich utworów bardzo uważnie przyglądałam się każdemu muzykowi i odnosiłam wrażenie jakby każdy z nich przenosił się za każdym razem do własnego świata, grając muzykę zasłyszaną we własnych myślach. Szczególnie dotyczyło to grającego na kontrabasie Thomas Morgan, który sprawiał wrażenie jakby nie bardzo zdawał sobie sprawę z tego, że jest częścią zespołu. I według mnie, właśnie na tym polega prawdziwa magia jazzu. Nagle wszystkie instrumenty ucichły i David – grający na pianinie, zresztą z niespotykana lekkością i wyczuciem – połączył wszystkie dźwięki w jedna spójną całość udowadniając słuchaczom, że obecność wszystkich muzyków na scenie nie była przypadkowa.

Od czasu do czasu, spójne dźwięki kontrabasu, pianina i perkusji wprowadzają słuchaczy w nastrój przyjemnej melancholii natomiast dźwięk trąbki ma za zadanie albo pogłębić ten nastój smutku albo wręcz przeciwnie wpłynąć na zmianę nastroju utworu, wprowadzając gwałtowny niepokój. Ciekawe jest to, że niemal w każdym utworze znalazło się  miejsce na solówkę jednego z muzyków. Tak na przykład, na zakończenie jednego z utworów muzycznych, solowe wystąpienie perkusisty, Geralda Cleaver – spowodowało, że cała sala zamarła w bezruchu, poddając się nastrojowi, podczas gdy perkusista z widoczną lekkością i pewną dozą niewymuszonej nonszalancji wydobywał z instrumentu narastające na sile dźwięki, które pod koniec osiągnęły kulminacyjny moment wprowadzając atmosferę niepokoju – dzięki czemu nie bez powodu Gerald zebrał najwięcej braw. Dla odmiany kolejny utwór rozpoczął się od delikatnych dźwięków pianina przy cichym akompaniamencie kontrabasu – to tak jakby autor, czyli Tomasz Stanko, w sposób zamierzony próbował grać z naszymi uczuciami kojąc niewygasłe jeszcze przypominające rozszalałą burze napięcie, dźwiękami pełnymi słodkiej melancholii, które pozwalają się słuchaczom wyciszyć i zrelaksować.

Muzyka Jazzowa potrafi wyrazić wszystkie uczucia, od radości po smutek. Niemal każdy utwór na płycie sprawia, że wszystkie te uczucia są prawie namacalne. Łatwo jest zauważyć, że album „Wisława” zdecydowanie odbiega klimatem od wcześniejszych utworów muzycznych Tomasza Stanki i jest zdecydowanie bardziej uduchowiony, radosny i pełen zaraźliwej energii. Gdzieś przeczytałam, że ogromną zaletą tej płyty jest to, że Tomasz Stanko współpracując z tymi niezwykle młodymi a zarazem utalentowanymi muzykami, pozwolił im na  zachowanie na płycie ich własnej tożsamości dzięki czemu większość utworów ma zdecydowanie odmienny charakter od jego dotychczasowych płyt. Może również dlatego, że muzyka wydobywająca się z każdego utworu na płycie połączyła stary styl i wieloletnie doświadczenie z nowoczesnym spojrzeniem na muzykę jazzowa a także młodzieńczą werwą, pasją i radością życia młodych muzyków, którzy przyjęli propozycję współpracy ze znanym na całym świecie Jazzmanem. Uważam, że album „Wisława” okaże się ogromnym sukcesem Tomasza Stanki i zdecydowanie wart jest polecenia a w szczególności wysłuchania.

Alicja

2 responses to “Refleksje po koncercie jazzowym Tomasza Stanko w Nowym Jorku promującym płytę „Wisława.”

  1. zgadzam się z powyższym tekstem w 100% byłem na koncercie w piątek i ciężko to opisać….to było coś niesamowitego!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s