Bez Facebooka się nie ruszam.

Bez Facebooka sie nie ruszam

Grzebałam w wyszukiwarce internetowej ogromnie zaciekawiona, ile też uda mi się „wygooglować” tematów związanych z „Alicia Devero” kiedy nagle, ku mojemu niebotycznemu zdziwieniu, zobaczyłam link prowadzący do strony Internetowej Bebzol.com pod tytułem: „Bez Facebooka się nie ruszam.” Link zaopatrzony był w następujący tekst mojego autorstwa:

No proszę, do tej pory był to obrazek znudzonej panienki piłującej sobie paznokcie podczas gdy wyczerpany kochanek męczył się w łóżku jakby rąbał drzewo… a teraz jesteśmy bardziej „technologically oriented” z tym, że nadal oboje w tym samym łóżku serfując po „cyber space”… lol

  • “O cholera!” – pomyślałam.

Komentarz wyjęty z kontekstu mógłby pasować do absolutnie wszystkiego, a do świętych nie należę i w odpowiednim towarzystwie świntuszę, że aż uszy puchną. Z drugiej strony, od momentu stworzenia własnego Bloga, uczciwie przyznaję, że wstawiając komentarze na różnych stronach na Internecie staram się być nieco bardziej ostrożna, aby nie otworzyć kolejnej „Puszki Pandory” która niepotrzebnie sprowadziłaby na moją stronę nieszczęście w postaci „awanturującej się czarnej plagi”🙂 . Pchana jednak czystą babską ciekawością, kliknęłam na link i ku mojemu nieukrywanemu zdumieniu wylądowałam na własnej stronie na Facebook.

  • O Shit! – zaklęłam i zimny pot wystąpił mi na czoło.

Spojrzałam najpierw na obrazek potem na tekst, a potem jeszcze raz na obrazek i stwierdziłam, że w treści mojego komentarza zamieszczonego na moim własnym Timeline na Facebook, nie ma tak na prawdę nic zdrożnego. Powiedziałabym nawet, że jest jak najbardziej trafny. W końcu to samo życie🙂 . Sama znalazłam się kiedyś w podobnej sytuacji, kiedy mój ex-boyfriend w środku bardzo przyjemnej nocy – jeszcze nie zakończonej, ale już pełnej wrażeń – ni z tego ni z owego złapał za swoje Blackberry i najzwyczajniej w świecie zaczął Internetową pyskówkę za pomocą tekstów ze swoją byłą żoną, która akurat w tym czasie miała muchy w nosie. Tak mnie zirytował tym swoim brakiem taktu, że bez żadnych ceregieli, w samym środku nocy wyrzuciłam go za drzwi, nie bacząc na to, że „ranek nie tak blisko” i mogło być jeszcze bardzo przyjemnie. Uznałam jednak, że nie widzę najmniejszego powodu dla którego resztę nocy, zdecydowanie już mniej ekscytującej, mielibyśmy spędzić w łóżku we trójkę – nawet jeżeli trzecia osoba tzw. Persona Non grata w postaci jego ex-małżonki miała balansować pomiędzy pustką w jego umyśle, a przestrzenią wirtualną. Po czym bez pardonu z hukiem zatrzasnęłam za nim drzwi i wreszcie poszłam spać🙂 . Przeklęty Internet.

Trudno nie dostrzec jak ogromne znaczenie odgrywa technologia we współczesnym społeczeństwie i jest to w pewnym sensie przerażające. Coraz częściej spotykam w restauracjach i barach pary, które niby są razem, ale jednak osobno ponieważ oboje w tym samym czasie serfują po Internecie, odpowiadają na SMS-y albo e-maile co powoduje, że element intymnego spotkania w romantycznym nastroju pryska niczym bańka mydlana. W rezultacie coraz więcej “tekstujemy,” a coraz mniej ze sobą rozmawiamy.

Sama zauważyłam, że odkąd mam iPhona technologia nagle stanęła otworem niczym przysłowiowe Bramy do Raju czyniąc mnie jedną z multi-milionowej rzeszy uzależnionych od Internetu ofiar. Właściwie nie ma takiej rzeczy, której, będąc poza domem, nie byłabym w stanie sprawdzić lub załatwić używając Apps (aplikacji w iPhonie) począwszy od rozmów z rodzicami na Skype podczas jazdy autobusem do pracy, sprawdzeniem na Roadify za ile minut odchodzi Ferry ze Staten Island lub sprawdzeniem na mapie metra, na którym przystanku musze się przesiąść na spotkanie z przyjaciółkami w barze Verlaine na dolnym Manhattanie. Nie mówiąc już o ściągnięciu z Internetu szlaku rowerowego wraz z mapą za pomocą AllTrails,  sprawdzeniem korków na trasie używając gogle maps, elektronicznym wczekowaniem się na samolot Delty do Denver, czy też sprawdzeniem aliciadevero.wordpress.com na wyciągu narciarskim na wysokości 12,000 stop czy nadal jestem popularna na moim blogu, czy też już zaczął umierać śmiercią naturalna podczas gdy ja postanowiłam, że pojadę na wakacje nie zamierzając nic pisać i oddając się bez reszty błogiej bezmyślności🙂 .

Prawdziwa tragedia zaczyna się dopiero wtedy, kiedy jeden z naszych elektronicznych gadżetów nagle „wysiądzie” odseparowując nas od reszty świata i spychając nas w ciemną i głuchą otchłań wirtualnego osamotnienia. W sumie nadal możemy zadzwonić do znajomych i zapytać się ich “co słychać” zamiast śledzić ich potajemnie jak Szpieg z Krainy Deszczowców na FB, zatrzymać się w puncie informacyjnym Parku Narodowego i zaopatrzyć się w mapę okolicznych szlaków górskich lub rowerowych albo zapytać się o drogę do baru przypadkowego przechodnia. Niestety, to już nie to samo🙂 . W dobie Internetu brak niezależności przekształca się w ułomność, z którą nagle trudno jest nam sobie poradzić, a niespodziewany brak kontaktu z FB powoduje frustracje, które ściągają nam sen z powiek i nie pozwalają się nam w pełni zrelaksować. Wygląda na to, że 40 lat temu ludzie jeździli na wakacje na Mazury po to, żeby odpocząć od zgiełku miasta i tłumów ludzi, włączając znajomych, natomiast 40 lat później, jeżeli nie zabierzemy ze sobą komputera lub tabletu z 200 Friends na FB – wakacje możemy oficjalnie uznać za nieudane🙂 .

Dlatego też, kiedy mój MacBook Pro nagle odmówił współpracy – w pierwszej kolejności umówiłam się na wizytę w Genius Bar, a w drugiej kolejności zaraz po wejściu do pracy pobiegłam do pokoju chłopaków z IT, którzy jako jedyni w moim przekonaniu byli w stanie zrozumieć moje wewnętrzne cierpienie. W moim domu zdecydowanie dominują produkty Apple głownie dlatego, że po latach doświadczeń z PC-tem jestem święcie przekonana, że Mac to sposób na życie – raz przerzucisz się na Mac’a i nie ma już odwrotu. Kiedy jeden z moich kolegów, Michael, zakwestionował moją teorię, odpowiedziałam mu, że:

  • To dokładnie tak jak w związkach między ludźmi – jeżeli już raz odszedłeś od byłej żony lub dziewczyny to już do niej nie wracasz – w końcu istniał jakiś uzasadniony powód dla którego je zostawiłeś. Tak samo nie wraca się do dawnego męża, chłopaka, kochanka i PC-ta.
  • Alicja, wyczuwam w twoich słowach wyraźny element niechęci do mężczyzn – stwierdził głośno Michael z przylepionym do twarzy figlarnym uśmiechem.
  • Ależ skąd – odpowiedziałam szczerze i natychmiast zwróciłam się do Verleina, który wiem, że miał dokładnie takiego samego świra na punkcie produktów Apple jak ja – Verlein, czy nie mam racji?
  • Zgadzam się z tobą w stu procentach – odpowiedział Verlein śmiejąc się od ucha do ucha.

Jestem święcie przekonana, że Mac został stworzony głównie na potrzeby kobiet. Jest elegancki, ma ładne kształty, nie pyskuje, zawsze pyta się dwa razy zanim coś wyrzuci, nie nosi w sobie żadnych wirusów, sam się czyści, nie chodzi na dzikie baby, nie histeryzuje kiedy zabieram go do lekarza (czytaj Genius Bar @ Mac Store) i nie ma nic przeciwko odmładzaniu (czytaj upgrade🙂 ) o czym zresztą co jakiś czas sam mi przypomina – bez specjalnego narzucania się. Na dodatek, nie jest zazdrosny kiedy mój iPhone ładuje w niego przez “Chmurkę” nowe zdjęcia – niektóre z mężczyznami🙂 – co czyni go jedynym facetem w moim życiu, dla którego odgrywanie roli Cougar nie stanowi dla mnie żadnego problemu🙂 . Kiedy dostałam go w prezencie od mojego ex#2 – raz na zawsze odrzuciłam w kąt Toshibę i od tamtej pory nie zamierzałam się rozstawać z moim MacBook Pro nawet na 5 minut. Z tego też powodu, dosyć często się zdarzało, że spał obok mnie, czyli pomiędzy mną a byłym małżonkiem. Oczywiście nie wprawiało go to w zachwyt (małżonka a nie Mac’a), ale już wtedy nadawał się na kochanka jak wół do pchania karuzeli, więc chciał nie chciał musiał się pogodzić z obecnością w łóżku konkurencji🙂 . Po rozwodzie ex#2 zniknął z horyzontu, a mój Mac dalej jest ze mną. I to się nazywa wierność do grobowej deski🙂 .

Dlatego, też kiedy nagle się rozchorował, zaniosłam go do Genius Bar w Grand Central na Manhattanie traktując go jak świętą relikwię i z wyraźnym niepokojem słuchałam diagnozy. Informacja, że potrzebuje nowy hard-drive, który szlag trafił dwa dni temu podczas odmładzania czyli upgrade, przyjęłam jak cios w samo serce bo trudno było mi sobie wyobrazić jak wyglądać będzie moje życie podczas trzydniowego rozstania.

  • Czuję się jakby mi nagle odebrano połowę mojej duszy – zakomunikowałam po przyjściu do domu mojemu dziecku, które ze zrozumieniem pokiwało głową.

Doskonale zdawałam sobie sprawę, że już kto jak kto, ale Karolina zrozumie moją rozterkę. Od dłuższego czasu, czyli mniej więcej co dwa lata, dostawała kolejne wersje iPhona podczas gdy ja ciągle jeszcze używałam Blackberry, czekając z utęsknieniem na iPhone 5, który miał się pojawić we wrześniu 2012. Toteż kiedy na parę miesięcy przed upływem kontraktu, Karolina upuściła swój telefon na ziemię tłukąc szybkę, zdecydowałam, że się poświęcę i kupię „starą wersję” 4S, dzięki czemu na następnych parę miesięcy oddam jej moje Blackberry, żeby mogła je używać, aż do czasu pojawienia się nowej wersji iPhone 5. O tym, że nigdy nie należy się poświęcać w kwestiach materialnych przekonałam się po trzech tygodniach kiedy rozjuszone dziecko pojawiło się w domu i podczas kolacji, nabzdyczona jak arbuz wyrzuciła z siebie tyradę pretensji pod nieznanym adresem:

  • Nienawidzę Blackberry! Nie rozumiem jak mogłaś go używać przez tyle lat! Ty nie rozumiesz tej rozterki bo nigdy przedtem nie miałaś iPhona! Nie pojmuję jak mogłaś żyć bez iPhona! Na Blackberry nie można używać Internetu! Ładowanie jednej strony zajmuje mu dziesięć lat świetlnych!!! Ja nie będę go używać nawet przez jeden dzień dłużej, jeżeli nie muszę! Jutro idę go zamienić na mój uszkodzony iPhone i nie próbuj mnie powstrzymać! Wolę mieć pocięte uszy niż używać to głupie Blackberry przez jedną sekundę dłużej!

Mniej więcej w połowie tej kawalkady słów zaczęłam się zastanawiać nad listą zakupów na następny dzień bo pewnie gdybym się próbowała skoncentrować nad treścią jej wypowiedzi to może bym się jeszcze przejęła. A tak Dzidzia wyrzuciła z siebie potok słów razem z wściekłością, ja dzięki temu mniej więcej już wiedziałam co przygotować na obiad na następny dzień podczas gdy dziecko w tym czasie nagle odkryło w sobie szerokie możliwości, bo przynajmniej po raz pierwszy w życiu nie musiałam za nią nic załatwiać🙂 .

No to teraz już przynajmniej wszyscy wiedzą po kim dziecko odziedziczyło upór i krewki charakterek🙂 . Natomiast co do jakości produktów Apple, jako rodzina w postaci dwóch jurnych bab, jesteśmy nie tylko w tej samej książce, ale dzięki Bogu na tej samej stronie🙂 .

Alicja

2 responses to “Bez Facebooka się nie ruszam.

  1. Alus, podzielam twoja pasje do produktow Apple. Rowniez jestem uzytkownikiem Mac-a od 5 lat i juz chyba wsiaklam… Fajny artykul :)) Dzieki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s