Psychologia masażu

massage

Siedziałam przed ekranem komputera bezmyślnie wpatrując się w napis, który spowodował, że nastroszyłam się jak dzika kotka:

Zostało tylko 100 DNI DO BIKINI !!!!!

Fuknęłam w stronę ekranu i pomyślałam sobie, że jeszcze kilka takich złotych myśli i trafi mnie jasny szlag. Wprawdzie straciłam ostatnio kilka kilogramów i przyznam się bez cienia fałszywej obłudy, że bardzo mi się podoba to co widzę w odbiciu w lustrze, ale byłoby jeszcze fajniej gdybym mogła wzbogacić moja katorżniczą dietę i codzienną Krucjatę na siłowni, przyjemnym masażem całego ciała, refleksologią twarzy, jogą, ćwiczeniami rozluźniającymi albo babskim spotkaniem na ploteczki w mokrej saunie – najlepiej przy lampce wina🙂 . Niestety odległość pomiędzy moją kanapą w living-room na Staten Island, a siedzibą W Twojej Mocy przy Al. Ken 21 w Warszawie – nowoczesnego instytutu odnowy biologicznej prowadzonego przez trzy promieniujące energią i zapałem dziewczyny, wynosi dokładnie 6782 km.

Domyślam się, że w tym momencie większość czytelniczek pomyślała, że albo jestem nienormalna, albo cholernie wybredna, bo w końcu gdzie jak gdzie, ale w Nowym Jorku nowoczesne SPA rozmnażają się jak grzyby po deszczu. Wcale nie zaprzeczam – mało tego przyznaję, że bardzo chciałabym chociaż raz zawitać w progach Elizabeth Arden Red Door Spa na Piątej Alei albo The Spa at Trump Hotel w Soho zarządzanym przez Iwankę Trump, z góry jednak wiem, że o całodziennym pakiecie nie mam nawet co marzyc, chyba że znajdę obrzydliwie bogatego Mr. Right najlepiej sobowtóra Christiana Gray, który rozumiałby, że sprawianie przyjemności kobiecie może jednocześnie sprawiać przyjemność mężczyźnie i w związku z tym cena nie gra roli🙂 . Na przykład Red Door Spa oferuje 80 minut mojego ulubionego „deep tissue massage” za jedyne 230 USD nie wliczając napiwku J. Dokładnie w takiej samej cenie jest relaksujący masaż gorącymi kamieniami. Natomiast Spa Iwanki Tramp ma podobną ofertę w cenie 325 USD za masaż szafirowy lub diamentowy, albo 90 minutowy Soul to Soul Massage za jedyne 495 USD. No więc mam nadzieje, że wszystkie się już zrelaksowałyśmy i większość Pań zamieszkałych w Warszawie zrozumiała moją rozterkę i już serfuje po Internecie szukając siedziby W Twojej Mocy do której sama wzdycham niczym pies do obgryzionej kości.

Muszę jednak przyznać, że jak zawsze prawda ma dwa oblicza. Nawet gdybyśmy założyły, że wygrałam w Totka albo biegnąc przed siebie i nie oglądając się nigdy za siebie jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności wpadłam na Mr. Right, który w stanie kompletnego ogłupienia postanowił usłać moje życie różami i wykupić mi roczny karnet to Spa Iwanki Tramp, to jeszcze wcale nie oznacza, że byłabym zadowolona🙂. W czym leży problem? W tym, że w Polsce, i generalnie w Europie, naukę masażu rozpoczyna się od wyuczenia na pamięć wszystkich mięśni znajdujących się na całym ciele człowieka, podczas gdy w USA studenci uczą się głównie jak należy masować klienta, aby ten nie wytoczył mu sprawy sadowej – i nie mam tu bynajmniej na myśli masażu erotycznego🙂

Pierwszy raz od przyjazdu do USA wybrałam się na masaż całego ciała podczas mojego pobytu w ekskluzywnym hotelu The Colony na Long Boat Key w Sarasocie na Florydzie, notabene tego samego hotelu, w którym przebywał Prezydent Bush podczas 9/11, czyli na dwa miesiące przed moją wizytą w ośrodku. Biorąc pod uwagę prestiż miejsca wydawało mi się w głupiej naiwności, że poziom usług będzie równie wysoki. No cóż, nigdy nie należy oceniać książki po okładce.

Zaczęło się zupełnie niewinnie – na powitanie otrzymałam klapeczki, szlafroczek i klucz do szafeczki po czym bardzo miła Pani z obsługi zaprowadziła mnie do przebieralni. Weszłam do jacuzzi i relaksując się w gorącej wodzie z bąbelkami grzecznie czekałam na swoją kolej. Muszę zaznaczyć, że nigdy nie sprawiało mi to różnicy czy będzie mnie masował mężczyzna czy kobieta dlatego też wcale nie byłam zdziwiona kiedy masażystą okazał się młody chłopak. Spojrzałam na niego nieco krytycznie, bo ciało miał filigranowej laleczki, ale zaraz pomyślałam sobie o tych wszystkich maleńkich Azjatkach, które na pozór wyglądają na słabe istotki a w rzeczywistości mają w rękach siłę drwala. Druga rzecz która mnie uderzyła, a raczej zmyliła to mój wyczulony Gay Radar, który zazwyczaj mnie nie zawodzi. Dlatego pomyślałam sobie, że masaż będzie z całą pewnością relaksujący, bo masażysta nie będzie zwracał uwagi na to, że jestem kobieta, albo raczej kształtną kobieta🙂 . No i niestety bardzo się pomyliłam.

W pierwszej kolejności Mały wylał na mnie cały flakon aromatycznego olejku co spowodowało, że zamiast się zrelaksować, zdenerwowałam się nieco bo czułam, że ociekam tłuszczem. Po jakimś czasie miałam nawet niejasne przeczucie, że gdyby mój masażysta ścisnął mnie mocno jak cytrynę, wypstryknęłabym mu się z rak i niechybnie wyleciałabym przez okno niczym torpeda lądując goła jak Święty Turecki na podjeździe przed wejściem do hotelu. Z obawy przed tą ewentualnością naprężyłam się jak żbik i mocno przytrzymałam się łóżka do masażu. Kiedy zmieniłam pozycję i położyłam się na plecach, zauważyłam, że Mały zasapał się jak stary parowóz co spowodowało, że zaczęłam się koncentrować bardziej na jego zadyszce niż na tym żeby się nie koncentrować na niczym. Zauważyłam również, że chłopiec nie ma bladego pojęcia o tym gdzie ja mam mięśnie a biorąc pod uwagę atletyczną budowę mojego ciała, na prawdę nie powinno mu to sprawiać żadnej trudności. Pomijając już sam fakt, że zażyczyłam sobie „deep tissue massage” podczas gdy nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jestem głaskana, a nie masowana. W rezultacie mój masaż przypominał coś na kształt gry wstępnej, chociaż mimo iż bardzo wysilałam pamięć, nie mogłam sobie przypomnieć żeby w cenniku umieszczono pozycje pod tytułem: masaż erotyczny. Po jakimś czasie nie miałam również złudzeń co do tego, że mój Gay Radar zawiódł. Mały najzwyczajniej w świecie podniecił się jak dwuletnia smarkula na widok lizaka. Z jednej strony było mi go szkoda, ale z drugiej strony to przecież nie moja wina, że mężczyźni w mojej obecności dostają małpiego rozumu. No to się zrelaksowałam – pomyślałam. Jednego tylko nie mogłam zrozumieć – dlaczego to ja do cholery, zapłaciłam jemu za usługę?

Kolejna przygoda przytrafiła mi się w Cabo San Lucas w Meksyku gdzie wraz z ex#2 zatrzymaliśmy się w wyglądającym niczym olbrzymia hacjenda Hotelu Sheraton, stad zresztą nazwa Hacienda del Mar, w którym miał się odbyć ślub syna jego przyjaciela, na który oboje zostaliśmy zaproszeni. Podobnie jak pozostali goście, spędzaliśmy wolny czas na błogim lenistwie przy basenie, spacerach po plaży, paleniu moich ulubionych kubańskich cygar i zwiedzaniu miasteczka. W dzień poprzedzający ceremonie ślubną na brzegu oceanu, postanowiłam się dopieścić i zrobiłam rezerwacje na masaż w znajdującym się na terenie hotelu Cactus Spa. W drzwiach powitała mnie dokładnie ta sama masażystka, która poprzedniego dnia zrobiła mi dosyć kiepskiej jakości manicure co już dało mi do myślenia. Jeżeli wszystkie pracownice Spa są wielofunkcyjne, znaczy się, że powinnam mocno obniżyć poziom moich oczekiwań. Ograniczyłam się więc wyłącznie do masażu aromatycznymi olejkami i pewnie tylko dlatego, że leżałam na łóżku z głowa utkwiona w dziurze z widokiem na podłogę, nie padłam z wrażenia. Okazało się, że aromantyczne olejki wlewano do kadzidełek, które masażystka podpała od spodu i podstawiała pod nos ofierze, masując ją w tym czasie zwyczajnym, pozbawionym zapachu olejem. Tak więc z głową zawieszoną dokładnie nad palącym się kadzidełkiem zaczęłam się bardzo intensywnie zastanawiać czy umrę od zaczadzenia czy też z braku dopływu świeżego powietrza. Co do tego, że wszystkie włoski w moich nozdrzach uległy całkowitemu spaleniu nie miałam już najmniejszej wątpliwości. Nie umarłam tylko dlatego, że niespodziewane zachowanie masażystki spowodowało gwałtowny wzrost poziomu adrenaliny w mojej krwi,. Otóż ni z tego ni z owego, Meksykanka o posturze dziesięcioletniej dziewczynki wskoczyła mi na plecy i zaczęła po nich jeździć łokciem niczym brona po wiosennym ugorze. Przez myśl przebiegło mi pytanie retoryczne:

  • Czy ja do jasnej cholery zawsze muszę napotykać albo pieprzonych erotomanów, albo pojebane sadystki?

W końcowym efekcie, nie przyłożyłam Meksykance tylko dlatego, że byliśmy daleko od cywilizacji i wyrównywanie rachunków za nieludzkie tortury za grube pieniądze nie warte było utraty życia albo w najlepszym przypadku, bardziej wymyślnych tortur J Fakt pozostaje, że następnego dnia moja piękna suknia Ralpha Laurena w kolorze fuksji (informacja dla mężczyzn: ciemny różowy🙂 ) z głębokim dekoltem na plecach – komponowała się niezwykle kolorystycznie z ogromnymi siniakami na plecach i ramionach, których skąpa sukienka – zresztą jedyna, którą ze sobą zabrałam na przyjęcie weselne na plaży – nie była w stanie przykryć.

Przy innej okazji wraz z moimi polskimi znajomymi oraz rodziną mojego ex#2 wybraliśmy się na narty do Kanady. Była to w zasadzie impreza Sylwestrowa, tak więc połączyliśmy przyjemne z pożytecznym. Oczywiście na terenie ośrodka znajdowało się SPA, które postanowiłam zaliczyć, niepomna moich wcześniejszych doświadczeń. Pierwszego dnia moja masażystka spełniła moje najśmielsze oczekiwania. Kto by pomyślał, że wyszła ze mnie cholerna sadomasochistka🙂 . Cały sekret polegał na tym, że dziewczyna – o dziwo – nie dość, że wiedziała gdzie są mięśnie to jeszcze miała system, który wywąchałam, a który polegał na głębokim masażu tego samego mięśnia 20 razy pod rząd.  Mniej więcej po 16 razie miałam ochotę uciec z łóżka galopując po śniegu w stroju Ewy w kierunku do domku i jak najdalej od SPA. Nie uczyniłam tego tylko dlatego, że doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że wreszcie trafił swój na swego i tak jak przewidywałam następnego dnia świeża jak pierwiosnek, bez żadnych obolałych mięśni, śmigałam na nartach podczas gdy moje kochane dziecko znęcało się psychicznie na młodocianych nauczycielach jazdy na snowboardzie, którzy jeszcze nie zdążyli się nauczyć jak należy się obchodzić ze smarkatymi kobietkami z charakterkiem🙂 .

Następnego dnia umówiłam się na kolejny masaż, z tym, że ku mojemu ogromnemu rozczarowaniu, regulamin SPA nie pozwalał klientkom na wybieranie masażystki – były one przydzielane na zasadzie jak leci. Nie zniechęciło mnie to ponieważ, biorąc pod uwagę, że byliśmy w Quebecku o dużych wpływach kultury francuskiej, spodziewałam się równie dobrego masażu. No i znowu powiedziałam to w złą godzinę. Nowa masażystka nie była taka dobra jak jej poprzedniczka, ale nie była też zła. Wszystko było świetnie, aż do momentu kiedy odwróciłam się na plecy i po wymasowaniu moich nóg i brzucha, co jest rzadkością, ściągnęła zakrywające mój tors prześcieradło i bez żadnego pardonu wzięła się pieczołowicie za masowanie moich nagich piersi.

  • Zajebiscie, – pomyślałam – do pełnego kompletu brakowało mi już tylko masażystki lesbijki🙂

Tylko dlatego, że już leżałam nie zemdlałam z wrażenia, bo gdzieś tam przeczytałam, że nie należy masować piersi bez wcześniejszej konsultacji z klientką i to nie ze względów etycznych, ale strikte zdrowotnych. Okazuje się, że kobiety które mają cysty na piersiach nie powinny korzystać z masażu tej części ciała. Tym niemniej moja masażystka tak mnie zaskoczyła tą bezpardonową akcją, że leżałam na łóżku pełna konsternacji z trudem tłumiąc nerwowy chichot. Przynajmniej jedno jest pewne – jeżeli masaż piersi w wykonaniu kobiety nie budzi we mnie podniecenia znaczy się, że nie mam zadatków na lesbijkę🙂.  W sumie gdybym miała wcale by mnie to nie zmartwiło, ale wolałabym się przekonać o tym w innych okolicznościach🙂

Kolejna przygoda przytrafiła mi się podczas pobytu w Atlantic City w czasie Thanksgiving. Monica, córka mojej szwagierki przebywała w tym czasie w Nowym Jorku na trzymiesięcznej praktyce w MTV podczas gdy ja tkwiłam w samym środku mało przyjemnego rozwodu, więc zdecydowałyśmy, że wspólnie z Karoliną wybierzemy się na trzy dni do SPA w Borgacie. Cudownym zbiegiem okoliczności dostałyśmy apartament z widokiem na ocean, zjadłyśmy kolacje dziękczynną natomiast wieczorem oglądałyśmy filmy w telewizji. Następnego dnia wszystkie trzy wybrałyśmy się do SPA. Pierwsza rozczarowała się Karolina, kiedy okazało się, że musi mieć 17 lat żeby przebywać na terenie SPA. Bumer! W związku z tym musiałam zrezygnować z pakietu i pozostałam tylko przy masażu, żeby dotrzymać towarzystwa Karo. Po wejściu z Monica do przebieralni nasz wzrok utkwił na, mocno przywiędłej kobiecie, która bez cienia zażenowania, siedziała nieskrępowana w pozycji Lotosu, świecąc w naszym kierunku tą częścią ciała, która przeznaczona jest do oglądania tylko dla mężczyzn. Mocno zniesmaczone odwróciłyśmy się na pięcie i poszłyśmy w drugi kąt szatni zastanawiając się głośno nad logiką prawa amerykańskiego – 16-latka może urodzić dziecko, ale nie może wejść do SPA aż do 17ego roku życia? Może dlatego, że siedzące okrakiem stare babsko pozbawione wstydu i wyobraźni spowodowałoby zgorszenie i traume na 16-latce🙂 .

Tak czy inaczej, w pierwszej kolejności udałyśmy się do jacuzzi i do sauny a w przerwach wylegiwałyśmy się na leżaczkach popijając soczki. W końcu zawołano nas na nasze zabiegi. Jako, że nadal wierna byłam przekonaniu, że nie ma znaczenia czy masuje mnie kobieta czy mężczyzna, przydzielono mi faceta postury Rumcajsa, który głowę daje, że na co dzień jeździł Harleyem. Jak bardzo byłam bliska prawdy przekonałam się zaraz po tym jak zaczął mnie masować. Nie dość, że dłonie miał rozmiarów Waligory to jeszcze tak chropowate, że nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że praca w SPA jest dorywczym zajęciem podczas gdy głownie pracuje jako mechanik samochodowy w lokalnym warsztacie.  Zaraz na samym początku upewnił się, że życzyłam sobie jak zwykle „deep tissue massage” i kiedy potwierdziłam zaczęła się Rokowa Jazda bez Trzymanki. Rumcajs/Waligora zaczął tarmosić moje biedne ciało do tego stopnia, że prawie unosiłam się w powietrzu. W pewnym momencie zaczęłam się obawiać czy przypadkiem łóżko na którym leżę nie złoży się pod wpływem wibracji i w rezultacie wyląduję w szpitalu – goła i bezzębna z guzem na czole przypominającym róg Unicorna. Kiedy modliłam się gorliwie o szybkie i szczęśliwe zakończenie masażu, Rumcajs/Waligora, który co jakiś czas pytał się, czy masaż jest wystarczająco mocny, najprawdopodobniej nieusatysfakcjonowany moimi odpowiedziami wskoczył mi na plecy. Przez głowę przebiegła mi myśl z prędkością światła, że do pełnego zestawu pomylonych masażystów brakuje mi już tylko mechanika samochodowego/gwałciciela. W efekcie łóżko wpadło w rezonans, uginając się pod ciężarem moim i podskakującego na moich zmaltretowanych plecach masażysty i jedyne o co się w tym momencie modliłam to to, że może sadysta na moich plecach skoncentruje się tylko na „mocnej stronie masażu” z pominięciem elementu „głębokiego masażu.” Na szczęście wyszłam z tego doświadczenia bez obrażeń psychicznych, z kilkoma bruzdami na ciele i na szczęście bez niechcianej ciąży🙂 Tym niemniej nie powinno nikogo dziwić, że było to ostatni raz, kiedy frywolnie zdecydowałam się na masaż w wykonaniu mężczyzny🙂

Tak na prawdę, jedyne miejsce do którego zawsze wracam z prawdziwą przyjemnością i uwielbiam wszystkie oferowane zabiegi łącznie z biczami wodnymi, kąpielą w mleku i masażem to Czekoladowe SPA w Hershey Town. Najbardziej lubię jednak lounge  gdzie można wypocząć pomiędzy zabiegami, wypić herbatkę albo gorącą czekoladę i objadać się w nieskończoność czekoladowymi mafinkami – co oczywiście źle działa na tkankę tłuszczową, ale ma fantastyczny wpływ na stan duchowy🙂 Ale przecież nie będę jeździła raz w miesiącu trzy godziny w jedna stronę do Hershey Town po to tylko żeby mnie ktoś poklepał po pupie. A zatem nie pozostaje mi nic innego jak cierpliwie czekać, aż w końcu zaplanuję mój wyjazd do Polski i zatrzymam się na tydzień w instytucie odnowy biologicznej W Twojej Mocy. Doprowadzając do szaleństwa wszystkich pracowników  :) Już się nie mogę doczekać.

Alicja

https://www.facebook.com/pages/W-Twojej-MOCY/350863685021307

3 responses to “Psychologia masażu

  1. Agnieszka Bolimowska

    hahaha, znowumnie ubawiłaś! piękne historie pięknej kobiety🙂

  2. Hey Agnieszka,
    Ciesze sie, ze podobaja ci sie moje opowiadania z humorem🙂 Tak na prawde to nadal zastanawiam sie czy takie komiczne sytacje przytrafiaja sie tylko mnie, czy tez wszytkim, z tym, ze ja oceniam moje przygody jako dostarczajacy godziwej rozrywki komizm sytuacyjny:)
    Alicja

  3. hihihhii ale się ubawiłem a biorąc pod uwagę że mam w domu fizjoterapeutkę to wyrazy głębokiego współczucia :))) tak to właśnie jest jak ludziską ukończą „kursy masażu” a nie wieloletnie szkoły ukierunkowane tematycznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s