O fanaberyjnej naturze autorki, czyli przepis na grochówkę i tort orzechowy.

IMG_1115

Nie no … oczywiście, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że grochówka i tort orzechowy pasują do siebie jak pieść do oka, ale w końcu jestem kobietą i mam prawo do ekstrawagancji. Raz w miesiącu kobieta ma zachciewajki, uzasadnione fizjologicznymi uwarunkowaniami i należy się pogodzić z faktem, że może zachowywać się w tym czasie w sposób niezrównoważony. I tak należy się cieszyć, że huśtawka nastrojów i towarzyszące temu fanaberie przytrafiają się nam tylko raz w miesiącu🙂

W moim przypadku, pierwszym symptomem szaleństwa była decyzja, którą podjęłam w poniedziałek, że nie będę się czesać aż do soboty. Oczywiście, żeby nie było niedomowień, czyściutka byłam codziennie jak bobasek wyjęty świeżo z kąpieli, pachniałam niczym ogród różany, ale czesać się nie zamierzałam🙂. W końcowym efekcie, po upływie pięciu dni kołtun na głowie miałam imponujących rozmiarów co nie przeszkodziło pewnemu małolatowi w podrywaniu mnie podczas porannej kawy w sobotni poranek w Starbucksie na Greenpoincie. Znowu przeleciało mi przez myśl pytanie retoryczne: „Co jest nie tak z tymi facetami?” Za każdym razem kiedy wyglądam jak nieboskie stworzenie i czuję się nad wyraz podle (w tym przypadku tylko fizycznie, bo psychicznie byłam w siódmym niebie) przyciągam do siebie niczym pole magnetyczne chmary bzykających w powietrzu małolatów – przynajmniej 15 lat młodszych ode mnie. Zaczyna mnie to zjawisko coraz bardziej intrygować bo to, że miedzy nami była widoczna różnica wieku zauważyłaby nawet ślepa kometa, a zatem w czym tkwi tajemnica??? Czyżby wszystkie dwudziestolatki okazały się piramidalnymi idiotkami, albo zaraz po zaopatrzeniu się w sztuczny biust wyruszyły na poszukiwanie Mr. Rich w wieku około 50-tki zmuszając młodzieńców około 30-tki do skoncentrowania się na „outsourcing”? Oczywiście z drugiej strony, właściwie nie ma co narzekać bo zawsze uważałam, że tak długo jak mężczyźni zwracają na mnie uwagę oznacza, że nadal wszystko mam na swoim miejscu i powinnam się cieszyć. Martwic zacznę się dopiero wtedy kiedy przestana się mną interesować🙂 .  Natomiast stwierdzenie małolata:

  • Nigdy nie widziałem Cię tu wcześniej, bo inaczej bym cię zauważył – albo
  • Emanujesz niesamowitą energią –sugerują, że powinnam zaniechać hodowania kołtunów, przestać się wyróżniać z tłumu i najlepiej skończyć z emanowaniem pozytywną energią – może teraz dla odmiany zacznę produkować negatywną. Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale jak znam siebie, na pewno coś wymyślę🙂

Tak więc kolejną oznaką mojego szaleństwa po zrobieniu zakupów na Greenpoincie było zamkniecie się na trzy dni w mojej pustelni i skoncentrowanie się na gotowaniu grochówki, pieczeniu tortu orzechowego i pisaniu kolejnego bloga podsumowującego książki „O Kobiecie” i „O Mężczyźnie” Profesora Lwa-Starowicza, czyli jednym słowem – coś dla duszy i coś dla ciała. Na zewnątrz hulał lodowaty wiatr, w oddali majaczyła sylwetka Manhattanu a ja realizowałam się w sferze kulinarnej.

Grochówka chodziła za mną już od dwóch miesięcy i pewnie gdyby nie zatrucie cholernymi grzybkami, które radykalnie odebrało mi ochotę do jedzenia, pewnie ugotowałabym ją już trzy tygodnie wcześniej. Na szczęście, co się odwlecze to nie uciecze i wreszcie nadszedł czas na zrealizowanie projektu.

O przepis na grochówkę poprosiłam mojego byłego szefa, KWK🙂 , który podobnie jak ja kocha jeść i na dodatek nie byle jak, nie byle co, i nie byle gdzie, a oprócz tego sam uwielbia gotować, co uważam za jedną z największych zalet u mężczyzn. Że też mnie się taki facet nigdy nie przytrafił …🙂 Tak czy inaczej nie będę się rozpisywać, ponieważ przepis pochodzi z linku umieszczonego poniżej i jest dokładnie taki jaki sobie zażyczyłam, czyli prosta typowa polska grochóweczka bez udziwnień. Zaznaczam tylko, że ja dodałam do niej na koniec pokrojone w kostkę ziemniaki, bo tak się zawsze jadło u mnie w domu. Był to mój debiut, grochówka wyszła, że palce lizać, łycha stoi, więc znaczy się – Cymes!

http://zpierwszegotloczenia.pl/przepis/grochowka-przecierana

Grochowka

Co do tortu orzechowego, o który dopominają się moje przyjaciółki na FB, to muszę zaznaczyć, że obsesja gotowania a szczególnie pieczenia ciast w mojej rodzinie jest po części cechą genetyczną, a op części objawem zdrowej konkurencji. Zaczęło się od mojej Babci, czyli Mamy mojego Taty, która zawsze miała w szafce dżemik albo konfiturki z wiśni i biszkopciki – tak na wsjakij słuciaj – a na większe imprezy zawsze piekła torty. Najbardziej lubiłam w jej wykonaniu tort z bitej śmietany z orzechami i z rodzynkami z galaretka z owocami na wierzchu. Przepis podam przy innej okazji. Potem obsesja pieczenia ciast udzieliła się jej córce, czyli mojej Matce Chrzestnej oraz mojej Mamie, która z obciążeniem genetycznym w tej rodzinie nie miała nic wspólnego, więc można uznać jej nowo narodzoną pasję za zaraźliwą obsesję. W moim przypadku odbiło się to znowu genetycznym obciążeniem, bo w końcu spowinowacona byłam kodem genetycznym ze wszystkimi trzema babami🙂 Która z nich wpadła na pomysł tortu orzechowego nie mam bladego pojęcia, fakt pozostaje, że tort stał się znakiem firmowym w mojej rodzinie i znika ze stołu w mgnieniu oka przy czym największą konkurencję stanowią dla siebie moja córka Karolina i mój brat Marcin. Przy czym przepustowość Marcinka nikogo nie dziwi – mając tylko cztery zęby i mniej niż roczek przegryzł łóżeczko, które jeszcze w tamtych czasach robione było nie ze sklejki, ale z solidnego drzewa – powód? – wszyscy siedzieli w kuchni i coś żuli, a on biedaczek siedział „za kratkami” o suchym pysku🙂.

A zatem tort orzechowy może nie wygląda tak imponująco na zdjęciu, głownie ze względu na brak kontrastowości kolorów – masa orzechowa jest niestety w podobnym odcieniu co biszkopt, ale zapewniam, że smak jest niebiański. I jedną rzecz proszę zapamiętać: proszę go solidnie nasączyć! Nie żałować wódki!!! Od tego w dużej mierze zależy smak i jakość tortu orzechowego. Ale oczywiście bez przesady, nie powinien też przypominać ciastka pączowego.

Tort Orzechowy według przepisu Alicji 

Składniki na Biszkopt:

  • 5 jajek
  • Szklanka cukru
  • Szklanka maki
  • 1 łyżeczka do herbaty proszku do pieczenia

Masa orzechowa:

  • 5 żółtek
  • 1 szklanka cukru
  • 1 kostka masła w temperaturze pokojowej
  • 40 dkg zmielonych orzechów włoskich
  • 1 szklanka mleka

Zaczynamy od orzechów. Otóż jeżeli nie możecie znaleźć zmielonych, proszę włożyć połówki orzechów włoskich do młynka do kawy albo miniaturowego „robota” w USA nazywa się to Food Processor – kilka sekund i orzechy zmielone. Następnie proszę przełożyć je do średniej wielkości naczynia, zagotować szklankę mleka po czym zalać wrzątkiem orzechy – inaczej mówiąc sparzyć je. Porządnie wymieszać powstałą masę, która zacznie gęstnieć i odstawić ją do lodówki.

Biszkopt przygotowujemy jak zawsze zaczynając od oddzielenia żółtek od białek i ubicia białek na sztywną pianę. Następnie powoli dodajemy cukier, żółtka a na koniec mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia i delikatnie mieszamy dużą łyżką żeby zachować puszystą strukturę piany. Przekładamy do wysmarowanej masłem i obsypanej mąką tortownicy i wkładamy do nagrzanego wcześniej piekarnika o temp. 350 Farenheita /180 C na 40 min. Po upieczeniu wyjmujemy gorącą formę z pieca, układamy na blacie srebrną folię i odwracamy tortownicę do góry nogami podkładając z jednej strony pod krawędź formy nóż albo deseczkę aby zostawić dopływ powietrza do ciasta. W ten sposób ciasto samo wyjdzie z formy🙂

Uwaga dla Pań w Polsce – Temperatura oraz piekarnik są typowe dla kuchni amerykańskiej gdzie kuchenki nie mają termo-obiegu i ciągle się wyłączają i włączają, więc proszę za pierwszym razem sprawdzić po 30 min czy ciasto nie jest już zarumienione i gotowe.

W następnej kolejności należy przygotować dwa rożnej wielkości garnki, w większy nalejcie wody, mniejszy włóżcie do większego tak aby się unosił na powierzchni wody, nastawcie gaz na mały ogień, wbijcie do środka 5 żółtek i dodajcie szklankę cukru. Za pomocą ręcznego miksera proszę ubić jajka na tak zwany kogel-mogel. Kiedy ilość masy zwiększy się dwukrotnie wyjmijcie garnek z wody i odstawcie go na blat. Teraz należy przygotować dosyć dużej wielkości miseczkę po będziecie musiały zmieszać w niej masło, masę orzechowa z lodówki oraz ubity kogel-mogiel. Moja Mama używa w tym celu Tatę, który cierpliwie miesza masę orzechową dokładając co chwila po łyżce każdego składnika. Ja niestety cierpliwości po rodzicach nie odziedziczyłam, więc wrzucam wszystkie trzy składniki na raz mieszając je aż rozpuści się masło i stworzy jednolitą masę. Smakuje dokładnie tak samo. Do mieszania składników również używam ręcznego miksera. Kiedy krem orzechowy jest już porządnie wymieszany, należy go włożyć do lodówki na godzinę, aż ostygnie.

Po upływie godziny, biszkopt jest już chłodny, masa orzechowa gotowa do smarowania tortu, wiec czas go pokroić. W tym celu, zależnie od tego jak duży wyrośnie biszkopt, co w dużej mierze zależy od wielkości jajek🙂 dzielimy go na pól albo jeżeli się da na trzy równe blaty. Na specjalnie w tym celu przygotowanym talerzu do tortu, układamy dolny blat, nasączamy go wcześniej przygotowaną mieszanką wódki z sokiem pomarańczowym, albo ananasowym – tylko nie porzeczka! Zaczynamy nasączanie od brzegów blatu i potem zraszamy środek. Następnie smarujemy blat masą orzechowa, nakładamy kolejny blat i powtarzamy ten proceder przy każdym kolejnym blacie. Na koniec smarujemy boki tortu zostawiając odrobinę masy na udekorowanie wierzchu tortu. Jeżeli źle wymierzyłyście albo nie zostało wam nic bo za dużo oblizywałyście🙂 wierzch tortu i boki można ozdobić orzechami tak jak to widać na załączonym obrazku – ja wylizywałam🙂

Tortu nie należy jeść tego samego dnia – no chyba, że nie wytrzymacie🙂 . W zasadzie wszystkie smaki musza się przegryźć. Zawsze jest tysiąc razy lepszy następnego dnia, albo przynajmniej wieczorem jeżeli przygotowałyście go rano.

Życzę wszystkim Smacznego,

Alicja

Tort orzechowy

4 responses to “O fanaberyjnej naturze autorki, czyli przepis na grochówkę i tort orzechowy.

  1. Elżbieta Jaworska

    oj „wprowadziłoby się”…
    dzięki za przepisy, Alice

  2. Elżbieta Jaworska

    o, ten ukrojony kawałeczek dla mua😉

    • Nie ma sprawy Ela, zapomnialam dodać w przepisie, ze jest to jeden z niewielu torów który jest idealny do zamrazania – co tez uczynilam bo zachciewajki miałam tylko domowników brak😉 Karolina oblizala zdjęcie i tort wylądował w całości – oczywiście pokrojona na kawałki w zamrazarce – bedzie dobry na kolejne szaleństwo ;)))))
      Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s