Mordercze Grzybki

Mushroom

No to dałam plamę na całej długości. W sobotę miałam iść do muzeum z moją serdeczną przyjaciółką Marią, a przez resztę weekendu planowałam siedzieć grzecznie w domu i pisać recenzje kolejnej książki Profesora Lwa-Starowicza „O Kobietach.” Niestety jakoś mi nie wyszło i jedyne co się sprawdziło to siedzenie w domu – na dodatek  w pozycji horyzontalnej w głębokim letargu spowodowanym grzybkami. Nie, nie halucynogennymi – po tych pewnie chociaż przez moment byłoby fajnie, a może nawet odlotowo … no cóż … niestety nie było.

Grzyby we wszystkich możliwych formach są moją słabością o czym zresztą wspominałam we wstępie do rozdziału Foodies. Uwielbiam kurki w occie, maślaki w śmietanie, suszone borowiki w bigosie i zupie grzybowej, że nie wspomnę już wcześnie podanego przepisu na czarną polewkę, czyli pieczarki nadziewane ślimakami w sosie śmietanowym.  Najbardziej kocham jednak kanie smażone na maśle, rydze z patelni i placki ziemniaczane z kurkami w śmietanie, którymi zajadam się w Restauracji Stajnia na Ursynowie, http://www.restauracjastajnia.pl    a którą odwiedzam religijnie i do znudzenia podczas każdego mojego pobytu w Polsce. Zawsze umawiam się tam na pogaduszki z moją matką chrzestną, po której prawdopodobnie odziedziczyłam zamiłowanie do dobrej kuchni, ale mimo iż z uporem maniaka ciągnę ja do tej samej restauracji, bo nigdzie indziej na świecie nie ma tak dobrej kuchni staropolskiej jak w Polsce, to jednak nie przypominam sobie żebym się kiedyś aż tak zatruła.

Do restauracji Fig & Olives na Piątej Alei ganiam może nie aż tak często, ale zdecydowanie częściej niż gdzie indziej ze względu na miłą atmosferę, wyśmienity wybór win (oczywiście mam na myśli Malbec i Rioja) i bardzo ciekawe menu.  Dominuje w nim  klimat kuchni śródziemnomorskiej z udziwnieniami, dużo fig, prosiutto, sera gorgonzola, ciekawych sałatek, tartinek i wyśmienitych dan głównych włączając pierś z kaczki i scalops. Tak więc tym razem kiedy znajomy zapytał mnie o sugestie jeśli chodzi o venue na piątkową kolację bez namysłu zasugerowałam niedawno otwarta restauracje Fig & Olives w nowej lokalizacji, w samym sercu Meatpacking district. Towarzystwo było wyśmienite, Malbec nigdy nie jest w stanie mnie rozczarować, prosiutto z figami i serkiem gorgonzola na cieście francuskim orgazmiczne, ale niestety pomysł z zupą grzybowa na główne danie był totalną pomyłką. Już na samym początku zastanawiałam się dlaczego do diaska zupa krem, która z założenia niezależnie od tego co stanowi jej zawartość: grzyby, groszek, marchewka, czy też dynia, zaprawiona jest zawsze śmietaną. Ku mojemu zdziwieniu, zupa nie tylko była chłodna, ale również zalana nad wyraz dużą ilością oleju. Może gdyby rozsadek wziął górę nad czystą babską ciekawością i zamiłowaniem do udziwnień kulinarnych nie musiałabym konać w cierpieniach przez następne dwa dni. Niestety zamiast odesłać danie z powrotem do kuchni zajęłam się pałaszowaniem zupy, zastanawiając się co autor miał na myśli. Zajęło mi dokładnie cztery godziny żeby się przekonać o przesłance i konsekwencjach jego „Artyzmu.”

Szczegółów nie będę zdradzać, w każdym bądź razie na pewno długo mi zajmie zanim moja noga ponownie postanie w Restauracji Fig & Olives bez budzenia we mnie obrzydzenia. Stwierdziłam jednak, że nie popuszczę i mimo iż zazwyczaj nie pałam uczuciem zemsty to jednak tym razem stwierdziłam, że nie podaruję i napisałam negatywna recenzje, która umieściłam na trzech różnych stronach internetowych dla Foodies. Uważam bowiem, i powtarzam to po raz kolejny, jedzenie też jest formą artystycznego wyrazu i nie należy ganić artysty za jego wizję z którą możemy się nie zgadzać. Tym niemniej, jeżeli „owa wizja” grozi utratą zdrowia, sztuka kulinarna, a w szczególności pomysł artysty przestaje być formą artyzmu, ale przekształca się w nieuzasadnioną formę okrucieństwa … autorstwa chorego maniaka.

W związku z tym, że od dwóch dni nie jadłam i niestety długo jeszcze nie będę, głównie po to żeby nie drażnić złego, postanowiłam, że zaproponuję mój własny przepis na fikuśne główne danie. Również brzmi bardzo egzotycznie, ale dla czytelników z Polski, proszę się nie obawiać, wszystkie dodatki są dostępne na rynku. Finezyjnie, ale bez szaleństw🙂 Za to z całą pewnością zdrowo i smacznie.

Pomarańczowa Fantazja z Łososiem

  • 1 płat świeżego łososia
  • 4 cząstki czosnku
  • 1 łyżka stołowa masła
  • odrobina koperku
  • 1 dojrzale mango
  • 2 duże dojrzale pomidory
  • ½ czerwonej cebuli
  • 2 łyżki stołowe cilantro
  • 1 zielona lemonka
  • sól i pieprz do smaku
  • 2 słodkie ziemniaki

W przepisie celowo podałam cały płat łososia, ale oczywiście wielkość płatu zależy od  ilości biesiadników🙂  Na zdjęciu pokazałam tylko dwa kawałki, ponieważ przepis jest równie dobry na jedna osobę jak i na piec lub dziesięć. Trzeba tylko odpowiednio dodać składniki. A zatem, łososia należy obmyć, nasolić, wytrzeć do sucha położyć na srebrnej folii, nałożyć na wierzch pokrojony na kawałki czosnek i masło a na wierzchu posypać koperkiem. Następnie proszę zawinąć  łososia w folie i wstawić do lodówki. Zazwyczaj robię to poprzedniego dnia ale przyprawienie ryby rano, kiedy przygotowujecie danie po południu tez wystarczy. Pieczemy przez 40 min nie odkrywając sreberka ( w USA na „broil” w Polsce pewnie na 300C).

Losos

Ziemniaki – ja użyłam słodkich ziemniaków, są dostępne w USA – nie jestem pewna czy są w Polsce ale nic nie szkodzi bo jadłam już to samo danie w towarzystwie naszych zwykłych ziemniaków. Idea w obu przypadkach jest taka sama – gotujemy około pól godziny aż zmiękną, po czym odlewamy wodę, dodajemy masła i ugniatamy na puree.

Salse należy przygotowywać w trakcie kiedy gotują się ziemniaki a łosoś piecze się w piecu. Powinna być świeża, wtedy jest najsmaczniejsza. Pomidory, mango i cebule należy pociąć na drobne kawałki, dodać poszatkowane cilantro, sól i pieprz do smaku, wszystko zalać sokiem z połowy lemonki i dobrze wymieszać. Odstawić na bok aby się przegryzły smaki.

Po wyjęciu łososia z pieca, nakładamy go na talerz (ja lubię używać płatów z grubą skórą od spodu dlatego, że po upieczeniu, skóra przylepia się do srebrnej folii a ja zdejmuje ja nożem do nakładania ryb ściągając ją pięknie ze skóry łososia na talerz). Obok nakładam puree z ziemniaków, a na wierzch łososia kładę salsę z mango.  Lampka Pinot Grigio byłaby idealnym towarzystwem.

Łosoś z slasą z mango

Życzę smacznego,

Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s