Mężczyźni pod lupą, czyli co nas drażni w zachowaniu partnerów

 Faceci pod lupą

Często zdarza się nam wchodząc na pokład samolotu dostrzec przez otwarte drzwi do cockpitu, pilotow siedzących z otwartymi na kolanach książkami, zajętych rozmową na temat stanu technicznego samolotu. Na szczęście żaden z nich nie przechodzi w tym momencie szybkiego kursu latania, ale porównuje obecny stan techniczny maszyny z informacją zawartą w tzw. „Manual” który sciśle definiuje każdą usterkę decydując czy samolot nadaje sie do użytku, czy też nie. Na przykład samolot może odlecieć bez działającej toalety lub ekspresu do kawy (mimo, iż opinia pasażerow na ten temat może być zupełnie odmienna J) podczas gdy defekt taki jak nie działający radar kwalifikuje go jako „NO GO ITEM.”                                                                                

Mniej więcej na podobnej zasadzie działają kobiety. Każda z nas podświadomie stworzyła sobie taką listę „NO GO ITEMS” której używa w stosunku do nowych partnerów i na bazie klasyfikacji „usterek” decyduje o wyborze właściwego kandydata. Niestety, nie wszystkie kobiety stosują się do własnych zasad bądź to zaślepione miłością, bądź też wypełnione głupią nadzieją, że ukochany mężczyzna przejrzy na oczy i zrozumie jej potrzeby. Oczywiście nikt nie jest idealny i wszyscy mamy jakieś wady i na własnym przykładzie wiem, że tolerancja przychodzi z wiekiem a związek dwojga ludzi polega głównie na docieraniu się, czyli … zaakceptowaniu wad partnera. Skala akceptacji też jest zróżnicowana i to co jedną kobietę może doprowadzić do furii, dla innej może nie stanowić żadnego problemu. Ja na przykład nigdy nie będę miała aspiracji Perfekcyjnej Pani Domu i nie wyniesione śmieci, podniesiona klapa w toalecie lub pusty karton po mleku czy też słoik po majonezie w lodówce nie wzruszają mnie a szczoteczka do zębów w łazience patrząca z uwielbieniem w stronę okna podczas gdy według mojego partnera powinna być skierowana w stronę na prysznic nie budzi we mnie morderczych instynktów. Pamiętam jak mój ostatni partner wszedł do mojej łazienki, spojrzał na papier toaletowy po czym zdjął go z uchwytu i obrócił na drugą stronę informując mnie, że papier powinno się rozwijać z góry a nie od dołu. Tak mnie tym strasznie rozbawił, że śmiałam się z niego przez resztę dnia. Efekt tego jest taki, że mimo, iż nie jesteśmy już razem, przypominam sobie o nim za każdym razem kiedy rozwijam papier toaletowy, czyli w miarę często … głowę dam, że gdyby wiedział, byłby zachwycony w jaki sposób udało mu się wyryć w mojej pamięci do końca życia J.                                                          Niestety problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy wchodząc w związek, wydaje nam się, że uda nam sie zmienić partnera lub też przyzwyczaić do jego wad. Kochane czytelniczki – proszę się pozbyć złudzeń! Mężczyźni są niereformowalni! Nie dość, że go nie zmienicie to jeszcze w miarę upływu czasu jego wady urosną do rozmiarów zjawiska, którego nie będziecie w stanie nie tylko zaakceptować, ale które będzie was drażniło coraz bardziej w miarę upływu lat. Dlatego też uważam, że z miejsca należy „uciąć łeb hydrze” a eliminacji na bazie klasyfikacji „usterek” należy dokonywać na początku związku, a w nie w trakcie … w końcu na miłość Boską: „wiedziały gały co brały.” Jak zwykle zobrazuję to na przykładzie.

Pamiętam, że pewnego pięknego poranka wkroczyłam na salę maklerską w Goldman Sachs i zanim zdążyłam jeszcze dotrzeć do mojego biurka jedna z asystentek zaczepiła mnie po drodze pytając z żywym zaciekawieniem jak udała się moja randka poprzedniego wieczoru.                                                                                                          

  • Zerwałam z nim – odpowiedziałam ze stoickim spokojem                   
  • Jak to, zerwałaś? – zapytała zszokowana AnneMarie – przecież wczoraj wszystko było jeszcze OK!  
  • Owszem było OK dopóki nie dodał lodu do czerwonego wina – odpowiedziałam                                                                                            
  • Zerwałaś z facetem bo dodał lodu do czerwonego wina? – wykrzyknęła mocno zszokowana AnneMarie zwracając na siebie uwagę całego piętra                                                                                        
  • Tak – odpowiedziałam – dla mnie jest to „NO GO ITEM”              

Efekt tego był taki, że mniej więcej jeszcze przed lunchem wszyscy maklerzy na piętrze znali już moją historię bo AnneMarie powtarzała ją każdemu kto tylko chciał jej wysłuchać. W sumie powinnam być jej wdzięczna ponieważ dzięki temu wszyscy ci z którymi współpracowałam poznali mój dobry smak i na urodziny i święta Bożego Narodzenia dostawałam w prezentach najlepszej jakości wino, włączając moją ulubioną 18-letnią Rioje z Chile, która była na prawdę wyśmienita.                                                                                               

Prawnik z którym umówiłam się poprzedniego wieczoru na kolację był rzeczywiście przemiłym człowiekiem, ale jak to mówią, zdecydowanie nie dla mnie. Niestety od samego początku nie wzbudził we mnie zachwytu głównie z powodu braku silnego charakteru, więc zdecydowanie nie był w moim typie, a na dodatek w wieku lat 47 nadal słuchał się mamusi co samo w sobie stanowiło, że bez szczególnego wysiłku uplasował się na samym szczycie mojej listy „NO GO ITEMS.” Tym niemniej zdecydowałam, że nie będę wredną Harpią i dam mu szansę. No i bardzo szybko tego pożałowałam. Kiedy usiedliśmy przy stoliku w restauracji, kelnerka przyniosła nam wodę z lodem po czym mój partner zamówił wino nie pytając się mnie nawet o zdanie. Jest to pierwsze Faux Pas jakie mężczyzna może popełnić przy stole ponieważ nie widzę najmniejszego powodu dla którego miałabym się kierować jego gustem. Oczywiście kiedy lepiej się poznamy i stwierdzę, że jest w stanie odróżnić wino od piwa, zdecydowanie mogę mu zaufać, ale do tego etapu droga jest baaaaaaaaaaardzo daleka J. Tak więc kiedy na stole pojawiły się dwa kieliszki z czerwonym winem, mój rozmówca, nie przerywając rozmowy, zanurzył swoją brudną rękę w szklance z wodą (nawet nie chcę myśleć gdzie trzymał tę rękę zanim usiadł przy stoliku) i ku mojemu nieukrywanemu przerażeniu, wyłowił z niej garść kostek lodu i wrzucił je do kieliszka z czerwonym winem. Przyznam się, że gdybym była młodsza o 20 lat pewnie gnana dziką furią szurnęłabym stolikiem i opuściłabym restaurację bez ujawniania powodów. Na szczęście dla mojego rozmówcy, w miarę upływu lat charakter zdecydowanie mi złagodniał a poza tym tak byłam zszokowana jego zachowaniem, że w jednej sekundzie odjęło mi wszelkie zdolności ruchowe. Siedziałam więc sparaliżowana przysłuchując się jego monologowi na temat jego własnej winiarni, którą zaprojektował w swoim nowym domu na około 500 butelek, którą wypełnił po brzegi kupując na internecie nieznane sobie marki win i kierując się głównie ceną, która nie przekraczała 15 dolarów za butelkę! Spocona jak mysz, przysłuchiwałam się tym bredniom z rosnącym przerażeniem i kiedy na stół wjechało jedzenie miałam nieśmiałą nadzieję, że Bóg sie wreszcie nade mną ulitował i oszczędzi mi kolejnych wrażeń. Niestety się pomyliłam. Zaraz po zakończonej kolacji, mój rozmówca zaczął głośno cmokać próbując wyłuskać kawałki mięska, które utkwiły mu pomiędzy zębami po czym nagle zaprzestał efektów dźwiękowych, wyciągnął z kieszeni wykałaczkę i o zgrozo zaczął nią grzebać w szczęce rozdziawiając ją jak hipopotam, uważając to zajęcie prawdopodobnie za rzecz całkowicie naturalną. Tego było już za wiele. Wielokrotnie powtarzałam na moim blogu jak ogromną wagę przywiązuję do sztuki kulinarnej i zachowanie przy stole jest nieodłączną częścią tego pełnego uniesień doświadczenia, które w jednym momencie stało się „drogą przez mękę”. Zachowanie mojego rozmówcy doprowadziło mnie do dzikiej furii i czułam się jak Smok Wawelski, któremu białka zaszły krwią a para z gotującej się w żyłach krwi wylatywała mi uszami. 

Przyznaję, że gdzieś tam przeczytałam, że nadworny lekarz Cesarza Claudiusza stwierdził, że bekanie przy stole i puszczanie bąków w towarzystwie jest naturalnym i jak najbardziej zdrowym odruchem, ale na szczęście epokę barbarzyństwa mamy już za sobą i w obecnych czasach obowiązują pewne zasady Savoir Vivre, których należy przestrzegać … szczególnie przy stole. Natomiast jeżeli denerwuje nas, że nasz partner źle traktuje kelnerkę w restauracji, pierwszy zamawia cocktail przy barze albo ogląda się za każdą kobietą na ulicy, co osobiście doprowadza mnie do białej gorączki, lub pcha się nieumyty do łóżka należy najzwyczajniej w świecie dać sobie spokój. Uważam, że zawsze należy słuchać się głosu instynktu i nigdy nie należy się do niczego zmuszać. Szczególnie, że nie jest to jedyny ocalały w wyniku kataklizmu samiec na ziemi J A w moim przypadku widocznie instynkt wiedział lepiej J                    

Zdaję sobie sprawę, że niektórzy czytelnicy mogą uznać moje poglądy za zbyt radykalne, ale i tak nadal uważam, że w związkach nie należy bawić się w konformizm. Jeżeli jeszcze przed wypowiedzeniem sakramentalnego “TAK” widzimy w partnerze cechy, które w naszych oczach są wadami których nigdy w życiu nie będziemy w stanie zaakceptować, nie ma najmniejszego powodu żeby dusić się w związku z góry skazanym na konflikty. Poza tym, mężczyźni mają dokładnie takie same oczekiwania względem partnerek, więc uważam, że tak czy inaczej, wszyscy gramy Fair and Square.  

Alicja  

4 responses to “Mężczyźni pod lupą, czyli co nas drażni w zachowaniu partnerów

  1. no go item?????
    co zdolna jest zrobic pseudo-lady-dama z kbańką w nosie,jesli grozi jej deportacja i nie ma pieniedzy na jedzenie….?wyznac milosc i ozenic sie…a potem kilka lat niepracowac skubnac troche kasy,w miedzyzasie nawet wbrew godnosci dac du…wiele razy i wszystko dla szmalu i papierow..zeby teraz pisac och ach E=mc nie kwadrat ale szscian…..ale kiszka ale szmelc…lepszej obludy nawet debilny Tusk nie wymysli

  2. Taaaa gość przegiął na maxa … a ta wykałaczka to już chyba nie było normalne. Gdzie on się wychował. I kompletnie mnie nie dziwi fakt że w tym wieku nadal mieszka u mamusi.
    A co do komentarza UNKASa to tak trochę zalatuje mi twoim ex2.

    • Siedze przy biurku i pekam ze smiechu poniewaz absolutnie wszyscy, ktorzy kiedykolwiek mieli doczynienia z ex2 uwazaja dokladnie tak samo. Zreszta to byla moja pierwsza mysl po przeczytaniu tego komentarza, natomiast gdyby byl to ktos obcy, pewnie tak jak sugerowala Tereska, nakrylabym te wypowiedz „puszystym ogonem.” Co powinno tlumaczyc, dlaczego napisalam „Spowiedz.” Zaczyna sie robic coraz bardziej interesujaco🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s