Trędowata

Thank you Note

Przeglądałam rozrzucone w nieładzie dokumenty (niestety nie mam aspiracji Perfekcyjnej Pani Domu) kiedy w ręce wpadła mi piękna kartka w kolorze wiśniowym  przewiązana białą kokardką. Zaciekawiona zajrzałam do środka i przeczytałam tekst:

Dear Alicja:

Thank You for Your Kindness and thoughtfulness. You are a wonderful student. It was nice having you in class this summer and I wish you the best in all you do. Keep the faith and Never give up on your dreams.

Prof. Ron Carter

It’s nice to have a student with such class.

Nie jestem osobą próżną, ale czułam jak moje EGO zamruczało z rozkoszy, a przyjemny dreszcz emocji przeszył moje ciało od stop do głów🙂 . Uśmiechnęłam się do siebie i sięgnęłam pamięcią do czasów, kiedy poznałam wykładowcę ekonomii na Uniwersytecie Nowojorskim. Prof. Carter pochodził z Jamajki, był w średnim wieku i pracował na Wall Street. Nie przypominam sobie w jakich okolicznościach otrzymałam tę kartkę, ale pamiętam, że poznałam go kiedy zapisałam się na oferowaną w semestrze letnim klasę na temat: „Rozwoju ekonomicznego Krajów Trzeciego Świata.” Mimo, iż był niezwykle wymagający, udało mi się wywrzeć na nim pozytywne wrażenie moją prezentacja na temat rozwoju ekonomicznego Sri Lanki. Nie chcę popadać w samouwielbienie, ale podobny efekt wywołałam na profesorze prowadzącym zajęcia ze: „Sztuki Publicznego Przemawiania” który pod koniec semestru powiedział mi, że nie potrzebowałam brać tej klasy, bo w zasadzie mogłabym ja prowadzić. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy.

Wielokrotnie zastanawiałam się nad nurtującym mnie już od dawna pytaniem: po pierwsze: dlaczego w życiu codziennym, mężczyznom, a w szczególności partnerom, tak trudno jest obdarzyć kobietę komplementem, a po drugie: dlaczego w większości przypadków tylko starszy mężczyzna jest w stanie docenić zalety kobiety, i nie mam tu na myśli walorów zewnętrznych, i delektować się jej wiedzą, pasją i inteligencją, doceniając jej urodę, ale nie pozwalając, aby wpłynęła negatywnie na właściwą ocenę jej zalet.

Po raz pierwszy zetknęłam się z tym zjawiskiem jeszcze jako nastolatka, kiedy nagle zorientowałam się, że w momencie kiedy zaczęłam wygrywać z moim ojcem w szachy, ten stracił ochotę do gry. W ten oto sposób szlag trafił naszą tradycyjną, co niedzielną partyjkę szachów. Byłam ogromnie rozżalona, bo wydawało mi się, że w końcu chyba o to chodzi każdemu nauczycielowi … żeby kiedyś „jajo stało się mądrzejsze od kury!”

Druga osoba, która zraniła do żywego moje własne poczucie wartości, był mój drugi mąż, który pewnego razu wściekł się i powiedział, że potrafię „rozwalić” najbardziej interesującą dyskusję polityczną samym faktem pojawienia się w towarzystwie. Nic na to nie poradzę, że nie wyglądam na klabzdrę, że nie kapie mi z nosa, że nie mam zeza poprzecznego i nie parskam śliną kiedy rżę jak stara kobyla. Wręcz przeciwnie, tryskam tym czego jemu brakowało przez całe życie, a co przyciąga do mnie mężczyzn jak pszczoły do miodu, czyli kombinacją „Joy de Vivre”, niezwykłego poczucia humoru i łatwości z jaką nawiązuję kontakty (nie wspominając o walorach wzrokowych🙂 ). Tym niemniej, tak mi pojechał po ambicji, że w następnej kolejności, po dociągnięciu do końca jednej szkoły na kierunku „Business Management” przetransferowałam się do NYU na kierunek związany z polityka, czyli „Stosunki Międzynarodowe.” Był to jeden z najszczęśliwszych okresów mojego życia. Wreszcie mogłam rozwinąć skrzydła, a moje wyrażanie opinii, często kontrowersyjnych, spotykało się z przychylnością profesorów i poczytywane było za zaletę, a nie wadę. Kiedy w końcu ukończyłam NYU, odbyłam praktyki w Konsulacie w NY oraz w Ambasadzie w Waszyngtonie a następnie zatrudniłam się na stałe w Konsulacie Generalnym RP w NY, wydawało mi się, że jestem przygotowana na układ partnerski z moim mężem. Niestety mój przykład dowodzi, że nadzieja jest w istocie rzeczy matka głupich.

W efekcie, z potencjalnej partnerki przekształciłam się we wroga numer jeden a moje zamiłowanie do wyrażania opinii  na tematy polityczne, religijne i społeczne poczytywane było za … pyskowanie i w efekcie zostałam zdegradowana do poziomu bazarowej przykupy o tendencjach awanturnicy. Spójrzmy prawdzie w oczy: nie byłoby współczesnej filozofii, gdyby nie grupa starożytnych rzymskich myślicieli (i nie tylko), którzy spotykali się na tzw. Forum Romanum, aby wymienić opinie na wiele kontrowersyjnych tematów. Na bazie wymiany informacji i często sprzecznych poglądów, tworzyli nowe teorie, które przetrwały do naszych czasów dając początek Starożytnej Filozofii, bez której współczesna filozofia nie mogłaby istnieć. A zatem moje pyskowanie, kłócenie się lub filozofowanie (tej terminologii używali głównie moi rodzice, kiedy odważyłam się mieć odmienne zdanie) jest niczym innym jak konstruktywną formą wymiany poglądów, która buduje dialog i zmusza uczestników rozmowy do myślenia. (We współczesnym świecie, szczególnie w dziedzinie PR, w dziennikarstwie, oraz reklamie zjawisko to istniej pod nazwa „brainstorming” i jest niezwykle efektywne).

W rezultacie, okazało się, że brylowanie wśród polsko-amerykańskiej śmietanki politycznej, kulturalnej i społecznej w Konsulacie wzbudziło zazdrość mojego partnera, podczas gdy moje przyjazne stosunki z ówczesnym Ambasadorem i jego żoną, których był naocznym świadkiem podczas Balu Polonez w St. Regis  było według niego próbą jawnej prowokacji. Natomiast gwoździem do trumny stało się zaproszenie jakie otrzymałam od prezesa CEO Club of NY (a nie on, CEO of the largest Data Conversion Company in NY) abym wygłosiła prelekcje w prestiżowym Harvard Club na Manhattanie dla pozostałych członków klubu na temat naszej wyprawy na  Filipiny i do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i założeniu oddziałów Klubu w Manili i w Dubaju. Z tego ciosu mój małżonek już się nie podniósł, i jeżeli kiedykolwiek rozpatrywał próbę, jeżeli nie morderstwa to przynajmniej rozwodu, to zdecydowanie nastąpiło to w owym momencie🙂 Zamiast zdobycia statusu partnerki stałam się TRENDOWATĄ.

Mężczyźni, szczególnie młodzi, którzy ciągle jeszcze pną się po szczeblach kariery, wrogo traktują sukcesy ich partnerek. Najwyraźniej w świecie, akceptacja jego partnerki przez elitarne kręgi społeczne osłabia jego misternie pielęgnowany obraz lidera.  Mężczyzna w związku partnerskim nie chce stać w cieniu kobiety, bo natura nie stworzyła go po to aby za nią podążać, ale po to żeby ja prowadzić, nawet gdyby się okazało ze skończą w ślepym zaułku🙂. Mężczyzna ma niezwykle silne instynkty przywódcze i jakakolwiek próba podważenia jego autorytetu (a przynajmniej tak mężczyzna postrzega sukces kobiety) jest ciosem w jego męskość i niezachwianą suwerenność. Taki mężczyzna nie jest też skory do obdarzania partnerki komplementami ponieważ sam na nie czeka pielęgnując misternie budowany obraz potrzebowskiego EGOCENTRYKA.

A jak ma się sytuacja z dojrzałymi mężczyznami? Zdecydowanie lepiej i postaram się zobrazować to na przykładzie.

Podczas moich praktyk w Ambasadzie Polskiej w Waszyngtonie, Ambasador zapytał się mnie czy nie miałabym ochoty towarzyszyć Szefowi Korpusu Dyplomatycznego w corocznym Balu Ambasadorów organizowanym przez National Multiple Sclerosis Society. Tak mnie zaskoczył tym pytaniem, że nie miałam siły odmówić, po czy kiedy było już za późno pomyślałam z przerażeniem: – „Jasna cholera! W co ja się wpakowałam.”

Bal Ambasadorów jest jednym z najbardziej prestiżowych wydarzeń w Waszyngtonie gromadzącym same elity i fakt uczestniczenia w tak wyjątkowym Balu jest wyróżnieniem jakiego Kopciuszek jak ja nie mógł się spodziewać nawet w najśmielszych marzeniach. Tak wiec wieczorem w dniu Balu, ubrana w piękną suknie wieczorowa w kolorze ciemnej zieleni, czekałam wraz z kibicującymi mi praktykantami, aż moja kareta w kształcie dyni zaprzężona w dwanaście szarych myszek podjedzie pod obskurny budynek na Tilden i zabierze mnie na szafot. Zaznaczam, że nie planowałam gubić pantofelków o północy🙂 Wilk okazał się nie taki straszny jak go malują i wraz z Panem Piotrem świetnie się bawiliśmy miło rozmawiając przy stole ze zgromadzonymi gośćmi. Nagle, jedna z hostess postawiła przede mną słusznej wielkości pudełko przewiązane śliczną wstążką. Zaskoczona rozejrzałam się po sali i stwierdziłam, że tylko jedna kobieta przy każdym stoliku otrzymywała prezent co by oznaczało, że były przeznaczone tylko dla żon Ambasadorów. Pomyślałam, że tak jawna manifestacja jest w pewnym sensie Faux pas, ale nie zawracałam tym sobie dłużej głowy. Nie pamiętam czy był to Gucci czy też Donna Karan, tym niemniej bez żalu przesunęłam pudełko w stronę Pana Piotra. Następnie Pan Piotr przesunął je w moja stronę i tak mniej więcej przez następnych parę minut kłóciliśmy się zażarcie kto ma przyjąć prezent. W końcu Pan Piotr się poddał – i tak nie miał szans🙂. Zaznaczam, że całą tę szopkę odegraliśmy w języku polskim i prawdopodobnie nawet gdyby się włączył alarm wzywający do ewakuacji Sali Balowej, goście zebrani przy naszym stoliku nie odeszliby od niego dopóki by się nie dowiedzieli o co chodzi. Pożar na szczęście nie wybuchł, alarm się nie włączył, ale siedzący naprzeciwko nas po drugiej stronie okrągłego stołu starszy pan, o niezwykłej charyzmie profesora z Georgetown, wziął sprawy w swoje ręce i zapytał się nas czy moglibyśmy wyjaśnić co się dzieje, bo niby dlaczego odmawiam przyjęcia prezentu? Spojrzałam na niego z uśmiechem i wyjaśniłam wszystkim zgromadzonym, że moje uczestnictwo w Balu to nic innego jak „Wilde Card.” Ambasador Polski wraz z małżonką mieli w tym czasie inne zobowiązania, natomiast żona Szefa Korpusu Dyplomatycznego leżała chora na kręgosłup w domu i dlatego Ambasador poprosił mnie o towarzyszenie Panu Piotrowi w zastępstwie jego żony. Zapewniłam jednak wszystkich, że strasznie chciałabym zatrzymać prezent, ale uważam, że skoro ja wygrałam Bal, to w takim razie żonie Pana Piotra należy się prezent, szczególnie, że jest chora. Pan po drugiej stronie stołu spojrzał na mnie dobrotliwie i wypowiedział słowa, które będę pamiętać do końca życia, a które spłynęły na mają duszę jak słodki balsam na zranione serce: „Not only beautiful, but also wise.”

W tym jednym momencie, stygmatyzm z którym walczyłam przez całe życie próbując udowodnić całemu światu, że nie jestem tylko głupią blondynka z dużym biustem, figlarnym uśmiechem i poczuciem humoru DOESN’T DEFINE ME AS A HUMAN BEING!

Na bazie tego przykładu, oraz kilkuletniego związku z moim Pigmalionem (16 lat starszym ode mnie), któremu w ogromnej mierze zawdzięczam to kim jestem dzisiaj, a zatem silną, odważną i asertywna kobietą uważam, że dojrzałość emocjonalna u mężczyzn wiąże się z ich wiekiem (i nie mam tu bynajmniej na myśli 40tki🙂 ). Dojrzały mężczyzna nie musi już nic sobie udowadniać przez co jego spojrzenie na otaczający go świat i kobiety jest zupełnie odmienny, pełen szacunku i zrozumienia. Co zresztą czyni go niezwykle atrakcyjnym mężczyzną🙂.

Morał.

Po doświadczeniu z dużo starszymi mężczyznami, równymi wiekiem oraz dużo młodszymi nie znajduję innego rozwiązania jak wrzucić ich wszystkich do jednego kotła, porządnie wymieszać i wyjąc jednego idealnego mężczyznę, który potrafi nas docenić, o charakterze słodkiego, figlarnego amorka, pełnego wyrozumiałości i sił witalnych! który będzie ambity, ale jednocześnie mądry i wyrozumiały, silny mentalnie tak samo jak fizycznie i który nigdy nie będzie traktował naszych potrzeb i naszych ambicji jako zagrożenia dla jego męskości i suwerenności.

Przyznaję, zdarzają się tacy, ale znalezienie igły w korcu siana byłoby dużo łatwiejsze🙂

Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s