Match.com czyli internetowe kółko wzajemnej adoracji

Romantic love will be the last delusion of the old order.                                             Leo Tolstoy, “Anna Karenina.”

Uważam, że na tematy związane z seksem, najlepiej rozmawia się w tej samej grupie płciowej. Jeżeli wśród rozbawionych tematem samiczek, pojawi się jeden samiec, bardzo często, aczkolwiek nie zawsze, powoduje to w nim całkowitą blokadę umysłową i rzadko kiedy jest w stanie zdobyć się na jakikolwiek sensowny komentarz albo konstruktywną ocenę stosunków damsko-męskich. Zazwyczaj maleje do rozmiarów krasnoludka i siedzi cichutko w kąciku z podkulonym ogonkiem udając, że go nie ma. Niestety jest to tylko złudzenie optyczne, bo nie dość, że jest obecny, tak duchem jak i ciałem, to jeszcze cały zamienia się w słuch i niczym gigantyczna gąbka chłonie każde pojedyńcze słowo, co wpływa dodatnio na jego wybujałą wyobraźnię i czasami powoduje, że siedzenie na podkulonym ogonku zaczyna być nie tylko kłopotliwe, ale również niewygodne. Pomijam już fakt, że niezdrowe🙂. To też, kiedy wpadłyśmy z przyjaciółkami na szalony pomysł zapisania się, w ramach eksperymentu, do internetowej bazy towarzyskiej znanej w USA pod nazwa: Match.com – nie wtajemniczyłyśmy w nasz pomysł żadnego mężczyzny. Właściwie to może i dobrze, bo niewątpliwie straciłby resztki nadziei w uczciwość kobiecych intencji, a wiara w zdrowy rozsadek u kobiet odleciałaby w siną dal niczym biała gołębica – bez jakiejkolwiek nadziei na powrót🙂

Pewnego zimowego wieczoru, spotkałam się z moją serdeczną przyjaciółką w barze na Manhattanie. W czasie rozmowy weszłyśmy na temat naszej wspólnej znajomej, która jak się okazało, właśnie wyszła za mąż, a co najciekawsze, swojego obecnego partnera poznała na Match.com. Zanim zdążyłam ochłonąć z wrażenia, moja przyjaciółka dodała, że jeden z jej znajomych w pracy też poznał w ten sam sposób dziewczynę i już się jej oświadczył. Zaskoczona byłam tym gwałtownym i komercyjnym podejściem do związku małżeńskiego, ale skoro nie udało mi się znaleźć Mr. Right w tradycyjny sposób (dwa nieudane związki zakończone rozwodem i kilka innych znajomości, które zakończyły się fiaskiem) to może teraz należałoby podejść do tematu w sposób niekonwencjonalny. I w ten oto sposób, pchana czystą babską ciekawością, jeszcze tego samego dnia zapisałam się na Match.com.

Pamiętam, że tego wieczoru lało jak z cebra. Zaraz po powrocie do domu zrzuciłam w korytarzu ociekający wodą płaszcz i tak jak stałam, w mokrych butach na nogach, rzuciłam się do mojej sypialni. Usiadłam przed ekranem komputera, zalogowałam się po raz pierwszy na Match.com, stworzyłam mój profil, umieściłam na nim kilka zdjęć po czym szczerze i bez ogródek podałam wiek, znak zodiaku i wzrost. Następnie, po napisaniu paru, niepozbawionych humoru zdań na swój temat, pełna radosnego oczekiwania i miłego podniecenia zasadziłam się niczym Amazonka polująca w lesie na jelenia.                                                                     No i zaczęła się „Rockowa Jazda bez trzymanki”🙂

Moja serdeczna przyjaciółka ma zwyczaj podchodzenia do wszystkich tematów w sposób niezwykle metodyczny i całym swoim jestestwem czuła, że musi dojrzeć emocjonalnie zanim zdecyduje się podjąć jakakolwiek decyzję. Ja, dla odmiany, jestem zdecydowanym jej przeciwieństwem i przez całe życie zawsze kierowałam się impulsem, a malująca się na horyzoncie obietnica dobrej zabawy działa na mnie jak feromon na kota. Tym niemniej fakt, że podjęłam decyzje o zapisaniu się na Match.com w ciągu jednej nocy i świetnie się już z tego powodu bawiłam, spowodował zdecydowane przyspieszenie procesu emocjonalnego dojrzewania mojej serdecznej przyjaciółki przez co w ciągu następnych kilku dni stworzyła swój własny profil i bez cienia opieszalstwa wyruszyła na łowy. Następny tydzień pokazał, że polowanie na Match.com w gronie moich przyjaciółek stało się nie tylko zjawiskiem zaraźliwym, ale przekształciło się wręcz w epidemię.

Jako trzecia dołączyła do naszego kółka bezwstydnic nasza wspólna znajoma u której spotkałyśmy się na drinka i skuszona opowieściami i możliwością dobrej zabawy, jeszcze tego samego wieczoru zapisała się na Match.com. Obojętne na zalety internetowych randek pozostały jedynie Kate, która nadal wierzy w romantyczną miłość i tradycyjny sposób nawiązywania kontaktów, co jak na wyluzowana Australijkę było zjawiskiem niezwykłym, oraz moja przyjaciółka Maria, z Trinidad i Tobago, która nie zabiega o względy żadnego faceta bo ma ich już serdecznie dosyć. Tak na prawdę, gdyby to zależało od Mari,  prawdopodobnie zamieniałaby wszystkich mężczyzn w dziewczynki.

Podobnie jak w filmie „Sex and the City” ustaliłyśmy, że będziemy się wszystkie spotykać raz na tydzień na Manhattanie żeby wymienić się doświadczeniami. Mimo iż wszystkie wyzute byłyśmy z wszelkich złudzeń, zawsze tliła się w nas iskierka nadziei (która nie bez powodu jest matka głupich), że może jednak uda nam się, w ten niekonwencjonalny sposób, spotkać Mr.Right. Jednak generalnie przyświecał nam wyłącznie jeden cel: potraktować to doświadczenie jako Eksperymentalne Pole Bitwy.

Pewnego wieczoru spotkałyśmy się w barze Hotelu Ritz Carlton na 6 Avenue i przy butelce świetnego czerwonego wina konałyśmy ze śmiechu świntusząc przy tym bez cienia wstydu. Z zafascynowaniem, oglądałyśmy na naszych BlackBerries zdjęcia ustrzelonych kandydatów radząc sobie nawzajem, którego samca odstrzelić i jaką przyjąć taktykę. W miedzy czasie, przy sąsiednim stoliku dostrzegłam pana w średnim wieku, który udawał, że bardzo ciężko pracuje na komputerze, przy czym co chwila zerkał w naszym kierunku z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Głowę daję, że siedział na swojej własnej stronie Match.com i konsekwentnie blokował na swoim profilu wszystkie Harpie siedzące przy naszym stoliku. Kiedy po jakimś czasie przeniósł się nieco bliżej, nie było wątpliwości, że jego fascynacja tematem była silniejsza od taktu, nie wspominając już o zdrowym rozsądku. Prawdopodobnie zaraz potem wypisał się z Match.com i zapisał na stronę Millionairs.com gdzie wszyscy grają w otwarte karty i przynajmniej nikt nie ma żadnych złudzeń🙂

To co się działo przez następne dwa miesiące przeszło nasze najśmielsze oczekiwania i niestety nie jestem w stanie opisać wszystkiego w jednym artykule na blogu, ale jeżeli rozbudziłam wasze zainteresowanie, oznacza to, że będziecie się równie dobrze bawić czytając ten rozdział w mojej książce. Postaram się jednak w dużym skrócie opisać moja własną skróconą wersje „Sodomy i Gomory.”

Przede wszystkim, pierwszego dnia po zapisaniu się na Match.com wśród hordy samców szukających „easy pray” znalazł się mój kolega pracujący tak jak ja na tym samym piętrze maklerskim w Goldman Sachs. Wpadłam w panikę i natychmiast zablokowałam mój profil. Oczywiście, zaraz następnego dnia podszedł do mnie w pracy i wylał mi na głowę cały kubeł brudów związanych z jego sytuacją osobistą. Zrobiło mi się go szkoda, ale nie miałam najmniejszej ochoty na granie roli Świętej Alicji – patronki porzuconych mężczyzn. W tym filmie grałam role Harpi i w najmniejszym stopniu nie zamierzałam zmieniać scenariusza! „Tough Life Dude”. Dałam mu wiec wyraźnie do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana, po czym odblokowałam mój profil i uzbrojona w łuk greckiego Erosa, wyruszyłam na polowanie🙂 Pewnie trudno w to uwierzyć, ale następny ustrzelony kandydat również pracował dla GS (były Partner, który został „wyrzucony” z pracy za alkoholizm) czego zresztą dowiedziałam się przez przypadek od mojej koleżanki z pracy która, nota bene, była jego asystentka! Tak więc pierwszy morał z tej historii jest taki: tak naprawdę, świat jest wielkości orzeszka laskowego, więc jeżeli próbujecie się w nim schować albo zrobić jakiś przekręt, musicie być przygotowane na to, że w dobie Internetu, absolutnie nic nie da się wam ukryć! Drugi morał (szczególnie adresowany do Panów): kłamstwo ma zawsze krótkie nóżki i musicie być przygotowani na to, że prędzej czy później „Shit will hit the fan!”… co nasuwa pytanie: czy jesteście na to przygotowani?🙂

Mimo iż z założenia myślą przewodnia tego eksperymentu było zdobycie doświadczenia na damsko-męskim „polu bitwy”, nie mogłam oprzeć się uczuciu, że gram rolę Zosi z filmu „Zakochani” i ciągle trafiam na całą masę „profesjonalistów”, którzy podobnie jak ja znaleźli się na tej stronie w zupełnie innym celu, niż znalezienie partnera.

Pozytywną strona medalu było to, że coś jednak jest w tym masowym randkowaniu co powodowało wzmożoną produkcję feromonów, które unosiły się wokół mnie niczym motyle nad ukwieconą łąką kusząc swoim urokiem i erotycznym aromatem istne tabuny rozochoconych samców. W metrze mężczyźni przyglądali mi się z wyraźnym zainteresowaniem (pewnie pamiętali mnie ze strony Match.com, które przeglądali pomiędzy notowaniami giełdowymi a spotkaniami na Wall Street) a na ulicy byłam zaczepiana przez przez dużo młodszych mężczyzn co wprawiało mnie w doskonały nastrój, bo mimo iż nigdy nie skorzystałam z okazji, to jednak dobrze jest wiedzieć, że jeszcze ciągle mężczyźni znajdują we mnie atrakcyjną kobietę (szczególnie, pół roku po rozwodzie, kiedy poczucie mojej własnej wartości zostało zachwiane u samych jego podstaw). Z drugiej jednak strony, trudno było nie zauważyć ciemnej strony tego medalu. Im więcej się umawiałyśmy tym bardziej tkwiłam w przekonaniu, że znalezienie uczciwego partnera na stronie Match.com zakrawa na cud. Mimo, iż na samym początku wykluczyłyśmy z tego eksperymentu seks (chyba, że rzeczywiście któraś natknie się na Mr. Right), koncentrując się głownie na dynamice rządzącej tym „internetowym kółkiem wzajemnej adoracji” tym niemniej, im dłużej partycypowałam w tym szaleństwie tym bardziej nie mogłam oprzeć się narastającemu wrażeniu, że uczestnictwo w tej zabawie nie jest niczym innym, jak emocjonalną formą prostytucji. Dzięki czemu, mniej więcej po trzech tygodniach zrezygnowałam z eksperymentu i wypełniona narastającym obrzydzeniem, tak do samej siebie jak i do całego rodu męskiego, nie umówiłam się na randkę przez następnych osiem miesięcy.

Wnioski: Podstawowy wniosek: Mężczyźni wolą blondynki🙂

Match.com dzieli się na 3 kategorie:

  • Hunters 45% (Myśliwi)
  • Victims of Life 45% (Ofiary Losu)
  • Real guys „flesh and bone” 10% zmęczeni poszukiwaniem Miss. Right w lokalnych barach lub dyskotekach.

Hunters dzielą się na kolejne dwie kategorie: pierwsza, to otwarcie i masowo poszukujący swoich ofiar natomiast druga to ci, którzy ukrywają swój profil i atakują swoje ofiary przez zaskoczenie – odkrywają swoją twarz tylko wtedy kiedy TO ONI chcą nawiązać kontakt, natomiast jeżeli coś im nie odpowiada albo tracą zainteresowanie, znikają🙂

Victims of Life to mężczyźni, których matka natura nie obdarzyła ani urodą, ani poczuciem własnej wartości (Napoleon zdecydowanie nie zakwalifikowałby się do tej grupy mimo niskiego wzrostu J) oraz ci którzy zostali brutalnie porzuceni przez żony i czują się jak „lost puppies” bez przewodnika – tej grupy należy unikać jak diabeł świeconej wody, chyba, że któraś kobieta ma niezaspokojone matczyne instynkty, albo planuje przez resztę życia grać role Samarytanki. Good luck!

Ciekawostki natury męskiej:

Dlaczego CHLOPCOM w wieku lat 20tu przychodziło do głowy, że mogłabym być w najmniejszym stopniu zainteresowana umawianiem się z nimi pozostanie na zawsze tajemnicą. Z nieznanych nauce powodów, proces dojrzewania mężczyzny jest zdecydowanie wolniejszy niż u kobiet i w związku z tym chłopczyk w przedziale wieku lat 20-30tu to jeszcze dziecko! Często można to nawet zauważyć u mężczyzn w wieku lat 40tu!!! Zawsze mnie zastanawiało, co niby miałabym robić podczas pierwszego spotkania z tą niedojrzałą emocjonalnie, nafaszerowana hormonami grupą małolatów, którym nadal się wydaje, że do pełni szczęścia oraz do zaspokojenia kobiety wystarczą im tylko klejnoty rodzinne noszone w spodenkach …

Kolejna grupa to STARE OSŁY, które przeginają w drugą stronę i na ich profilu można zauważyć, że kobiety którymi są zainteresowani to przedział w wieku od 20tu do 60ciu lat🙂 Nawet nie będę się wysilać na komentarz, ale ta grupa jest najbardziej obrzydliwa …

Kolejne curiosum to EXHIBICJONISCI – w większości występują na zdjęciach w Speedos prężąc swoje wynaturzone mięśnie w przekonaniu, że ciało greckiego Tytana zastąpi im brak inteligencji. Ci Panowie nigdy nie słyszeli o powiedzeniu: Less is More. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że Sterydy powodują spadek aktywności seksualnej u mężczyzn🙂  ta grupa, oprócz wyglądu, nie ma absolutnie nic do zaoferowania, więc powinnyście się trzymać od nich jak najdalej!

Następne zjawisko, to mężczyźni pozujący na zdjęciach z kobietą, albo co gorsza z jej ramieniem lub też obcięta ręką z torebka lub krawędzią kapelusza. Ewidentnie świadczy to o tym, że primo: są jeszcze w związku, secundo: nie mają własnego życia a ich obecne życie składa się z roztrzaskanych z hukiem skorup ich świetlanej przeszłości po której pozostało mu zdjęcie z byłą partnerką, lub tertio: mężczyźni, którym się wydaje, zresztą głupio, że wyglądają nad wyraz sexy, nawet kiedy pozują na zdjęciu ze swoją siostrzenicą. Nie proszę Panów! Nic z tych rzeczy! It is stupid and immature! Kobiety są zazdrosne z natury i nie mają powodu zawracać sobie głowy facetem, który już na samym początku afiszuje się z inną kobietą reklamując się jako BABIARZ!

Natomiast wspólną cechą wszystkich mężczyzn na Match.com niezależnie od grupy do której zostali przeze mnie bezwiednie zakwalifikowani to zdecydowana niechęć to tzw. Internetowej gry wstępnej, czyli konwersowania za pomocą poczty elektronicznej. Większość mężczyzn chce się natychmiast spotkać nie rozumiejąc, że kobiety potrzebują trochę więcej czasy na podjęcie decyzji. Powód jest prosty: większość z nich umieszcza zdjęcia sprzed paru lat i zawyża swój wzrost co w rzeczywistości powoduje, że robią się podejrzliwi bo oczekują, że kobiety robią dokładnie to samo przez co mężczyźni wolą się upewnić, że nie kupują kota w worku i nie marnują czasu na próżno.

Mimo iż zrezygnowałam z Match.com w przeciągu trzech tygodni podeszłam do tematu w sposób naukowy i przejrzałam parę innych stron o podobnym profilu. Na przykład Millionairs.com z siedzibą w Kaliforni – why am I not surprise? – ma charakter bardziej frywolny, oparty na luźnych związkach bez zobowiązań i podobnie jak MillionairsDates.com nie jest niczym innym jak internetową formą prostytucji, która zostawia niewiele nadziei na znalezienie normalnego mężczyzny nawet poza stronami internetowymi, bo przecież żaden z nich nie lewituje w Cyber Space … oni wszyscy żyją wokół nas!

Przykładowy „arrangement” z MillionaireDates.com

  • Benefactor (I want to spoil)                                                                                        Benefiaciary (I want to be spoiled)                                                                     Casual/Intimate                                                                                                              Extramrital Affair                                                                                                                   Serious (Long-Term)                                                                                                               Travel Partner

Do you still feel like going on a date?🙂

Po raz kolejny na stronie mojego bloga, udowodniłam, że kobiety podchodzą do życia w sposób empiryczny i nie cofną się przed żadnym eksperymentem, szczególnie gdy przedmiotem doświadczenia ma być mężczyzna. Niestety większość tych doświadczeń kończy się rozczarowaniem, ale i tak uważam, że nie zamieniałabym ich z tego powodu w dziewczynki, bo uczciwie przyznaję, że czasami są poręczni🙂. Co przywodzi mi na myśl scenę z filmu „Seksmisja” Juliusza Machulskiego, w której Najstarsza Staruszeczka zapytana przez Lamie: „Do czego służyli mężczyźni” z lubieżnym uśmiechem na twarzy odpowiedziała: „Do rozrywki”. I z ta opinia zgadzam w 100%🙂

6 responses to “Match.com czyli internetowe kółko wzajemnej adoracji

  1. :)))) oj, Alicja:)))
    Czekam na Twoja książkę z niecierpliwością!
    Rzadko się zgadzam z Twoim spojrzeniem na świat ale właśnie dlatego Twój blog jest dla mnie tak fascynujący i zawsze czytam Twoje artykuly z prawdziwym zainteresowaniem i przyjemnością:) gratuluję lekkości pióra:)

    • Hey Ania, to dlatego ze ty jestes wsrod niewielu na swiecie sprawiedliwych natomiast ja lubie byc kontrowersyjna i przekorna (zreszta od urodzenia) i dla zabawy lub zwyklej prowokacji wsadze nie tylko palec ale i reke w mrowisko🙂
      Ciesze sie, ze jednak caly czas podobaja cie sie moje blogi🙂
      Caluski,

  2. Tej przekory i odwagi do wsadzania ręki w mrowisko to ja Ci trochę zazdroszczę;) dzięki temu świat nabiera barw intensywnych, kolorów bardziej agresywnych i inspirujacych – dużo się dzieje;)
    Masz życie pełne przygód, bogate w doswiadczenia i swietnie o nim opowiadasz!

  3. Prawie się z Tobą zgadzam🙂 Jednak, to „prawie” stanowi to coś🙂 co nas różni (kobiet i mężczyzn, aby nie było wątpliwości). Ogólnie mam podobne zdanie, tylko w odwrotną stronę🙂

    • Hahaha – rozbawiles mnie tym komentarzem🙂 Oczywiscie, ze to dziala w obie strony – problem polega jednak na tym, ze ja jestem „straight” i trudno mi powiedziec jak wyglada randkowanie z kobietami na match.com🙂. Niezaleznie jednak od wszystkiego, mezczyzni, przynajmniej w USA, sa bardziej rozwydrzeni i Nowy Jork nie stanowi podatnego podloza do randkowania zdrowego psychicznie i zbalansowanego faceta. Oni sa po prostu natcystyczni a co gorsza … zniewisciali🙂 Co oczywiscie nie pozostalo bez konsekwencji dla kobiet, ktore zareagowaly w sposob instynktowny i nabraly cech, ktore dalyby im szanse na przetrwanie, bo w koncu u boku „ciamajdy” trudno o przedluzenie egzystencji🙂 Dzieki temu, kobiety staly sie bardziej niezalezne jak rowniez nabraly cech meskich takie jak zdecydowanie, stanowczosc i isntynkty przywodcze🙂 W zaistnialej sytuacji slabosc mezczyzn urosla w oczach kobiet do rozmiarow „kuriozum” … i match.com jest ewidentnym przykladem emocjonalnego zwyrodnienia, ktore pacyfikuje rodzaj meski …🙂

      Alicja

  4. Pingback: Randka w ciemno czy sex trafficking? | Wysokie Szpilki na Krawędzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s