Sex i Polityka


Po burzliwych wydarzeniach poprzedniego tygodnia wracamy do moich ulubionych tematów, czyli sexu i polityki. Temat jak najbardziej na czasie, szczególnie, że w dniu dzisiejszym Amerykanie będą głosować na kolejnego (z premedytacją unikam słowa „nowego”) Prezydenta Stanów Zjednoczonych🙂 Absolutnie nie insynuuje, że sex i polityka idą łeb w łeb, niczym faworyci na torze w Ascot, ale uważam, że zdecydowanie maja się ku sobie🙂

Dwa tygodnie temu moja serdeczna przyjaciółka Maria wygrała dwie wejściówki na kręcony codziennie na żywo program Barbary Walters „The View.” Do ostatniej chwili miałyśmy duże obawy, czy uda nam się skorzystać z tak rzadko nadarzającej się okazji ze względu na utrudnienia w komunikacji spowodowane Huraganem Sandy. Na szczęście w czwartek, pierwszego listopada ruszyło wreszcie metro z Queens na Manhattan, dzięki czemu punktualnie o 9:30 rano pojawiłyśmy się przed wejściem do Studia ABC na Upper West Side. Program na żywo rządzi się swoja własną dynamiką odmienną od programu, który jest filmowany z wyprzedzeniem. Wcześniej miałam już okazje uczestniczyć w nagrywaniu programu „The Nate Berkus Show” i ze zdziwieniem stwierdzam, że obie formy charakteryzują się wieloma cechami wspólnymi: przede wszystkim przygotowaniem do programu, zaskakującym profesjonalizmem, oraz niezwykłym spokojem i opanowaniem tak techników jak i osób prowadzących. Poza tym wszyscy sprawiają wrażenie jakby się świetnie bawili robiąc dokładnie to, co do nich należy, co w obecnych czasach należy do rzadkości🙂 Publiczność dla odmiany, w przerwach na reklamy, zabawiana jest przez wynajętego na potrzeby studia komedianta, który naśmiewa się ze zgromadzonych na widowni uczestników używając często aluzji o kontekście erotycznym, co zdecydowanie nie wszystkim odpowiada, ale taka jest widocznie cena za darmowy bilet wstępu🙂.

Jednym z wielu poruszanych w programie tematów był wywiad Barbary Walters z Kristie Alley na temat związku jej tuszy z jej własnym poczuciem atrakcyjności. Kristy stwierdziła, ze kiedy była gruba (a niestety w większości jest gruba) wcale nie wydawała się sobie atrakcyjna przez co nie miała ochoty na seks. Na co Barbara Walters zapytała Kristie: Czy teraz skoro zrzuciła wagę oznacza, że popęd seksualny się jej zwiększył? Niestety na to pytanie Kristy nie odpowiedziała, ale zgadzam się z pierwsza częścią jej wypowiedzi. Na własnym przykładzie stwierdzam, że moje własne poczucie atrakcyjności jest odwrotnie proporcjonalne do mojej wagi. Co też wcale nie oznacza, że ogłaszam ścisły celibat za każdym razem kiedy przybędzie mi 10 kilogramów🙂 Co to to nie!🙂

Kolejny gość programu, Nancy Grace, zaszokowała mnie wiadomością, że Joran van der Sloot, skazany na 28 lat pozbawienia wolności za zamordowanie Stephany Flores, przebywający obecnie w więzieniu w Peru, będzie niedługo tatusiem. Oczywiście nie dziwi mnie fakt, że w więzieniu też można mieć seks z osoba odwiedzającą – dziwi mnie natomiast głupota dziewczyny, która świadomie zdecydowała się na ciążę z dwukrotnym morderca (podejrzany również o znikniecie Natalee Holloway) dla pięciu minut sławy.

Dla kontrastu, następny gość programu, Rachel Held Evans zdecydowała się przez rok żyć zgodnie z zasadami Biblii, nosząc tylko wyłącznie długie suknie i zwracając się do męża per „Master.” Kudos za poświęcenie, ja nie zdałabym tego egzaminu chociażby z tego powodu, że słowo „Master” nie przeszłoby mi zwyczajnie przez gardło. Wśród innych szaleństw, którym oddała się Rachel znalazło się także mieszkanie przez dwa tygodnie w miesiącu w namiocie przed domem. Chyba w końcu uczciwie wezmę się za przeczytanie Biblii od deski do deski chociażby po to, żeby sprawdzić czy rzeczywiści jest tam wzmianka na temat tego, że kobieta w czasie trwania menstruacji oraz tydzień po, nie może dotykać żadnego mężczyzny ani mu usługiwać. Dzięki temu, Rachel zmuszona była mieszkać w tym czasie w rozłożonym na podwórku namiocie podczas gdy jej „Master” mieszkał w domu. Oczywiście jako urodzona emancypantka, nigdy w życiu nie zgodziłabym się na taki eksperyment. W pierwszej kolejności wysłałabym do namiotu męża i to na cały rok i niech sam sobie usługuje🙂 Ale zamierzam przeczytać jej książkę, którą wszyscy dostaliśmy w prezencie, chociażby z czystej babskiej ciekawości.

Mówiąc o prezentach, przejdziemy do ostatniej i najbardziej rozrywkowej części programu związanej z wyborami na Prezydenta, a co za tym idzie, zabawnymi politycznymi gadżetami, którymi, w obecnej chwili, zasypany jest rynek amerykański. Publiczność wyszła ze studia z torba pełną „zabawek” wartych około $70 dolarów, które mogliśmy użyć okazując nasze poparcie Obamie albo Romney, zależnie od naszych osobistych poglądów politycznych. Wśród prezentów znalazły się miedzy innymi maski kandydatów, więc  przy wyjściu ze studia Maria upewniła się, czy w mojej torbie znajduje się maska właściwego polityka🙂

Jednym z elementów kampanii wyborczej była fikuśna bielizna z odpowiednim hasłem politycznym. Natychmiast zaczęłam się zastanawiać, czy dostałabym „spanking for being politically incorrect”🙂 gdybym na przykład wściekła na partnera wypięła się na niego pokazując mu pupę w majteczkach promujących poglądy republikańskie, wiedząc doskonale, że mój partner jest akurat zagorzałym demokratą.  Dzięki szczodrości programu „The View” mam takie majteczki, ale niestety nie mam w obecnej chwili partnera, więc z przykrością stwierdzam, że nie będę mogła sprawdzić jaki wywołałoby to efekt🙂 Wielka szkoda … oczywiście nie braku partnera, ale potencjalnej rozrywki🙂

Kolejny element kampanii wyborczej to Polityczne Kondony.  W tym akurat przypadku bardzo żałuję, że nie jestem mężczyzną, bo bardzo chciałabym się dowiedzieć jakie to uczucie kiedy używa się kondonów w opakowaniu z wizerunkiem kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych i który z nich z punktu widzenia psychologicznego, bardziej wpływa na potencję: kondon z wizerunkiem kandydata na którego zamierzamy głosować, czy też z wizerunkiem przeciwnika? Wydaje mi się, że znam odpowiedź na to pytanie … powstrzymam się jednak od komentarza. Patrząc jednak na hasła na opakowaniu, zdecydowanie wolałabym ten z Obamą, bo mimo, iż nie wierze w zapewnienie „WON’T BREAK” to jednak wolę je tysiąc razy bardziej, niż zapewnienie Romney „GREAT IN ANY POSITION” a potem stwierdzenie: „YES” or „MAYBE.” Nie cierpię niezdecydowanych facetów🙂

Abstrahując od tematu wyborów, czasami żałuje, że nie jestem mężczyzną i uczucie to nasila się szczególnie zimą, podczas wyjazdów na narty. Uważam, że próba załatwienia potrzeby fizjologicznej w tradycyjny sposób, mając na nogach sztywne buty narciarskie do pół łydki jest nie lada sztuką. Gdybym była mężczyzną, mogłabym sobie wreszcie zaoszczędzić akrobacji w ciasnym pomieszczeniu toalety, próbując za wszelką cenę trafić do sedesu, a nie w spodenki narciarskie. Niestety także i w tym przypadku znowu muszę liczyć na własną kreatywność, bo płci z tego powodu zmieniać nie zamierzam🙂

Wśród pozostałych gadżetów znalazły się także Political Poopers, czyli laleczki, którym wylatują spod spodenek cukierki w odpowiednich kolorach oraz Punching Politicians, czyli kukiełki z wizerunkiem każdego kandydata, których można używać do boksowania się. Z tym akurat bym uważała, bo zależnie od krewkości zwolenników jednej lub drugiej strony, mogłoby dojść do walki wręcz🙂

A swoją drogą szkoda, że polskim politykom brakuje amerykańskiego poczucia humoru i kultury. Ale na ten temat nie będę się wypowiadać🙂

Alicja

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s