Tradycja Halloween – To Party or Not To Party

Około południa zadzwoniła do mnie moja serdeczna przyjaciółka Jola, która ekscytowała się moimi zdjęciami z Halloween Party, które zamieściłam na Facebook. Tradycyjnie. jak co roku wraz z Kate bawiliśmy się w Chapaqua, NY na imprezie organizowanej z dużym rozmachem przez jej szefową dla clientow z Wall Street i Jola wyraziła swój głęboki żal, że nie było jej w tym czasie w Stanach. Na pytanie gdzie w związku z tym wybiera się na zabawę w Koszalinie, odpowiedziała, że niestety nigdzie. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, okazało się, że Kościół w Polsce nadal zachowuje się jak Święta Inkwizycja, terroryzując wiernych i nawołując do bojkotowania kapitalistycznego zwyczaju.  Może nie zdajemy sobie z tego w pełni sprawy, ale wiele tradycji wywodzi się z kultury europejskiej, włączając kultywowany w Polsce do tej pory słowiański zwyczaj Palenia Marzanny, który nie jest niczym innym jak pogańskim symbolem odchodzącej zimy i prośba o dobre plony.  Niestety brak tolerancji jest nasza cechą narodową i przesłania nam zdolność trzeźwego spojrzenia na dorobek kultury europejskiej, z której się w końcu wywodzimy. Zanim jednak opowiem o naszym Halloween, odrobina historii.

Tradycja Halloween, czyli „All Hallows Eve” znana w Polsce pod nazwa Dnia Wszystkich Świętych wywodzi się od starożytnych Druidów zamieszkujących Europe, którzy obchodzili święto pod nazwa „Samhain” związane ze zmianą pór roku i dedykowane duchom zimy.  Mimo, iż Druidowie zostali całkowicie wymordowani przez Rzymian, to jednak ich tradycja przetrwała i została nie tylko włączona do Rzymskiego festiwalu Feralia, który upamiętniał dusze tych, którzy od nas odeszli ale można ja również odnaleźć w tradycji starożytnych Celtów pod dokładnie ta sama nazwa – „Samhain.” W kulturze Gaelic było to święto znamionujące koniec zbiorów (podobnie jak nasza tradycja palenia Marzanny obchodzona na wiosnę, związana z obchodami końca zimy była modlitwa o dobre zbiory w nadchodzącym sezonie).  Obchody „Samhain” w kulturze starożytnych Celtów oznaczały przygotowanie do zimy i uzupełnienie zapasów. Celtowie wierzyli, ze w dniu 31 października granice pomiędzy światem umarłych i żywych zazębiają się i ci którzy odeszli pojawiają się na ziemi pod postacią żywych postaci które maja na celu zniszczenie zbiorów. W związku z tym, aby odstraszyć złe moce, „Samhain” obfitował w ogniska, które miały przyciągnąć lubiące blask światła insekty, które z kolei zjadane były przez nietoperze. Fakt ten wyjaśnia dlaczego nietoperze stały się nieodłącznym symbolem obchodów Halloween natomiast zakładanie kostiumów i masek, miało na celu oszukanie diabelskich mocy. Jeśli chodzi o genezę Trick-or-treating sięga ona kilkuset lat wstecz.  Żebracy, którzy w dniu 31 października chodzili od domu do domu, otrzymywali ciasteczka w postaci duchów, w zamian za modlitwę za dusze zmarłych. Nawet Shakespeare wspomniał o tej tradycji w 1593 roku w komedii ”Dwóch mężczyzn z Werony.” Dopiero w XIX wieku Szkoccy i Irlandzcy emigranci udający się do Ameryki przywieźli ze sobą obyczaj „Samhain”, który na stałe zakorzenił się w kulturze amerykańskiej pod nazwą Halloween czyli „All Hallows Eve” – Dzień Wszystkich Świętych.

Osobiście uwielbiam Halloween Party i zawsze z niecierpliwością czekam na tę największą imprezę roku. Jak przystało na typowa „Cosmopolitan Girl”, zawsze kieruję się własnym „Kodem Etycznym” przystosowując się do sytuacji, miejsc oraz tradycji państw w których jestem w danej chwili. I jeżeli oznacza to jedną więcej noc wypełnioną dobrą zabawą i wyśmienitym towarzystwem, nie widzę najmniejszego powodu dla którego miałabym wyrzec się tej przyjemności. Tak też było i tym razem.

Jak co roku towarzyszyłam Kate jako jej nieodłączna partnerka (nie, jeszcze nie jesteśmy „w związku” ale mężczyźni których napotykamy ostatnio są tak beznadziejni, że może kiedyś zdecydujemy się na heteroseksualny związek skoro tak świetnie się rozumiemy hahaha). Tym razem Kate zaprosiła również swoją serdeczną przyjaciółkę z Australi, Deane. Dojechałyśmy na miejsce około 9tej wieczorem w momencie kiedy impreza właśnie się rozkręcała. DJ grał rewelacyjną muzykę z lat 80tych i 90tych, kelnerki przechadzały się wśród tłumu z tacami wyśmienitych przekąsek, a bar jak zwykle rewelacyjnie zaopatrzony obfitował w interesujące koktajle, z których jeden The Bone wart jest zwrócenia szczególnej uwagi – Total Knockout🙂.  Z zaciekawieniem oglądałyśmy fikuśne kostiumy i jak zwykle pierwsze miejsce należało się nieoficjalnie gospodyni przebranej, podobnie jak jej mąż, za „Black Swan” (film z Natali Portman).

Stałyśmy we trzy przy wysokich stolikach cocktailowych zajadając się miniaturowymi hamburgerami, kiedy podeszła do nas znajoma, z którą bawimy się co roku na imprezach u Lisy. Okazało się, że jest świeżo po rozwodzie i prawdopodobnie z tego powodu odczuwała potrzebę przyprowadzenia ze sobą nowego partnera. Zawsze uważałam, że jeżeli nie jest się w związku, „nigdy nie należy ciągnąć ze sobą drzewa do lasu” i niestety w tym przypadku sprawdziło się to co do joty. Skąd go wytrzasnęła, nie mam pojęcia, ale pasował do niej jak wół do karety. Był to pan około pięćdziesiątki, nieco korpulentny, wielkości siedzącego psa w kapeluszu, ubrany w niewyszukany kostium w postaci maski Zorro, zza której spoglądał na nas lubieżnym wzrokiem. Olałyśmy faceta i poszłyśmy tańczyć. Wkrótce pojawił się na parkiecie razem z jego partnerka zupełnie nie wiadomo dlaczego, próbując objąć mnie w pasie. Wyślizgnęłam się zręcznie i udałam się do baru po wodę bo alkochol działa na mnie jak płachta na byka. Pojawił się tuż za mną jak zmora piekielna spoglądając mi w oczy,  mocno odchylając do tylu głowę, bo trzeba wspomnieć, że sięgał mi mniej więcej do biustu.                                                                                                                                                       – You know what? – powiedział – Ja mam problem z wysokimi kobietami.                  – No shit! – pomyślałam – syndrom Napoleona wyczułam niczym hiena zapach padliny.                                                                                                                                                     – Wszystkie wysokie kobiety są okropnie chude – kontynuował – a ty jesteś niezwykle kształtna – i spojrzał się na mnie lubieżnie. Głowę daję, że oczami wyobraźni widział mnie już nagą.

Domyślam się, że w jego przekonaniu powiedział mi komplement, ale z jakiegoś powodu czułam, że jeszcze chwila i chyba wsadzę mu dwa palce w oczy.  W ten sposób nie będzie miał problemu z wysokimi kobietami. Złapałam szklankę z woda i uciekłam od zboczeńca rozglądając się za Kate i Deane. Zaraz też nie omieszkałam je uprzedzić o końskich zalotach Zorro. Okazało się, że facet rzeczywiście ma fiksacje na tle wysokich kobiet bo do Deane, też już startował. Kate na szczęście przyszła na imprezę zupełnie nietypowo dla niej w płaskim obuwiu, co uwolniło ja od ataków obleśnego trutnia.

Noc była niezwykle ciepła jak na koniec października a japoński ogród Lisy tonął w blasku księżyca – nota bene księżyc był w pełni🙂 Dziewczyny udały się na taras a ja skierowałam się na parkiet. W połowie sali barowej zobaczyłam zmierzający w moim kierunku „Problem Zorro” czyli typową, wysoką, chudą, przyznaje, że ładną blondynkę, która do złudzenia przypominała modliszkę. Nagle, ni z tego ni z owego zatrzymała się przede mną i zanim zdążyłam zareagować przytrzymała mi głowę rękami i najzwyczajniej w świecie pocałowała mnie namiętnie niczym rozogniony kochanek po czym, zanim zdążyłam zemdleć z wrażenia, wypuściła mnie ze swoich kleszczy i pobiegła do baru.

– What the F…k is going on here? – pomyślałam stojąc nadal na środku sali niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu.                                                                  OK – rozumiem, że mój kostium może rozbudzać wyobraźnie, a co za tym idzie -dzikie żądze oraz namiętności trudne do opanowania – ale do jasnej cholery – dlaczego od razu u obu płci??? Stałam jeszcze chwilę sparaliżowana wydarzeniem po czym zrezygnowałam z tańców i skierowałam się prosto na taras. Poinformowałam Kate i Deane o incydencie i uznałam, że jak nic musi to być wina pełni księżyca. Postałyśmy przez chwile na tarasie po czym wróciłyśmy na parkiet, przy czym wszystkie trzy trzymałyśmy się z daleka od modliszki, która ewidentnie zainteresowana była głownie kobietami. Około północy usiadłyśmy na kanapie w leaving-room popijając gorącą kawę i szykując się do powrotu. Podczas gdy Kate rozmawiała z Deane ja zdjęłam z nóg szpilki i na boso podeszłam do drzwi tarasu. Orzeźwiający wiatr lekko muskał mi twarz, zapach wilgoci unosił się w powietrzu a księżyc błyszczał na niebie oświetlając drogę Wilkołakom🙂. Nagle poczułam, że ktoś obejmuje mnie w talii i w momencie kiedy odwróciłam się, żeby sprawdzić – What the Hell is going on! – nasza wspólna znajoma, wkroczyła do pokoju dokładnie w momencie kiedy Zorro uczepiony był mojego ciała niczym krwiopijcza pijawka. Odskoczyłam od niego jak oparzona, ale było zdecydowanie za późno – „Damage was done”. Wściekła jak osa, wróciłam na kanapę. Na szczęście moje przyjaciółki widziały cala sytuacje i Deane głośno skomentowała:    –       Dlaczego w Nowym Jorku nie ma normalnych mężczyzn?                                         –       Alleluja! – wykrzyknęłam w duchu nie mogąc wręcz uwierzyć, że ktoś, i nie ja ani Ewa albo Kate, doszedł; do tego samego wniosku co my!

Gdzie się do jasnej cholery schowali ci wszyscy normalni faceci? A w ogóle to, czy są jeszcze tacy??? Zasada numer jeden – cudzego faceta nie dotyka się nawet dwumetrowym kijem nawet gdyby okazał się być jedynym mężczyzna na ziemi zdolnym do zapewnienia przetrwania gatunku!!! Niezależnie od tego jakie targają nim emocje, ostateczna decyzja należy do nas!!! Kiedy w grę wchodzi przyjaźń -godność i lojalność stają się nieodłącznymi przyjaciółkami.  W związku z tym fakt, że ów mężczyzna jest już zajęty, niezależnie od tego czy jest dupkiem żołędnym czy też nie, powoduje, że dla nas staje się on NIETYKALNY!!! Ale jak to wytłumaczyć dopiero co rozwiedzionej dziewczynie z dwójką małych dzieci, która straciła pewność siebie oraz zdolność trzeźwej oceny sytuacji (nie wierze, że nie była świadoma tego, że związała się z babiarzem) i ewidentnie kieruje się potrzebą przynależenia do kogokolwiek, zamiast zaakceptować siebie w nowej sytuacji i przestać popełniać te same błędy które ewidentnie wynikają z czystej desperacji lub też z obawy przed samotnością. Pamiętajcie:

Samotność to stan duszy, a sama … wcale nie oznacza samotna. (moja własna konkluzja wypływająca z doświadczenia :) ). 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s