Radio Zet o zwyczajach partnerów

http://www.radiozet.pl/Programy/ZET-jak-Zabawa/Blog/Zwyczaje-partnerow

Parę dni temu na moim „timeline” na Facebook znalazłam powyższy sondaż Radia Zet i uczciwie przyznam, że czytając wypowiedzi niektórych pań śmiałam się do łez. Rozrywkę miałam niebywałą i mam szczerą nadzieję, że moje czytelniczki bawią się równie dobrze jak ja, czytając mojego bloga. Tym razem rzecz ma się o zwyczajach partnerów.

Może jestem nietypowa, ale tak naprawdę niewiele jest zachowań, które większość kobiet doprowadza w ich partnerach do szewskiej pasji, a mnie na przykład wcale nie dziwi. Podniesiona klapa w toalecie, jako problem małżeński, wcale mi nie przyszła do głowy dopóki inne kobiety nie zaczęły zwracać uwagi na to kuriozum. Pusty karton po mleku albo słoik po majonezie w lodowce owszem, wkurza mnie i parę razy miałam ochotę rzucić nim w mojego ex, ale uznałam, że szkoda mojej energii i zawsze przechodziłam nad tym do porządku dziennego. Czytanie gazety w łazience albo nie zamykanie szuflady po wyjęciu z niej ubrań też mnie nie irytuje, bo w zasadzie sama to robię, pierwsze z nudów, a drugie z pośpiechu. Niezłożone skarpetki nigdy nie stanowiły dla mnie problemu, bo zostawiałam je w koszu na bieliznę po jego stronie łóżka żeby sam je sobie złożył i zdaje się, że to ja wychodziłam na nienormalną, bo mój partner zawsze narzekał, że brakuje mu po jednej skarpetce od pary jakbym to ja je gubiła. Widocznie pralka lubi urozmaicenia i dla rozrywki zasysa za każdym razem po jednej skarpetce, a nie całą parę. Nie jestem też zwolenniczka sztywnego podziału ról w “domu i zagrodzie” ponieważ jako urodzona emancypantka jestem zdecydowanie za równouprawnieniem i jakoś nigdy mi korona z głowy nie spadła kiedy odśnieżyłam śnieg przed domem, zamiotłam liście i zapakowałam je do worków foliowych albo kiedy wystawiłam kosze na śmieci przed dom. Natomiast to co mnie rzeczywiście doprowadza do furii, tak w partnerach jak i generalnie w mężczyznach, to całkowity brak zrozumienia dla moich zdolności i co z tego wynika, mojej niezależności.

Na przykład, nic nie doprowadzało mojego drugiego ex małżonka do wściekłości bardziej niż fakt, że posiadam moje własne pudełko z narzędziami do majsterkowania i co gorsza mam w nim zawsze porządek (nota bene dostałam je w prezencie od taty). Oczywiście do remontów w domu się nie rwałam, ale drobne naprawy organizowałam sobie we własnym zakresie w myśl powiedzenia, że gdybym miała czekać, aż się za to zabierze mój małżonek, zdążyłabym pewnie zapuścić korzenie, wypuścić liście i zaowocować. W związku z tym, zamiast zrzędzić, albo co gorsza, prosić się tygodniami, w sumie lepiej już było jak sobie sama naprawiłam „to coś”. Dlatego też do furii doprowadzało mnie wyprowadzanie przez mojego ex narzędzi z mojego pudełka, bo oczywiście łatwiej było mu znaleźć narzędzia w moim pudelku niż jego własne, które walały się po całej piwnicy niczym Dzieci Kwiaty po koncercie w Woodstok.

Przy innej okazji mój drugi ex małżonek pojawił się w środku dnia w domu z dwoma pracownikami w celu zabrania paru rzeczy do biura. Panowie pojawili się zupełnie niespodziewanie i zaskoczyli mnie w momencie „rozbrajania choinki”. Zaintrygowani hałasem dobiegającym z jadalni, wkroczyli do pokoju akurat w momencie kiedy balansowałam na stołeczku podcinając słusznych rozmiarów piłą łańcuchową gałęzie na choince, które później pakowałam do czarnych worków i nie zaśmiecając całego mieszkania pozbywałam się problemu z domu. Obaj pracownicy dostali tak strasznego ataku śmiechu, że aż mnie rozeźlili. Nie śmiał się tylko mój małżonek, który przyzwyczajony był już do moich ekstrawagancji, bo przy innej okazji uprzątnęłam, używając tej samej piły łańcuchowej drzewo, które przewaliło się na stronę posesji naszej sąsiadki. W końcu, nigdzie nie jest napisane, że piła łańcuchowa jest narzędziem należącym ekskluzywnie do mężczyzn.

Niewiara w moje możliwości, tak mnie doprowadziła do wściekłości, że w ramach demonstracji sił, jedną z pierwszych rzeczy jakie zakupiłam zaraz po rozwodzie była elektryczna wiertarka, która na przestrzeni ostatnich paru lat okazała  się równie użyteczna jak moja kosmetyczka i jest namacalnym dowodem na moja niepodległość. Musze sobie tylko zakupić w Polsce porządne wiertła bo te w Ameryce są chyba z plasteliny – strasznie szybko się zużywają🙂

Tak naprawdę, prawdziwy problem zaczyna się dopiero wtedy kiedy nasze słodkie pociechy zaczynają powielać zwyczaje naszych partnerów, niezależnie od tego czy ci ostatni figurują jeszcze w naszym życiu czy też nie.

Pewnego razu jedna z moich koleżanek powiedziała mi, że nic jej bardziej nie wkurza w zachowaniu jej syna, jak siedzenie przed telewizorem z jedną skarpetką zdjętą do połowy stopy. Na pytanie dlaczego nie zdejmie jej całej, Adaś odpowiadał, że sobie wentyluje stopę, bo mu za gorąco, a jakby zdjął całą to byłoby mu za zimno. Iwona prawdopodobnie przeszłaby nad tym dziwacznym zwyczajem do porządku dziennego, gdyby nie fakt, że dokładnie tak samo zachowywał się jej ex małżonek co oczywiście chcąc nie chcąc przywoływało o nim wspomnienia, które Iwona zdecydowanie wolałaby wyrzucić ze swojej pamięci raz na zawsze. A swoją drogą to interesujące jak fikuśnie dobiera sobie natura cechy genetyczne rodziców.  Obśmiałam się jak dzika norka i zapomniałam o całej rozmowie.

Pewnego dnia, Adaś przyszedł do nas na„sleepover” i podczas gdy ja przygotowywałam w kuchni kolację, Adaś z Karoliną zajęci byli oglądaniem filmu w telewizji. Kiedy weszłam do pokoju w jednym momencie cala rozmowa przeprowadzona z Iwoną na temat zwyczajów naszych dzieci przeleciała mi przez głowę z prędkością światła przez co o mały włos nie upuściłam tacy z kanapkami.  Na szczęście przed moimi oczami panowała istna sielanka a dzieci były tak zafascynowane filmem, że nie tylko nie zauważyły mojego wejścia, ale nawet nie drgnęły, przez co ze spokojem mogłam oddać się szybkiej analizie sytuacji. Adaś, tak jak to opisała wcześniej Iwona, siedział na kanapie jak zwykle z jedną skarpetką zdjętą do połowy stopy, co wyglądało jak ciut przyduża czapeczka na łepku krasnoludka. To mnie akurat nie zdziwiło. Natomiast obok niego siedziała moja ośmioletnia wówczas latorośl z obiema gołymi stopami zarzuconymi na stole, podczas gdy zmiętolone skarpetki spoczywały na dywanie pod stołem. Wypisz wymaluj tatuś!                                                                                                                       –       O cholera! – pomyślałam w duchu nie bez cienia rozżalenia – czy naprawdę niebieskie oczy, pełne usta, długie rzęsy i zwyczaj obgryzania paznokci nie wystarczyły, żeby mi przez resztę życia przypominać o tym ancymonku???

Niestety dziesięć lat później, zwyczaj zdejmowania skarpetek i rzucania ich pod stół podczas jedzenia i oglądania TV pozostał Karolinie do tej pory i tak jak w przypadku zwyczajów partnerów tak i w tym przypadku nie pozostało mi nic innego jak przejść nad tym do porządku dziennego.  Do czego też namawiam wszystkie czytelniczki🙂

Alicja

2 responses to “Radio Zet o zwyczajach partnerów

  1. Ala, zostawiam slad tylko FYI, sprawdz czy teraz zaraportuje wlasciwie geolokalizacje odwiedzajacego. Pozdrwo Jacul ;-))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s