Diabelskie figle

Wróciłam do domu, zaparkowałam mój rower na tarasie i udałam się do łazienki. Zauważyłam go natychmiast po wejściu do sypialni. Siedział sobie najbezczelniej w świecie na parapecie okna przy moim łóżku z jedną nóżką założoną na drugą, machając rytmicznie kopytkiem, a długi ogonek zakończony włochatym pędzelkiem wystawał spod jego gołego tyłeczka i majtał się z boku na bok  w swoim własnym rytmie. Na główce miał dwa duże różki osadzone symetrycznie po obu stronach równie dużych spiczastych uszu, a na twarzy miał przylepiony wyjątkowo bezczelny i niepozbawiony ironii uśmiech. Najwyraźniej w świecie kpił sobie ze mnie. Rzuciłam mu pełne pogardy spojrzenie i poszłam do łazienki wziąć prysznic.

Jak już wspomniałam na początku, po paru nieudanych próbach znalezienia partnera dałam sobie spokój z szukaniem i zdecydowałam się ulokować mój nadmiar energii w innej dziedzinie, oddając się bez reszty mojej ostatniej pasji czyli pisaniu książki. Oprócz tego założyłam bloga i każdą wolną chwilę poświęcałam pisaniu artykułów. Określiłam też mój “Manifest polityczny” w którym zadeklarowałam, że skoro nie mogę znaleźć właściwego mężczyzny, to w takim razie oficjalnie przestaje go szukać. W ten oto sposób, oczyściłam mój umysł z toksycznych myśli i radosna jak pierwiosnek oddalam się przyjemnościom życia zupełnie nie związanym z mężczyznami. No i prawdopodobnie to właśnie moje zuchwalstwo wywołało wilka z lasu.

Odkąd stworzyłam bloga i przestałam zwracać uwagę na mężczyzn, oni niestety zaczęli zwracać uwagę na mnie.  Każda szczęśliwa kobieta wydziela feromony, które rozwiewają się na wietrze drażniąc nozdrza mężczyzn, co zdecydowanie nie należało do moich intencji. Wręcz przeciwnie. Mężczyźni zawsze wpływają destrukcyjnie na moja twórcza wenę wiec na razie są nie tylko zbędni, ale ich obecność w moim życiu jest wręcz niepożądana!!! Kiedy ktoś kiedyś powiedział, że mężczyzna nie jest w stanie zrozumieć kobiety, bo my same nie potrafimy się zrozumieć, ciekawa jestem czy zadał sobie pytanie innej treści: czy ktoś kiedyś spróbował zrozumieć tok myślenia mężczyzn???

Zawsze lubiłam jeździć na rowerze, ostatni rok spędziłam w stanie Vermont jeżdżąc po górach, ale dopiero w tym roku dzięki Ewie zainteresowałam się jeżdżeniem na długie dystanse. Tak wiec kiedy nadarzyła się ponowna okazja wybrania się do Piemont w stanie Nowy Jork, zwerbowałam dwóch kolegów z pracy. Frank zgodził się chętnie i dobrowolnie podczas gdy Jan dobrowolnie, ale niechętnie i modlił się przez cały tydzień o deszcz. Niestety, widocznie robił to bez specjalnego przekonania, bo pogoda była wymarzona, wiec w końcu pojechał i było fantastycznie. Obaj chłopcy mieszkają na Manhattanie, wiec w drodze powrotnej rozstaliśmy się w okolicy 79 tej ulicy na West Side Parkway i już sama popedałowałam w stronę Ferry na dole Manhattanu. Kiedy dojechałam na miejsce okazało się, że Ferry będzie dopiero za 20 min, wiec zajęłam miejsce wśród oczekującej grupy mężczyzn, którzy nota bene, także wracali z rajdu rowerowego.  Kiedy nadpłynął prom wszyscy ustawili się ze swoimi rowerami w kolejce i nagle usłyszałam jak jeden z nich pogwizduje cichutko melodie piosenki Beatles: “All you need is love” …                                                                                                                              –       OMG! Znaki są wszędzie – pomyślałam – na ziemi i na niebie🙂   Uśmiechnęłam się do siebie w duchu i ruszyłam za nimi na pokład promu. Kiedy podeszłam do miejsca gdzie parkujemy rowery okazało się, że nie wystarczy miejsca dla nas wszystkich, wiec zaczęłam się wolno wycofywać. W tym momencie ten od piosenki Beatles odsunął się i ustąpił mi miejsca twierdząc, że on potrzyma swój rower żebym ja mogła zaparkować mój. Kiedy wszyscy zajęliśmy miejsca nawiązała się przyjemna rozmowa. Rozmawialiśmy właściwie o wszystkim i o niczym, ale już czułam jak moje wesołe feromony rozprzestrzeniają się w powietrzu celując z godna podziwu trafnością w mojego rozmówce. Niczego mu nie brakowało, był niezwykle przystojny, wysoki, świetnie zbudowany, miał ciemne wlosy i nieprzyzwoicie niebieskie oczy w kolorze niezapominajek, co już samo w sobie zapala czerwone światełko i wysyła do mózgu sygnał: Mayday Huston! We have a situation on Venus! Prawdopodobnie w normalnych warunkach uznałabym jego żywe zainteresowanie za pochlebstwo, ale pomna mojej deklaracji niepodległości ucięłam rozmowę i oddałam się bez reszty czytaniu New York Times-a na iPhonie, tak jakby moje życie zależało od informacji ile Romney zapłacił urzędowi podatkowemu w 2011. Kiedy prom dopłynął do brzegu szybko złapałam za mój rower i ruszyłam w kierunku wyjścia. Kątem oka dostrzegłam, że mój niebieskooki rozmówca ustawił się tuż za mną. Po zejściu na ląd wsiadłam na rower i popedałował pod górę, co było nie lada wysiłkiem po przebytych 58 milach. Koniec końców daleko nie uciekłam i kiedy się znowu zrównaliśmy rozmowa nabrała nowego toku.

No i jak tu zrozumieć facetów? Primo, kiedy jestem przygotowana emocjonalnie,  odstawiona jak stróż w Boże Ciało, pachnąca niczym ogród różany, tryskająca energia i poczuciem humoru – nic się nie dzieje! Posucha, że aż trzeszczy! Kiedy wracam po całym dniu jazdy na rowerze, wyglądam jak zmora piekielna, śmierdzę potem jak stado baranów podczas gdy moja energia i poczucie humoru zostały na stałym ladzie pod budka z piwem i naprawdę jedyne o czym marze to gorący prysznic, nagle się okazuje, że facet który sam jest atrakcyjny, i może przebierać w babach jak w ulęgałkach, wyłuskuje mnie sobie z tłumu jakbym była stokrotką rosnącą nad brzegiem bystrego strumyka. To znaczy, że co? Im gorzej wyglądam, tym jestem bardziej atrakcyjna? Przecież to idiotyzm!

Wyszłam spod prysznica i kątem oka dostrzegłam, że diabeł dalej siedzi na parapecie i głupio szczerzy zęby. Złapałam za telefon, pokazałam mu język po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam do kuchni zadzwonić do Ewy.                                   –       Czy możesz mi powiedzieć co jest nie tak z tymi facetami? A poza tym, jak ja mam mu powiedzieć, że ja nie mam 34 lat?  38 też nie!!! Na dobrą sprawę stanowi lepszą partię dla mojej 18-letniej córki!!! – wyrzuciłam z siebie                                       –       Alicja, a jakie jest twoje motto życiowe? – zapytała moja przyjaciółka                  –       Carpe Diem – zgrzytnęłam przez zęby i przez myśl mi przeleciało, że wykarmiłam żmije na własnej piersi                                                                                             –       No właśnie – powiedziała Ewa – wiec nie kombinuj za dużo tylko się ciesz, że “Coś” ci się przytrafiło.

Jeszcze tego samego wieczoru okazało się, że to “Coś” ma bardzo podobne zainteresowania, bo również lubi wspinaczki po górach, jazdę na snowboardzie, a obok kolarzówki i roweru górskiego ma także motocykl i uwielbia chodzić na polowania – z ŁUKIEM! Stwierdziłam, że chyba muszę przespać ten problem bo trochę się nawarstwiło. Pobiegłam szybko do mojej sypialni, uchyliłam drzwi i wsadziłam głowę do środka. Diabeł nadal siedział na parapecie zaaferowany rozmową z moja przyjaciółka, a na mój widok oboje zaczęli się głupio uśmiechać.

Zajebiście! Moja przyjaciółka trzyma stronę diabla, a ja poznałam współczesnego Robin Hooda na motorze, który zapierdala po lesie strzelając z łuku do sarenek – czy to przypadkiem nie jest scenariusz filmowy na kolejną komedię Woody Allena?

Alicja

P.S.  Wykasowałam jego telefon i adres e-mailowy. Zdecydowanie nie nadaję się na cougar.  Nigdy w życiu! Jeżeli jeszcze kiedykolwiek się zwiążę, w co osobiście wątpię, oczekuję, że moim partnerem będzie mężczyzna, a nie chłopczyk. Wiem, wiem, jestem nienormalna, ale na pocieszenie … to nie jest zaraźliwe🙂

7 responses to “Diabelskie figle

  1. Spotkalem killu chlopakow w moro z lukami podczas moich wspinaczek w High Sierra w sierpniu tego roku …
    Chcialo mi sie smiac ale powstrzymalem sie ich bylo kilku oczywiscie mieli luki I strzaly ja tylko kijki to podporkiu…..
    Nie lubie polowan I mysliwych poniewaz zwierzaki nie maja strzelb albo lukow…

  2. Witam Alicjo, z wielką przyjemnością przeczytałam Twój cały blog. Chyba coś takiego było mi właśnie potrzebne. Nie mam jeszcze 40 lat, i rozwodzę się akurat ze swoim dopiero pierwszym mężem. Jest to zajęcie, przyznaję, trochę frustrujące, trochę też smutne.. Choć w zasadzie sama się o to prosiłam. I oczywiście, że wierzę, że życie nadal będzie cudowne, ale chyba potrzebowałam takiego małego dowodu w postaci Twojej historii. Jeśli tylko będziesz nadal pisać, ja nadal, z chęcią będę Cię czytać. Pozdrawiam.

    • Hey dzeeq!
      Nie wiem gdzie się rozwodzisz, w Polsce czy w Stanach, ale mam nadzieje ze jednak w Polsce, bo amerykański system zachwiał moja wiara w sprawiedliwość. Będzie to najdłuższy rozdział w mojej książce, w którym odkryje kulisy systemu, który jest nieuleczalnie chory i woła o poważne reformy. Gdyby nie duże grono przyjaciół, którzy twardo stali za mną jak Mur Chiński, prawdopodobnie nigdy bym nie przetrwała tego horroru. Ale ciesze się, że masz w sobie dużo optymizmu, a co więcej, że podoba ci się mój blog. Nie wiem czy oglądałaś film z Diane Lane (jedna z moich ulubionych aktorek) „Under the Toscan Sun” – w wersji polskiej to będzie chyba „Pod Słońcem Toscanii”. Świetny film dla kobiet, z ogromna dozą mądrości życiowej. W czasie rozwodu obejrzałam go parę razy bo pozwolił mi zachować zdrowy rozsadek i spojrzeć na wszystko co działo się wokół mnie (a działo się) z dystansem i dużą dozą optymizmu. Ten film to mój przewodnik na życie. Nadal go oglądam chociaż mogłabym zacytować z pamięci każda scenę🙂
      Zapewniam cię, że nadal będę pisać🙂 Mam mnóstwo pomysłów na artykuły i pozytywny oddźwięk dodaje mi skrzydeł. Życzę ci powodzenia i ciesze się, że mimo rozwodu nadal wierzysz, że będzie pięknie🙂
      Pozdrawiam!
      Alicja

  3. Alicia
    Z punktu widzenia drugiej strony….
    Atrakcyjnosc na rozne oblicza I kazdy postrzega to zjawisko w nieco odmienny sposob.
    To odnosi sie do piekna… Starozytni grecy starali sie stworzyc kanon piekna ale na przestrzeni epok kryteria ulegaly zmianie.
    Swiat jest dynamicznym tworem Gdzie wszystko sie zmienia rowniez czlowiek musi zmieniac swoje

  4. Droga Alicjo!
    Już się ucieszyłam, ze coś się u Ciebie zadziało, a tu taki koniec…
    Z jednej strony żałuję, że pogoniłaś diabła, a z drugiej rozumiem, że szkoda Twojego czasu i energii na coś co nie ma przyszłości…
    Ale mały romansik chyba jeszcze nikomu nie zaszkodził, co?
    Pozdrawiam i czekam na kolejnych „diabełków” :)))

  5. Alu, jeszcze niedawno opisywalas sytuacje w metrze, gdzie brak dobrych manier ze strony jakiegos przystojniaczka doprowadzil Cie do furii. A tu raptem trafiasz na gentelmana, ktory ustepuje miejsca Twojemu rowerowi (to prawie jak Tobie :)) i nic??? Zadnego wrazenia? Nawet pisarze wyjezdzaja na wakacje i odrywaja sie od pracy. Poswiecasz sie pisaniu w pelnej ascezie? Moze jeszcze nie zasluzylas na prawdziwy urlop, ale krotka ucieczka od rzeczywistosci na pewno by Ci nie zaszkodzila. Mam nadzieje, ze ten pan byl na tyle przytomny, by zachowac Twoj numer telefonu. Ewie powiedz, ze sie z nia calkowicie zgadzam. Carpe Diem! Caluski

  6. Nigdy nie przeszedlem przez etap rozwodu ale pamietam ze mialem okrez filmowy w trudnym pierwszym okresie separacji.
    Moimi hitami byl rowniez ten slawetny film z Diane notabene moja ulubiona aktorka ktora zajela miejsce po Meg Ryan oraz Four weddings and funeral pamietam rowniez drugi film z Diana You must love dogs….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s