O czym będę pisać w rozdziale Foodies

Kocham Jeść i nic na to nie poradzę!

Naprawdę, wolałabym z obrzydzeniem patrzeć na czekoladę, a nie patrzę i z obojętnością przejść obok tortu orzechowego, albo fokacci z prosiutto i figami, ale niestety, nie leży to w mojej naturze. Co gorsza, naprawdę niewiele jest potraw których zdecydowanie nie cierpię. Natura bywa jednak przewrotna, bo jako dziecko jedzenie uważałam za zło konieczne co doprowadzało moich rodziców do białej gorączki. Owszem, za czasów gierkowskich spuszczona w Supersamie na Mokotowie ze smyczy (miałam psie szeleczki bo byłam rozbieganym niejadkiem) biegłam z obłędem w oczach w stronę lodówek zawisając głową w dół w  poszukiwaniu moich ulubionych serków homogenizowanych z rodzynkami, które wcinałam z wypiekami na twarzy w drodze do kasy. Był to # 2 na mojej liście akceptowanych potraw. # 3 należał do kabanosów, które mama kupowała w sklepie z wędlinami na Wiśniowej. Kabanosy już wtedy sygnalizowały, że smak według mnie jest tak samo ważny jak i wygląd bo kabanosy wygięte były na kształt laski (teraz są tylko proste) co czyniło je wizualnie bardziej atrakcyjnymi. Otóż kabanos bez żadnych zbędnych ceregieli znikał w całości na trasie pomiędzy ulica Wiśniową a Batorego, gdzie wówczas mieszkaliśmy. Natomiast # 1 należał do jajek i na tych trzech pozycjach kończyła się lista potraw, które mój organizm tolerował. Tak wiec ojciec w celu zachowania zdrowych zmysłów karmił mnie jajkami na dziesięć sposobów trzy razy dziennie, natomiast mama nabawiła się nerwicy ponieważ kierowała się głupią ambicją i starała się być kreatywna. Suma Sumarum, jeść zaczęłam dopiero po ukończeniu liceum jak już poszłam na tzw. „swoje”.

Teorii, że jedzenie to też sztuka (przyznaje, jestem nienormalna bo dla mnie wszystko jest sztuką :)) będę bronić jak niepodległości i w związku z tym nie jem ani byle czego ani byle jak. Wychodzę z założenia. że to jak smakuje potrawa jest tak samo ważne jak to, jak wygląda i zupełnie nieskromnie mogę powiedzieć, że udało mi się osiągnąć w tej dziedzinie pewien sukces, bo słynę wśród znajomych z tego, że u mnie zawsze można się najeść i to dobrze (nigdy na styk) a walory wizualne moich potraw dorównują smakowym.

Podobnie jak Francuzi, uważam że najważniejszym składnikiem w kuchni jest masło ponieważ podnosi walory smakowe wszystkich potraw od ciast po smażone ryby włącznie. Do ciast, używam tylko i wyłącznie polskich olejków zapachowych, polskiej mąki i proszku do pieczenia Oetker (Bogu dzięki, że mam blisko na Greenpoint) z racji tego, że amerykańskie składniki, z całym szacunkiem, są niezjadliwe. Na przykład, na opakowaniu amerykańskiego proszku do pieczenia jest napisane „Soda” a z dosyć długiej listy zastosowań dowiadujemy się, że oprócz dodatku do pieczenia ciast możemy nim również wyczyścić muszle klozetową … myślę, że to w zupełności obrazuje mój punkt widzenia.

W kwestii przepisów, w dużej mierze uczę się na bazie obserwacji i próbowania potraw w dobrych restauracjach testując smaki i rozbierając je na składniki pierwsze. Miedzy innym w ten sposób odkryłam co stanowi składniki marynaty do lamb chops – żeberka z baraniny – i dosyć szybko stały się moim „znakiem firmowym” (przepis podam na blogu).

 Drugie źródło to przepisy mamy i babci a trzecie to przepisy z książek kucharskich, przy czym szczególna słabość mam do przepisów kuchni francuskiej. Uwielbiam eksperymentować ze wszystkimi kuchniami świata, najmniej jednak lubię kuchnię amerykańską a najbardziej Japońską –w zasadzie Sushi mogłoby stanowić podstawę mojej egzystencji🙂. Podczas mojego pierwszego pobytu w USA próba zjedzenia jajek z proszku i musli z dodatkiem skim milk – odtłuszczonego mleka, czyli zabarwionej mąką wody, pozostawiły na moich kupkach smakowych ranę, która się już nigdy nie zabliźniła.

Tak wiec na stronie Foodies zamierzam dzielić się przepisami, tak moimi jak i pożyczonymi kładąc szczególny nacisk na wspólny mianownik  – gotować należy zawsze smacznie i sexy nieżalenie od tego czy „Mr. Right” będzie wam towarzyszył przy kolacji. Jedzenie to przyjemność sama w sobie i obecność płci  przeciwnej nie powinna stanowić o jakości posiłku🙂

Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s