12:00 am w Nowym Jorku

Naprawdę nie mogę się nadziwić, że wreszcie wypowiadam te magiczne słowa:

Witam na moim blogu!

Przyznam szczerze, że czekałam na ten moment z ogromną niecierpliwością i z góry uprzedzam, że cierpliwość nie jest moją najmocniejszą stroną ,więc przynajmniej ci którzy cierpią na jej brak, będą w stanie zrozumieć jak strasznie się męczyłam🙂.

O czym będzie mój blog? Przede wszystkim o kobietach i dla kobiet i jak sugeruje tytuł mojego bloga, głównie dla kobiet w okolicach czterdziestki, które zastanawiają się co zrobić z drugą połową życia. W zasadzie gdybym chciała odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem, to bez chwili zastanowienia powiedziałabym że: po wypełnieniu swojego obowiązku jako żona, matka i kochanka, po odchowaniu dzieci, męża, psa, kota i kanarka czas najwyższy podejść do życia w sposób egoistyczny, poświęcając więcej czasu sobie i swoim własnym potrzebom i przestać się wreszcie poświęcać i godzić na kompromisy. A w szczególności w stosunkach damsko-męskich czas najwyższy zacząć żyć według słynnej dewizy Samanthy z filmu Sex and the City: …”Kocham Cię, ale siebie kocham bardziej.”

Oczywiście mężczyzn też serdecznie zapraszam do zaglądania na moja stronę. To mniej więcej tak jak z popularnymi magazynami dla kobiet, po które sięgają także mężczyźni żeby się dowiedzieć o czym plotkujemy na ich temat, albo z miesięcznikiem Playboy, który z założenia adresowany jest do Panów, ale każda Pani też znajdzie w nim coś dla siebie. Obawiam się jednak, że po przeczytaniu mojego „programu politycznego” zamieszczonego powyżej wielu mężczyzn będzie wolało wrócić przed ekrany telewizorów, żeby napawać oczy osiągnięciami współczesnej chirurgii plastycznej w programie Perfekcyjna Pani Domu (żywiąc głęboka nadzieje, że ich żony też będą kiedyś tak wyglądać) i oddając się bez reszty robieniu skrupulatnych notatek dla żon i kochanek jak odlepić gumę z dywanu albo jak go uprać bez pomocy męża i targania go (dywanu nie męża) na własnych plecach na pobliski trzepak. Domyślam się, że bardziej kreatywni panowie zablokują moja stronę żeby jad kapiący z wirtualnych stron mojego bloga nie zawrócił w głowie małżonkom🙂.

Ale wracajmy do tematu.

Jak zrodził się pomysł pisania bloga? Wszystko zaczęło się od tego, że trzy lata temu po burzliwym rozwodzie odczułam gwałtowna potrzebę napisania książki. Mężczyźni zazwyczaj potrzebują Muzy żeby poczuć gwałtowny przypływ natchnienia, kobiety dla odmiany nabierają twórczej weny w obliczu tragedii albo w momencie powrotu do normalnego życia – to taka babska forma reinkarnacji. Pisać zawsze lubiłam wiec wzięłam się do dzieła. Szło mi jak po grudzie, bo życie co chwila rzucało mi kłody pod nogi i czułam się dokładnie tak samo jak Syzyf pchający pod górę kamień, czyli zupełnie bez sensu.  Wreszcie na początku stycznia tego roku, po zakończeniu kolejnego toksycznego związku, znalazłam w sobie niewyczerpane pokłady twórczej weny i powoli moja książka zaczęła nabierać kształtu. Oprócz tego codzienne wydarzenia i spostrzeżenia zaczęły dostarczać mi tematów do ciekawych artykułów i  w tym właśnie momencie moje twórcze natchnienie ugrzęzło jak kalosz w błocie. Książka opowiada prawdziwą historie mojego barwnego życia natomiast artykuły nawiązują do aktualnych problemów  i zachowanie spójności tematu było najzwyczajniej w świecie niemożliwe. Wiedziałam, że głową muru nie przebije wiec jedynym sposobem na rozwiązanie problemu było znalezienie planu B. Na pomoc przyszła mi moja serdeczna przyjaciółka Ewa. Otóż zdradziłam jej pomysł kontynuowania pracy nad książką pisząc równolegle krótkie artykuły do gazet kobiecych.  Na próbę dałam jej do przeczytania jeden z moich felietonów (zamieszczony na blogu w kategorii “Portret Intymny Autorki”). Marzyłam o wysłaniu moich prac do Twojego Stylu, ale mam przeczucie, że gdyby redaktor naczelny Jacek Szmidt wpadł na mój blog, niechybnie rzuciłby się na kolana rwąc koszule na piersi, niczym Rejtan z obrazu Matejki,  z okrzykiem: “Po moim trupie!”. Tak wiec Ewa zaoszczędziła mi rozczarowania, a po przeczytaniu mojego artykułu powiedziała mi że owszem, mam duży potencjał i zdecydowanie powinnam pisać (przyznaje, że słyszałam to już od innych osób nieco wcześniej) z tym, że mam zapomnieć o magazynach kobiecych za to zdecydowanie powinnam wziąć się za pisanie bloga dla kobiet. Pomyślałam, że właściwie ma racje, bo nie ma nic przyjemniejszego niż bycie redaktorem naczelnym, edytorem i wydawca w jednej osobie. W sumie pozwoli mi to na utrzymanie Status Quo mojego bloga bez ulegania presji z góry. Mogłabym pisać dziesięć razy dziennie gdybym nagle oszalała z nadmiaru swobody twórczej albo raz na miesiąc gdyby opuściło mnie natchnienie. Tak wiec złapałam bakcyla, a nic mnie tak nie motywuje do pracy jak “pełen spontan” i jeszcze tego samego wieczoru zasiadłam do projektowania bloga. W ten oto sposób w przeciągu trzech tygodni zaprojektowałam moją własną stronę na blogu WordPress. Wprawdzie nie zarobię na tej stronie (a przyznaje, że po wysłaniu dziecka do College-u pieniądze są mi potrzebne jak powietrze do oddychania), ale w końcu nie mam gwarancji, że ktoś będzie czytał moje “literackie wypociny” tak wiec lukratywne reklamy które zaśmiecają blogi w moim przypadku nie będą stanowić estetyczne przeszkody. Z drugiej strony ogromna pojemność WordPress, pozwoli mi rozwinąć skrzydła wyobraźni i przelewać na wirtualne strony wszystkie moje nieposkromione myśli w ilościach nieograniczonych, nie zapominając o jakości.

Dlaczego taki tytuł? Kiedy pokazałam moja roboczą stronę Kate (moja druga serdeczna  przyjaciółka z Australii) i przetłumaczyłam jej tytuł bloga, Kate skomentowała: „O, te szpilki to ty!” … no i właśnie dlatego jest moja przyjaciółka🙂

Jedyne czego się obawiałam to wtrąceń w języku angielskim, których niestety używam od czasu do czasu.  Jednak „serfując” po znanych blogach w celu zorientowania się jak wyglądać powinna forma i treść, na blogu Tomasza Lisa zauważyłam, że opisując swoja rodzinę użył określenia: …”mam dwie córki i dwie step-córki” … Rozumiem, że nie podobało się Panu Tomaszowi polskie określenie Pasierbice tak samo jak nie przypadłby mu do gustu fakt że jego obecna żona to Macocha … dla jego córek🙂 … oops.

A zatem skoro znany i szanowany dziennikarz może sobie pozwolić na takie gramatyczne „Faux pas”, to znaczy, że i ja mogę sobie pozwolić na odrobine ekstrawagancji w redagowaniu mojej strony🙂

Tak wiec zapraszam do czytania mojego bloga i z góry dziękuję za komentarze.

Alicja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s