Portret Intymny Autorki

Nalałam sobie lampkę czerwonego wina i usiadłam na tarasie bezmyślnie spoglądając na falującą w oddali sylwetkę Manhattanu. W powietrzu unosił się nieprzyjemny zaduch, a w panującej dookoła ciszy nie słychać było nawet brzęczenia owadów, które najprawdopodobniej poszły po rozum do głowy i na czas upałów w Nowy Jorku odleciały do zimnych krajów. W głowie kotłowały mi się niesforne myśli, które, niczym stado szarańczy, rozbiegały sie w różnych kierunkach, pozostawiając moją biedną duszę w kompletnej rozterce. Dla uściślenia – rozterek miałam niestety więcej niż jedną.

W pewnym sensie czułam się jak stara Frania (z tą tylko rożnicą, że nie czułam się jeszcze zupełnie zużyta) do której jakis idiota wrzucił białe ubrania razem z kolorowymi i w przypływie głupiej nadziei oczekiwał, że jakoś to będzie. Czasami się to sprawdza, ale czułam w kościach, że niestety nie tym razem. Najprościej byłoby wszystko wyrzucić, pozamiatać i zacząć od początku. Ale ile razy, do jasnej cholery, można zaczynać od nowa!

Kątem oka dostrzegłam odbicie mojej twarzy w ściance kieliszka i poddałam sie krytycznej samoanalizie. Oczka ciemne, osadzone we właściwym miejscu, ani nie za daleko, ani nie za blisko, nos zdecydowanie za duży, ale na pocieszenie – przynajmniej mi nic z niego nie cieknie, uszy dzięki bogu mi nie odstaja, kłaczki długie i nie powiem, nawet gęste w kolorze daleko odbiegającym od naturalnego, usteczka nadal nie wypełnione siliconem, policzki ciagle jeszcze moje własne, skóra nie naciągnięta, ale już czuję, że niedługo będzie wisieć jak na mopsie i tak naprawdę jedyne co zawsze stanowiło mój powód do dumy to długa szyja, przy czym porównanie jej z łabedzią byłoby zdecydowanie lekką przesadą. Łypnęłam złym okiem na kieliszek i nawet sie lekko pochyliłam, żeby zobaczyć czy widać całą resztę, ale pozostałej części mojego ciała nie mogłam sie już doszukać w głebokiej otchłani czerwonego wina po pierwsze dlatego, że już go niewiele zostało na dnie, a po drugie nie było się czemu dziwić, bo w końcu nie byłam typem wiotkiej jak trzcina rusałki. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie, matka natura była dla mnie niezwykle szczodra obdarzając mnie obfitymi kształtami przez co jeszcze jako nastolatka o mało nie dostałam garba próbując ukryć w ramionach za duże jak na mój gust piersi. Krótko mowiąc, daleko mi było do rubensowskich kształtów, ale też z drugiej strony na modelkę Calvina Kleina nadawałam sie jak krowa na wyścigi torowe hartów afgańskich. Owszem, nie powiem, wszystko miałam tak jakby na swoim miejscu, do złudzenia przypominałam kobietę i nawet jakiś czas temu, gdyby nie notoryczne diety odchudzające, bo jeść kocham ponad życie, mogłabym nawet uchodzić za kobiete idealną, przynajmniej jeśli chodzi o kształty. Niestety rzeczywistość bywa okrutna i w obecnej chwili tak moje życie jak i figura dalekie były od ideału.

Ten kto powiedział, że życie zaczyna sie po czterdziestce był nieuleczalnym kretynem. Właściwie to nie powinnam narzekać, bo odkąd pamiętam moje życie usłane było pasmem nietuzinkowych wydarzen i sytuacji, które w dużej mierze sama prowokowałam w myśl powiedzenia, że „przeznaczeniu trzeba pomóc”, dzięki czemu życie miałam niezwykle barwne, pełne przygód i interesujących znajomości. Niestety, fala wydarzeń, które spadły na mnie niczym grom z jasnego nieba w dniu moich 40-tych urodzin i przez kolejne cztery lata, aż po dzień dzisiejszy, nadal napiera na mnie z siła szkwału na Bałtyku ewidentnie rosnąc na sile, budzi we mnie głebokie przekonanie, że lata czterdzieste są zdecydowanie okresem przejściowym w życiu wiekszosci kobiet, ponieważ mają na celu sprowokowanie nas do podjęcia trudnych decyzji i pchnięcie nas na krawędź wytrzymałości psychicznej po to tylko żeby sprawdzić ile jesteśmy w stanie wytrzymać. Przypuszczam nawet, że po narodzinach jest to drugi etap „Naturalnej Selekcji” podczas której tylko najsilniejsze jednostki maję prawo przetrwania. Po dojściu do tak głeboko filozoficznych wniosków zdecydowałam, że dokładnie tak samo jak moja ulubiona bohaterka – Judyta, nie zamierzam sie poddawać: „Nigdy w życiu!”

Analizujac swoje przeżycia dokonałam też interesującego odkrycia, że kobiety w depresji dzielą sie na trzy kategorie: pierwsza, należy do kobiet, które próbują poprawić sobie zły humor wydając fortunę na zakupy i im lżejszy portfel tym lepsze samopoczucie. Druga kategoria to kobiety które z szaleństwem w oczach i rozwianym włosem biegna do najbliższej cukierni i z ogromną dozą satysfakcji, która promieniuje od nich niczym zorza polarna, pałaszują najbardziej kaloryczne ciastka pozostąjac zupełnie obojętne na wysoką zawartość kalorii. Oczywiście nawiązuję tutaj do Polskiej rzeczywistości, bo gdybym miała na myśli Amerykanki, pierwsza z nich bez skrupólów szastałaby na lewo i prawo platynową kartą American Express ukochanego małżonka, podczas gdy druga siedziałaby w Starbucksie jedząc „nisko-kaloryczne” ciasteczka albo pozbawione cukru i kompletnie odtłuszczone lody co woła o pomstę do nieba bo pomaga na depresję dokładnie tyle samo co umarłemu kadzidło.

Ostatnia kategoria należy do pyskatych, zbuntowanych i zdecydowanie wyemancypowanych intelektualistek, które z furia siadają przed laptopem i przelewają swoją wścieklość na kolejne strony fikcyjnego papieru. I od niedawna do tej własnie zbuntowanej grupy kobiet zakwalifikowałam się zupełnie dobrowolnie, bez presji społecznej i politycznej. Właściwie pisać zawsze lubiłam (oprócz donosów którymi sie brzydzę i potępiam) i pyskowanie na papierze zawsze wychodziło mi całkiem nieźle, pomijając już fakt, że działa regenerująco i terapeutycznie. Zdecydowałam więc podzielić się moim punktem widzenia świata i refleksjami na temat otaczającej nas rzeczywistości, z tym, że w bardzo chaotyczny sposob, bo tak naprawdę to nie wiem od czego zacząc. Najchętniej zaczęłabym od wszystkiego naraz co niestety jest niemożliwe. Powołując się na moją rodzinę, która żyje w głebokim przekonaniu, że zawsze wszystko robię na opak oraz moich znajomych którzy uważaja, że wszystko kojarzy mi się z sexem (osobiscie uważam to za bardzo zdrowy objaw) wydaje mi się, że moje artykuły nie będą ani tuzinkowe ani nudne.

Alicja

21 responses to “Portret Intymny Autorki

  1. Cala prawda. Super piszesz czekamy na wiecej.
    Buziaki komendarczyki

  2. Ro…..ko,sm…….ko,to jestes cala Ty. Wylam jak dziki osiol ze smiechu.

  3. Nie jestem kobieta ale moim zdaniem rowniez mezczyzni przechodza podobny okres ..
    W moim Przypadku to bylo gdy wybilo mi 39 latek..
    Nigdy naprawde nie myslalem o wykorzystaniu kieliszka z winem jako zwierciadla, chocia przegladajem sie w nim nieswiadomie wiele razy…

  4. Ania Gancarz (czasami w necie lub na blogach "anikoda")

    od razu dodaje do „ulubionych” i zagladam codziennie – super:)

  5. Coś pomiędzy Grocholą,a Seksem w wielkim mieście. Wariatko!! czekam na super książkę.
    Jesteś tak szalona ,że mimo wielu lat znajomości nie przestajesz mnie zadziwiać.

  6. Nooo Siostra ale dajesz do pieca. Poproszę o więcej i nie żałuj klawiatury !!!

  7. Owszem, staram się, ale nie reklamuj mnie rodzicom, bo mnie jeszcze gotów wydziedziczą. Wspomniałam im, żeby później nie było, że o wszystkim dowiadują się na końcu, ale nie powiedziałam im gdzie szukać … lol
    Alicja

  8. Teresa Moszczynski

    Ala, Twoj blog jest swietny, masz niezywkle latwe i mile dla oka pioro. Przeczytalam kilka felietonow przy porannej kawie z ogromna przyjemnoscia. Milo Cie znowu widziec pod dlugiej przerwie.
    Pozdrawiam cieplo
    Teresa

    • Teresa, ogromnie się ciesze, ze mnie „odnalazłaś”🙂 i witam na moim blogu. Ciesze się, ze podobają cie się moje artykuły. Od czasu do czasu dobrze jest się upewnić, ze moje czytelniczki bawią się równie dobrze przy czytaniu moich krótkich humoresek jak ja przy ich pisaniu. Life is to short to be sad – we all need to smile more🙂
      What would you say to Martini at the W Hotel soon?🙂
      Alicja

  9. Teresa Moszczynski

    Ala, bawilam doskonale czytajac Twoj blog, milo Cie widziec w dobrej formie. Twoj styl jest swietny ! Absolutnie identyfikuje sie z trescia Twoich felietonow i zamierzam podeslac link moim kolezankom. I love your self-deprecating sense of humor.
    I would love to get together and catch up, let’s plan something after Thanksgiving, right now I am really swamped. Kisses ! Tee

    • Super! I would use a serious Martini right now, but I think I have already contributed enough to a collateral damage :)))) – Lets catch up after Thanksgiving🙂 I am really happy you have found me🙂
      Hugs,
      Alicia

  10. Teresa Moszczynski

    It is on my roster ! I will reach out ! Best, Tee. PS. The weather sucks tonight, I ruined my new shoes and I am pissed.

  11. Agnieszka Bolimowska

    Alicja, no ostatnie zdanie to mi z ust wyjęłaś🙂 coś nas jednak łączy…

    • Hahaha biorac pod uwage, ze jest to zdanie złożone nie wiem czy chodzi ci o to ze nieustannie mówię o seksie czy, ze moje artykuły nie bedą ani nudne ani tuzinkowe – niezależnie od kontekstu bardzo ci dziękuje🙂
      Alicja

  12. Nie wiem, co mnie tu dzis przygnalo?. Chcilabym rzec, ze kobieca intuicja, stan ducha, a nie plucha za oknem i marazm na kt., nie daje sobie przyzwolenia pomimo zew. okolicznosci. Odkrywam Cie Alicja „na nowo” i mysle sobie, ze taki blog po 40-tce pisany Twoja reka to SUPER sprawa:) Gratuluje! Pisz i dziel sie sw.przemysleniami. Dzieki Tobie jest weselej. Osobiscie dodajesz mi odwagi, ze nie jestem jedyna „stuknieta 40tka”, kt. zaczyna „od nowa”🙂 Pzdr

  13. Spoko Klaudia, wprawdzie lepiej by bylo gdyby zaczynajacych od nowa 40-tek bylo mniej ale spojrzmy na to z innej strony – w kupie zawsze weselej🙂 Co udowadniam kazdym moim slowem na kolejnych stronach mojego bloga. Najwazniejsze nie poddawac sie! Nigdy w zyciu!
    Alicja

  14. To ja z tych czterdziestek, co siadają przed laptopem i piszą. Ale nie zawsze z furią w oku. Najczęściej z szerokim uśmiechem, bo poczucie humoru to moja niezawodna recepta na życie. Pozdrawiam i życzę powodzenia w życiu i w konkursie.

  15. No to ja się zaliczam do tych, co się opychają słodyczami. A co mi tam!😉 Nie poddawać się! – to muszę sobie częściej powtarzać. Dzięki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s