Sposób na poskromienie Narcyza oraz dlaczego nie należy drażnić Zołzy …

Afrodyta cierpliwie obserwowała cierpiącą z powodu nieodwzajemnionej miłości Echo, aż do momentu kiedy obojętność Narcyza naprawdę zaszła jej za skórę i zdecydowała się go ukarać rzucając na niego klątwę. Mam wrażenie, że coś jej chyba nie wyszło, bo klątwa rozprzestrzeniła się jak choroba wirusowa pozostawiając po sobie na zawsze ślad w męskim kodzie genetycznym. Z tego też powodu uważam, że naukowcy powinni oficjalnie zaakceptować Narcyzm jako wadę genetyczna, która, na bazie wnikliwych obserwacji, podobnie jak daltonizm, jest cechą sprzężoną z płcią występującą w dominującej części u mężczyzn.

Jeżeli chodzi o Afrodytę, nie bawiłabym się w żadne „czary mary”, które można odkręcić (przykład Śpiącej Królewny) tylko z miejsca wzięłabym się za czarna magię i osobiście znam paru facetów, których zamieniłabym w komary i rozmazałabym cholernych krwiopijców na szybie bez cienia wyrzutów sumienia. Ewentualnie przystałabym na klątwę, ale tylko po to, żeby zobrazować mój punkt widzenia a mianowicie, tak jak to było w przypadku Pinokia, każdemu zarozumiałemu mężczyźnie wątpiącemu w poziom naszej inteligencji rósłby nos za każdym razem kiedy odważyłby się skłamać. Obawiam się, że większa cześć płci brzydszej snułaby się po świecie z nosami zapiętymi za uszami wsuwkami i to dopiero po okręceniu ich parę razy wokół głowy.

Niestety rzeczywistość bywa okrutna i tak rzucanie mitologicznych klątw jak też używanie czarnej magii w postaci nakłuwania laleczek szpileczkami nie wchodzi w rachubę (sama słyszałam w Nowym Orleanie, że był to zabobon wyssany z palca) więc tak naprawdę jedyny sposób jaki nam pozostał na poskromienie Narcyza to bezpośrednia konfrontacja.  Wiemy jednak doskonale, że zarzucenie ukochanemu mężczyźnie, że stał się w stosunku do nas obojętny, albo że nie kocha nas wystarczająco, lub co gorsza wyszła z niego świnia, bo właśnie odkryłyśmy, że nas zdradza – robi na nich dokładnie takie samo wrażenie jak na nas rozmowa o notowaniach na giełdzie papierów wartościowych, albo wynikach Ligii Piłkarskiej. W związku z tym jedynym sposobem na zadufanego Narcyza jest podstęp szczególnie, że nie ma na świecie lepszej broni od jego własnej w imię zasady „Kto mieczem wojuje od miecza ginie.” Nie mam tu jednak na myśli znanego od zarania dziejów sposobu „Klin klinem” chociażby z tego względu, że primo: nie zawsze jest na podorędziu :) a secundo: po klinie może pozostać niesmak a my naprawdę bardzo chcemy, żeby zemsta miała smak ambrozji :).  Należy zatem uciec się do podstępu uderzając w najczulszy męski punkt i zapewniam moje czytelniczki, że po dwóch rozwodach i kilku nieudanych związkach zdążyłam się zorientować, że wszyscy mężczyźni oprócz cech narcystycznych maja również głęboko zakodowana słabość do pieniędzy, która w większości przypadków jest zdecydowanie silniejsza niż ta która darzą płeć piękną. Na bazie obserwacji jak również własnego doświadczenie stwierdzam, że nic nie jest w stanie doprowadzić mężczyzny do białej gorączki bardziej niż „lack of return on investment” czyli … brak zysku na inwestycji. Jest to zresztą jedyny sprawdzony sposób jaki mężczyźni są w stanie zrozumieć i co więcej … zapamiętać do końca życia :)

Mr. L poznałam podczas szkolenia w Atlancie, nie miałam jednak większych nadziei co do przyszłości tego niezwykle toksycznego pod wieloma względami związku po pierwsze dlatego, że nie lubię tłoku, a po drugie jestem realistka i nie wierzę w związki na odległość. Tym niemniej kiedy pewnego dnia otrzymałam e-mail w którym mój partner informował wszystkich znajomych, ze mną włącznie, że właśnie wybrał się na wycieczkę statkiem po Karaibach w towarzystwie uroczej kobiety, która nota bene była jego sekretarka w biurze w Monachium, uznałam że dosyć mam tego cyrku, chociaż uczciwie przyznaję, że moja wściekłość była wprost proporcjonalna do mojego podziwu dla głupoty Mr. L.  Zawsze uważałam, że kobiety są dużo lepsze w dziedzinie planowania strategii i wdrażania zawiłych planów w rzeczywistość, bo mimo iż popełniamy cała masę głupich błędów to jednak jak już planujemy jakiś przekręt to przynajmniej staramy się zadbać o wszystkie szczegóły zwracając wyjątkową uwagę na najdrobniejsze detale. Wysłanie listu do partnerki informując ja o romansie z sekretarka jest tak głupie i pozbawione sensu, że wręcz komiczne.  A co gorsza, próba przekonania mnie, że była to niewinna firmowa impreza upewniła mnie, że Mr. L posunął się o jeden krok za daleko i postanowiłam się najzwyczajniej w świecie zemścić w imię powiedzenia, że każda kobieta jest w stanie wybaczyć mężczyźnie absolutnie wszystko oprócz … głupoty.

Długo czekać nie musiałam, bo zaraz po powrocie do Stanów, Mr. L postanowił roztopić rosnącą miedzy nami z prędkością światła górę lodową i zaproponował spotkanie w Nowym Jorku. Pomysł bardzo mi się spodobał, ale dla zachowania pozorów zrobiłam scenę rodzajową rzucając paroma piorunami, których nie powstydziłby się sam Zeus. Jak każdy mężczyzna, który pragnie ugłaskać rozsierdzoną lwicę, tak i Mr. L poszedł po najprostszej linii oporu decydując się na przekupstwo, na co zresztą czekałam. Mężczyźni są tak strasznie przewidywalni, że wcale nie trzeba się aż tak bardzo wysilać, żeby przewidzieć ich następny ruch. W związku z tym, kręcąc nosem na wszystkie strony w pierwszej kolejności zażyczyłam sobie obejrzeć „Producentów” z Matthew Broderick. Było to wówczas najbardziej popularne przedstawienie na Broadway-u i zakupienie biletów na następny dzień kiedy wszystkie zostały wyprzedane na rok naprzód zakrawało na istny cud. Doskonale jednak zdawałam sobie sprawę, że Mr. L poruszy niebo i ziemię żeby sprawić mi przyjemność co też uczynił zakupując dwa bilety za horrendalna sumę 1500 dolarów, o czym oczywiście nie omieszkał mnie poinformować. Wiadomość o cenie biletów  spłynęła po mnie jak po kaczce natomiast w duchu ucieszyłam się, że mój diabelski plan zaczyna działać i to nawet lepiej niż się tego spodziewałam.  W następnej kolejności wzięłam się za zrobienie rezerwacji na kolacje. W związku z tym, że Mr. L dal mi carte blanche na wybór venue, postarałam się o wybranie najdroższej, najbardziej ekskluzywnej restauracji, w której moja ofiara czułaby się najbardziej skrepowana i „out of his comfort zone.” Po zadbaniu o wszystkie szczegóły odstawiłam się jak Stróż w Boże Ciało i wystrojona w wysokie szpilki, które są moim znakiem firmowymi oraz strój, który pozostawiał niewiele dla wyobraźni, wsiadłam do czekającej przed domem limuzyny i niczym żądna krwi modliszka wyruszyłam na spotkanie z moją nieświadomą niczego ofiarą.

Mr. L spotkałam przed wejściem do Hotelu Four Seasons gdzie znajdowała się nasza restauracja i zaraz po wejściu do środka (wybrałam Pool Room ze względu na jego spektakularny wygląd i całkowity brak intymnego nastroju) zauważyłam, nie bez cienia satysfakcji, że Mr. L gwałtownie stracił humor.  Ja dla odmiany wpadłam w doskonały nastrój tryskając radością niczym Dziewica Orleańska, która właśnie otrzymała pierścionek zaręczynowy w postaci dziesięcio-karatowego diamentu. Sytuacja uległa zdecydowanemu pogorszeniu kiedy podano nam Menu – bez cen (mój były partner, o który wspomniałam przy okazji wcześniejszego artykułu, powinien był się cieszyć, że dostał wtedy PreFixed Menu :)). Nie bardzo wiedząc jak wybrnąć z niezręcznej sytuacji, Mr. L zamówił sałatkę cesarska  i wodę mineralna, podczas gdy ja, wbrew własnym zasadom oraz tym wpojonym przez babcie, ciocie i mamę, że szanująca się kobieta nie obżera przy stole, nagwizdałam na zasady i zachowałam się jak typowy wołoduch. Tak wiec mój partner o posturze Wikinga i apetycie bawoła, konsumował sałatę w cenie, za która można by wyżywić pokaźnych rozmiarów króliczą rodzinę, przynajmniej przez najbliższy miesiąc, podczas gdy ja w tym czasie oddawałam się uczcie kulinarnej zamawiając kolejne dania, rozkoszując się wyśmienitym czerwonym winem i nawet przez myśl mi nie przeszło pozbawienie się na koniec przyjemności zjedzenia deseru. Nie pękłam z obżarstwa tylko i wyłącznie dlatego, że w wyjątkowo drogich restauracjach,  porcje są odwrotnie proporcjonalne do wysokości ceny o czym doskonale wiedziałam opracowując szczegóły mojej zemsty.

Naprawdę trudno jest mi powiedzieć w tej chwili co sprawiło mi większą przyjemność – oglądanie cyrku w restauracji z udziałem Mr. L czy też przedstawienie „Producenci” w wykonaniu Matthew Broderick, które było naprawdę wyśmienite, fakt jednak pozostaje, że wieczór należał do zdecydowanie udanych. Po obejrzeniu przedstawienia wsiedliśmy do limuzyny i udaliśmy się do mojego mieszkania. Po dojechaniu na miejsce rogi na głowie miałam już pokaźnej wielkości a po wyjściu z samochodu wyraźnie czułam jak diabelski ogon majta mi się z tylu w rytm ruchu moich bioder a szelmowski uśmiech na stale zagościł na mojej twarzy. Po wyjściu z samochodu usłyszałam jak Mr. L poprosił kierowcę żeby czekał na niego pod domem i udał się za mną w stronę wejścia do budynku. I tutaj w kulminacyjnym momencie przedstawienia, stanęłam przed drzwiami, spojrzałam uwodzicielsko na mojego „byłego” partnera, pocałowałam go w policzek, podziękowałam mu za cudowny wieczór i życząc mu dobrej nocy odwróciłam się na pięcie i weszłam do środka pozostawiając Mr. L na zewnątrz w stanie nieukrywanego szoku. Krótko potem, w głębokim poczuciu spełnionego obowiązku zniknęłam w ramionach Orfeusza.

Następnego dnia zblokowałam adres e-mailowy Mr. L, zmieniłam numer telefonu i zerwałam kontakty na następnych osiem lat. Mimo iż tak ekstremalne zachowanie nie leży w moim charakterze i była to pierwsza i ostatnia tego typu demonstracja sił w moim wykonaniu, to ze zdziwieniem zauważyłam, że była jednak niezwykle skuteczna. Co zabawniejsze, potwierdziła się moja wcześniej wspomniana teoria, że mężczyźni jednak kochają Zołzy i ich silny charakter, bo Mr. L nie tylko o mnie nigdy nie zapomniał, czemu nie należy się specjalnie dziwić, bo w końcu wyryłam mu się w pamięci niczym bruzda na zaoranym polu (podobnie jak rachunek za pobyt w NY), ale nadal nalega na utrzymywanie kontaktu.

W sumie jeżeli nie można dotrzeć do mężczyzny ani przez rozum ani przez serce,  wtedy metoda „łopatologii stosowanej” wydaje się być jedynym skutecznym sposobem wytłumaczenia zadufanemu w sobie Narcyzowi naszego punktu widzenia. A nic nie sprawia kobiecie większej satysfakcji niż gwałtowna i niespodziewana zmiana Status Quo … oczywiście przy naszym udziale i na naszą korzyść  :)

About these ads

3 responses to “Sposób na poskromienie Narcyza oraz dlaczego nie należy drażnić Zołzy …

  1. Pięknie
    Nie zawsze się to sprawdza…

  2. Oczywiście Piotruś, ze nie zawsze się sprawdza – są oczywiście jednostki do których absolutnie NIC nie dociera – głową muru nie przebijesz wiec z tym należy dać sobie spokój :)

  3. Mężczyźni są rozni oczywiście często można tez spotkać typ potocznie zwany kompletnym dupkiem …
    Podstawowy problem z tych panów jest ze tak powiem natury anatomicznej a mianowicie zapominają o tym ze mózg znajduje się w części ciała podczymywanej przez szyje…

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s